środa, 18 lutego 2026

Nikołaj Karpicki. Egzystencjalne doświadczenie wojny

Źródło: Wydawcą PostPravda.info. 19.01.2026.
URL: https://postpravda.info/pravda/front/egzystencjalne-doswiadczenie-wojny/


Doświadczenie egzystencjalne to wszystko, co wpływa na stosunek do życia i dla wielu ludzi, szczególnie w Ukrainie, to właśnie wojna zajmuje obecnie miejsce centralne. Szczególnie dotyczy to tych, którzy żyją w strefie przyfrontowej. Egzystencjalne doświadczenie wojny obejmuje nie tylko to, co człowiek obserwuje – bombardowania, kryzys infrastruktury podtrzymującej życie, zniszczenia i śmierć ludzi – lecz także to, czego doświadcza wewnętrznie. Jednak doświadczenie wewnętrzne nabiera wartości egzystencjalnej dopiero wtedy, gdy nienawiść zostaje przezwyciężona w intencji, strach i bezczynność – w czynach, a poczucie nieokreśloności oraz iluzoryczne oczekiwania – w wizji przyszłości.

Egzystencjalne doświadczenie wojny to nie tylko wiedza, lecz zrozumienie, które zmienia człowieka

W 2022 roku postanowiłem zostać w Słowiańsku. Miasto było nieustannie ostrzeliwane, ale znacznie bardziej przerażająca wydawała się perspektywa okupacji. Wówczas trzy razy dziennie śledziłem wiadomości z frontu: sytuacja dramatycznie się pogarszała i nie było jasne, czy nasze miasto przetrwa. Można było przenieść się na tyły albo za granicę, ale tu jest mój dom. Był też inny powód, by zostać: tylko bezpośrednia bliskość wojny mogła dać mi autentyczne zrozumienie, które pozwoliłoby mi o niej pisać. Wiedza i zrozumienie doświadczenia życia to nie to samo. Wiedza oznacza posiadanie informacji. Autentyczne zrozumienie – innymi słowy, zrozumienie w sensie egzystencjalnym – to przemyślenie wiedzy na podstawie własnego doświadczenia życiowego.

Nienawiść w egzystencjalnym doświadczeniu wojny

Nienawiść. Żyjesz swoim zwykłym życiem – praca, codzienne sprawy, relacje – i nagle ktoś, bez żadnego powodu, próbuje cię zabić. Całe państwo pracuje na ten właśnie cel. Zwracasz się do znajomych i krewnych w Rosji, lecz zamiast słów wsparcia słyszysz oskarżenia o nazizm i aprobatę dla inwazji. Po 24 lutego 2022 roku wielu mieszkańców Ukrainy straciło domy, pracę, bliskich i już czwarty rok zmuszeni są walczyć o przetrwanie. Nic więc dziwnego, że rodzi się wśród nich wszechogarniająca nienawiść do wszystkiego, co kojarzy się z Rosją.

W pierwszych miesiącach wojny nienawiść ta pomogła ukraińskiemu społeczeństwu się zmobilizować, lecz z czasem stawała się coraz bardziej destrukcyjna. Nienawiści bowiem nie da się zatrzymać w sobie – po prostu wypala od środka. Pojawia się potrzeba jej wyładowania, choćby w mediach społecznościowych. Jednak tekstów pełnych przekleństw pod adresem wroga sami wrogowie nie czytają. Czytają je natomiast przyjaciele, którym ta nienawiść jest przekazywana.

W ten sposób, przekazywana z człowieka na człowieka, nienawiść narasta jak kula śnieżna, podczas gdy jej adresat pozostaje nieosiągalny. Ani Putin, ani jego otoczenie nie czytają naszych postów. Skumulowana agresja zaczyna więc przesuwać się na bliższe cele: najpierw na skorumpowanych i niekompetentnych biurokratów, potem na ukraińskich polityków oraz działaczy społecznych i religijnych, którzy przemilczają problemy, następnie na tych, którzy darzą ich szacunkiem, a ostatecznie na wszystkich, którzy w jakikolwiek sposób nie spełnili naszych oczekiwań. Zaczynają się utarczki wewnątrz wspólnot Ukraińców i proukraińsko nastawionych aktywistów, a w tej wewnętrznej kłótni główny wróg – Rosja – schodzi na dalszy plan.

Intencja. Wystarczy wpuścić w siebie nienawiść, a ona całkowicie przejmie nad tobą władzę. Dlatego wewnętrznie zdystansowałem się od tego uczucia, a pracę nad filozoficznym dziennikiem czasu wojny przekształciłem w praktykę transformowania emocji w zrozumienie. Zamiast nienawiści we mnie ugruntowała się intencja walki aż do pełnego zwycięstwa nad państwem-agresorem i ukarania wszystkich winnych zbrodni wojennych. Nienawiść jest namiętnością, która wybucha spontanicznie i tłumi wolę człowieka. Intencja natomiast jest ukierunkowaniem własnej woli, porządkuje uczucia i mobilizuje siły.

Trwa już czwarty rok wojny na pełną skalę. Sytuacja na froncie stale się pogarsza. Rosja wzmacnia swój potencjał militarny. Europa coraz wyraźniej odczuwa realne zagrożenie inwazją, zwłaszcza Polska i państwa bałtyckie. Skala zagrożeń nie wpływa jednak na moją intencję, ponieważ nie zależy ona ani od mojego stanu psychicznego, ani od okoliczności zewnętrznych. Zmienia się jedynie forma walki. Dla mnie jest nią praca ze słowem.

