środa, 14 października 2026

Nikołaj Karpicki. Narracje o II wojnie światowej Tuckera Carlsona. Czy możliwy byłby kompromis z Hitlerem lub Putinem?

Źródło: Wydawcą PostPravda.info. 12.10.2026.
URL: https://postpravda.info/pravda/propaganda/narracje-o-ii-wojnie-swiatowej/

Interview with Vladimir Putin to Tucker Carlson By Kremlin.ru, Źródło: Wikimedia Commons CC BY 4.0
 
Fałszywe narracje o II wojnie światowej rozpowszechniane są coraz częściej już nie tylko w Rosji. Jednym z najbardziej znanych popularyzatorów alternatywnego spojrzenia na tę totalną wojnę stał się amerykański komentator polityczny Tucker Carlson. Co kryje się za jego rewizją historii? Czy to niedostateczna wiedza, a może określona ideologia? Czy reinterpretacja dziejów II wojny światowej staje się sposobem na usprawiedliwianie ustępstw wobec współczesnej Rosji?

We wrześniu 2024 roku Tucker Carlson rozmawiał z Darrylem Cooperem, autorem podcastu historycznego Martyr Made, który uznał Winstona Churchilla za głównego złoczyńcę II wojny światowej. W październiku 2026 roku, podczas rozmowy z brytyjskim politykiem konserwatywnym Jacobem Rees-Moggiem, Carlson sam zaczął już podawać w wątpliwość zasadność brytyjskiego oporu wobec Hitlera. W obu rozmowach można dostrzec wspólną logikę. Wojnę przedstawia się jako skutek niechęci do szukania kompromisu, a odpowiedzialność nazistowskiego reżimu schodzi na dalszy plan.

Masowa eksterminacja czy błąd administracyjny?

Na początku rozmowy z Darrylem Cooperem Carlson przedstawił swojego gościa jako najważniejszego spośród współczesnych popularnych historyków w Stanach Zjednoczonych. Nie tylko więc udostępnił Cooperowi swoją platformę, lecz także z góry przedstawił go jako autorytatywnego badacza, któremu warto ufać.

A należy bardzo jasno zaznaczyć, że zdaniem Coopera to brytyjski premier Winston Churchill ponosi główną odpowiedzialność polityczną za to, że wojna z połowy XX wieku przerodziła się w katastrofę na ogromną skalę. Główne więc pytanie o to, dlaczego nazistowskie Niemcy rozpętały wojnę napastniczą w Europie, zastępuje on pobocznym wątkiem: dlaczego Wielka Brytania nie zaakceptowała skutków niemieckiej ekspansji, co wypacza cały dalszy wywód. Natomiast Carlson w wywiadzie popiera ogólny kierunek argumentacji Coopera, podważając wraz z nim moralną ocenę działań aliantów.

Innym wywrotowym twierdzeniem Darryla Coopera było to, że w 1941 roku Niemcy rozpoczęły wojnę przeciwko Związkowi Radzieckiemu, nie przygotowawszy się do przetrzymywania milionów jeńców wojennych i cywilnych więźniów. Według niego Niemcy „nie miały żadnego planu” i po prostu wysyłały ludzi do obozów, w których zginęły miliony. W jego błędnym więc ujęciu masowa śmierć ludzi na okupowanych terytoriach wynikała przede wszystkim z nieprzygotowania niemieckiego kierownictwa, a nie z zamierzonego planu eksterminacji ludzi. W ten sposób zastępuje on ideologiczne motywy polityki nazistowskiej problemami administracyjnymi związanymi z jej realizacją. Taka zamiana jest szczególnie niebezpieczna w odniesieniu do Holokaustu.

I tu, podczas wywiadu, Tucker Carlson przyznał rozmówcy rację, stwierdzając: „Myślę, że wiele z tego, co słyszymy o II wojnie światowej, jest kłamstwem”. Zastrzegł przy tym, że jest gotów uznać nazistów za złych, a Stany Zjednoczone za najbardziej szlachetnego uczestnika II wojny światowej. Innymi słowy, Carlson nie ogłasza nazistowskich Niemiec niewinnymi ani nie twierdzi, że wszystkie działania aliantów były bezprawne. Jego stanowisko jest bardziej złożone: podważa sam system ocen moralnych, który ukształtował się po zwycięstwie nad nazizmem. W jego ujęciu pamięć o II wojnie światowej stała się narzędziem pozwalającym państwom zachodnim usprawiedliwiać późniejsze wojny, w tym wspieranie Ukrainy.

