środa, 18 lutego 2026

Nikołaj Karpicki. Trójstronne negocjacje pokojowe w sprawie Ukrainy. Uczestnicy jakby z równoległych światów

Źródło: Wydawcą PostPravda.info. 27.01.2026.
URL: https://postpravda.info/pravda/wolnosc/trojstronne-negocjacje-pokojowe/



Trójstronne negocjacje między Ukrainą, Rosją i USA w sprawie uregulowania wojny zakończyły się 24 stycznia 2026 roku w Abu Zabi. Strony uzgodniły kontynuację rozmów 1 lutego. Ale czy pokój jest możliwy, jeśli strony zasadniczo się nie rozumieją, ponieważ myślą w różny sposób i żyją w odmiennych obrazach świata?

Uczestnicy negocjacji różnie postrzegają rzeczywistość

Przed wojną Europa uważała, że żyje z Rosją w jednym świecie, w którym wojny zaborcze są niemożliwe. Wychodząc z tego założenia, nie przygotowywała się do wojny, a nawet pomagała Rosji się umacniać. Europejczycy zakładali, że wojny są bezsensowne, ponieważ prawo własności i granice nie są określane siłą, lecz uznaniem prawnym.

Dla współczesnego, cywilizowanego człowieka nie ma znaczenia, czyi żołnierze znajdują się na danym terytorium – status prawny się od tego nie zmienia. Jeśli ktoś siłą przejął cudzą własność, i tak nie staje się jej właścicielem. W Rosji natomiast dominuje inne wyobrażenie: kto ma siłę, do tego należy terytorium i wszystko, co się na nim znajduje. Stąd na przykład przekonanie, że USA prowadziły wojnę w Iraku dla ropy naftowej. Kiedy pytałem, jak można to sobie wyobrazić – przecież sami amerykańscy żołnierze nie mogą wydobywać ropy, najpierw trzeba ją kupić – ludzie po prostu nie rozumieli pytania. Sama myśl, że własność nie zależy od obecności wojskowej, była dla nich niezrozumiała.

Ta różnica w postrzeganiu wyraźnie ujawniła się w 2014 roku. Większość Rosjan uważała, że Krym stał się rosyjski, ponieważ znajdują się tam rosyjskie wojska. Z punktu widzenia prawa międzynarodowego tak nie jest: prawnie Krym pozostaje częścią Ukrainy i tylko ona ma prawo podejmować wobec niego legalne decyzje. Znamienny przykład stanowi rosyjski archeolog z Ermitażu, Aleksandr Butiagin – prowadził wykopaliska na Krymie bez zgody Ukrainy, a następnie pojechał do Polski, gdzie 10–11 grudnia 2025 roku został aresztowany. Nawet nie przyszło mu do głowy, że według europejskiego prawa jest przestępcą.

Nawet po okupacji Krymu i części wschodniej Ukrainy Europa przez długi czas uważała to, co się dzieje, za anomalię i nadal wierzyła, że z Rosją można się porozumieć. W końcu nawet ZSRR w 1975 roku uznał zasadę nienaruszalności granic, a ostatnia próba aneksji innego państwa – zajęcie Kuwejtu przez Irak w 1990 roku – zakończyła się surową karą.

Jednak rosyjska świadomość społeczna jest w dużej mierze archaiczna. Siła jest w niej ważniejsza niż prawo, dlatego agresywne ambicje rosyjskiej władzy są zrozumiałe, a wiara Europejczyków w prymat prawa – nie. W tym obrazie świata Rosja ma prawo do wszelkich terytoriów, które kiedykolwiek do niej należały, a jeśli może wprowadzić tam wojska, terytorium to uważa się za jej własne, niezależnie od prawa międzynarodowego.

Negocjacje – poszukiwanie rozwiązań w ramach prawa, platforma do zawarcia układu czy legitymizacja sukcesów agresora?

Głębokie niezrozumienie stanowiska Rosji przez Europę doprowadziło do do dyplomatycznego zwycięstwa Rosji w lutym 2015 roku – podpisania „drugich porozumień mińskich” z udziałem Francji i Niemiec. Zgodnie z tymi ustaleniami Ukraina miała przeprowadzić wybory na okupowanych terytoriach przed odzyskaniem kontroli nad granicą, a następnie zalegalizować prorosyjskie formacje zbrojne, które wcześniej powstrzymała siłą. Francja i Niemcy nalegały, że nie ma alternatywy dla „formatu mińskiego”, nie rozumiejąc, że nie chodzi o spór polityczny w ramach prawa, lecz o zajęcie kraju w barbarzyńskim, średniowiecznym sensie tego słowa.

