poniedziałek, 15 czerwca 2026

Nikołaj Karpicki. Mesjanistyczna idea Rosji. Czy wielkość Rosji jest ważniejsza niż własna religia i życie współwyznawców?

Źródło: Wydawcą PostPravda.info. 12.06.2026.
URL: https://postpravda.info/pravda/wolnosc/mesjanistyczna-idea-rosji/


Wydawałoby się, że popieranie wojny zaborczej, której towarzyszą zbrodnie wojenne, jest nie do pogodzenia z religijnym sumieniem. Jak człowiek religijny może pozostawać obojętny, gdy mieszkańcom sąsiedniego kraju, wśród których są także jego współwyznawcy, odmawia się prawa do życia? Przed wojną rosyjscy prawosławni, protestanci, muzułmanie i krysznaici utrzymywali kontakty ze swoimi współwyznawcami na Ukrainie, mając świadomość wspólnej tożsamości. Jednak gdy stanęli przed wyborem – poprzeć wojnę przeciwko sąsiedniemu narodowi czy zachować więzi z ukraińskimi współwyznawcami – większość z nich wybrała wojnę. Czy istnieje możliwość, by ich przekonać do zmiany zdania? Jak doszło do tego, że mesjanistyczna idea Rosji okazała się dla nich ważniejsza nie tylko od życia ich współwyznawców, lecz także od własnej religii?

Gdyby poparcie dla wojny wynikało z tego, że ludzie po prostu czegoś nie wiedzą lub nie rozumieją, stając się ofiarami rosyjskiej machiny propagandowej, można by ich przekonać dzięki świadectwom ich współwyznawców i przyjaciół z Ukrainy, którym przed wojną ufali. Jednak nie chodzi tu o błędne przekonania, lecz o wybór nowego wyznaczania celu, dokonanego wbrew doświadczeniu życia religijnego i kontaktów ze współwyznawcami. To nowe wyznaczenie celu towarzyszy szczególnemu rodzajowi zbiorowego przeżycia – doświadczeniem quasi-religijnym.

Wyznaczanie celu instytucji społecznych

Dlaczego Rosja nie może zrezygnować z ekspansji militarnej? Jest to związane z jej wyznaczaniem celu, a mianowicie z mesjanistyczną ideą „zbierania ziem”. Wyznaczanie celu oznacza orientację na taki cel lub misję, które nadają istnieniu sens.

Istnieją dwa typy wyznaczania celu instytucji społecznych:

Wyznaczanie celu jednych instytucji przejawia się we wspieraniu wewnętrznego życia wspólnoty, komunikacji między jej uczestnikami oraz zaspokajaniu ich potrzeb. Przykładem mogą być kluby zainteresowań lub stowarzyszenia regionalne, których istnienie znajduje uzasadnienie już w tym, że podtrzymują wspólną przestrzeń komunikacji i wzajemnej pomocy.

Wyznaczanie celu innych instytucji polega na czymś zewnętrznym wobec wewnętrznego życia wspólnoty. Na przykład istnienie partii politycznej ma sens tylko wtedy, gdy realizuje ona określony program polityczny. Jeśli zadanie to nie jest wykonywane, partia traci sens istnienia, nawet jeśli jej członkom sprawia przyjemność spotykanie się i wzajemne kontakty.

Analogiczne rozróżnienie można dostrzec również na poziomie państw. Jedne państwa są zorientowane na rozwój wewnętrzny, dobrobyt ludności i pokojowe współistnienie z sąsiadami. Inne natomiast budują swoje istnienie wokół określonej misji. Takie państwa są gotowe prowadzić agresywne wojny, nawet jeśli okazuje się to dla nich samych zgubne.

Każda religia istnieje w dwóch wymiarach: w wewnętrznym życiu ludzi jako tradycja duchowa oraz w zewnętrznym życiu społecznym jako religijna instytucja społeczna. Jednak jako instytucja religijna różni się od instytucji świeckich właśnie charakterem swojego wyznaczania celu.

Wyznaczanie celu instytucji świeckich znajdują się w płaszczyźnie społecznej. Rozwiązują one określone zadania polityczne, gospodarcze lub kulturowe, pomagając organizować życie społeczne. Natomiast wyznaczanie celu instytucji religijnych skierowane jest ku temu, co wyższe, czyli ku bytowi transcendentnemu, znajdującemu się poza granicami naszej codziennej egzystencji. Ich ostateczny cel związany jest ze zbawieniem człowieka, uwolnieniem od cierpienia lub przezwyciężeniem bezsensu istnienia poprzez zwrócenie się ku wyższemu bytowi.

Dzięki temu w normalnych warunkach religia i społeczeństwo świeckie mogą współistnieć, nie przeszkadzając sobie nawzajem w osiąganiu odmiennych celów – zarówno w zewnętrznym życiu społecznym, jak i w wymiarze transcendencji.

Mesjanistyczna idea Rosji wypacza religijne wyznaczanie celu

W warunkach dyktatury rosyjska władza wymaga od instytucji społecznych, w tym religijnych, pełnej lojalności i poparcia dla wojny przeciwko Ukrainie. W takich okolicznościach wspólnoty religijne stają przed wyborem: albo zachować neutralność, ryzykując marginalizację i represje, albo dostosować się do wymagań władzy. Jednak taka adaptacja wymaga zmiany religijnego wyznaczania celu w taki sposób, aby cel zbawienia religijnego został uznany za aspekt drugorzędny wobec ważniejszego celu – realizacji historycznej misji Rosji.

W rezultacie powstaje ideologia religijna w formie, lecz polityczna w swoim wyznaczaniu celu, której nie można zaliczyć ani do religii, ani do światopoglądu świeckiego. Jej podstawą jest połączenie praktyki religijnej z politycznym mesjanizmem, co pozwala określić ją mianem quasi-religii.

Już w okresie konfliktu między Księstwem Moskiewskim a Nowogrodem w XV wieku ukształtowała się mesjanistyczna idea „zbierania ziem”. Początkowo otrzymała ona prawosławne uzasadnienie religijne w koncepcji „Moskwa – Trzeci Rzym”. Później, w okresie radzieckim, została przekształcona w ramach ateistycznej ideologii komunistycznej, zachowując jednak swój ekspansjonistyczny charakter. Współczesna sytuacja pokazuje, że poparcie dla tej mesjanistycznej idei nie jest cechą wyłącznie Cerkwi prawosławnej, ponieważ wspierają ją przedstawiciele bardzo różnych wyznań, w tym protestanci, muzułmanie i krysznaici.

Rosyjska quasi-religia

Większość Rosjan jest przekonana, że żyje w najbardziej pokojowym kraju, który nigdy nikogo nie napadł, lecz jedynie nieustannie padał ofiarą zewnętrznej agresji. Oznacza to, że wszystkie wojny prowadzone przez Rosję uważają za wojny obronne, a rozszerzanie jej terytorium w wyniku tych wojen interpretują jako wyzwolenie innych narodów i ich dobrowolne zjednoczenie z Rosją. Innymi słowy, Rosjanie postrzegają wojny agresywne jako sprawiedliwe przywracanie ładu światowego. Dopiero po wejściu w skład Rosji inne narody mają rzekomo odnajdywać prawdziwy sens swojego istnienia.

Aby uzasadnić wojnę w kontekście religijnym, konieczne jest przedstawienie przeciwnika nie tylko jako rywala politycznego, lecz jako nosiciela absolutnego zła i wroga Boga. W rezultacie otaczający świat zaczyna być postrzegany jako królestwo zła, któremu przeciwstawia się Rosja. Zachód uosabia siły zła i dąży do zniszczenia tradycyjnych wartości, religii oraz „rosyjskiego świata”. W efekcie idea zbawienia człowieka zostaje zastąpiona ideą walki z cywilizacją zachodnią.

W religii dążeniu do wyższego, transcendentnego początku może towarzyszyć duchowa walka z mrocznymi siłami pozaziemskimi, które przeszkadzają człowiekowi w osiągnięciu zbawienia. W quasi-religii obraz tych mrocznych sił zostaje przeniesiony na całą cywilizację zachodnią. Ukraina jest postrzegana jako odstępca od wiary, który odpadł od Rosji i przeszedł na stronę zła, dlatego należy ją albo siłą przywrócić, albo zniszczyć. Z tego powodu rosyjscy wierni nie tylko nie chcą słuchać swoich ukraińskich współwyznawców, ale wręcz z religijnym lękiem odsuwają się od nich, traktując ich jak ludzi, którzy przeszli na stronę sił demonicznych.

W miarę jak religia jest wypierana przez quasi-religię, wewnętrzne przeżycia religijne zostają zastąpione doświadczeniami mającymi charakter psychologicznego uzależnienia. Można je porównać do stanu uzależnienia od narkotyków: człowiek odczuwa euforię z powodu uczestnictwa w „wielkiej misji”, lecz gdy słyszy prawdę i jego świadomość się rozjaśnia, zaczyna przeżywać objawy odstawienia, jak po narkotyku. To z kolei prowokuje agresję wobec wszystkich, którzy próbują przekazać mu prawdziwe informacje. Dlatego ponownie zaczyna słuchać propagandystów, aby wrócić do stanu euforii.

Na podstawie tego quasi-religijnego doświadczenia u wyznawców różnych religii kształtuje się nowa tożsamość wspólna z tymi, którzy uznają misję Rosji za najwyższą wartość, przy jednoczesnym wykluczeniu ich ukraińskich współwyznawców. Okrągły stół „Religie świata przeciw ideologii nazizmu i faszyzmu w XXI wieku”, który odbył się w siedzibie Dumy Państwowej Federacji Rosyjskiej 29 marca 2022 roku, wyraźnie pokazał, jak przedstawiciele różnych wyznań jednoczą się wokół dualistycznego schematu postrzegania świata, opartego na przeciwstawieniu „swoich” i „obcych”, dobra i absolutnego zła. Swoimi wystąpieniami podczas tego spotkania deklarowali nową quasi-religię, wobec której ich różnice religijne są postrzegane jako drugorzędne. Ponieważ wystąpienia te nie wywołały zauważalnej krytycznej reakcji ze strony ich wyznawców, można wyciągnąć wniosek, że ta quasi-religia stała się najważniejszym społecznym czynnikiem świadomości religijnej w Rosji, z którym nie sposób się nie liczyć.

Nikołaj Karpicki. Mesjanistyczna idea Rosji. Czy kraje bałtyckie są zagrożone? Tym różni się polityka od logiki

Źródło: Wydawcą PostPravda.info. 26.05.2026.
URL: https://postpravda.info/pravda/wolnosc/kraje-baltyckie-zagrozone/


Czy krajom bałtyckim grozi rosyjska inwazja? Przywódca Kreml może uznać, że właśnie teraz otworzyło się okno możliwości. Rosyjska armia ma doświadczenie w prowadzeniu nowoczesnej wojny. W przypadku ataku na kraje bałtyckie minie co najmniej kilka miesięcy, zanim europejskie armie i przemysł zbrojeniowy dostosują się do współczesnego jej typu. Do tego prezydent USA Donald Trump demonstruje niechęć do udzielenia pomocy Europejczykom. Czy jednak istnieją realne przesłanki do takiej inwazji? Zachodni wywiad nadal nie dostrzega oznak jej przygotowań, a można też przytoczyć szereg argumentów politycznych i gospodarczych podważających taki scenariusz. Pozostaje jednak jeszcze jeden argument, często pomijany – mesjanistyczne wyznaczanie celu Rosji, które doprowadziło do władzy takiego człowieka jak Putin. Czy więc polityka może przewyższyć logikę?

Czy Rosja może zaatakować kraje bałtyckie przed zakończeniem wojny w Ukrainie?

Istnieją poważne argumenty przemawiające za tym, że Rosja nie może rozpocząć nowej wojny właśnie teraz. Po pierwsze, z wojskowego punktu widzenia nie jest jeszcze gotowa do nowej wojny. Po drugie, Rosja już ugrzęzła w wojnie z Ukrainą i dlatego nie będzie mogła odciągać sił na nową wojnę. Po trzecie, atak na inne państwa pogorszy i tak już trudną sytuację gospodarczą w Rosji oraz zwiększy niezadowolenie społeczne.

Odpowiadając na pierwszy argument, można zauważyć, że przygotowanie do wojny to proces nieskończony, ponieważ równolegle z modernizacją armii następuje jej starzenie się. Sytuacja stale się zmienia i gdyby wojny rozpoczynano dopiero wtedy, gdy armie są gotowe, żadne państwo nie mogłoby rozpocząć wojny. Historia uczy, że wojny zaczynają się nie wtedy, gdy armie są gotowe, lecz wtedy, gdy dojrzały warunki polityczne. Rosyjska armia również nie była przygotowana do nowego typu wojny, gdy 24 lutego 2022 roku wkroczyła do Ukrainy. Armie dostosowują się w trakcie samej wojny i dzięki temu stają się silniejsze niż nawet najpotężniejsze armie czasu pokoju. Dlatego obecnie armie rosyjska i ukraińska należą do najsilniejszych na świecie, mimo że według formalnych wskaźników mogą ustępować armiom NATO.