Wewnętrzne przeżycia w egzystencjalnym doświadczeniu wojny

Strach. W mieście przyfrontowym nie ma czasu na chowanie się przed ostrzałami, a ja zresztą nie mam się gdzie schować. Dlatego gdy zaczyna się ostrzał, po prostu liczysz na to, że kolejny pocisk, dron czy bomba nie trafią w ciebie. Na początku jest strasznie, potem człowiek się przyzwyczaja i ostrzały przestają odciągać od pracy nad tekstami, nawet jeśli słychać huk nalotu, od którego drżą szyby w oknach. Teraz, gdy piszę te słowa, zupełnie blisko rozległ się potężny wybuch – dom zadrżał, a na ulicy zawyły syreny. Prąd na moment zanikł, lecz natychmiast wrócił i można pracować dalej.

Strach jest odczuwany inaczej na zapleczu i w pobliżu frontu. Czasem wydaje mi się, że na głębokim zapleczu jest nawet straszniej. Gdy śmierć jest blisko, strach staje się bardzo konkretny: trwa ostrzał – jest strach, ucichło – pojawia się rozluźnienie, jakby nic się nie wydarzyło. Człowiek nie jest w stanie żyć w ciągłym napięciu, psychika sama wygasza emocje. Im jednak dalej od frontu, tym bardziej przeraża przyszłość i niepewność sytuacji. Strach rozmywa się i staje się stałym tłem postrzegania rzeczywistości.

Niepewność. Mieszkam na obrzeżach Słowiańska, gdzie łączność telefoniczna jest słaba. Czasami po ostrzale na długo znika prąd i nie wiesz, kiedy zostanie przywrócony – ani czy w ogóle zostanie. Wtedy zostajesz w ciemności, z rozładowanym laptopem, bez możliwości dowiedzenia się, co dzieje się wokół. Być może wróg jest już blisko – a ty nawet o tym nie wiesz. Jedynie zimno w nocach zimowych przerywa tę sensoryczną izolację od świata, ponieważ pompa, która tłoczy gorącą wodę do kaloryferów, nie może działać bez elektryczności. Jeśli temperatura spadnie poniżej zera, rury pękną (na szczęście jeszcze do tego nie doszło). W takie chwile naprawdę dociera do ciebie groza niepewności jutra – tej, od której ratowała praca przy komputerze, dopóki było prąd.

Prognozy analityków rzadko się sprawdzają, ponieważ niemożliwe jest obliczenie wszystkich czynników wojny. Możemy jedynie odnotowywać tendencje – a te są teraz bardzo złe. Ale jeśli przyszłość nie jest przesądzona, może zmienić się wbrew najczarniejszym oczekiwaniom. Miejsce na nadzieję pozostaje zawsze.

Bezczynność. Choć praca męczy, bezczynność jest o wiele straszniejsza. Latem 2022 roku Słowiańsk opustoszał, a wielu spośród tych, którzy zostali, straciło swoje codzienne zajęcia. Siedzisz całymi dniami w domu bez światła, bez możliwości odwrócenia uwagi, tylko obserwujesz, jak twoje miasto jest ostrzeliwane. W protestanckim kościele „Dobra Nowina” znajoma powiedziała: „Staraj się być tu jak najczęściej, bo po prostu siedzieć w domu jest nie do wytrzymania”. Na szczęście mnie ten problem nie dotyczył, bo stale pracowałem nad tekstami, wiedziałem, że wykonuję ważną pracę i czułem się w aktywnej życiowej postawie. Dlatego spokojnie odnosiłem się do ostrzałów i innych trudności, które stają się nie do zniesienia, jeśli tkwi się w biernym obserwowaniu. Najcenniejsze w czasie wojny jest ważna sprawa, która nie pozwala pogrążyć się w bezczynności.

Postrzeganie przyszłości w egzystencjalnym doświadczeniu wojny

Iluzoryczne oczekiwania. Gdy front jest blisko, żyje się z dnia na dzień, nie licząc na przyszłość, i wtedy przestaje się rozumieć ludzi żyjących na zapleczu, którzy funkcjonują w iluzorycznych oczekiwaniach. Najpierw w Ukrainie wszyscy liczyli na nową broń, która miała przełamać sytuację na froncie. Później spodziewano się, że Rosji skończą się żołnierze. Półtora roku temu, gdy Rosjanie zaczęli posuwać się w stronę Pokrowska, w Ukrainie woleli tego nie dostrzegać – wszyscy mówili o lokalnych sukcesach pod Charkowem i zapewniali, że przeciwnikowi wkrótce zabraknie sił do ofensywy.

Na moje słowa, że nie ma żadnych oznak wyczerpania, przeciwnie – potencjał militarny Rosji rośnie, rozmówcy reagowali skrajną irytacją, a czasem agresją. Podważałem bowiem iluzje, które moralnie podtrzymywały ludzi. Zburzenie fałszywych nadziei prowadziło jednak do bolesnego rozczarowania. W tym sensie bliżej frontu jest mi łatwiej: nie ma iluzji – nie ma też rozczarowań.