Kwestia zasadności prowadzenia wojny

W dyskusji z Jacobem Rees-Moggiem z kolei, która miała miejsce 2 października 2026 roku Tucker Carlson już sam stawia pytanie, czy Wielka Brytania w ogóle powinna była walczyć z Hitlerem. Podstawą jego argumentacji jest kwestia ceny, jaką trzeba było zapłacić za opór wobec agresora. Carlson twierdził, że Hitler rzekomo nie dążył do wojny z Wielką Brytanią, a jego roszczenia terytorialne wobec Polski wynikały z konsekwencji I wojny światowej. Innymi słowy, choć Tucker Carlson nie usprawiedliwia bezpośrednio agresji mającej na celu całkowite zniszczenie Polski, to jednak ją normalizuje – przedstawia ją jako zwykły konflikt terytorialny, który rzekomo z winy Wielkiej Brytanii przerodził się w wojnę światową.

Rees-Mogg sprzeciwił się Carlsonowi, wskazując, że rezygnacja z oporu nie gwarantowałaby Wielkiej Brytanii bezpieczeństwa. Przeciwnie, gdyby Niemcy podporządkowały sobie kontynentalną Europę, położenie Wielkiej Brytanii mogłoby stać się jeszcze bardziej niebezpieczne. Carlson obstawał jednak przy innym kryterium oceny: skoro kraj zapłacił ogromną cenę, być może decyzja o przystąpieniu do wojny była błędem. Carlson ponownie zastępuje więc pytanie o to, czy należało przeciwstawić się agresorowi, pytaniem o to, na ile opór się opłacił.

Racjonalne i irracjonalne zło

W istocie więc w swoich narracjach Tucker Carlson proponuje ideologię kompromisu ze złem, nie uwzględniając tego, że zło może mieć różną naturę. W każdym kraju zło jest obecne w codziennym życiu społecznym. Korupcja, samowola, łamanie prawa, nadużywanie władzy, dyskryminacja – wszystko to w różnym stopniu występuje w różnych społeczeństwach. Dlatego społeczeństwa wypracowują mechanizmy kompromisu, które pozwalają ograniczać szkody i rozwiązywać konflikty. Należy jednak odróżnić zło racjonalnie wytłumaczalne, wynikające z łamania norm w imię korzyści, władzy, bezpieczeństwa, zasobów lub innych egoistycznych celów, od zła irracjonalnego.

Korupcjonista przywłaszcza sobie pieniądze, ponieważ chce się wzbogacić. Polityk nadużywa swoich uprawnień, ponieważ dąży do utrzymania władzy. Nawet jeśli takie działania wyrządzają społeczeństwu szkody, ich motywy można zrozumieć w kategoriach interesów i bodźców. Jeśli w warunkach konfliktu społecznego motywy przeciwnika są zrozumiałe, można spróbować określić granice jego interesów i zaproponować kompromis.

Inaczej wygląda sytuacja, gdy działania destrukcyjne stają się celem samym w sobie lub są postrzegane jako warunek konieczny realizacji misji ideologicznej. W takim przypadku korzyści materialne mogą ustąpić miejsca przekonaniom, zgodnie z którymi określona grupa ludzi powinna zostać zniszczona, państwo ma prawo podporządkować sobie sąsiadów, a historyczną niesprawiedliwość należy wyeliminować za wszelką cenę.

Działania destrukcyjne, szkodzące nawet tym, którzy je podejmują, mogą świadczyć o takiej naturze zła, której nie da się wyjaśnić wyłącznie interesami materialnymi. W takim przypadku zło nabiera charakteru irracjonalnego. Oczywiście ideologia może współistnieć z interesami ekonomicznymi, walką o władzę i dążeniem do bezpieczeństwa, dlatego nie zawsze da się wyznaczyć wyraźną granicę między złem racjonalnym a irracjonalnym. Różnica między nimi staje się jednak oczywista w sytuacji, gdy człowiek musi wybierać między własnymi egoistycznymi interesami a przekonaniami ideologicznymi.