Odpowiadając na drugi argument, można przytoczyć przykłady, gdy państwo prowadzące wojnę nawet w warunkach kryzysu rozpoczynało nową kampanię wojskową. Pod koniec sierpnia 1941 roku Hitler prowadził operację zamknięcia kotła kijowskiego i rozbicia Frontu Południowo-Zachodniego wojsk radzieckich. Właśnie w momencie tej klęski wojennej Związek Radziecki rozpoczyna nową zakrojoną na szeroką skalę kampanię wojskową – wkracza do Iranu i okupuje jego północną część.

Wreszcie najbliższy przykład. W sierpniu 2024 roku sytuacja armii ukraińskiej w Donbasie była krytyczna. Armia rosyjska posuwała się w kierunku Pokrowska, nikt nie wiedział, czy uda się ją zatrzymać i czy front się nie załamie. W tamtym czasie drony nie odgrywały jeszcze takiej roli jak obecnie, a żołnierzy katastrofalnie brakowało. Właśnie w tym momencie armia ukraińska rozpoczyna udaną ofensywę w obwodzie kurskim, choć do takiego natarcia Ukraina musiała przerzucić siły z Donbasu. Rosyjskie dowództwo się tego nie spodziewało, ponieważ kierowało się logiką wojskową: przecież otwieranie nowego frontu nie opłaca się właśnie tej stronie, która dysponuje mniejszymi zasobami. Wie o tym nawet każdy gracz komputerowych strategii.

W takich przypadkach względy polityczne przeważają nad wojskowymi. Tym bardziej że atak na jedno lub kilka państw bałtyckich ma również sens militarny: jeśli ukraiński odcinek frontu stał się praktycznie nie do zdobycia, dlaczego nie uderzyć w bardziej podatny odcinek? Nawet jeśli blitzkrieg „Tallin w trzy dni” zakończy się fiaskiem, rozejm w krajach bałtyckich będzie można wymienić na zakończenie pomocy wojskowej dla Ukrainy.

Trzeci argument wiąże się z błędnym przekonaniem, że działania zawsze można racjonalnie wyjaśnić, uwzględniając czynnik korzyści i okoliczności zewnętrzne. W rzeczywistości zarówno ludzie, jak i państwa bardzo często postępują wbrew temu, co jest dla nich korzystne, a motywacje działania mogą być bardzo różne – zarówno racjonalne, jak i irracjonalne.

Dla jednych główną motywacją jest korzyść materialna, co pozwala przewidywać zachowanie takich polityków jak Donald Trump, dla innych – idea mesjanistyczna, która wpływa na decyzje Władimira Putina.

Dlaczego jedne państwa są pokojowe, a inne agresywne?

Dlaczego jedne państwa pokojowo współistnieją z sąsiadami, a inne nieustannie rozpętują wojny? Czy zależy to od sytuacji politycznej, historii narodu czy jeszcze czegoś innego? To samo obserwujemy również w odniesieniu do ludzi. Są ludzie agresywni, którzy z pewnością kogoś zaatakują, gdy tylko nadarzy się okazja, ale są też dobrzy, pokojowo nastawieni ludzie, którzy nigdy tak nie postąpią. Różnica między nimi wynika z odmiennego stosunku do życia, który określa sens ich życia i ich samych jako osoby. Podobnie charakter państwa określa ta misja, która z punktu widzenia jego mieszkańców nadaje sens jego istnieniu.

Tak jak ludzie, państwa bywają zarówno pokojowe, jak i agresywne. W odniesieniu do jednych jesteśmy pewni, że nie zaatakują słabszych sąsiadów, nawet jeśli wiedzą, że pozostanie to bezkarne. Istnieją jednak państwa gotowe rozpętać wojnę, nawet jeśli same poniosą z tego powodu ogromne straty. Priorytetową wartością państw pokojowych jest życie i dobrobyt własnych obywateli. Ich misją jest rozwój i zapewnienie dobrobytu własnemu krajowi. Natomiast państwa agresywne widzą swoją misję w czymś zewnętrznym wobec codziennego życia własnych obywateli i dlatego są gotowe poświęcić ich życie.

Na przykład szachowski Iran współpracował z Izraelem dla własnych korzyści, podczas gdy Islamska Republika Iranu dąży do zniszczenia państwa żydowskiego i dla tego celu gotowa jest na wszelkie poświęcenia. W tym przypadku zniszczenie obcego państwa jest ważniejsze niż dobrobyt własnego.

Czym jest wyznaczanie celu?

Misja to cel, który nadaje sens istnieniu. Oznacza to, że nie chodzi o dowolny cel, lecz wyłącznie taki, który określa się poprzez wolny wybór wartości. Ten wybór, który określa zarówno sens życia człowieka, jak i misję państwa, будем nazywać „wyznaczaniem celu”.

Utrata wyznaczania celu prowadzi do rozczarowania sensem istnienia. Na przykład celem Związku Radzieckiego było zbudowanie światowego systemu komunistycznego. Ta nadrzędna misja była uznawana za ważniejszą niż dobrobyt obywateli i służyła usprawiedliwieniu niezliczonych ofiar ludzkich. Masowe rozczarowanie tą misją doprowadziło do rozpadu całego systemu radzieckiego.
Imperialna misja Rosji

Proces przekształcania Księstwa Moskiewskiego w Rosję rozpoczął się w XV wieku od podboju Republiki Nowogrodzkiej, co doprowadziło do całkowitego zniszczenia jednego z narodów wschodniosłowiańskich wraz z jego językiem, kulturą i tradycjami społecznymi. To ludobójstwo usprawiedliwiano misją „zbierania ziem”, wokół której kształtowało się scentralizowane państwo, stale rozszerzające swoje granice drogą ekspansji militarnej.

Później wojny podboju prowadzone przez Rosję doprowadziły do fizycznego wyniszczenia także szeregu innych narodów. Rezygnacja z tej misji oznaczałaby utratę sensu istnienia Rosji, dlatego usprawiedliwiano nią wszelkie ofiary. Brutalny ucisk własnych poddanych sprawiał, że byli gotowi walczyć i umierać za tę misję, podczas gdy rosyjska władza bezwzględnie wykorzystywała ich we wszystkich wojnach.

Wiemy jednak, że ludzie mogą się zmieniać. Czy Rosja mogła się zmienić, rezygnując ze swojego wyznaczania celu? Myślę, że było to możliwe, choć niezwykle trudne do zrealizowania. Taka próba została podjęta po zwycięstwie rewolucji w Rosji w sierpniu 1991 roku. Masowe poparcie dla ruchu demokratycznego wynikało z nadziei na zbudowanie nowej Rosji jako pokojowego, cywilizowanego państwa. Bardzo szybko okazało się jednak, że w przypadku utraty imperialnej misji nic nie byłoby już w stanie utrzymać w granicach Rosji wszystkich siłą przyłączonych terytoriów. Siły odśrodkowe wewnątrz kraju przestraszyły nie tylko władzę, lecz także zwykłych Rosjan – to właśnie oni są głównymi nosicielami świadomości mesjanistycznej, na której pasożytują politycy.

Podczas pierwszej wojny czeczeńskiej w latach 1994–1996 większość Rosjan opowiadała się za pokojem i zakończeniem działań wojennych na Kaukazie. Każdy normalny człowiek intuicyjnie odczuwa nienaturalność wojny i w tamtym momencie Rosjanie psychologicznie nie byli gotowi usprawiedliwiać cierpienia i śmierci, jakie ona przynosi. Protesty przeciwko wojnie nie oznaczały jednak odrzucenia rosyjskiej idei mesjanistycznej. Stopniowo strach przed rozpadem państwa, kojarzony z chaosem i zagrożeniem dla osobistego bezpieczeństwa, przeważył nad lękiem przed wojną i w 1999 roku Rosjanie masowo poparli nową wojnę w Czeczenii.

Przyczyną masowego poparcia dla Władimira Putina i wszystkich agresywnych wojen, które rozpętał, jest to, że właśnie on stał się dla Rosjan wyrazicielem misji „zbierania ziem”. Charakterystyczne jest, że wielu spośród tych, którzy przed 2014 rokiem byli wobec niego w opozycji, po okupacji Krymu przeszło do obozu jego zwolenników. Obecnie mogą oni wyrażać niezadowolenie z wojny w Ukrainie, jednak niezadowolenie to nie wynika z faktu, że wojna ma charakter przestępczy, lecz z tego, że jest niewystarczająco skuteczna. Dlatego poprą interwencję wojskową w krajach bałtyckich, dopóki będzie istniała nadzieja na jej powodzenie.

Czy więc Rosja zaatakuje kraje bałtyckie?

Nowa wojna w Europie zależy nie tyle od czynników obiektywnych, ile od subiektywnych wyobrażeń jednego człowieka – Władimira Putina, który sam nie wie, jak postąpi. Jednak samo rosyjskie wyznaczanie celu, które stara się urzeczywistnić, zakłada, że ekspansja militarna nie może zatrzymać się wyłącznie na Ukrainie.

Czy zatem nowa wojna jest nieunikniona? Załóżmy, że wpuszczacie do domu kleptomana albo maniaka seksualnego. Uważacie, że popełnienie przestępstwa w waszym domu mu się nie opłaca i dla całkowitej pewności pilnujecie nawet, aby nie miał ku temu okazji. Pomijacie jednak rzecz najważniejszą – on i tak popełni przestępstwo wtedy, gdy uzna to za możliwe zgodnie ze swoimi wewnętrznymi, subiektywnymi wyobrażeniami, których nie da się racjonalnie przewidzieć.

Historycznie złożyło się tak, że dewiacyjne zachowanie jednego człowieka – Władimira Putina – zbiegło się z dewiacyjnym fenomenem historycznym, jakim jest rosyjskie wyznaczanie celu. Dlatego z pewnością rozpocznie on nową wojnę przeciwko jednemu lub kilku państwom Europy, gdy tylko na podstawie swoich wewnętrznych, subiektywnych wyobrażeń uzna, że otworzyło się ku temu okno możliwości.

czwartek, 14 maja 2026

Nikołaj Karpicki. Czy rosyjscy Zoomerzy przełamią błędne koło imperialnej świadomości?

Źródło: Wydawcą PostPravda.info. 13.05.2026.
URL: https://postpravda.info/pravda/wolnosc/rosyjscy-zoomerzy/


Rosyjska świadomość imperialna jest reprodukowana z pokolenia na pokolenie poprzez rodzinę, szkołę i sam styl życia. Czy istnieje nadzieja, że w nowej epoce informacyjnej ta ciągłość zostanie przerwana? W obliczu wszechobecnej cenzury i represji w Rosji młodzież masowo wyemigrowała do przestrzeni internetowej. Tam tworzy subkultury, zdobywa nową wiedzę i umiejętności komunikacyjne niezależnie od osaczonej przez reżim szkoły i zindoktrynowanej niejednokrotnie rodziny. Dlatego Kreml zamierza ograniczyć wolny internet.

Kim są zoomerzy?

Ludzie urodzeni między połową lat 90. i do początku roku 2010, to pierwsze pokolenie tzw. ery cyfrowej, często nazywane pokoleniem zoomerów. Typowy jego przedstawiciel nie wyobraża sobie życia bez internetu, smartfona i mediów społecznościowych, nie jest skłonny do palenia ani użycia alkoholu i przywiązuje dużą wagę do zdrowego stylu życia. Zoomerzy postrzegają siebie jako kosmopolitów wolnej przestrzeni internetowej, w której łączą się w społeczności i tworzą subkultury. To właśnie tam uczą się języka angielskiego, którego nie byli w stanie opanować w szkole i zdobywają wolność od granic narodowych.

Nieprzewidywalne konsekwencje technologii informacyjnych

Procesy społeczne trudno przewidzieć. Zazwyczaj można je wyjaśnić dopiero po fakcie. Kto mógł przewidzieć, że rozpowszechnienie technologii informacyjnych doprowadzi do buntu archaiczności na całym świecie i zwycięstwa Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich w USA? Niemniej można to wyjaśnić z perspektywy czasu.

Prymitywno-archaiczny sposób postrzegania świata nie pozwalał ludziom nadążać za rytmem współczesnego życia, zamykając ich w małym, znajomym świecie. Nowa przestrzeń informacyjna technologii cyfrowych zburzyła ten komfort, wciągając ich do wielkiego świata – i to zmieniło układ sił politycznych. Zoomerzy są jednak jeszcze zbyt młodzi, by stać się porównywalnym czynnikiem w wielkiej polityce. Muszą minąć dziesięciolecia, zanim obecni uczestnicy subkultur młodzieżowych dorosną i wejdą do elit wyznaczających kierunek rozwoju społeczeństwa.

Tymczasem rosyjskie władze dawno zmobilizowały do popierania siebie wszystkich, którzy są zorientowani na archaiczność i nie potrzebują do tego internetu. Zamierzają utrzymywać młode pokolenie w informacyjnym rezerwacie, być może w przyszłości jako zasób do uzupełniania siły żywej na froncie i dlatego konsekwentnie walczą z wolnym internetem.

Moja studentka, która kontaktowała się z młodzieżą na terenach okupowanych od 2014 roku, zauważała, że ci ludzie jakby zatrzymali się w rozwoju: „Jeśli my jesteśmy aktywni w życiu, szukamy pracy, aby utrzymać się podczas studiów, podejmujemy decyzje za siebie, to miejscowa młodzież jest infantylna, nie przychodzi im do głowy, aby decydować o czymś”. W czasie pełnoskalowej inwazji całą tę młodzież rzucono na front, by tam ginęła. Czy można zrobić to samo z całą rosyjską młodzieżą? Myślę, że właśnie to jest jednym z celów walki z wolnym internetem.