Dziś, gdy armia rosyjska naciera, przyszłość wydaje się mroczna, a śmierć bywa tak bliska, że przyszłości jakby w ogóle nie było. Paradoksalnie, aby ją odzyskać, trzeba zrezygnować z oczekiwania.

Zniekształcenie percepcji i postawa pasywna. Obraz przyszłości zawsze rozmija się z rzeczywistością. Co więcej, samo oczekiwanie przyszłości zniekształca postrzeganie teraźniejszości. Przed wojną nikt nie wyobrażał sobie, że przyszłość może okazać się aż tak przerażająca, i dla chwilowych korzyści ekonomicznych Europejczycy – także Ukraińcy – pobłażali dyktatorowi zamiast przygotowywać się do wojny. Jednak nawet wojna nie doprowadziła do powszechnego otrzeźwienia, a jedynie zmieniła charakter iluzorycznych oczekiwań.

Oczekiwanie katastroficznej przyszłości tłumi wolę, a optymizm oparty na oczekiwaniu rozluźnia – jedno i drugie uniemożliwia gotowość na przyszłość. W 2022 roku czekaliśmy: oto nadchodzi nowa broń, która zmieni sytuację na polu walki, a gdy tylko wyjdziemy na granice z 1991 roku, zapanuje pokój. Iluzoryczne oczekiwania przeszkodziły dostrzec, że wojna nie zakończyłaby się niezależnie od wyniku kontrofensywy, i że przetrwanie wymaga przygotowania się do długotrwałej wojny na wyniszczenie.

Dla wielu stosunek do przyszłości przypomina prognozę pogody – przyjmuje się ją jako nieuchronną. A jeśli nie da się z tym pogodzić, szuka się innego, bardziej optymistycznego synoptyka… albo analityka wojskowego. To kształtuje postawę pasywną. Jej cena w czasie wojny jest zbyt wysoka, a przyszłość zawsze okazuje się inna, niż się spodziewaliśmy. Postawa aktywna oznacza, że przyszłości się nie oczekuje, lecz projektuje na podstawie własnych decyzji.

Wizja przyszłości. Oczekiwanie zawsze zniekształca postrzeganie teraźniejszości. Wizja przyszłości, która nie opiera się na oczekiwaniu, lecz na świadomości własnych możliwości i własnej intencji, przeciwnie, pozwala adekwatnie postrzegać teraźniejszość. Przyszłość nie jest faktem danym jak prognoza pogody, lecz możliwością, która nieustannie kształtuje się poprzez nasze decyzje; istnieje ona w naszym wewnętrznym zamiarze jako wektor naszych dążeń. Pozwala to przyjmować rzeczywistość taką, jaka jest, bez dopasowywania jej do iluzorycznych oczekiwań. Zamiast tego zmieniamy własne wewnętrzne priorytety. Rzeczywistość jest przerażająca: zbyt wiele zrobiono źle, zbyt wiele było kradzieży i zdrad, by biernie oczekiwać zwycięstwa nad Rosją. I właśnie dlatego nie trzeba niczego pasywnie oczekiwać, skoro w tej strasznej rzeczywistości można budować alternatywny projekt przyszłości – projekt zwycięstwa nad Rosją. Wizja przyszłości nie jest oczekiwaniem, lecz systemem priorytetów i ogólnym wektorem dążeń opartym na rozumieniu rzeczywistości bez iluzji.





Nikołaj Karpicki. Front w Ukrainie mierzy się z chłodem. Jak wygląda zima w Słowiańsku? Cel jest jasny – przetrwać

Źródło: Wydawcą PostPravda.info. 11.02.2026.
URL: https://postpravda.info/pravda/front/zima-w-slowiansku/


Słowiańsk na Donbasie po raz kolejny staje przed zagrożeniem zbliżenia się do niego rosyjskiej armii. Po blisko trzech latach walk, wojska Putina zdołały zdobyć Siewiersk, pokonać rzekę Siewierski Doniec, a także ruszyły się wzdłuż głównej trasy wiodącej z Bachmutu właśnie w kierunku Słowiańska. Do walk dochodzi już w pobliżu wsi Raj-Aleksandrówka. Intensywnie w ostatnich tygodniach była też niszczona okoliczna infrastruktura energetyczna i cały region pozbawiony był prądu. Do tego Kreml skrupulatnie stara się odciąć ukraińską logistykę. „To najcięższa zima w Słowiańsku we wszystkich latach wojny” – pisze Nikołaj Karpicki. Ostatnie cztery lata spędził w tym przyfrontowym mieście. Jego zdaniem Rosja wykorzystuje chłód jako broń, także przeciwko mieszkańcom miasta.

Zima w Słowiańsku: chłód jako broń

Rosja używa przeciwko cywilnym mieszkańcom Ukrainy nie tylko bomb i dronów, lecz także chłodu. Choć obiektywnie ostrzały są groźniejsze niż chłód, to psychologicznie chłód znosi się ciężej. Do zagrożenia śmiercią, możliwej w każdej chwili, z czasem się przyzwyczaja: na początku, gdy obok słychać wybuchy, robi się bardzo nieswojo, lecz potem przestaje się reagować. Do chłodu jednak przywyknąć się nie da.

Mieszkam niedaleko frontu i tutaj do chłodu dochodzi jeszcze jeden czynnik, który łamie ludzi — niepewność. Każdy znosi ją na swój sposób; mogę opowiedzieć o własnym doświadczeniu.