Dziś pojawia się pytanie: o czym w ogóle Ukraina może negocjować z Rosją, która nie uznaje ani ukraińskiej tożsamości, ani prawa Ukrainy do istnienia? Realnie – jedynie o rozejmie, ponieważ wizje pokoju obu stron są tak odmienne, że uzgodnienie pełnoprawnego traktatu pokojowego jest niemożliwe. Jednak właśnie o rozejmie nie ma mowy: Rosja kontynuuje ofensywę, a Stany Zjednoczone nie zrobiły nic, by doprowadzić wojnę do pozycyjnego impasu, bez którego negocjacje o rozejmie są niemożliwe. Co gorsza, obecna administracja amerykańska ma własną wizję porządku światowego – inną niż rosyjska i europejska – co ostatecznie zamieniło perspektywy porozumień w miraż.

Rosyjskie wyobrażenie porządku światowego cofnęło się do średniowiecza: światem rządzą przemoc i okrucieństwo. Podejście europejskie jest przeciwne – opiera się na prawie i wartościach, które są ważniejsze niż korzyści. Wizja Donalda Trumpa również jest archaiczna, ale nie aż tak bardzo: raczej odpowiada logice XIX wieku. Trump nie uznaje wartości i uważa, że porządek światowy opiera się na umowach opartych na korzyściach, a stabilność zapewnia dominacja najsilniejszego państwa. Nie chce wojen i próbuje siłą zmuszać strony do porozumień, uznając to za podstawę do Pokojowej Nagrody Nobla.

Europejczycy nie rozumieją Trumpa, a on nie rozumie Putina: czy negocjacje mogą być skuteczne?

Dyskusje o warunkach pokoju toczą się między stronami, które różnie postrzegają rzeczywistość. Europejscy przywódcy nie rozumieją Trumpa i uważają, że niszczy on porządek światowy. Trump natomiast jest przekonany, że wychodzi z oczywistych dla wszystkich założeń i sądzi, że rzekomo rozumie Putina. To jednak błąd: rzeczywistość Putina jest jeszcze bardziej archaiczna niż rzeczywistość Trumpa.

To niezrozumienie dobrze widać na przykładach. Dla Europejczyków niezrozumiały jest sens „Rady Pokoju” pod kierownictwem Trumpa z wpisowym w wysokości miliarda dolarów, skoro te same zadania realizuje już ONZ. Wygląda to dla nich jak zastępowanie instytucji międzynarodowych osobistą dominacją. Dla Trumpa natomiast struktury międzynarodowe nie mogą stać ponad narodowymi, a „Rada Pokoju” to klub do zawierania transakcji, w którym gospodarz ustala zasady i pobiera opłatę za wstęp.

Europejczykom niezrozumiałe są również roszczenia Trumpa wobec Grenlandii, których sam fakt już podważa NATO. Trump jest przekonany, że świat opiera się na prawie silniejszego, a jego prawo do Grenlandii jako przywódcy najpotężniejszego państwa powinno być oczywiste. Uważa za niesprawiedliwe, że uznaje to jedynie Putin, a nie europejscy przywódcy. W tej logice zrozumiała staje się jego demonstracyjna życzliwość wobec Putina: jeśli Europa jest konkurentem w Arktyce, to Rosja stanowi wojskową przeciwwagę dla Europy, użyteczną do wywierania presji i zawierania transakcji.

Najdziwniej wyglądał epizod, gdy Trump odebrał Medal Nobla Marii Corinie Machado. Wywołało to drwiny, lecz Trump jest szczerze przekonany, że medal należy do niego i że jest to oczywiste dla wszystkich, ponieważ to właśnie jego silne przywództwo powstrzymuje wojny. Dlatego uważa, że musi odebrać medal, aby nikt nie miał co do tego wątpliwości. Ukraina opiera się na europejskich wartościach i prawnym porządku międzynarodowym. Trump ma archaiczną wizję XIX wieku, a Putin – średniowieczną, z czasów Carstwa Moskiewskiego. Jakie są szanse powodzenia negocjacji w takich warunkach? Dopuszczam, że jakieś mogą istnieć, jednak głównym priorytetem pozostaje wzmocnienie zdolności obronnych Ukrainy.