Od autorytaryzmu do totalitaryzmu

Do 2011 roku w Rosji nie było ograniczeń internetu z tego samego powodu, dla którego dziś próbuje się go maksymalnie ograniczyć: rosyjski dyktator Władimir Putin nie rozumiał i nadal nie rozumie, czym jest internet i jakie znaczenie ma on dla życia współczesnego człowieka.

W 2012 roku wprowadzono rejestr zakazanych stron internetowych, które dostawcy usług byli zobowiązani blokować. W 2014 roku Prokuratura Generalna otrzymała prawo do blokowania stron bez wyroku sądu. 1 listopada 2019 roku weszła w życie „Ustawa o suwerennym internecie”, przewidująca instalację na sieciach operatorów urządzeń do głębokiej inspekcji pakietów (DPI) – w celu pełnej kontroli nad siecią i izolacji Runetu od globalnego internetu. Po rozpoczęciu pełnoskalowej wojny przeciwko Ukrainie 24 lutego 2022 roku, zablokowano Facebooka, Instagrama, Twittera oraz wiele niezależnych mediów. Rozpoczęło się przejście od wybiórczych blokad do totalnej cenzury politycznej. W styczniu 2026 roku Duma Państwowa przyznała FSB prawo do wyłączania wszelkich rodzajów łączności – Internetu przewodowego i Wi-Fi, telefonii komórkowej – w dowolnym regionie kraju.

Od tego momentu korzystanie z internetu w Rosji stało się nie prawem, lecz przywilejem nadawanym przez władzę. Blokując internet, Kreml zamierza przenieść młodzież do informacyjnego rezerwatu odciętego od świata. Czy apolityczna młodzież jest zdolna się temu przeciwstawić?

Ukraińscy i rosyjscy zoomerzy

O ile ukraińscy zoomerzy z reguły starają się integrować możliwości nowych technologii informacyjnych ze swoim życiem społecznym, o tyle ich rosyjscy rówieśnicy są najczęściej eskapistami (termin naukowy określający ucieczkę człowieka od problemów związanych z życiem społecznym, codziennością i rzeczywistością, w świat iluzji i fantazji – red.). Wynika to z odmiennych dróg, którymi Ukraina i Rosja podążyły w XXI wieku.

Ukraińska młodzież była świadkiem dwóch demokratycznych rewolucji, co zaszczepiło w niej wiarę we własne siły i możliwość wpływania na życie społeczne. Potrzebuje nowej Ukrainy – wolnej od skorumpowanej i niekompetentnej biurokracji, otwierającej wszystkie możliwości dla utalentowanych ludzi. Za taką Ukrainę młodzież jest gotowa walczyć, co potwierdził Kartonowy majdan.

W Rosji natomiast ukształtował się reżim autorytarny. Początkowo w łagodnej formie. Władza przestrzegała nieformalnej umowy społecznej z obywatelami: „Wy nie wtrącacie się do polityki, a my nie wtrącamy się do waszego życia prywatnego”. Sprzyjało to migracji młodzieży do przestrzeni internetowej. Powstała tam warstwa społeczna młodych ludzi, którzy nie chcieli mieć nic wspólnego z rosyjską rzeczywistością społeczną i nie interesowali się tym, co dzieje się w kraju. Rozmowy o polityce w ich środowisku były uznawane niemal za coś nieprzyzwoitego. Jako przypomnienie o świecie, od którego chciano się całkowicie odciąć.

Po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę autorytarny reżim kremlowski ostatecznie przekształcił się w totalitarny, dążący do kontrolowania całej przestrzeni ludzkiego życia, w tym internetu. Mimo to zoomerzy-eskapisci starają się tego nie zauważać.

Z jednej strony jest to ucieczka od odpowiedzialności za życie społeczne. Z ukraińskiego punktu widzenia taka postawa odbierana jest jako przejaw infantylizmu i braku odpowiedzialności, jako milczące współuczestnictwo w zbrodniach popełnianych przez Rosję.

Z drugiej strony rosyjscy zoomerzy są pierwszym pokoleniem, które niezależnie od państwa kształtuje siebie w ramach własnych subkultur. I to daje szansę, by wreszcie zerwać zgubną więź pokoleń, poprzez którą reprodukowana była rosyjska świadomość imperialna. Jest to taka ucieczka, która pozostawia możliwość powrotu do rzeczywistości uzbrojonym w zdobytą wiedzę i umiejętności.

Rosyjskie władze nie chcą do tego dopuścić i zrobią wszystko, aby wypełnić apolityczną świadomość zoomerów własną treścią. Jednak archaiczny sposób postrzegania świata, narzucany przez kremlowską propagandę, nijak nie współgra z wizją informacyjnej przyszłości. Z jednej strony – świat bez granic, możliwość komunikowania się z kimkolwiek z dowolnego zakątka Ziemi, całe dziedzictwo kulturowe i wszystkie współczesne osiągnięcia nauki dostępne jednym kliknięciem. Z drugiej – powrót do średniowiecznych „duchowych więzów”, mających chronić przed wpływem współczesnej cywilizacji.

Współczesna rosyjska młodzież będzie w końcu musiała dokonać wyboru.

piątek, 1 maja 2026

Propaganda // Słownik wojny

 
Na zdjęciu – Wieża telewizyjna Ostankino, za pomocą której prowadzona jest kremlowska propaganda. Photo by Nikita Nikitenko on Unsplash
 
W kolejnym artykule z cyklu „Słownik wojny” w PostPrawda.Info Nikołaj Karpicki wyjaśnia, czym jest propaganda, oraz wprowadza kluczowe pojęcia – manipulację, kłamstwo i indoktrynację – które pomagają zrozumieć, jak działa ona podczas wojny rosyjsko-ukraińskiej.

Propaganda

Propaganda to system kształtowania u ludzi emocjonalnego i ideowego stosunku do zjawisk życia społecznego, idei oraz postaw światopoglądowych. Może być skierowana zarówno do masowej publiczności, jak i do wąskich grup docelowych. Jeśli jej celem staje się formowanie określonego światopoglądu, przekształca się w narzędzie indoktrynacji.

Kształtowanie stosunku do zjawisk i idei

Propaganda nie zawsze opiera się na manipulacji i kłamstwie. Istnieją jej formy oparte na rzetelnym przedstawianiu faktów i odwoływaniu się do pozytywnych emocji (dążenia do sprawiedliwości, patriotyzmu itp.), które mają na celu poprawę sytuacji społecznej (na przykład walkę z korupcją lub agresją zewnętrzną). Jednak nawet w takim przypadku nieodzownym elementem pozostaje oddziaływanie emocjonalne, sugestia lub celowe przekonywanie, ukierunkowane na ukształtowanie określonego stosunku do zjawisk społecznych i idei.

Dążenie do narzucenia rozmówcy własnego sposobu postrzegania jest charakterystyczne także dla codziennej komunikacji, co szczególnie widoczne jest w mediach społecznościowych. W najbardziej agresywnej formie przejawia się to wtedy, gdy ktoś nie tylko wyraża swoje zdanie, lecz próbuje wywołać u rozmówcy reakcję emocjonalną, stosując propagandową technikę – presję emocjonalną. O propagandzie można jednak mówić dopiero wtedy, gdy taka praktyka ma charakter systematyczny i celowy.

Kazanie moralne lub religijne, podobnie jak propaganda, również dąży do przekonania ludzi, wykorzystując wyraziste obrazy, argumenty emocjonalne oraz odwołania do autorytetów. Jednak propaganda najczęściej realizuje cele polityczne, podczas gdy kazanie – cele moralne lub religijne, choć w praktyce granica między nimi może się zacierać. Zasadnicza różnica polega na tym, że kazanie skłania człowieka do świadomego, wolnego wyboru, natomiast propaganda nakłania do przyjęcia z góry określonej postawy, ignorując możliwość takiego wyboru.

Manipulacja propagandowa

Propaganda może wykorzystywać techniki manipulacyjne. Do najważniejszych należą:

wykorzystywanie informacji prawdziwych, lecz niepełnych;
zmiana kontekstu interpretacji lub oceny wydarzenia;
wywoływanie silnej reakcji emocjonalnej, w której mechanizmy obronne psychiki utrudniają adekwatne postrzeganie;
odwoływanie się do fałszywego autorytetu.

Na przykład twierdzenie, że na Ukrainie istnieje korupcja i dlatego kraj jest skazany na porażkę w wojnie, jest manipulacją opartą na niepełnej informacji. W rzeczywistości poziom walki z korupcją zależy od rozwoju społeczeństwa obywatelskiego, a na Ukrainie proces ten przebiega z różnym powodzeniem, co odpowiada ogólnym prawidłowościom rozwoju państw europejskich.

Twierdzenie, że poziom korupcji na Ukrainie i w Rosji jest taki sam, a zatem państwa te zasadniczo się nie różnią, stanowi zmianę kontekstu. Z kolei teza, że dyskusja o korupcji „gra na rękę wrogowi”, odwołuje się do bolesnego postrzegania rzeczywistości społecznej i uruchamia psychologiczne mechanizmy obronne. Każda z tych manipulacji może być dodatkowo wzmacniana odwołaniami do fałszywych autorytetów – blogerów, analityków, opinii publicznej czy oficjalnych przedstawicieli.

Kłamstwo propagandowe

Jego główne rodzaje:

Kłamstwo faktograficzne – polega na podawaniu nieprawdziwych faktów i zaprzeczaniu faktom prawdziwym.
Kłamstwo kontekstualne – interpretacja prawdziwych faktów w takim kontekście, który odwraca ich znaczenie. Tym kontekstem może być światopogląd narzucany przez propagandę.
Kłamstwo intencjonalne – tendencyjne przedstawianie prawdziwych faktów, które tworzy nowy kontekst ich rozumienia. Jeśli ktoś nie podziela narzucanego światopoglądu, fakty są prezentowane w taki sposób, by skłonić go do zmiany poglądów.

Przykład kłamstwa faktograficznego: twierdzenie, że wojnę rozpętała nie Rosja, lecz Ukraina.

Przykład kłamstwa kontekstualnego: twierdzenie, że Rosja była zmuszona zaatakować Ukrainę, aby obronić się przed NATO – fakty zostają tu umieszczone w kontekście nieistniejącego zagrożenia.

Przykład kłamstwa intencjonalnego: twierdzenie, że w każdym konflikcie nie ma całkowicie niewinnych i każda strona ponosi jakąś winę. W tym przypadku fakty są przedstawiane tak, by skłonić do fałszywego wniosku. Propagandysta nie narzuca bezpośrednio interpretacji zgodnej ze swoim światopoglądem, lecz proponuje uznanie rzeczywistych błędów strony ukraińskiej po to, by doprowadzić do błędnego wniosku, jakoby wina sprawcy była porównywalna z winą jego ofiary.

Indoktrynacja

Oficjalna propaganda kremlowska pełni funkcję narzędzia indoktrynacji i prowadzi do zerwania wspólnego pola porozumienia z tymi, którzy znajdują się poza jej wpływem. Indoktrynacja to systematyczne oddziaływanie na świadomość ludzi w celu ukształtowania u nich określonej ideologii, światopoglądu lub obrazu świata, co prowadzi do zmiany systemu wartości i postrzegania rzeczywistości. W rezultacie człowiek zaczyna inaczej postrzegać związki przyczynowo-skutkowe w społeczeństwie i nadaje zjawiskom społecznym nowe, czasem przeciwstawne znaczenia.

W Związku Radzieckim prowadzono totalną indoktrynację opartą na ideologii komunistycznej, którą można było racjonalnie analizować, co umożliwiało prowadzenie polemiki z jej zwolennikami. Współczesna propaganda kremlowska narzuca natomiast irracjonalny obraz świata, w którym ideologia odgrywa rolę instrumentalną i w razie potrzeby może być zmieniana. Dzięki temu rosyjskie kierownictwo uzyskuje poparcie ludzi o różnych poglądach ideologicznych, zjednoczonych wspólnym obrazem świata opartym na demonizacji przeciwnika.

Taki obraz świata deformuje wewnętrzne przeżycia i percepcję rzeczywistości do tego stopnia, że zanika wspólna podstawa porozumienia między jego nosicielami a innymi ludźmi. W rezultacie dyskusja między nimi staje się praktycznie niemożliwa. W konsekwencji propaganda kształtująca opinię publiczną wewnątrz Rosji staje się niezrozumiała poza jej granicami. Z tego powodu rosyjskie kierownictwo buduje różne systemy propagandy dla różnych odbiorców – osobno na użytek wewnętrzny i zewnętrzny.
 
Nikołaj Karpicki
Słownik wojny
 

środa, 29 kwietnia 2026

Nikołaj Karpicki. Czy istnieje obiektywna prawda o wojnie? Wojna oczami mieszkańca Słowiańska na Donbasie

Źródło: Wydawcą PostPravda.info. 22.04.2026.
URL: https://postpravda.info/pravda/wolnosc/prawda-na-wojne/
 
 Czy Rosjanie bombardują ludność cywilną? – Moment prawdy: Słowiańsk po bombardowaniu 15 kwietnia 2026 roku. Zdjęcie: ukraińska policja krajowa
 
Ludzie patrzą na wojnę rosyjsko-ukraińską przez pryzmat własnych przekonań i oczekiwań, z jakiegoś powodu często uznając, że tylko ich spojrzenie jest właściwe. Czy istnieje taka prawda, która pozwala zobaczyć wojnę taką, jaka jest, niezależnie od światopoglądu czy wpływu propagandy? Nad tym zastanawia się prof. Nikołaj Karpicki, który spędził ostatnie cztery lata wojny w przyfrontowym Słowiańsku.