Nazistowskie Niemcy: gdy ideologia okazuje się ważniejsza niż korzyści

W nazistowskich Niemczech zło zostało wpisane w ideologię państwową: teorię rasową, antysemityzm, ideę zdobywania przestrzeni życiowej oraz przekonanie o konieczności unicestwienia domniemanych wrogów. Masowa eksterminacja ludzi posiadających specjalistyczne umiejętności wymagała jednak ogromnych nakładów zasobów. Mimo to nazistowskie kierownictwo upatrywało swojej historycznej misji w realizacji tej polityki, która z punktu widzenia egoistycznej racjonalności, ukierunkowanej na korzyści materialne, wydawała się irracjonalna.

Jeśli potraktować nazistowskie Niemcy jako państwo kierujące się przede wszystkim racjonalnie uzasadnionymi korzyściami, pojawia się pokusa, by wyciągnąć wniosek, że można było się z nimi porozumieć, proponując im akceptowalne warunki. Jeśli jednak decydującą rolę odgrywały założenia ideologiczne, ustępstwa nie tylko nie powstrzymałyby ekspansji, lecz także umocniłyby przekonanie, że przeciwnik nie jest gotów stawić oporu.

Darryl Cooper tłumaczył masową śmierć ludzi nieprzygotowaniem niemieckiej administracji do konsekwencji wojny. Jego zdaniem po napaści na Polskę Hitler rzekomo dążył do porozumienia z Wielką Brytanią i Francją, a Churchill przyczynił się do przedłużenia konfliktu. W tej interpretacji nazistowskie kierownictwo jawi się nie tyle jako reprezentant ideologii eksterminacji, ile jako rząd, który popełnił katastrofalne błędy i wpadł w pułapkę własnych decyzji. Z tej perspektywy II wojna światowa staje się rezultatem nieustępliwości, błędnych kalkulacji i braku dyplomatycznego kompromisu.

Od Hitlera do Putina

Chociaż Tucker Carlson nie twierdził, że w pełni zgadza się ze wszystkimi wypowiedziami Coopera, to jednak normalizuje jego sposób myślenia. Jeśli zło, którego ucieleśnieniem był nazizm, można wyjaśnić racjonalnymi interesami, pojawia się przypuszczenie, że przeciwstawianie się mu było niepotrzebne lub wiązało się z nadmiernymi kosztami. A jeśli wojnie można było zapobiec poprzez ustępstwa, opór wobec agresora zaczyna wyglądać na skutek decyzji przywódców politycznych, którzy przedłożyli konfrontację nad kompromis.

Fałszywe narracje o II wojnie światowej mogą nie tylko zniekształcać przeszłość, lecz także zastępować kryteria oceny teraźniejszości. Przedstawiają opór wobec agresora jako ryzykowną i wątpliwą awanturę, a ustępstwa – jako przejaw roztropności.

Od 2014 roku wielu zachodnich polityków próbowało wyjaśniać działania Rosji racjonalnymi względami bezpieczeństwa, dążeniem do zachowania wpływów na obszarze postsowieckim lub obawami związanymi z rozszerzaniem NATO. Takie wyjaśnienia służyły uzasadnianiu współpracy z Moskwą i poszukiwaniu kompromisu. Jeśli bowiem rosyjskie kierownictwo pragmatycznie broni swoich interesów, można znaleźć formułę, która pozwoli zaspokoić część jego żądań, zachować pokój i stopniowo włączyć Rosję w system wzajemnych powiązań gospodarczych.

Problem polega na tym, że rosyjskie kierownictwo kieruje się wyobrażeniem o szczególnej misji historycznej Rosji i prawie Moskwy do decydowania o politycznej przyszłości sąsiednich narodów. Neguje podmiotowość Ukrainy i jest gotowe kontynuować wojnę pomimo ogromnych strat ludzkich, kosztów gospodarczych i międzynarodowej izolacji. Pod tym względem putinowską Rosję łączy z hitlerowskimi Niemcami motywowane ideologicznie dążenie do dominacji, które przeważa nad racjonalnymi względami materialnymi.