Styczeń okazał się mroźny. Wraz z nadejściem mrozów Rosja zaczęła celowo uderzać w ukraiński system energetyczny, próbując zamrozić kraj. Główne uderzenie spadło na Kijów. Ludzie w blokach bez prądu trafiają jakby w pułapkę: nie ma ani światła, ani wody, nie da się normalnie korzystać z toalety, dom stopniowo przemarzа. Tam, gdzie służby komunalne liczyły na szczęście i nie spuściły wody z kaloryferów, rury popękały.

Dopóki uwaga Moskwy była skupiona na stolicy, w Słowiańsku było nam łatwiej — przerwy w dostawach prądu zdarzały się rzadko i były krótkotrwałe. Gdyby prąd wyłączano tak jak w Kijowie, mój dom by tego nie wytrzymał.

Typowe domy jednorodzinne w Ukrainie nie są przystosowane do silnych mrozów, a kiedy je budowano, nikt nie myślał o możliwości wojny. W jednym z takich domów mieszkam i ja. Kuchnia znajduje się w dobudówce, oddzielnie od głównego domu; tam też stoi kocioł gazowy, który doprowadza ciepło do domu rurą łączącą oba budynki. Jeśli silnik elektryczny się zatrzyma, woda przestanie krążyć i dom szybko zamarznie.

Pod koniec stycznia zaczęła się odwilż, lecz na targu ludzie z niepokojem dyskutowali o anormalnych lutowych mrozach, których spodziewano się w następnym tygodniu. I wtedy Trump oświadczył, że poprosił Putina o wstrzymanie uderzeń w energetykę na tydzień, ponieważ jest bardzo zimno. Brzmiało to jak fantastyka, ale bardzo chciało się wierzyć. Planu „B” na wypadek długotrwałego braku prądu nie miałem.

Putin nie tyle wstrzymał ogień ze względu na ludzkie cierpienie, ale po prostu poczekał na szczyt mrozów i 3 lutego rosyjska armia uderzyła wszystkim, co zdążyła zgromadzić w dniach tego „rozejmu”: według informacji Zełenskiego — 32 rakietami balistycznymi, 11 innymi rakietami, 28 rakietami manewrującymi oraz 450 dronami uderzeniowymi. Jakby nie zauważając, co się stało Donald Trump potwierdził, że Putin dotrzymał obietnicy.

Bez ogrzewania przy minus piętnastu

Doba z 3 na 4 lutego była dla mnie najcięższa przez cały czas wojny. W te kilka godzin skupiło się całe moje postrzeganie wojny przez ostatnie cztery lata. Prąd wyłączono w ciągu dnia — tak samo nagle, jak rozpoczęła się inwazja 24 lutego 2022 roku. Z jednej strony rozumiesz, że to może się zdarzyć, z drugiej — psychologicznie nie sposób tego sobie wyobrazić i się przygotować. Bo gdy jednak do tego dochodzi, trafiasz do zupełnie innej rzeczywistości. I tu jest dokładnie tak samo w przypadku wybuchu wojny, jak i braku prądu przy piętnastostopniowym mrozie.

Pierwszą reakcją jest nadzieja, że to potrwa krótko. Dom wciąż trzyma ciepło, zupa jest ugotowana. Taka sama nadzieja była i w pierwszych dniach inwazji: trzeba wytrzymać trzy dni, …dziesięć dni, a potem wydarzy się cud — pomoc Zachodu, kontrofensywa, Rosja się wycofa. Jak jednak widzimy wojna nadal trwa, a nadzieja maleje. Prąd też nie wraca, tak jak pokój.

Zapada noc, światła nie ma i staje się jasne, że wydarzyło się coś poważnego. Najbardziej męcząca jest niepewność. Mieszkam na obrzeżach miasta i znajduję się w całkowitej izolacji informacyjnej. Nie wiem, czy to awaria lokalna, czy globalna. Być może prąd pojawi się w następnej sekundzie, a być może — nigdy. To samo odczucie towarzyszyło nam podczas kontrofensywy jesienią 2022 roku: liczysz na to, że wojna zakończy się szybkim zwycięstwem, lecz równie prawdopodobne jest, że potrwa nieokreślenie długo.

Chce się zasnąć i obudzić wtedy, gdy prąd już będzie. Zasypiałem i budziłem się wiele razy i za każdym razem robiło się coraz zimniej. Musiałem wziąć jeszcze jeden koc i dwa pledy. Nad ranem naciągnąłem na siebie piąty sweter, kurtkę i zacząłem chodzić po domu, żeby się rozgrzać. Wiedziałem już, że mróz utrzyma się co najmniej jeszcze kilka dni, a bez prądu naprawdę nie da się dotrwać do ocieplenia. Tak właśnie wygląda wojna na wyczerpanie: kto pierwszy opadnie z sił. Moskwa to wie, że ma nieporównywalnie większe zasoby od Ukrainy i stały napływ ochotników gotowych za pieniądze nas zabijać. Kijów bez pomocy sojuszników być może nie dałby rady tak długo się bronić.

Myśląc o tym, otworzyłem lodówkę na oścież — niech chłód w domu przynajmniej na coś się przyda. Zupę podgrzałem na świeczce. Garnek oddaje ciepło pomieszczeniu niemal z taką samą prędkością, z jaką je otrzymuje, ale po dwóch godzinach zupa w końcu stała się ciepła. Dopóki chodzę po pokoju tam i z powrotem, chłód jest jeszcze znośny, lecz z każdą godziną robi się coraz gorzej. Jeśli temperatura w domu spadnie poniżej zera, pękną kaloryfery i wtedy nie będzie już różnicy, czy jesteś w domu, czy na zewnątrz.