Dlaczego miliony Rosjan popierają wojnę?

Pamiętam lata szkolne. W większości ludzie radzieccy nie potrzebowali ideologii, aby poprzeć napaść na Afganistan. Opierali się na instynkcie przeciwstawiania się obcym, podobnie jak robił to tłum uczniów, który szedł pobić kogoś do innej szkoły. U niektórych ten instynkt przybiera agresywną formę. Później aktywnie wspierali wojnę przeciwko Czeczenii, Gruzji i Ukrainie. U innych przejawia się on w dążeniu do przyłączenia się do większości – przy czym maskują oni bierne poparcie dla wojny pokojową retoryką i stwierdzeniami, że „nikt nie zna prawdy”.

Są jednak i tacy, którzy roszczą sobie prawo do krytycznego myślenia, naukowej obiektywności lub przynależności do wyższej prawdy religijnej. Wśród nich zdarzają się ludzie, którzy nie tylko wspierają Ukrainę, ale także odczuwają wstyd – jednak są to pojedyncze przypadki. Znacznie więcej jest tych, którzy popierają agresywną wojnę, a jeszcze więcej tych, którzy starają się jej nie zauważać.

Do szczególnej kategorii można zaliczyć tych, którzy rozumieją przestępczą naturę kremlowskiego reżimu i rozpętanej przez niego wojny, a jednak deklarują swoją neutralność. Jeden bardzo wykształcony nauczyciel-krysznaita, prawdziwy intelektualista, który ucierpiał z powodu rosyjskich władz i był zmuszony do emigracji, doskonale rozumiejąc, że to Ukraina jest ofiarą wojny, przekonywał mnie o niedopuszczalności oceniania wojny z perspektywy religijnej. Z jednej strony takie ostrzeżenie jest uzasadnione, ponieważ pozwala uniknąć przekształcenia religii w ideologię. Z drugiej strony, jeśli nie znajdziemy momentu prawdy, taka neutralność przeradza się w tolerancję wobec wszelkich stanowisk politycznych, które pozwalają usprawiedliwiać wszelkie przestępstwa, aż po agresywną wojnę.

W praktyce okazało się, że występując przeciwko relatywizmowi moralnemu z religijnego punktu widzenia, ten szanowany nauczyciel krysznaicki mimowolnie doszedł do usprawiedliwienia relatywizmu moralnego w polityce. Ilustruje to jego polemiczna wypowiedź dotycząca wojny rosyjsko-ukraińskiej w dyskusji ze mną: „Obie strony twierdzą, że mają rację i walczą o swoje istnienie, a druga strona chce je zniszczyć. To tylko dolewa oliwy do ognia wojny i prowadzi do nowych śmierci i cierpień. Z takiego stanowiska wynika, że druga strona jest absolutnym złem, a wszystko, co pozostaje do zrobienia, to walczyć tak długo, aż albo strona umownie dobra zwycięży, albo całkowicie zginie. To droga donikąd”. Myślę, że jego słowa poparłaby większość współczesnych zachodnich polityków i przywódców religijnych sympatyzujących z Ukrainą.

Czy moment prawdy to śmierć?

Z biegiem czasu moje własne poglądy polityczne się zmieniały i nieraz myliłem się w ocenie wydarzeń oraz polityków. Dlatego ważne jest dla mnie znalezienie momentu prawdy, który pozwala przezwyciężać własne złudzenia. Moment prawdy to taki bezsporny fakt, na którym można oprzeć ponowną ocenę rzeczywistości, niezależnie od własnych przekonań czy oczekiwań.

Na przykład nie potrafię rozstrzygnąć, kto jest winny, jeśli w sąsiednim mieszkaniu ciągle kłócą się mąż i żona. Każde z nich buduje przekonującą narrację, w której winny jest inny. Ale jeśli wydarzy się najgorsze – mąż zabije żonę – stanie się to dla mnie momentem prawdy, który nie zależy od tego, jakie usprawiedliwienia wymyśli zabójca.

Śmierć jest absolutną rzeczywistością, niezależną od poglądów czy interpretacji. Dlatego odpowiedziałem szanowanemu nauczycielowi-krysznaicie tak: „Wiele można przykryć rozważaniami, że nikt nie zna prawdy, ale nie śmierć. Człowiek albo żyje, albo nie żyje. Wiem, że jeśli pozostanę pod okupacją, nie przeżyję – i to jest prawda życia. Co mnie obchodzą intelektualne gry z pozycji relatywizmu moralnego?”

Każdy krok ku wielkiej wojnie odsłaniał swój moment prawdy

Jesienią 1999 roku zamachy terrorystyczne z wysadzaniem budynków mieszkalnych w różnych miastach Rosji stały się pretekstem do nowej wojny przeciwko Czeczenii. Podczas przygotowań do kolejnego zamachu – wysadzenia bloku mieszkalnego – na gorącym uczynku zatrzymano grupę funkcjonariuszy moskiewskiej FSB. Ten fakt to moment prawdy, który nie zależy od przekonań politycznych. Mimo to większość Rosjan go zignorowała i pół roku później zagłosowała w wyborach prezydenckich na Putina, tym samym popierając przewrót czekistowski w Rosji i agresywną wojnę.

W lutym 2014 roku Rosja okupowała Krym i zaczęła wysyłać zorganizowane grupy na wschód Ukrainy, aby rozpętać wojnę również tam. Działo się to pod osłoną kampanii propagandowej, opowiadającej o „kijowskiej juncie”, rzekomych represjach wobec Rosjan i wielotysięcznych falach uchodźców z Ukrainy. Można mieć różne przekonania polityczne i ulegać propagandzie, ale nie można ignorować momentu prawdy – faktu, kto pierwszy przyniósł śmierć na Donbas.

13 marca 2014 roku w centrum Doniecka prorosyjscy bojownicy po zakończeniu pokojowego wiecu demonstracyjnie zadźgali młodego chłopaka – Dmytra Czerniawskiego. To jest moment prawdy, który nie zależy od przekonań politycznych ani światopoglądu.

12 kwietnia 2014 roku prorosyjscy bojownicy pod dowództwem Igora Girkina zajęli Słowiańsk, podczas gdy rosyjska propaganda twierdziła, że to rzekomo sami mieszkańcy Donbasu powstali do walki z Kijowem. I większość ludzi w Rosji w to wierzyła. Próbowałem ich przekonywać, ale było to całkowicie bezskuteczne, ponieważ ludzie wychodzili z własnych przekonań i ignorowali moment prawdy, który ujawnia się, gdy zada się pytanie: kiedy rozpoczęły się represje wobec cywilnych mieszkańców Słowiańska – przed tym wydarzeniem czy po nim?

Istnieje wiele świadectw tortur i zabójstw cywilów dokonanych przez bojowników Girkina i nie ma ani jednego świadectwa podobnej zbrodni po stronie ukraińskiej. Przytoczę świadectwo, o którym wiem od Natalii Bradarskiej – żony rozstrzelanego diakona zielonoświątkowego kościoła „Przemienienie Pańskie”.

8 czerwca, w święto Trójcy Świętej, prorosyjscy bojownicy porwali czterech chrześcijan bezpośrednio po nabożeństwie, przy wyjściu z kościoła: dwóch diakonów – Wiktora Bradarskiego i Władimira Wieliczko – oraz dwóch synów pastora – Ruwima i Alberta Pawenków. Tego samego dnia porwanych brutalnie torturowano, a w nocy rozstrzelano. Okupanci ukrywali przed rodzinami fakt zabójstwa, jednak po wyzwoleniu Słowiańska udało się szczegółowo odtworzyć przebieg tej zbrodni.

Opowiedziałem o tym wydarzeniu przedstawicielom różnych wyznań w Tomsku, z którymi wcześniej organizowałem dialog międzyreligijny. Myślałem, że to właśnie ten moment prawdy zmusi ich do ponownej oceny sytuacji na Ukrainie. Jednak moi dawni rosyjscy przyjaciele zignorowali moją wiadomość i w żaden sposób nie zmienili swojego stosunku do wojny.
 
Zniekształcony obraz świata a rzeczywistość wojny

Wydawałoby się, że rozpętanie niczym niesprowokowanej, agresywnej wojny przeciwko sąsiedniemu państwu powinno stać się momentem prawdy dla obywateli państwa-agresora, lecz stało się wręcz przeciwnie. Wielu Rosjan, którzy w 2014 roku deklarowali neutralność polityczną, ostatecznie zamknęło się w swoim zniekształconym obrazie świata i zaczęło usprawiedliwiać wojnę przeciwko Ukrainie.

Mój kolega w Rosji, również doktor nauk filozoficznych, religioznawca, a przy tym przedstawiciel ruchu „Hare Kryszna”  – adept indyjskiej tradycji duchowej – niedawno napisał komentarz pod moim wpisem: „ZSRR narzucał swoją ideologię, poza tym na próżno, i przegrał. Teraz USA narzuca Pax Americana. Wtrącili się w pokojowe, dobrosąsiedzkie relacje Ukrainy i Rosji”. Takie stwierdzenie jest możliwe tylko przy całkowitym niezrozumieniu lub ignorowaniu doświadczenia życia na Ukrainie, kiedy zamiast szukać momentu prawdy, domyślnie przyjmuje się założenia zniekształconego obrazu świata. Oznacza to, że ani naukowe myślenie krytyczne, ani przynależność do wyższej prawdy religijnej nie dają oparcia pozwalającego adekwatnie postrzegać rzeczywistość.

Wszyscy możemy się mylić, ponieważ interpretujemy wydarzenia w ramach własnego obrazu świata. W szczególności, mimo oczywistego zagrożenia ze strony Rosji, mieszkańcom krajów europejskich trudno wyobrazić sobie, że ich miasta będą niszczone bombardowaniami. Mnie również trudno było wyobrazić sobie, że Rosja będzie niszczyć ukraińskie miasta, choć wiedziałem już, jak Rosjanie niszczyli Grozny i Aleppo.

Na początku inwazji horyzont oczekiwań mieszkańców Ukrainy był bardzo ograniczony – kilka tygodni, najwyżej kilka miesięcy. Zbyt przerażające było wyobrażenie, że wojna potrwa wiele lat: mechanizmy obronne psychiki nie pozwalają dostrzec oczywistości. Dlatego konieczne jest opieranie się na takich momentach prawdy, które pozwalają przywrócić adekwatne postrzeganie rzeczywistości, nawet jeśli jest to bardzo bolesne.

Moment prawdy w czasie wojny odnajdujemy wtedy, gdy odrzucamy subiektywne oceny i oczekiwania oraz ujawniamy to, co bezsporne. W czasie wojny takim bezspornym faktem jest bliskość śmierci. Dlatego odpowiedziałem swojemu rosyjskiemu koledze tak: „Jeśli kogoś zabijecie lub zgwałcicie, czy będzie można usprawiedliwić wasze działania tym, że wasze dobrosąsiedzkie relacje z ofiarą zniszczyła amerykańska propaganda? Rosjanie od czterech lat próbują zabić mnie, moich przyjaciół i kolegów, a dziesiątki milionów to popierają. Po tym słuchanie o dobrosąsiedzkich relacjach jest obraźliwe”.

Śmierć przypadkowa i nieuchronna

Na Ukrainie nie ma bezpiecznego miejsca: każdy mieszkaniec może zginąć w każdej chwili. Przypadkowa śmierć od rakiety zagraża nawet tym, którzy znajdują się daleko od linii frontu. Jednak im bardziej niebezpieczne miejsce, tym szybciej się do tego przyzwyczajasz. Nie da się nieustannie myśleć o zagrożeniu życia, a gdy bombardowania ustają, o niebezpieczeństwie po prostu się zapomina.

Pełnoskalowa inwazja zburzyła dotychczasowe poczucie normalności. W pierwszych dniach „mgła wojny” pogrążyła nas w stanie całkowitej niepewności – nie dało się adekwatnie ocenić stopnia bezpośredniego zagrożenia życia. Eksplozja pocisku manewrującego tuż nad moim domem rozwiała tę mgłę: przypadkowa śmierć może nadejść w każdej chwili. Wtedy, za pierwszym razem, było to na tyle niezwykłe doświadczenie, że spóźniłem się o kilka minut na zajęcia ze studentami, które prowadziłem zdalnie. Później przyzwyczaiłem się do takich wybuchów do tego stopnia, że przestałem zwracać na nie uwagę.

Stało się to dla mnie kolejnym momentem prawdy: całe państwo działa po to, by zabijać mieszkańców sąsiedniego kraju. Wkrótce wśród moich przyjaciół i współpracowników pojawili się zabici, i przez pryzmat tej śmierci zacząłem patrzeć na swoich dawnych znajomych z Rosji. Moment prawdy obnażył fałsz postawy tych, którzy wyrażali współczucie dla Ukrainy, a jednocześnie twierdzili, że „bratnie narody” zostały skłócone przez Amerykanów, że za wojnę odpowiadają wszystkie strony, a samą wojnę przeciwko Ukrainie prowadzi nie Rosja, lecz wyłącznie Putin.