Europejska kultura polityczna w dużej mierze opiera się na poszukiwaniu kompromisów. To jedno z najważniejszych osiągnięć cywilizacji zachodniej, które nie przyszło jej łatwo – po wielu krwawych wojnach. Poszukiwanie kompromisu jest sztuką dyplomacji. Mądrość polityczna nie polega na eliminowaniu wszelkich rozbieżności, lecz na umiejętności znajdowania rozwiązań pozwalających rozstrzygać konflikty. Historia XX wieku pokazuje jednak, że dyplomacja nie zawsze zapobiega wojnie. Układ monachijski z 1938 roku, który umożliwił Niemcom aneksję Kraju Sudetów, jedynie otworzył drogę do dalszej ekspansji militarnej. Dlatego trzeba rozumieć motywy przeciwnika i oceniać, w jakim stopniu można je wyjaśnić racjonalnie.

Korea i Wietnam: dlaczego nie ma gotowej formuły?

W warunkach wojny nie istnieje gotowa formuła pozwalająca określić, na jakie kompromisy można sobie pozwolić, a na jakie nie. W 1950 roku Stany Zjednoczone przystąpiły do wojny pod egidą ONZ po napaści Korei Północnej na Koreę Południową. W tamtym czasie obie części Korei znajdowały się pod rządami dyktatur. Z czasem jednak Korea Południowa przekształciła się w demokratyczne państwo prawa, podczas gdy w Korei Północnej utrzymał się reżim totalitarny.

Agresja Korei Północnej wynikała nie tylko z interesów materialnych, lecz także z założeń ideologicznych. Ponieważ porozumienie z północnokoreańskim reżimem było niemożliwe, Stany Zjednoczone musiały bronić jej środkami militarnymi. Również ta decyzja wymagała jednak poszukiwania kompromisów w wielu kwestiach. W jakim stopniu można tolerować autorytarny charakter południowokoreańskiego reżimu? Jak uzyskać zgodę amerykańskiego społeczeństwa na udział w wojnie? Wzdłuż jakiej linii można zgodzić się na rozejm z reżimem północnokoreańskim?

Wojna zakończyła się trwałym rozejmem, które samo w sobie również stanowiło kompromis. Pokazuje to, że w określonych okolicznościach kompromis z nosicielami irracjonalnego zła jest jednak możliwy. Nie oznacza to jednak, że można porozumieć się z nimi w sprawie współpracy opartej na wzajemnych korzyściach. Później podobna sytuacja pojawiła się, gdy Stany Zjednoczone próbowały obronić Wietnam Południowy przed agresją Wietnamu Północnego. Tym razem jednak wojna nie zakończyła się trwałym rozejmem, lecz katastrofą. Poszukiwanie kompromisu w takich sytuacjach wymaga politycznej mądrości, ponieważ nie istnieje prosta formuła pozwalająca z góry rozstrzygnąć, kiedy wojna jest konieczna, a kiedy lepszym rozwiązaniem okazuje się kompromis.

Narracje historyczne a wojna w Ukrainie

Fałszywe narracje historyczne o II wojnie światowej, propagowane przez Tuckera Carlsona, kształtują kryteria podejmowania decyzji politycznych we współczesnym świecie. Jeśli bowiem agresja militarna hitlerowskich Niemiec miała racjonalne uzasadnienie, a zwycięstwo nad nimi zostało okupione zbyt wysoką ceną, to zgodnie z taką logiką rozsądniej byłoby zawrzeć z nimi porozumienie korzystne dla obu stron.

Rozumując w podobny sposób można by też uznać, że państwa zachodnie same ponoszą odpowiedzialność za konfrontację z Rosją, ponieważ odmawiają ustępstw wobec Moskwy, które miałyby rzekomo przywrócić pokój. Tucker Carlson nie musi dowodzić, że rosyjska agresja jest usprawiedliwiona. Wystarczy, że nieustannie podkreśla koszty oporu, podaje w wątpliwość konieczność przeciwstawiania się agresorowi i przedstawia kompromis jako z góry rozsądniejszą alternatywę.