Prądu nie ma już prawie dobę i niepewność coraz bardziej przygniata. Być może na zewnątrz rura już przemarzła… Świadomość rozdziera się między nadzieją, że za chwilę zapali się żarówka, a wyobraźnią, która rysuje apokaliptyczny obraz wojny, w której nie ma już nadziei na przetrwanie. Teraz główne zadanie polega nie tyle na doczekaniu się prądu, ile na zachowaniu wewnętrznego spokoju. Aby to osiągnąć, odrywam się od oczekiwania „następnej chwili” i skupiam się na tym, co jest „tu i teraz”.

Poszukuje różnych myśli, byle by tylko oderwać głowę od poczucia zimna. Pojawia się nienawiść do wszystkich, którzy wspierali lub wspierają nadal Putina, zwłaszcza do moich znajomych Rosjan. Ale jeśli teraz dopuszczę do siebie nienawiść, to czuję, że po prostu się w niej rozpuszczę. Niezależnie od tego, jak straszne jest życie, każda konkretna chwila życia ma wartość samą w sobie i staram się przeżyć ją w pełni. Nawet jeśli w następnej chwili zginę we własnym domu od drona lub bomby. Wraz z nienawiścią odrzucam także oczekiwania i obraz rzeczywistości, który podsuwa wyobraźnia.

Dlaczego do chłodu nie da się przyzwyczaić? Mogę siłą inercji zajmować się swoimi sprawami, gdy spadają bomby, ale żeby się ogrzać, trzeba wkładać dodatkowy wysiłek. Chodzę po pokoju, by się rozgrzać, lecz jak długo tak wytrzymam — dzień, dwa? Chłodu nie da się „przeczekać” siłą inercji.

Siłą inercji można wykonywać codzienne czynności nawet w chwilach zagrożenia, o ile nie wymagają one walki o przetrwanie. W ten sposób rodzi się przyzwyczajenie do wojny. Sprzyjają mu analitycy i publicyści, kreślący optymistyczny obraz przyszłych rosyjskich porażek i ukraińskich sukcesów. W pierwszym roku wojny to nas podtrzymywało, pomagało mobilizować siły psychiczne. Wojna ma jednak także drugą stronę: prędzej czy później dosięga każdego, zmuszając do walki o własne życie. Do tego, podobnie jak do chłodu, nie sposób się przyzwyczaić, ponieważ wymaga to ciągłego wysiłku, a ludzkie siły psychiczne są ograniczone.

Celowe nastawienie — przetrwać razem z Ukrainą

Co to znaczy żyć „tu i teraz”? Jeśli postrzegać to wyłącznie w strumieniu przeżyć psychicznych, nie starczy sił, by wytrzymać to, co wojna przynosi w każdej chwili. W pełni można to przeżyć jedynie, opierając się na celowym nastawieniu, które nie zależy ani od stanów psychicznych, ani od okoliczności zewnętrznych. Tylko ono odsłania świadomość własnego istnienia w chwili „tu i teraz”, a samo to istnienie ma wartość autoteliczną. Stąd rodzi się zamiar — przeżywać tę chwilę w pełni, wbrew chłodowi, wojnie i niebezpieczeństwu śmierci w następnej minucie. Zamiar ten urzeczywistnia się w celowym nastawieniu do przetrwania mimo wszystko. Ale nie kosztem innych, lecz razem z innymi. W warunkach wojny oznacza to — przetrwać razem z Ukrainą, niezależnie od tego, jak silny jest wróg.

To celowe nastawienie dodaje sił i nadaje życiu sens. Nawet gdy nie ma prądu ani internetu, nie da się włączyć laptopa, a ja muszę chodzić po pokoju, by się ogrzać, wciąż mogę coś robić dla Ukrainy — na przykład układać w myślach teksty przyszłych publikacji.

Prąd wreszcie włączono po dobie. Rury przemarzły, lecz nie do końca — woda ledwie przez nie płynie, dlatego dom się nie nagrzewa. Mnie jest jeszcze stosunkowo znośnie. Ludziom starszym i dzieciom uwięzionym w blokach jest o wiele trudniej. Przed nami kolejne mrozy i następne wyłączenia prądu. Walka trwa.


Odpowiedzialność // Słownik wojny



Czym jest odpowiedzialność i jak jej poczucie wiąże się z uznaniem człowieka za wolnego obywatela, a nie chłopa pańszczyźnianego czy niewolnika? Dlaczego jedni Rosjanie uznają zbiorową odpowiedzialność za wojnę, a inni oburzają się, że przypisuje im się odpowiedzialność za zbrodnie reżimu, w które nie byli zamieszani? Aby odpowiedzieć na te pytania, Nikołaj Karpicki w artykule z cyklu „Słownik wojny” na portalu PostPravda.Info wyjaśnia, w jaki sposób przejawia się odpowiedzialność indywidualna i zbiorowa.