Kiedy zacząłem pisać ten tekst, w centrum Słowiańska zrzucono półtoratonową bombę lotniczą. Uderzenia na miasto zdarzały się już wcześniej, dość regularnie, jednak zazwyczaj używano bomb o masie 250 kilogramów. Ta była sześciokrotnie silniejsza: zniszczono dwa budynki, uszkodzono 39 bloków mieszkalnych, a ja zostałem bez prądu. Gdy przywrócono zasilanie, dowiedziałem się, że w nocy z 15 na 16 kwietnia Rosja przeprowadziła zmasowany, skoordynowany atak na terytorium Ukrainy. Według wstępnych danych zginęło 16–17 osób. Główne uderzenia spadły na dzielnice mieszkalne: ludzie ginęli w swoich mieszkaniach w Kijowie, Odessie, Dnieprze, Charkowie i innych miastach.

Rosja to duży kraj, którym trudno zarządzać za pomocą precyzyjnych poleceń: nie ma gwarancji, że polecenia nie zostaną zniekształcone, zanim przejdą przez kolejne szczeble hierarchii. Dlatego rządzi się nim poprzez wytyczne. Kierownictwo daje do zrozumienia, czego oczekuje, a podwładni starają się wykazać gorliwością, niekiedy wbrew celowości i zdrowemu rozsądkowi. Rosja prowadzi wojnę również zgodnie z takimi wytycznymi. Na przykład podczas lutowych mrozów celem było zniszczenie systemu energetycznego i doprowadzenie Ukrainy do zamarznięcia. Teraz jest wiosna, zainteresowanie władz tym celem osłabło, a wraz z nim – zapał wykonawców.

Kiedy to pisałem, w centrum naszego miasta ponownie zrzucono ciężką bombę lotniczą. Na krótko wyłączono prąd; gdy go przywrócono, kontynuowałem pisanie – i wtedy tuż obok rozległy się dwa potężne wybuchy. To wszystko oznacza, że rosyjskie kierownictwo wydało nowe wytyczne – celowe bombardowanie dzielnic mieszkalnych. Oczywiście były one bombardowane już wcześniej, jednak teraz prawdopodobieństwo śmierci wzrasta wielokrotnie – przynajmniej do czasu, aż pojawią się inne wytyczne.

Zbliżająca się strefa śmierci – moment prawdy dla tych, którzy żyją w strefie przyfrontowej

Śmierć od ostrzału jest przypadkowa – to „rosyjska ruletka”. Inaczej wygląda sytuacja, gdy nadchodzi fala okupantów, którzy niszczą wszystko na swojej drodze. Nawet jeśli uda się ją przetrwać, można znaleźć się pod okupacją – a wtedy grozi już nie tylko śmierć, lecz śmierć poprzedzona torturami.

Tego lata Rosjanie ponownie próbują zdobyć Słowiańsk: po raz pierwszy podjęli taką próbę latem 2022 roku. W ciągu czterech lat wojny, które spędziłem w Słowiańsku, zmieniła się cała epoka technologiczna prowadzenia działań wojennych: dziś nie zobaczy się już na ulicach systemów artylerii rakietowej, a czołgi postrzegane są jak mamuty z epoki prehistorycznej. Obecnie toczy się walka dronów, robotów i technologii elektronicznych.

Wiosną 2022 roku mogłem słyszeć, jak tydzień po tygodniu zbliża się kanonada artyleryjska: najpierw gdzieś daleko – czterdzieści kilometrów od nas, potem trzydzieści, dwadzieścia… Wieczorami nad horyzontem można było dostrzec białe błyski – tam również trwała walka, lecz tak daleko, że dźwięki do nas nie docierały. Najstraszniejsza była izolacja informacyjna podczas długotrwałych przerw w dostawie prądu, kiedy nie wiadomo, co dzieje się na froncie: a co, jeśli wróg już go przełamał i na ucieczkę jest za późno?

Rosjanie nacierali, tworząc przed sobą wał ognia artyleryjskiego, który miażdżył wszystko wokół. Odbierane to było tak, jakby nadciągała fala orków niszcząca wszystko na swojej drodze. Odwoływanie się do ich człowieczeństwa jest bezcelowe i nie ma co liczyć na litość. To zbliżanie się śmierci stało się momentem prawdy, pokazującym, że Rosja prowadzi tę wojnę na wyniszczenie, a nie dla jakiejkolwiek korzyści politycznej.

Dziś mamy inną epokę wojny – widać to, gdy przechodzi się przez miasto. Nie spotyka się już pojazdów opancerzonych kruszących asfalt, jak w 2022 roku: teraz drogi wyglądają jak nowe i są osłonięte siatkami przeciw dronom. Nad głową nie słychać już huku samolotów bojowych, za to coraz częściej rozbrzmiewa różnorodne terkotanie, buczenie, a czasem świst śmiercionośnych dronów. Nigdy nie wiadomo, czy ten dźwięk nie będzie ostatnim, jaki usłyszysz w życiu. Drony te kontrolują przestrzeń wokół miasta, a piętnaście kilometrów na wschód zaczyna się ciągła strefa śmierci, gdzie niszczone jest wszystko, co się porusza.

Na razie nie udaje się powstrzymać zbliżania tej strefy; co więcej, Rosja przerzuca na nasz kierunek dodatkowe wojska. Jak zakończy się letnia bitwa o Donbas – nie wiadomo. Mam nadzieję, że Rosjanom nie uda się zdobyć naszego miasta, jednak prawdopodobieństwo, że znajdzie się ono w strefie śmierci, pozostaje wysokie.

Kiedyś mieszkałem w Rosji, rozmawiałem z ludźmi, którzy wydawali się inteligentni i przyzwoici. Wtedy wyglądali całkiem normalnie: jedni wykazywali się krytycznym myśleniem, opierając się na kulturze, inni głosili dobro i wartości moralne, czerpiąc ze swojego doświadczenia religijnego. Dziś oceniają wojnę w ramach swojego zniekształconego obrazu świata. Nie potrafię zwrócić ich uwagi na moment prawdy – nie będą mnie ani słuchać, ani czytać. Mimo to ponoszę wraz z nimi wspólną, zbiorową odpowiedzialność za ich stosunek do tej wojny.
 

piątek, 3 kwietnia 2026

Wina // Słownik wojny

Źródło: Wydawcą PostPravda.info. 01.04.2026.
URL: https://postpravda.info/pravda/slownik-wojny/wina-i-poczucie-winy-zbiorowej/


Czy wszyscy Rosjanie są winni wojny? Czy można mówić o winie zbiorowej, czy też wina może być wyłącznie indywidualna? 
 
Wina

Wina zawsze jest związana z czynem. Podmiotem czynu może być konkretny człowiek, państwo lub instytucja społeczna dysponująca jednolitym mechanizmem podejmowania decyzji. Jeśli takiego mechanizmu nie ma, nie może być również winy. Podmiot ponosi winę za czyn w dwóch przypadkach: albo wtedy, gdy u jego podstaw leżał od początku zły zamiar, albo – niezależnie od intencji – gdy czyn doprowadził do niesprawiedliwości i wyrządził ludziom krzywdę. W przeciwieństwie do państwa, naród nie może być podmiotem czynu, a tym samym nie może być winny jego popełnienia, ponieważ stanowi wyobrażoną jedność poszczególnych osób, z których każda działa na swój sposób, a mechanizmy podejmowania decyzji należą nie do narodu jako takiego, lecz do konkretnych instytucji społecznych.

Wina zakłada karę polityczną, prawną lub moralną. Winę ponosi podmiot jednostkowy, a nie zbiorowy: człowiek, a nie społeczeństwo; państwo, a nie naród; organizacja kościelna, a nie chrześcijanie itd. Kara zawsze powinna być stosowana wyłącznie wobec podmiotu jednostkowego, nawet jeśli jej skutki dotykają innych. Na przykład, gdy wybitny działacz kultury zostaje ukarany za przestępstwo kryminalne, cierpi na tym społeczeństwo, lecz nie stanowi to podstawy do zwolnienia go z odpowiedzialności. Podobnie, gdy państwo zostaje ukarane za rozpętanie agresywnej wojny, cierpi cały naród, jednak nie jest to powód do odstąpienia od ukarania państwa: poprzez bojkot, sankcje i inne środki, aż do jego całkowitego demontażu. Jednocześnie każdy obywatel może ponosić swoją indywidualną winę za bezczynność lub – tym bardziej – za współudział w zbrodniach państwa, przy czym w każdym przypadku jest to zawsze konkretna, osobista wina danej osoby.
 
Poczucie winy zbiorowej

Należy odróżniać faktyczną winę od poczucia winy. Choć naród nie może ponosić winy zbiorowej, konkretny człowiek może odczuwać poczucie winy za swój naród, ponieważ poczucie winy może odnosić się nie tylko do własnych czynów, lecz także do czynów innych ludzi lub grup, z którymi dana osoba się identyfikuje. Na przykład dzieci nie są winne czynów swoich rodziców, ale mogą odczuwać za nie poczucie winy. W ten sposób, choć nie istnieje wina zbiorowa, na gruncie wspólnej tożsamości kształtuje się poczucie winy zbiorowej. Człowiek może je przeżywać wraz z tymi, z którymi się utożsamia: z rodziną, Kościołem, narodem, krajem itd.

W kontekście mitologicznym i religijnym poczucie winy zbiorowej i sama wina praktycznie nie są rozróżniane, dlatego za w pełni uzasadnione uznaje się twierdzenie, że Bóg, los, historia lub siły wyższe karzą naród za winę.

Rodzaje winy

Wina kryminalna jest określana przez fakt popełnienia przestępstwa, które zostało zdefiniowane prawnie i za które przewidziana jest kara. Ma ona zawsze charakter indywidualny. Nawet jeśli przestępstwo zostało popełnione przez organizację, każdy jej uczestnik odpowiada przed prawem za swoją osobistą winę. Oprócz winy kryminalnej Karl Jaspers wyróżnia winę polityczną, moralną oraz metafizyczną.

Jeśli mieszkańcy kraju wspierali reżim, ponoszą za to winę moralną; niewiedza, niezrozumienie sytuacji lub brak jej kwalifikacji prawnej nie mogą służyć jako usprawiedliwienie. Wina moralna ma charakter indywidualny, ponieważ dotyczy konkretnych podmiotów i ich działań.

Wina polityczna to wina wszystkich obywateli za reżim, który tolerują, nawet jeśli sami są ofiarami tego reżimu i nie brali bezpośredniego udziału w jego zbrodniach. W tym sensie ujawnia się jej charakter zbiorowy. Ponieważ faktyczna wina nie może mieć charakteru zbiorowego, wina polityczna wyraża się w poczuciu winy oraz w gotowości ponoszenia odpowiedzialności za zbrodnie własnego państwa i współobywateli, którzy wspierali reżim.

Wina metafizyczna wyraża się w poczuciu odpowiedzialności za własną bezczynność, gdy w pobliżu popełniane są zbrodnie. Każdy Rosjanin ponosi winę metafizyczną za zbrodnie Rosji, ponieważ zawsze pozostaje coś, co mógł zrobić, a czego nie zrobił. Ponieważ tej „reszty” nie da się dokładnie określić, wina metafizyczna dana jest nie jako powszechnie obowiązujący fakt, lecz jako poczucie osobistej odpowiedzialności za to, że człowiek nie zrobił wszystkiego, co mógł. U podstaw winy metafizycznej leży poczucie współuczestnictwa; negowanie winy metafizycznej jest oznaką obojętności wobec innych ludzi i wobec ich prawa do życia.
 
Wina metafizyczna i odpowiedzialność za wojnę Rosji przeciwko Ukrainie

Hannah Arendt rozróżnia winę i odpowiedzialność. O ile wina kryminalna i moralna mają charakter faktyczny, to znaczy są określane przez czyny konkretnego podmiotu, o tyle wina polityczna i metafizyczna mogą nie być związane z własnym działaniem i w takim przypadku przejawiają się jedynie jako wewnętrzne doświadczenie. W konsekwencji to, co Karl Jaspers nazywał winą polityczną i metafizyczną, Hannah Arendt rozumie jako jedną z form odpowiedzialności, a nie faktycznej winy.

Winę za wojnę Rosji przeciwko Ukrainie ponosi państwo jako instytucja społeczna, a także wszyscy ludzie, którzy współuczestniczą w tym przestępstwie. Równocześnie poszczególny obywatel Rosji może odczuwać poczucie winy metafizycznej za to, że nie zrobił wszystkiego, co było możliwe, aby powstrzymać wojnę, oraz poczucie winy politycznej z tytułu swojej przynależności do państwa-agresora. W tych przeżyciach wyraża się zarówno indywidualna, jak i zbiorowa odpowiedzialność obywatela za wojnę rozpętaną przez jego państwo. Choć to poczucie przeżywane jest indywidualnie, mogą je podzielać również inni ludzie, co prowadzi do ukształtowania się w świadomości społecznej zbiorowego poczucia winy za wojnę, na którego podstawie rodzi się rozumienie zbiorowej odpowiedzialności. Jeśli natomiast ktoś ignoruje tę odpowiedzialność, ponosi indywidualną winę za własną nieodpowiedzialność.