W rzeczywistości Carlson wykorzystuje stereotypy wobec Rosji charakterystyczne dla zachodnich przywódców, którzy nawet po aneksji Krymu przez długi czas szli na ustępstwa wobec Moskwy. Wierzyli, że za zbrodniczymi działaniami rosyjskiego kierownictwa kryją się racjonalne motywy, a zatem można się z nim porozumieć. Błędnie zakładali, że jeśli zaoferuje się zbrodniczemu reżimowi korzyści materialne, zrezygnuje on z dalszej ekspansji militarnej.

Rosyjska inwazja na Ukrainę pokazała, że to zło także ma charakter irracjonalny. Świadczy o tym terror pozbawiony sensu z militarnego punktu widzenia, którego przejawem są ataki na cywilów zabijanych na ulicach, w miejskich autobusach i we własnych mieszkaniach. Co więcej, taka polityka nie tylko nie przynosi Rosji korzyści, lecz także prowadzi do jej wyniszczenia.

Na Zachodzie o porozumieniu z Rosją nadal mówią jedynie ci, którzy uważają, że zło po pierwsze zawsze ma racjonalne wyjaśnienie oparte na ludzkim egoizmie, a po drugie stanowi nieodłączny element życia, ponieważ egoizm jest cechą wszystkich ludzi. Właśnie w takim obrazie świata funkcjonuje Tucker Carlson, propagujący ideologię kompromisu ze złem. Być może podobne podejście ma obecny prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump, który nawet teraz, w obliczu terroru wymierzonego w ludność cywilną Ukrainy, nadal wywiera presję na Kijów, aby umożliwić zawarcie porozumienia z Rosją.

Największe niebezpieczeństwo tej ideologii polega nie tyle na tym, że otwarcie usprawiedliwia zło, ile na tym, że proponuje subtelniejszy mechanizm jego normalizacji, przedstawiając je jako racjonalne, zrozumiałe, a zatem dopuszczające kompromis. Od ideologii normalizowania i racjonalizowania zła do ideologii współpracy z irracjonalnym złem jest jednak tylko jeden krok. Każde porozumienie o współpracy z nosicielami irracjonalnego zła czyni wszystkich pozostałych uczestników takiego układu współsprawcami tego zła. Dlatego ci, którzy próbują współpracować z Rosją, ryzykują, że staną się współsprawcami terroru wymierzonego w ludność cywilną i przyczynią się do dalszej eskalacji rosyjskiej agresji militarnej.

Jak dotąd ani Tucker Carlson, ani Donald Trump nie wykonali tego kroku – od normalizowania racjonalnego zła do współpracy z irracjonalnym złem. Czas pokaże, czy zdecydują się na to w przyszłości.

czwartek, 17 września 2026

Nikołaj Karpicki. Rosyjska świadomość imperialna między imperialnym pacyfizmem a nekroimperializmem

Źródło: Wydawcą PostPravda.info. 16.09.2026.
URL: https://postpravda.info/pravda/wolnosc/rosyjska-swiadomosc-imperialna-pacyfizm/
 
Ilustracja: „Ojczyzna – bagno”, z serii „Pomnik specjalnej operacji wojskowej”, 2025 r. Facebook „Partia Umarłych”

Rosyjska świadomość imperialna to spektrum różnych postaw, które płynnie przechodzą jedna w drugą. Na przeciwległych biegunach tego spektrum znajdują się z jednej strony nekroimperializm, a z drugiej – imperialny pacyfizm. Obie te postawy ukształtowały się jeszcze w czasach radzieckich, jednak w warunkach wojny rosyjsko-ukraińskiej przybrały zupełnie nowe formy. Prof. Nikołaj Karpicki prowadzi przez meandry rosyjskiej świadomości imperialnej między nekroimperializmem, a imperialnym pacyfizmem.