Odpowiedzialność

Odpowiedzialność przejawia się w gotowości ponoszenia odpowiedzi za własną bezczynność, własne czyny i ich konsekwencje, nawet jeśli konsekwencje te są uwarunkowane okolicznościami niezależnymi od człowieka. Wina jest moralną lub prawną oceną czynów człowieka, zakładającą moralne potępienie lub sankcję prawną. Odpowiedzialność natomiast polega na obowiązku określenia swojego stosunku do własnych działań z przeszłości albo do okoliczności, które wymagają określonych działań w przyszłości. W ten sposób wina może dotyczyć wyłącznie czynów już dokonanych, podczas gdy odpowiedzialność może odnosić się nie tylko do przeszłości, lecz także do przyszłości. Na przykład, gdy dorosły spotyka zagubione dziecko, staje się odpowiedzialny za najbliższą przyszłość tego dziecka.

Ponieważ ludzie mają skłonność do uchylania się od odpowiedzialności za swoją winę, społeczeństwo wypracowało prawne mechanizmy przymusowego pociągania do odpowiedzialności.

Odpowiedzialność za faktyczną winę z przeszłości realizuje się w gotowości poniesienia konsekwencji; odpowiedzialność za przyszłość – w działaniu; odpowiedzialność za cudze zbrodnie, z którymi człowiek mimowolnie został powiązany ze względu na miejsce zamieszkania lub obywatelstwo – w wyrażeniu swojego stosunku do tych zbrodni i ich skutków. Dlatego ignorowanie wojny zaborczej rozpętanej przez własne państwo jest przejawem nieodpowiedzialności, za którą człowiek ponosi indywidualną winę.

Odpowiedzialność mogą sobie uświadamiać jedynie ludzie wolni i zdolni do działania, dlatego stawianie człowiekowi wymogu bycia odpowiedzialnym oznacza uznanie go za wolnego i zdolnego do działania. Świadomość odpowiedzialności za zbrodnie państwa mogą mieć wyłącznie konkretne osoby, które je reprezentują; jeśli zaś odmawiają one przyjęcia tej odpowiedzialności, tracą prawo do wypowiadania się w imieniu państwa. Żądanie wobec Rosjan, by wzięli odpowiedzialność za wojnę zaborczą i zbrodnie wojenne Rosji, oznacza traktowanie ich nie jak niewolników czy chłopów pańszczyźnianych, lecz jak obywateli posiadających podmiotowość i wolną wolę. Odmowa wzięcia odpowiedzialności za zbrodnie własnego państwa oznacza utratę podmiotowości. Ponieważ wymóg ten dotyczy wszystkich zdolnych do działania obywateli Rosji, zakłada on zbiorową odpowiedzialność Rosjan za wojnę.

Odpowiedzialność zbiorowa

Odpowiedzialność zbiorowa za wojnę zaborczą oznacza obowiązek urzeczywistnienia w czynach swojego stosunku do wojny agresywnej i jej konsekwencji. O ile odpowiedzialność indywidualna wynika z własnych działań człowieka lub z jego współuczestnictwa w działaniach innych, o tyle odpowiedzialność zbiorowa jest określana przez sytuację i okoliczności – w szczególności przez to, czy dana osoba jest obywatelem państwa-agresora, czy mieszka na jego terytorium itp.

Współuczestnictwo w cudzych działaniach może mieć charakter bezpośredni – gdy są to świadome działania ukierunkowane na wspieranie wojny – oraz pośredni, gdy człowiek zajmuje się swoim życiem, płaci podatki i, być może, zgodnie ze swoimi przekonaniami nie popiera wojny. Jednak swoją codzienną działalnością mimowolnie wspiera państwo, które prowadzi wojnę. W obu przypadkach odpowiedzialność ma charakter indywidualny, ponieważ zależy od stopnia zaangażowania konkretnej osoby we wspieranie wojny. Na przykład stopień zaangażowania pracowników zakładów zbrojeniowych różni się od stopnia zaangażowania emerytów itd.

Odpowiedzialność zbiorowa wynika z okoliczności – w tym przypadku z faktu, że Rosja prowadzi wojnę w imieniu wszystkich Rosjan. Dlatego wszyscy Rosjanie, w tym także ci, którzy wyjechali z Rosji i nie są współuczestnikami działań rosyjskich władz, mimo to ponoszą zbiorową odpowiedzialność za działania państwa. Odpowiedzialność ta może mieć charakter moralny, prawny, polityczny oraz egzystencjalny.

Zbiorowa odpowiedzialność moralna zobowiązuje każdego obywatela do określenia swojego moralnego stosunku do własnych działań lub zaniechań. Jeśli natomiast ktoś nadal żyje tak, jakby wojna w ogóle go nie dotyczyła, w jego codzienności dewaluuje się doświadczenie życia ludzi, którzy przeżyli wojnę, co niszczy samą możliwość komunikacji z nimi. Z tego powodu wielu Ukraińców nie chce utrzymywać kontaktów z Rosjanami.

Zbiorowa odpowiedzialność polityczna za wojnę obejmuje wszystkich obywateli państwa-agresora, ponieważ nie zdołali oni powstrzymać swojego rządu, który rozpętał agresywną wojnę. Odpowiedzialność ta przejawia się w akceptacji politycznego ukarania za wojnę: reparacji, ograniczenia prawa do samodzielnego decydowania o losie własnego kraju, częściowej lub całkowitej utraty suwerenności państwowej, aż do demontażu państwa.