Nikołaj Karpicki
Słownik wojny
 

poniedziałek, 16 marca 2026

Nikołaj Karpicki. 13 marca 2014 roku: pierwsza ofiara wojny w Donbasie. Tak te wydarzenia pamięta ksiądz z Doniecka Serhij Kosjak

Źródło: Wydawcą PostPravda.info. 13.03.2026.
URL: https://postpravda.info/pravda/front/serhij-kosjak-13-marca-2014-donbas/

Modlitwa za Ukrainę w centrum Doniecka, zajętego przez prorosyjskich bojowników – świadkowie tragicznych wydarzeń z marca 2014 roku. Zdjęcie: Facebook Igor A. Kozlowski.

Pierwsza ofiara wojny Rosji przeciwko Ukrainie w obwodzie donieckim nie została zabita ani rakietą, ani bombą, lecz nożem na ulicy Doniecka. Stało się to 12 lat temu – 13 marca 2014 roku. Prawdziwą bronią nie był wówczas jedynie ów rzeczony nóż, lecz w głównej mierze zabójcza rosyjska propaganda, która wmawiała ludziom, że władzę w Kijowie przejęła „junta”, która do Doniecka wysyła autobusy z „nazistami”, by rozprawić się z mieszkańcami Donbasu. A jak wyglądało to naprawdę? prof. Nikołaj Karpicki dotarł do naocznego świadka wydarzeń w Doniecku z wiosny 2014 roku. Jest nim Serhij Kosjak, ukraiński duchowny.

Śmiercionośna propaganda Kremla przeciwko prawdzie historycznej

Najgroźniejszą bronią na wojnie nie są rakiety i bomby, lecz ludzie i myśli. Aby przekonać jednych do zabijania drugich, Rosja wykorzystuje fałszywe informacje i szeroko pojętą dezinformację. To właśnie od rozpowszechniania fałszywych narracji rozpoczęła się rosyjska agresja przeciwko Ukrainie. Moskwa szerzyła legendy o „przewrocie”, w wyniku którego w Kijowie rzekomo do władzy doszli naziści. A jak było naprawdę?

21 listopada 2013 roku w Kijowie rozpoczyna się Euromajdan, czyli protesty przeciwko rezygnacji Ukrainy z integracji europejskiej. Po jego brutalnym rozpędzeniu 30 listopada masowy charakter przybrała nowa fala protestów już przeciwko samowoli władzy. Eskalacja przemocy doprowadziła do ofiar śmiertelnych i 20 lutego 2014 roku Rada Najwyższa Ukrainy zakazała służbom stosowania przemocy wobec protestujących. Pozbawiony poparcia struktur siłowych prezydent Ukrainy uciekł, a pełnia władzy przeszła do Rady Najwyższej, która wyznaczyła pełniącego obowiązki prezydenta, a następnie zorganizowała wolne i uczciwe wybory nowej głowy państwa.

Oznacza to, że władza ani na chwilę nie przeszła w ręce organu niekonstytucyjnego ani osób, które nie przeszły procedury wyborczej, dlatego narracja o „kijowskiej juncie” jest absurdem. Mimo to, wykorzystując tę narrację, Rosja doprowadziła do okupacji Krymu. Prorosyjskie ugrupowania terroryzowały cywilów na wschodzie Ukrainy, biły uczestników manifestacji za jedność Ukrainy, a od 13 marca 2014 roku przeszły od pobić do zabójstw. Pierwszą ofiarą w Donbasie został 22-letni Dmytro Czerniawski.

Serhij Kosjak i Donbas, którego nie znałeś

O tym, jak do tego doszło, pisze naoczny świadek wydarzeń – pastor ewangelicznego kościoła zielonoświątkowego „Zgromadzenie Boże” w Doniecku, Serhij Kosjak, w książce „Donbas, którego nie znałeś. Dziennik księdza”. W tamtym okresie brał on udział w codziennym międzyreligijnym maratonie modlitewnym „Za pokój, miłość i integralność Ukrainy”, który odbywał się w centrum Doniecka od lutego do sierpnia 2014 roku. Przez cały ten czas, jako świadek, prowadził kronikę wydarzeń w Doniecku, która później została opublikowana w formie osobnej książki.

Pastor Serhij Kosjak podczas maratonu modlitewnego „Za pokój, miłość i integralność Ukrainy” w Doniecku. Zdjęcie: Facebook Igor A. Kozlowski.

Z pastorem Serhijem spotkałem się w 2015 roku. Patrzył na wydarzenia z perspektywy moralnej, a nie politycznej, nie popierał żadnych sił politycznych i krytycznie odnosił się do władz Ukrainy. Właśnie ta jego polityczna bezstronność budzi moje zaufanie do niego jako świadka wydarzeń.

Jako pastor Serhij Kosjak stara się dokonać moralnej oceny działań swoich rodaków. W tamtym okresie mówi jeszcze niewiele o Rosji, ponieważ stopień jej zaangażowania w krwawe wydarzenia nie był jeszcze znany mieszkańcom Doniecka. Następnie rozpoczęły się represje wobec uczestników maratonu modlitewnego, które dotknęły także samego autora książki, wojna w Donbasie oraz pełnoskalowa inwazja, która pochłonie życie setek tysięcy Ukraińców. W tamtym czasie Serhij Kosjak jeszcze tego nie wiedział, ale przeczuwał nadchodzącą tragedię.

Donieck na początku marca 2014 roku

Fragment książki. Serhij Kosjak: „Donbas, którego nie znałeś. Dziennik księdza”, s. 14

1 marca 2014 roku. 5. dzień maratonu modlitewnego


Byłem dziś na wiecu przed Doniecką Obwodową Administracją Państwową, a potem pojechałem na plac Lenina, który stał się miejscem koncentracji separatystów. Władza rozkręciła machinę „antyfaszyzmu” i „antybanderyzmu”, której teraz już nie potrafi zatrzymać. Ludzie, oszalali, podburzeni antyukraińskimi mówcami, nienawidzą wszystkich, na których wskażą im „krzykacze”. Kilkutysięczny, rozgrzany tłum z placu Lenina ruszył, by zająć Doniecką Obwodową Administrację Państwową.

Szaleństwo – nie ma na to innych słów… Wydaje się, że zebrało się takie bydło, że każdego by na widły wzięli.

Stałem na schodach przed budynkiem administracji obwodowej i poprosiłem o mikrofon. Przez około pięć minut wzywałem ludzi do modlitwy o pokój, ale oni dziko wrzeszczeli, nie reagując na pokojowe apele. A podczas minuty ciszy za poległych w starciach w Kijowie skandowali: „Berkut!”

Dla tych ludzi nie ma nic świętego – tylko nienawiść. Bardzo wyraźnie było widać, że ktoś kieruje całym tym zamieszaniem, a głównym celem jest destabilizacja i podsycanie agresji. Kiedy odchodziłem spod administracji obwodowej, słychać było wybuchy granatów hukowo-błyskowych. To milicja odpierała tłum, który ruszył szturmować budynek.

2 marca 2014 roku. 6. dzień maratonu modlitewnego

Dziś byłem na spontanicznym wiecu, który odbył się naprzeciwko soboru Przemienienia Pańskiego przy ulicy Artema. Trudno oddać, w jak pozytywnej atmosferze wszystko przebiegało. Około tysiąca osób, głównie młodzież, stało wzdłuż drogi z transparentami i ukraińskimi flagami, machając rękami i chorągiewkami do przejeżdżających samochodów. Kierowcy w odpowiedzi na powitanie trąbili klaksonami – czasami było ich tak dużo, że sygnał zamieniał się w jeden długi, ciągły huk. Po wczorajszym sabacie na placu Lenina i przy Donieckiej Administracji Obwodowej dzisiejszy wieczór przyniósł prawdziwy powiew świeżego oddechu wolności. Stałem razem ze wszystkimi i trzymałem plakat „Módl się za Ukrainę”. Spotkałem bardzo wielu znajomych – wszyscy byli w dobrym nastroju.

Masowy wiec w centrum Doniecka 5 marca 2014 roku

Mit, że mieszkańcy Doniecka masowo popierają Rosję i opowiadają się za odłączeniem od Kijowa, rozwiał pierwszy masowy proukraiński wiec w centrum Doniecka 5 marca 2014 roku. Następnego dnia Serhij Kosjak podzielił się swoimi wrażeniami. W tamtym momencie nie wiedział jeszcze, że zbliża się wielka wojna z Rosją.

Fragment książki. Serhij Kosjak: „Donbas, którego nie znałeś. Dziennik księdza”, s. 15–16

Wczoraj odbył się pierwszy masowy proukraiński wiec w Doniecku. Przed wiecem na placu Lenina przygotowaliśmy miejsce modlitwy: ustawiliśmy kolumnę nagłaśniającą i banery z napisem „Tutaj modlą się za Ukrainę”. Zostawiliśmy tam część ludzi, a sami poszliśmy na punkt zbiórki – plac Konstytucji, gdzie było już około 100 osób. Odprawiliśmy krótką modlitwę, ustawiliśmy się w kolumnie i ruszyliśmy modlitewnym marszem na plac Lenina.

To, co zobaczyłem na placu, jednocześnie cieszyło i smuciło. Ludzie, którzy są za Ukrainą, tak samo jak ci, którzy są przeciw, mają niewiele szacunku dla Boga – bardziej polegają na własnej sile i przekonaniu o swojej racji. Do mikrofonu rwało się wielu, niektórzy mówili szczerze, ale byli też tacy, którzy wygłaszali głośne hasła dla własnej promocji.

Duchowieństwo praktycznie nie zabierało głosu. Organizatorzy wiecu dość sceptycznie podeszli do obecności księży.

Cieszyło to, że zwolenników integralności Ukrainy było wielokrotnie więcej – od 10 do 15 tysięcy osób. Staliśmy obok sceny, modliliśmy się i czytaliśmy psalmy.

Ze strony prorosyjskich aktywistów poleciały w nas jajka i jabłka, a potem także kamienie. Władyka Serhij (Ukraiński Kościół Prawosławny Patriarchatu Kijowskiego) został trafiony jajkiem w czoło i prawie stracił przytomność, brat z naszej wspólnoty również dostał w głowę, a ja skończyłem tylko z jajkiem rozbitym o nogawkę spodni. Transparentów używaliśmy jak tarcz dla tych, którzy podchodzili do mikrofonu.

Ze strony proukraińskiej nikt niczym nie rzucał. I wtedy pomyślałem, że dziś siły prorosyjskie (nie boję się powiedzieć – prowadzone przez nienawiść i demony) rzucają kamieniami i jajkami w pokojowych ludzi śpiewających hymn Ukrainy, a jutro te nieludzkie istoty będą rzucać granaty i strzelać z automatów. Oto taka jest nasza „braterska pomoc” ze strony Rosji.

Po wiecu rozpoczęły się masowe bójki.

Kościele, ludzie – musimy nadal się modlić!

Problem Donbasu nie leży w Rosji, lecz w naszej bezduchowości.

BOŻE, ZBAW UKRAINĘ I PRZEBACZ NAM.

Pierwsze morderstwo – kłamstwo i krew

Wiec 5 marca 2014 roku był największy, ale nie jedyny. Codziennie odbywał się maraton modlitewny za jedność Ukrainy, a 9 marca w różnych miejscach Doniecka miały miejsce niewielkie marsze i wiece, które próbowali zakłócić prorosyjscy aktywiści. 13 marca 2014 roku dokonali oni pierwszego zabójstwa.

Fragment książki. Serhij Kosjak: „Donbas, którego nie znałeś. Dziennik księdza”, s. 19–21

13 marca 2014 roku. 17. dzień maratonu modlitewnego

Wiec za jedność Ukrainy na placu Lenina i pierwsze zabójstwa

Wiec zapowiedziano w mediach społecznościowych, ale nie był tak dobrze zorganizowany jak 5 marca – nie było jednego centrum koordynacyjnego. Zwolenników Ukrainy zebrało się bardzo mało, około 500 osób, z czego samoobrony nie więcej niż 100. Zwolenników prorosyjskich było natomiast co najmniej 1000. I kiedy wiec oficjalnie się zakończył, zaczęło się najtragiczniejsze.

Tłum liczący nie mniej niż 700 osób, nazywających siebie „antyfaszystami”, otoczył tę setkę samoobrony. W ruch poszły kamienie, kastety, metalowe pręty, z obu stron użyto gazu łzawiącego – tyle że prorosyjscy atakowali, a ukraińscy chłopcy bronili się tym, czym mogli. Na asfalcie pozostało leżeć kilka nieruchomych ciał, a po naporze „antyfaszystów” nadal kopano je i bito kijami. Stanąłem między bojówkarzami a – jak mi się wydawało – martwym i powiedziałem: „Dosyć, właśnie zabiliście człowieka, zostawcie tych, którzy już leżą na asfalcie. Jestem księdzem, miejcie choć odrobinę współczucia”. I chyba ta odrobina współczucia jeszcze w nich została: tych, którzy leżeli bez ruchu, przestali bić.

Atak prorosyjskich bojowników na uczestników pokojowej manifestacji w Doniecku 13 marca 2014 r. Print screen z kroniki wideo w YouTube.