Świadomość imperialna epoki radzieckiej

Zwycięski w Rosji bolszewizm opierał się na ideologii walki klas. Jego siłą napędową była nienawiść do wroga, który z racji samej swojej klasowej natury uosabiał zło. Za najwyższą wartość uznawano nie jednostkę, lecz społeczeństwo. W imię celów społecznych usprawiedliwiano wszelkie ofiary ludzkie.

Postawa ta wiązała się z kultem śmierci, którego ślady można dostrzec w radzieckiej symbolice: godle ZSRR w kształcie wieńca przypominającego wieniec nagrobny, mauzoleum, kulcie mumii Lenina, a także gloryfikowaniu śmierci w filmach i pieśniach. Ostatecznie doprowadziła ona do totalnych represji, które w znacznej mierze miały charakter irracjonalny.

Jednak masowe poparcie dla komunistów mógł zapewnić tylko atrakcyjny projekt przyszłości. Przyszłość, w której dominuje kult śmierci, a ludzi czekają nowe represje, nie mogła nikogo przyciągać. Śmierć oznacza bowiem w istocie zaprzeczenie przyszłości. Władze radzieckie potrzebowały obrazu przyszłości atrakcyjnego zarówno wewnątrz kraju, jak i poza jego granicami.

W związku z tym ogłosiły swoim ostatecznym celem zbudowanie idealnego społeczeństwa – komunizmu, w którym wszystko miało być bezpłatne. Zakładano zniesienie pieniędzy i innych atrybutów państwa, a ze złota, jak obiecywał Włodzimierz Lenin, miały powstać publiczne toalety.

W ten sposób w Związku Radzieckim ukształtowały się dwie przeciwstawne tendencje: praktyczna, związana z przemocą, represjami, wojną i kultem śmierci, oraz utopijna, związana z ideałami postępu, pokoju i sprawiedliwości społecznej. Ponieważ obie tendencje wyrastały z tego samego źródła, zwolennicy postępu i sprawiedliwości społecznej, zafascynowani ideologią komunistyczną, z łatwością stawali się narzędziami radzieckiej machiny represyjnej lub terrorystami w innych krajach.

Projekt komunistycznej przyszłości zakładał zniesienie państwa, jednak okres przejściowy miał oznaczać ekspansję Związku Radzieckiego aż do momentu, gdy ostatni kraj na planecie stanie się socjalistyczny. Innymi słowy, był to projekt imperialny zamaskowany pod postacią utopii.

W późnym Związku Radzieckim ten agresywny projekt imperialny coraz częściej promowano pod pozorem walki o pokój. Skoro bowiem zwycięstwo komunizmu było historycznie nieuchronne, wystarczyło po prostu poczekać na moment, gdy wszystkie państwa staną się socjalistyczne. Z jednej strony Związek Radziecki głosił kurs na pokojowe współistnienie z państwami kapitalistycznymi, z drugiej – nadal prowadził wojny w różnych częściach świata, wspierając wszelkie reżimy dyktatorskie, które deklarowały swoje przywiązanie do socjalizmu.

W radzieckich szkołach uczono historii całkowicie podporządkowanej temu założeniu ideologicznemu. Według tej wersji historii Rosja nieustannie rozszerzała swoje terytorium w sposób pokojowy i nigdy na nikogo nie napadała. Każda agresja militarna Związku Radzieckiego, na przykład inwazja na Afganistan, przedstawiana była jako operacja pokojowa.

Większości obywateli radzieckich podobała się pacyfistyczna retoryka władz ZSRR. Chcieli stabilnego i pokojowego życia w ogromnym państwie, którego jednocześnie wszyscy mieliby się bać i które wszyscy mieliby szanować. Z jednej strony zajmowali stanowisko imperialne, z drugiej zaś nie chcieli żadnych wojen. Tę wewnętrznie sprzeczną postawę proponuję nazywać „imperialnym pacyfizmem”.

To właśnie tę postawę odziedziczyło wielu Rosjan. Aby nie stracić ich poparcia, Włodzimierz Putin zakazał nazywania rosyjskiej inwazji na Ukrainę wojną, oficjalnie wprowadzając termin „specjalna operacja wojskowa”.