Zbiorowa odpowiedzialność prawna za wojnę nie oznacza uznania zbiorowej winy i przejawia się w obowiązku każdego obywatela państwa-agresora do zdania sprawy ze swoich działań lub zaniechań w okresie wojny w celu ich oceny prawnej. Tylko w przypadku stwierdzenia współudziału w zbrodniach wojennych – na przykład gdy dana osoba programowała starty rakiet lub prowadziła działania propagandowe wśród uczniów – sąd ma obowiązek ustalić stopień jej indywidualnej winy i wymierzyć karę.

Zbiorowa odpowiedzialność egzystencjalna za wojnę powstaje na gruncie tożsamości i przejawia się w formie wstydu za własny kraj i wspólnotę.

Subiektywne przeżywanie zbiorowej odpowiedzialności

U jednych zbiorowa odpowiedzialność wywołuje poczucie wstydu, u innych – poczucie niesprawiedliwości wynikające z tego, że obejmuje ona również ich samych. Wielu ludzi w Rosji, w tym także wśród tych, którzy wspierają Ukrainę, zadaje sobie pytanie: „Dlaczego mam ponosić odpowiedzialność za działania Putina, którego nienawidzę i który zniszczył mi życie?”. Niektórzy postrzegają zbiorową odpowiedzialność jako zrównanie ofiar i katów i pytają: „Czy ofiary stalinowskiego Gułagu ponoszą taką samą zbiorową odpowiedzialność za zbrodnie ZSRR jak kaci z NKWD?” Jednak wojnę Rosji przeciwko Ukrainie prowadzą nie pojedynczy przestępcy, lecz cały system państwowy, w który włączeni są wszyscy obywatele – także ci, którzy sprzeciwiają się wojnie. Wywołuje to u osób niepopierających wojny poczucie wstydu za swój kraj oraz za zbrodnie popełniane w ich imieniu. To właśnie to poczucie wstydu prowadzi do uświadomienia sobie zbiorowej odpowiedzialności.

Nikołaj Karpicki
Słownik wojny

Nikołaj Karpicki. Trójstronne negocjacje pokojowe w sprawie Ukrainy. Uczestnicy jakby z równoległych światów

Źródło: Wydawcą PostPravda.info. 27.01.2026.
URL: https://postpravda.info/pravda/wolnosc/trojstronne-negocjacje-pokojowe/



Trójstronne negocjacje między Ukrainą, Rosją i USA w sprawie uregulowania wojny zakończyły się 24 stycznia 2026 roku w Abu Zabi. Strony uzgodniły kontynuację rozmów 1 lutego. Ale czy pokój jest możliwy, jeśli strony zasadniczo się nie rozumieją, ponieważ myślą w różny sposób i żyją w odmiennych obrazach świata?

Uczestnicy negocjacji różnie postrzegają rzeczywistość

Przed wojną Europa uważała, że żyje z Rosją w jednym świecie, w którym wojny zaborcze są niemożliwe. Wychodząc z tego założenia, nie przygotowywała się do wojny, a nawet pomagała Rosji się umacniać. Europejczycy zakładali, że wojny są bezsensowne, ponieważ prawo własności i granice nie są określane siłą, lecz uznaniem prawnym.

Dla współczesnego, cywilizowanego człowieka nie ma znaczenia, czyi żołnierze znajdują się na danym terytorium – status prawny się od tego nie zmienia. Jeśli ktoś siłą przejął cudzą własność, i tak nie staje się jej właścicielem. W Rosji natomiast dominuje inne wyobrażenie: kto ma siłę, do tego należy terytorium i wszystko, co się na nim znajduje. Stąd na przykład przekonanie, że USA prowadziły wojnę w Iraku dla ropy naftowej. Kiedy pytałem, jak można to sobie wyobrazić – przecież sami amerykańscy żołnierze nie mogą wydobywać ropy, najpierw trzeba ją kupić – ludzie po prostu nie rozumieli pytania. Sama myśl, że własność nie zależy od obecności wojskowej, była dla nich niezrozumiała.

Ta różnica w postrzeganiu wyraźnie ujawniła się w 2014 roku. Większość Rosjan uważała, że Krym stał się rosyjski, ponieważ znajdują się tam rosyjskie wojska. Z punktu widzenia prawa międzynarodowego tak nie jest: prawnie Krym pozostaje częścią Ukrainy i tylko ona ma prawo podejmować wobec niego legalne decyzje. Znamienny przykład stanowi rosyjski archeolog z Ermitażu, Aleksandr Butiagin – prowadził wykopaliska na Krymie bez zgody Ukrainy, a następnie pojechał do Polski, gdzie 10–11 grudnia 2025 roku został aresztowany. Nawet nie przyszło mu do głowy, że według europejskiego prawa jest przestępcą.

Nawet po okupacji Krymu i części wschodniej Ukrainy Europa przez długi czas uważała to, co się dzieje, za anomalię i nadal wierzyła, że z Rosją można się porozumieć. W końcu nawet ZSRR w 1975 roku uznał zasadę nienaruszalności granic, a ostatnia próba aneksji innego państwa – zajęcie Kuwejtu przez Irak w 1990 roku – zakończyła się surową karą.