Zaczęliśmy znosić rannych do karetki pogotowia. Muszę powiedzieć o milicji i pracownikach pogotowia. Milicjanci byli raczej obserwatorami niż obrońcami, a po wiecu swobodnie rozmawiali z tymi, którzy pół godziny wcześniej zabijali proukraińskich aktywistów. Pracownicy „pogotowia” to w ogóle ludzie, którzy chyba zapomnieli, czym jest przysięga Hipokratesa. Tak bardzo bali się o własną skórę, że pozostawili karetkę 300 metrów od miejsca wydarzeń, choć nikt nie przeszkadzał im podjechać bliżej. Ale tchórzostwo i chciwość już dawno stały się przewodnikami lekarzy i milicji – mam nadzieję, że nie wszystkich…

Po tym, jak wszystko się skończyło, zostałem jeszcze na placu Lenina i widziałem, jak przy zniszczonym autobusie do karetki ładowano ciało zabitego chłopaka, uczestnika samoobrony wiecu (przyp. red.: Dmytro Czerniawski, zmarł od rany nożem zadanej przez uzbrojonych ludzi).

Dmytro Czerniawski – pierwsza ofiara wojny rosyjsko-ukraińskiej w obwodzie donieckim. 13 marca 2014 roku w Doniecku zginął od ciosu nożem zadanym przez prorosyjskich bojowników. Fot. Wikipedia.

Pod postumentem pomnika Lenina, na schodach, tłoczyli się ludzie i udzielali wywiadów przed kamerami. Zapytałem, jakie to stacje telewizyjne i przysłuchałem się temu, o czym mówią ludzie. Telewizje okazały się rosyjskie, a to, co nagrywali, wywróciło mnie na drugą stronę. Jakiś dresiarz skarżył się dziennikarzom, że stali spokojnie, gdy nagle bez powodu napadli na nich proukraińscy aktywiści, przed którymi musieli się dzielnie bronić. Wszystko było dokładnie tak – tylko odwrotnie – i całe to kłamstwo rosyjski widz będzie potem chłonął z ekranów swoich telewizorów.

Długotrwała i kłamliwa propaganda prowadzona w Doniecku zrobiła swoje – wielu mieszkańców Doniecka, podsycanych przez rosyjskich nacjonalistów, których setkami przywożono do naszego regionu, z nienawiścią odnosi się do tych, którzy opowiadają się za jednością Ukrainy. I są gotowi bić innych mieszkańców Doniecka, święcie wierząc, że biją „faszystów” i przyjezdnych „banderowców”.

Donieck jeszcze nie upadł, ale dwie ostatnie akcje pokazały całkowite bankructwo oporu wobec separatystów, dlatego zapraszamy na modlitwę. Donieccy aktywiści powinni uklęknąć przed Bogiem. Zwracam się do duchowieństwa: to już nie jest promocja Kościoła ani osoby, to prawdziwa wojna ze wszystkimi jej konsekwencjami. Nie bądźcie podobni do milicjantów i pracowników pogotowia. Nadszedł czas, aby służyć ludziom. Każdego dnia – plac Konstytucji, most nad Kalmiusem, od 18:00 do 19:00, Donieck.

Na razie jeszcze tam nie biją, ale co będzie później – nie wiem…

Fragment książki. Serhij Kosjak: „Donbas, którego nie znałeś. Dziennik księdza”, s. 24–26

18 marca 2014 roku. 22. dzień maratonu modlitewnego


Dzień 13 marca w Doniecku znany jest teraz jako „krwawy czwartek”, kiedy prorosyjscy dresiarze pobili i okaleczyli dziesiątki ludzi, którzy wyszli na ulice w obronie jedności Ukrainy, a jeden 22-letni chłopak został zabity. Wszyscy oni są bohaterami wiary i patriotami swojej ojczyzny. I na naszym modlitewnym Majdanie też takich widzę. Napiszę dziś o jednym z nich.

To Maksym Horiunow, prezbiter kościoła „Słowo Życia”. Zwykły chłopak, który w krytycznej chwili potrafi zrobić niezwykłe rzeczy. Aby zrozumieć, na czym polega bohaterstwo Maksyma, warto najpierw przeczytać jego opis dnia, gdy znalazł się w samym epicentrum krwawej masakry:

„Wiec się skończył, ludzie się rozchodzą. Jako człowiek ciekawy postanowiłem zostać do końca: co może mi grozić w moim rodzinnym mieście? Organizatorzy demontują scenę, samoobrona wiecu osłania odejście ludzi. Stoję obok nich. Zbliża się do nas rozwścieczony tłum. Oni już nie chcą rzucać jajkami – oni chcą krwi.

Cofamy się za scenę – ich jest znacznie więcej, są bardzo agresywni. Najbardziej zdesperowani próbują się bronić, ja nie jestem zdesperowany – wycofuję się w stronę autobusu. Kierowca-milicjant otworzył drzwi – weszło nas tam kilku, drzwi się zamknęły. Pod autobusem nie ma bójki – jest brutalne bicie. Milicjant opuszcza autobus, my od środka otwieramy drzwi rękami – po minucie autobus jest już pełny, nabity po brzegi, wielu ludzi jest we krwi.

Z braku doświadczenia stoję przy oknie – wlatuje brukowiec, szkło pryska na wszystkie strony. Przez słaby kordon milicji przedzierają się osiłki, przez wybite okna rzucają petardy, rozpylają gaz. Po raz pierwszy w życiu oddycham gazem – wszyscy kaszlą, duszą się, przewraca nas na drugą stronę. NIE MA dokąd uciekać. Wyjdziesz – rozszarpią, zostaniesz – udusisz się.

Otwieramy drzwi – już na nas „czekają”. Dostaję kopniakiem w głowę. Biegniemy za autobusy – jesteśmy otoczeni gęstym pierścieniem, zbijamy się w grupę – około 30 osób. Ze wszystkich stron krzyczą: „Na kolana!”. Część z nas już i tak klęczy – żeby zmniejszyć powierzchnię trafienia, kucamy, zasłaniając głowy rękami. Boję się przegapić cios lub kamień, rozumiem, że jeśli stracę przytomność – mogą mnie zabić. Milicja ledwo powstrzymuje rozwścieczony tłum, sami nie chcą dostać się pod uderzenia.

Ciągle próbują wyciągnąć nas z kręgu, żeby było łatwiej bić – trzymamy się jeden drugiego. Patrzę na milicję – pomocy nie ma. Widzę, że pojawiło się „okno” w stronę prospektu Iljicza – przebijam się gwałtownym zrywem (w rzeczywistości ledwo uciekam przed bandytami – w swoim rodzinnym mieście!). Nie biegnę sam, kilku z nas się wyrwało. Biegam szybko, ale tylko na krótkie dystanse, słyszę pościg, wpadam w pierwszą bramę, na oczach mieszkańców wskakujemy (jest nas już dwóch) do klatki schodowej – jesteśmy uratowani!

Oglądamy ubrania – całe w kurzych jajkach, plamach zielonki i krwi. Krew nie jest moja – należy do chłopaków, z którymi trzymaliśmy się razem. Cudem zostałem cały”.

Atak prorosyjskich bojowników na uczestników pokojowej manifestacji w Doniecku 13 marca 2014 r. Print screen z kroniki wideo w serwisie YouTube.

Z pozoru zwykła historia człowieka, który po prostu chciał przeżyć tę rzeź. I co dzieje się dalej? Człowiek otarł się o śmierć, zobaczył zdradę i pobicia – to właśnie moment, kiedy powinien siedzieć w domu i nie wychylać nosa, ale…

Milion razy mówię „ALE” – wszystkim, którzy za pozorną duchowością ukrywają swoją tchórzliwość. Siedźcie w domach i martwcie się o Ukrainę przed ekranami telewizorów, ale wiedzcie, że są chłopcy, którzy stali się bohaterami wiary – wiary i odwagi. Maksym Horiunow znów stoi z nami na modlitewnym Majdanie za Ukrainę. Wiedząc, że w każdej chwili prorosyjscy bandyci mogą znów urządzić pobicie, stoi i modli się, trzymając flagę Ukrainy. Jego żona modli się obok niego.

Chwała Bogu, że są tacy ludzie, z których może być dumny świat chrześcijański. Nazywajcie to jak chcecie – „głupotą”, szaleństwem, „nieroztropnością” – a ja widzę w tym wiarę, bohaterstwo i odwagę.

Módlcie się za nas – naprawdę się boimy, kiedy za każdym razem idziemy na modlitwę. Nie wiemy, jak się ona skończy, ale mimo to idziemy. Jutro stawiamy namiot modlitewny – będzie to jedyny uliczny namiot w Doniecku o takim znaczeniu ideowym, nad którym nie będzie rosyjskiej flagi. Jak długo będzie stał – nie wiem.

Jakieś szaleństwo, wszystko jak we śnie… Co się stało z naszą Ukrainą?


poniedziałek, 9 marca 2026

Nikołaj Karpicki. Rosyjska okupacja to represje ze względu na tożsamość. Świadectwa mieszkanki Chersonia

Źródło: Wydawcą PostPravda.info. 04.03.2026.
URL: https://postpravda.info/pravda/front/rosyjska-okupacja-to-represje/

Rosyjska okupacja, Chersoń. Wiec przeciwko rosyjskim okupantom 13 marca 2022 r. Kadr z kroniki wideo. YouTube

„Wolałbym żyć w Niemczech pod władzą Putina, niż żyć w warunkach wojny” – stwierdził 19-letni Niemiec w studiu telewizji ARD na początku października 2025 roku. Za wypowiedzią tego człowieka stoi rozpowszechnione szeroko złudzenie, że Rosja prowadzi wojnę wyłącznie z powodów politycznych – o zmianę granic państwowych i stref wpływów. Niezrozumienie, że chodzi o wojnę egzystencjalną o prawo do istnienia, rodzi iluzję, że z Rosją można się porozumieć drogą ustępstw.

Być może tacy jak ten młody Niemiec uważają, że rosyjska okupacja będzie jak życie w NRD pod kontrolą Związku Radzieckiego. Być może i w Ukrainie kiedyś sądzono, że władza Moskwy nie jest aż tak straszna: przecież żyło się też jakoś w czasach Breżniewa. Jednak życie w okupacji to nie jest „jak w Związku Radzieckim” ani nawet „jak w dzisiejszej Rosji”. To coś znacznie gorszego.


Reżim okupacyjny można porównać jedynie do rosyjskiej kolonii karnej, czyli „zony”, jak się ją nazywa. Są „czerwone zony”, gdzie absolutna władza należy do administracji więziennej, i „czarne zony”, gdzie rządzą autorytety przestępcze. A teraz wyobraźmy sobie, że kilka regionów zamienia się w jedną wielką „zonę”, w której administracja razem z kryminałem dopuszcza się samowoli. Właśnie tak wygląda rosyjska okupacja.

Nie mogę mówić w imieniu innych, ale powiem za siebie – jako mieszkaniec Słowiańska, miasta, które niektórzy zachodni politycy byliby gotowi „oddać” Putinowi w imię iluzorycznego pokoju z Rosją. Całkiem niedawno niedaleko mojego domu bomby lotnicze FAB-250 zniszczyły kilka budynków. Stało się to tak powszednie, że nie jest już powodem, by pisać o tym na Facebooku, gdzie zwykle dzielę się przemyśleniami, ani by przerywać domowe obowiązki. Rozumiem jednak: dalej będzie jeszcze gorzej. Ale nawet jeśli rosyjskie bomby lotnicze zniszczą połowę Słowiańska, nadal będę miał 50-procentową szansę na przeżycie. Jeśli jednak Słowiańsk zostanie okupowany – nie będzie żadnych szans. Dlatego dla mnie okupacja jest gorsza niż życie w warunkach wojny. Ale to tylko moje postrzeganie.

Rozmawiałem na ten temat z mieszkańcami Chersonia, którzy przeżyli okupację. Wśród nich jest Oksana Pohomij, działaczka społeczna i wolontariuszka. Przez całe życie mieszkała w Chersoniu, także w okresie okupacji; w 2020 roku została wybrana deputowaną Rady Miejskiej Chersonia. Przytoczę fragmenty naszej rozmowy, aby pokazać, jak w rzeczywistości wygląda okupacja.

Okupacja to bezprawie i totalna kontrola

„Najstraszniejszą rzeczą, jaka może spotkać człowieka w życiu, jest okupacja – opowiada Oksana Pohomij. – Ponieważ odbiera ci się wolność, nawet jeśli służby specjalne nie przyszły bezpośrednio po ciebie. Wcześniej mieliśmy pracę. A tu albo pracujesz dla okupantów, albo nie pracujesz i zostajesz bez środków do życia.

Rosjanie wywierali stałą presję psychiczną, nakłaniali do współpracy. Na przykład wprost z domu wyciągnęli kobietę – dyrektorkę jednej ze szkół artystycznych. Przez cały dzień przetrzymywali ją u siebie i zmuszali do podpisania zgody na współpracę. Gdy tylko ją wypuścili, natychmiast wyjechała ze strefy okupacji.

Do końca kwietnia mieliśmy jeszcze łączność komórkową, potem ją odcięli. Nie było żadnej. Zasięg pojawiał się tylko w jednym miejscu w centrum miasta – ludzie zbierali się tam, żeby chociaż wysłać bliskim SMS-a. Później łączność włączono na krótko, ale pod koniec maja znów ją wyłączono. Sprzedawano wyłącznie rosyjskie karty SIM. Internet bardzo pomagał: niektórzy dostawcy pozostali aktywni.

Z rewizjami przychodzą zawsze niespodziewanie – i to jest naprawdę przerażające. Znajomi dawali znać, że na sąsiedniej ulicy stoi transporter opancerzony, a raszyści przeczesują kwartał po kwartale. Do naszego kwartału przyszli następnego dnia. Zawiązałam chustkę, założyłam okulary, żeby się nie wyróżniać. Na rewizję przyszło czterech wojskowych. Ich uwagę odciągnął nasz wnuk Mykyta – to nas uratowało: nie zajrzeli tam, gdzie przechowywane były produkty naszej organizacji wolontariackiej. Do jednej z naszych dziewczyn na rewizje przychodzili kilka razy – mieszkała na osiedlu, w domu jednorodzinnym”.

Reakcja mieszkańców Chersonia na okupację

„Kiedy zaczęła się inwazja, jeszcze nie wiedziałam, że tak szybko nas oddadzą – opowiada pani Oksana. – Myślałam, że będzie jakiś opór. Napisałam na Facebooku, że zbieramy się na wiec – ja z mężem i wolontariuszami, z którymi pracujemy od 2014 roku. Byliśmy z nimi w Awdijiwce, Marjince, Krasnohoriwce, Szyrokynem. Ogłosiliśmy też zbiórkę dla rannych: odzieży, lekarstw, żywności instant, papierosów i artykułów higienicznych. Początkowo zbieraliśmy rzeczy w holu rady miejskiej, ale już drugiego dnia – 25 lutego – zabrakło miejsca i przenieśliśmy się do budynku rady rejonowej, a potem pakowaliśmy zestawy w innym miejscu.

5 marca odbył się pierwszy wiec. Nasza grupa wolontariacka pomagała ukraińskim wojskowym, przekazując współrzędne celów, i nie chciałam narażać ludzi na dodatkowe niebezpieczeństwo, dlatego prosiłam, by nie wychodzili na manifestację. Sama już szłam pakować produkty, gdy zadzwoniła przyjaciółka i powiedziała: ‘Jest tu tyle ludzi! Nawet sobie nie wyobrażasz!’. Wtedy zawróciłam i pobiegłam na wiec. Później zrozumiałam: to był nasz ‘herc’ – wyszliśmy bez broni przeciwko żołnierzom w pełnym rynsztunku, z automatami, i krzyczeliśmy do nich: ‘Nikt was tu nie zapraszał! Wynoście się stąd! ’”.
 
„Herc”: mieszkańcy Chersonia  sprzeciwiają się rosyjskim żołnierzom. Kadr z kroniki wideo. YouTube

Słowo „herc”, którego użyła pani Oksana, nie ma odpowiednika w innych językach. Oznacza ono kozacką tradycję, gdy przed bitwą najbardziej zuchwali śmiałkowie wychodzili przed szeregi wroga i szydzili z niego, wyzywając na pojedynek.

„13 marca – to dzień wyzwolenia Chersonia spod hitlerowskiej okupacji – kontynuuje pani Oksana. – Tego dnia odbył się ogromny pochód. Żołnierze strzelali nad głowami, ale ludzie i tak przeszli od Placu Wolności do Nabrzeża. Tam był ukraiński sztandar o długości stu metrów. Ktoś go uszył! To był taki wzlot! Panowała euforia, dlatego w tym momencie zapomnieliśmy o strachu. Oni myśleli, że przyszli do prorosyjskiego regionu, a w rzeczywistości tak nie było. Kiedy wyszliśmy – a wyszedł nie tylko Chersoń, ale i Hola Prystan, Kahówka, Nowa Kahówka, Kałanczak, Skadowsk – z flagami, krzyczeliśmy, podchodziliśmy do czołgów, w ich głowach zaskoczyło, że nie będziemy Rosją… Nie wiem, mam nadzieję, że jednak zaskoczyło.

Wieczorami dużo spacerowaliśmy, chodziliśmy do przyjaciół i osób o podobnych poglądach, rozmawialiśmy, bo inaczej nie dało się przetrwać. Idziesz ulicą i widzisz, że ktoś związał żółty kwiat z niebieskim i powiesił na drzewie – i rozumiesz: nie jesteśmy sami. Są inni ludzie. Podczas spacerów szukasz takich niebiesko-żółtych znaków i wierzysz, że Ukraina wróci. I mieliśmy szczęście – zostaliśmy wyzwoleni”.

Okupacja – to męczące oczekiwanie represji

Przerażające nie są tylko same represje, ale i ciągłe zagrożenie, oczekiwanie kary. Pani Oksana opowiada:

„Strasznie jest żyć w takim stanie, kiedy nie wiesz, co będzie jutro. Zawsze nosiłam ze sobą mały plecak z szczoteczką do zębów, mydłem i zmianą bielizny, na wypadek, gdyby mnie zabrali. Później zrozumiałam: jaki plecak?! Worek na głowę, plecak zabiorą – i nie zostanie ci nic. Gdybyś opowiedziała to Rosjanom, nie zrozumieliby, powiedzieliby: ‚No to żyj dalej! Do wszystkiego można się przyzwyczaić!’ A tu ktoś decyduje za ciebie – wchodzi na przykład do autobusu na punkcie kontrolnym i mówi: ‚Nie spodobałeś mi się – wysiadź!’. Oni czuli się panami życia. Jeśli nie podporządkowałeś się, mogli zrobić z tobą wszystko.

Pierwszy miesiąc wszystko było zamknięte, a potem otwarto rynek. Obraz, który odcisnął się w mojej pamięci na całe życie. Było to przed 9 maja. Idę na rynek szukać ukraińskiego jedzenia. Obok powoli jedzie otwarty samochód ciężarowy, a tam na kolanach jeńcy z nagimi torsami i workami na głowach. I wtedy dopiero robi się naprawdę strasznie.

Podczas wiecu 5 marca okupanci fotografowali jego uczestników z budynku administracji obwodowej. Młodego chłopaka, Artioma, rozpoznano na podstawie zdjęcia i zabrano dziesięć dni później. Szedł do domu, gdy go złapano. Postrzelili mu nogę, porzucili koło szpitala i powiedzieli: ‚Masz szczęście’. I to było jeszcze stosunkowo łagodne – potem było znacznie gorzej. W czasie okupacji trafił jeszcze dwa razy ‚do piwnicy’.

Kiedy ciągle słyszysz, że jednego czy drugiego wzięli – uświadamiasz sobie, jak bardzo rzeczywistość różni się od oczekiwań. Nie sądziliśmy, że wszystko będzie aż tak straszne, dopóki nie zaczęliśmy słyszeć od naszych przyjaciół, którzy byli ‚w piwnicy’, jak ich tam dręczą i torturują.

Ludzi wywozili do izb tortur – to wcale nie są więzienia w tradycyjnym znaczeniu, gdzie zapewnia się jedzenie, wodę i możliwość skorzystania z toalety. To po prostu pokój wypełniony ludźmi. W tym, w czym cię złapano – w majtkach i podkoszulce – pozostajesz przez cały czas. Żadnych paczek. Raz dziennie wyprowadzają po wodę do butelki i do toalety. I torturują, torturują, torturują… Ciągle słychać krzyki innych ludzi. Krewni aresztowanych nie mogli się dowiedzieć, gdzie znajdują się ich bliscy. Idziesz do komendantury, a oni odpowiadają: ‘Nie wiemy’.

Rosyjska okupacja, Chersoń. W tym pomieszczeniu torturowano ludzi. Zdjęcie: Chersoń, 14 listopada 2022 r., Media Center Ukraine

Pewnego dnia aresztowano rodziców, gdy dowiedziano się, że ich syn służy w Siłach Zbrojnych Ukrainy. ‘Wypuścimy, gdy przyjdzie syn’ – powiedzieli im. Matkę w końcu uwolniono po miesiącu, ojca – po dwóch. To był krępy, przystojny mężczyzna, a po wypuszczeniu wyglądał jak stary dziadek. Tak bardzo zmienił się w zaledwie dwa miesiące.

W pierwszym tygodniu funkcjonariuszy FSB nie było widać. Około 10–12 marca pojawili się i zaczęli metodycznie objeżdżać adresy. Od tego momentu zaczęli zatrzymywać ludzi. Były przypadki, gdy naszych żołnierzy i ochotników Obrony Terytorialnej zatrzymywano, a potem znajdowano ich ciała z śladami tortur. Okupanci mieli listy, wszystkie adresy. Na przykład kobieta kiedyś dawno pracowała w prokuraturze lub sądzie – przyjeżdżają do niej, żeby nakłonić do współpracy. A jej już 70 lat i ma otępienie starcze. Czyli listy były już nieaktualne, a to oznacza, że przygotowywali się do tego od dawna, nawet przed 2014 rokiem”.

Czym różni się putinowski nazizm od hitlerowskiego

Nie tylko opowieść pani Oksany, ale także świadectwa innych osób, które przeżyły okupację, potwierdzają: za słowem „denazyfikacja” kryje się nazistowska polityka Rosji na okupowanych terytoriach.

W różnym stopniu dyskryminacja ze względu na narodowość występuje w wielu krajach, w tym demokratycznych. Inna sprawa, że w państwach demokratycznych istnieją mechanizmy prawne do walki z dyskryminacją. To, co robili Rosjanie na okupowanych terytoriach, to już nie dyskryminacja, lecz represje.

Na przykład zakaz wydawania gazety w ojczystym języku – to dyskryminacja, a areszt i tortury za używanie ojczystego języka – to represje. Ograniczenia przy zatrudnieniu ze względu na narodowość – dyskryminacja, a utożsamianie z działalnością terrorystyczną za okazywanie własnej tożsamości narodowej – to represje. To właśnie daje podstawy, by nazywać rosyjską politykę na okupowanych terytoriach nazistowską.

Jednak istnieje zasadnicza różnica między putinowskim a hitlerowskim nazizmem. Hitleryści definiowali Żydów według cech biologicznych. Putinowscy raszyści traktują Ukraińców jako wrogów nie ze względu na pochodzenie, lecz na samoidentyfikację. Jeśli Ukrainiec nie demonstruje swojej ukraińskiej tożsamości, raszyści automatycznie uznają go za „Rosjanina”. Taka możliwość mimikry dawała komuś szansę na przetrwanie. Żydzi w nazistowskich Niemczech nie mieli takiej szansy. Z drugiej strony, jeśli hitlerowskie represje miały charakter systemowy i uporządkowany, to represje raszystowskie są chaotyczne i arbitralne, i nie potrzebują żadnego powodu. Dlatego ofiarą może paść każdy, niezależnie od tego, czy uważa się za Rosjanina, czy Ukraińca.

„Nawet jeśli się podporządkujesz, i tak mogą zrobić z tobą wszystko – na przykład za używanie języka ukraińskiego – opowiada pani Oksana. – Znajomi przekazali, że z ulicy zabrano pewnego mężczyznę. Szedł do sąsiadów nakarmić psa, bo oni wyjechali. Żołnierze coś go zapytali, a on odpowiedział po ukraińsku. Trzymali go przez tydzień. Co z nim robili? Odmawiał mówienia o tym. Powiedział tylko, że od tego czasu z żoną rozmawiają wyłącznie po rosyjsku. To było we wrześniu. Później udało im się wyjechać przez Wasylówkę. Dwa tygodnie czekali, aż ich przepuszczą. Aby wydostać się z piekła, przeszli na język rosyjski”.

Prawa człowieka i prawo do tożsamości

Walka z ukraińską tożsamością nieuchronnie przeradza się w walkę z ludzką tożsamością – z dążeniem do pozostania człowiekiem. Potwierdzają to słowa Oksany Pohomij: „Ich celem jest zabić w człowieku człowieka. Wzięli grupę ludzi, którzy pomagali Siłom Zbrojnym Ukrainy, i zmuszali ich do torturowania siebie nawzajem”.

Dziś, na tle rozmów pokojowych w Ukrainie, strony dyskutują o politycznych, gospodarczych i wojskowych aspektach hipotetycznego pokoju z Rosją, przemilczając najbardziej bolesny temat – sytuację praw człowieka. Na okupowanych terytoriach systematycznie naruszane są fundamentalne prawa zapisane w Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka: prawo do życia, wolności i nietykalności osobistej (art. 3); zakaz tortur i poniżającego traktowania (art. 5); prawo do uznania podmiotowości prawnej (art. 6), ochrona przed dyskryminacją i równość wobec prawa (art. 7); prawo do skutecznego przywrócenia praw (art. 8); zakaz arbitralnego aresztowania lub zatrzymania (art. 9), arbitralnej ingerencji w życie prywatne, naruszenia mieszkania i tajemnicy korespondencji (art. 12); prawo do wolności przekonań i ich wyrażania (art. 19); prawo do wolności pokojowych zgromadzeń i zrzeszania się (art. 20).

Jest jeszcze jedno fundamentalne prawo, nie sformułowane w Deklaracji, lecz bez niego nie możemy uważać się za ludzi cywilizowanych – prawo do tożsamości. Nikt nie powinien negować tożsamości innej osoby. Tymczasem na okupowanych terytoriach Rosjanie nie tylko negują ukraińską tożsamość, lecz represjonują wszystkich, którzy ją w sobie okazują.