Jednak rosyjska świadomość społeczna jest w dużej mierze archaiczna. Siła jest w niej ważniejsza niż prawo, dlatego agresywne ambicje rosyjskiej władzy są zrozumiałe, a wiara Europejczyków w prymat prawa – nie. W tym obrazie świata Rosja ma prawo do wszelkich terytoriów, które kiedykolwiek do niej należały, a jeśli może wprowadzić tam wojska, terytorium to uważa się za jej własne, niezależnie od prawa międzynarodowego.

Negocjacje – poszukiwanie rozwiązań w ramach prawa, platforma do zawarcia układu czy legitymizacja sukcesów agresora?

Głębokie niezrozumienie stanowiska Rosji przez Europę doprowadziło do do dyplomatycznego zwycięstwa Rosji w lutym 2015 roku – podpisania „drugich porozumień mińskich” z udziałem Francji i Niemiec. Zgodnie z tymi ustaleniami Ukraina miała przeprowadzić wybory na okupowanych terytoriach przed odzyskaniem kontroli nad granicą, a następnie zalegalizować prorosyjskie formacje zbrojne, które wcześniej powstrzymała siłą. Francja i Niemcy nalegały, że nie ma alternatywy dla „formatu mińskiego”, nie rozumiejąc, że nie chodzi o spór polityczny w ramach prawa, lecz o zajęcie kraju w barbarzyńskim, średniowiecznym sensie tego słowa.

Dziś pojawia się pytanie: o czym w ogóle Ukraina może negocjować z Rosją, która nie uznaje ani ukraińskiej tożsamości, ani prawa Ukrainy do istnienia? Realnie – jedynie o rozejmie, ponieważ wizje pokoju obu stron są tak odmienne, że uzgodnienie pełnoprawnego traktatu pokojowego jest niemożliwe. Jednak właśnie o rozejmie nie ma mowy: Rosja kontynuuje ofensywę, a Stany Zjednoczone nie zrobiły nic, by doprowadzić wojnę do pozycyjnego impasu, bez którego negocjacje o rozejmie są niemożliwe. Co gorsza, obecna administracja amerykańska ma własną wizję porządku światowego – inną niż rosyjska i europejska – co ostatecznie zamieniło perspektywy porozumień w miraż.

Rosyjskie wyobrażenie porządku światowego cofnęło się do średniowiecza: światem rządzą przemoc i okrucieństwo. Podejście europejskie jest przeciwne – opiera się na prawie i wartościach, które są ważniejsze niż korzyści. Wizja Donalda Trumpa również jest archaiczna, ale nie aż tak bardzo: raczej odpowiada logice XIX wieku. Trump nie uznaje wartości i uważa, że porządek światowy opiera się na umowach opartych na korzyściach, a stabilność zapewnia dominacja najsilniejszego państwa. Nie chce wojen i próbuje siłą zmuszać strony do porozumień, uznając to za podstawę do Pokojowej Nagrody Nobla.

Europejczycy nie rozumieją Trumpa, a on nie rozumie Putina: czy negocjacje mogą być skuteczne?

Dyskusje o warunkach pokoju toczą się między stronami, które różnie postrzegają rzeczywistość. Europejscy przywódcy nie rozumieją Trumpa i uważają, że niszczy on porządek światowy. Trump natomiast jest przekonany, że wychodzi z oczywistych dla wszystkich założeń i sądzi, że rzekomo rozumie Putina. To jednak błąd: rzeczywistość Putina jest jeszcze bardziej archaiczna niż rzeczywistość Trumpa.

To niezrozumienie dobrze widać na przykładach. Dla Europejczyków niezrozumiały jest sens „Rady Pokoju” pod kierownictwem Trumpa z wpisowym w wysokości miliarda dolarów, skoro te same zadania realizuje już ONZ. Wygląda to dla nich jak zastępowanie instytucji międzynarodowych osobistą dominacją. Dla Trumpa natomiast struktury międzynarodowe nie mogą stać ponad narodowymi, a „Rada Pokoju” to klub do zawierania transakcji, w którym gospodarz ustala zasady i pobiera opłatę za wstęp.

Europejczykom niezrozumiałe są również roszczenia Trumpa wobec Grenlandii, których sam fakt już podważa NATO. Trump jest przekonany, że świat opiera się na prawie silniejszego, a jego prawo do Grenlandii jako przywódcy najpotężniejszego państwa powinno być oczywiste. Uważa za niesprawiedliwe, że uznaje to jedynie Putin, a nie europejscy przywódcy. W tej logice zrozumiała staje się jego demonstracyjna życzliwość wobec Putina: jeśli Europa jest konkurentem w Arktyce, to Rosja stanowi wojskową przeciwwagę dla Europy, użyteczną do wywierania presji i zawierania transakcji.

Najdziwniej wyglądał epizod, gdy Trump odebrał Medal Nobla Marii Corinie Machado. Wywołało to drwiny, lecz Trump jest szczerze przekonany, że medal należy do niego i że jest to oczywiste dla wszystkich, ponieważ to właśnie jego silne przywództwo powstrzymuje wojny. Dlatego uważa, że musi odebrać medal, aby nikt nie miał co do tego wątpliwości. Ukraina opiera się na europejskich wartościach i prawnym porządku międzynarodowym. Trump ma archaiczną wizję XIX wieku, a Putin – średniowieczną, z czasów Carstwa Moskiewskiego. Jakie są szanse powodzenia negocjacji w takich warunkach? Dopuszczam, że jakieś mogą istnieć, jednak głównym priorytetem pozostaje wzmocnienie zdolności obronnych Ukrainy.