Sprzeczność między represyjną praktyką Związku Radzieckiego a pacyfistyczną utopią rodziła wewnętrzne napięcie w ideologii radzieckiej. Michaił Gorbaczow próbował je przezwyciężyć, reformując Związek Radziecki z pozycji imperialnego pacyfizmu. W tym celu ogłosił politykę „głasnosti”, pozwalając na krytykę represyjnych i nekrofilskich praktyk okresu stalinowskiego, a jednocześnie ze wszystkich sił dążąc do zachowania Związku Radzieckiego.

Imperialny pacyfizm miał jednak charakter utopijny i nigdy wcześniej nie znalazł urzeczywistnienia w praktyce państwowej. Próba jego realizacji doprowadziła do kryzysu państwa i rozczarowania społeczeństwa projektem komunistycznym – zarówno w jego wariancie represyjnym, jak i pacyfistycznym. Ostatecznie stało się to jednym z czynników, które doprowadziły do rozpadu Związku Radzieckiego.

Transformacja imperializmu po rozpadzie Związku Radzieckiego

W połowie lat 90. w rosyjskiej świadomości społecznej dominował imperialny pacyfizm. Pierwsza wojna czeczeńska wywołała masowy ruch antywojenny. Jednak nawet wśród przeciwników wojny większość sprzeciwiała się niepodległości Czeczenii. Uważali oni jednak, że wojna jest jeszcze gorszym rozwiązaniem, dlatego należy walczyć o pokój nawet z zaprzysięgłym wrogiem. Tylko pojedyncze osoby otwarcie opowiadały się za prawem narodu czeczeńskiego do samostanowienia.

W tym okresie zaczęła kształtować się nacjonalistyczna interpretacja mitu imperialnego. Jeśli ideologia Związku Radzieckiego opierała się na internacjonalizmie, a sama Rosja była postrzegana jako jedna z piętnastu republik związkowych, to w masowej świadomości postradzieckiej Rosji wszystko zaczęło wyglądać tak, jakby czternaście republik odłączyło się od samej Rosji. Nostalgia za Związkiem Radzieckim stopniowo przekształcała się w marzenie o odrodzeniu imperium rosyjskiego. W rezultacie pojawiło się znacznie bardziej agresywne, nacjonalistyczne rozumienie imperializmu, a wojna zaczęła być postrzegana jako dopuszczalny sposób sprawiedliwego przywracania terytoriów, które odłączyły się od Rosji, do tak zwanego „ruskiego miru”.

Zwolennik tej ideologii – Włodzimierz Putin – był jednym z inicjatorów drugiej wojny czeczeńskiej, rozpoczętej jesienią 1999 roku, którą tym razem rosyjskie społeczeństwo masowo poparło. W przeciwieństwie do Michaiła Gorbaczowa i ideologów „pierestrojki” Putin, jako typowy przedstawiciel służb specjalnych, nie rozumiał, do czego w ogóle potrzebny jest imperialny pacyfizm. W celu umocnienia własnej władzy umiejętnie wykorzystał serię operacji specjalnych polegających na wysadzeniu budynków mieszkalnych w Bujnaksku, Moskwie i Wołgodońsku we wrześniu 1999 roku. W wyniku tych eksplozji zginęło ponad trzysta osób, a ponad tysiąc zostało rannych.

Udało się zapobiec piątej operacji specjalnej – przeprowadzonej w Riazaniu – i zatrzymać osoby, które bezpośrednio podłożyły materiały wybuchowe w piwnicy budynku mieszkalnego. Jak się okazało, była to grupa operacyjna moskiewskiego FSB. Większość mieszkańców Rosji zignorowała informacje o tym fakcie publikowane w mediach i poparła nową wojnę w Czeczenii, prowadzoną z wyjątkowym okrucieństwem wobec ludności cywilnej.

Bezpośrednio obserwowałem, jak inteligentni ludzie, którzy jeszcze niedawno opowiadali się za pokojem, zaczęli mówić, że w Czeczenii trzeba wszystko wypalić. Problem nie polegał na tym, że nie wiedzieli o udziale FSB w zamachach terrorystycznych, lecz na tym, że chcieli, aby to właśnie Czeczeni byli uznani za winnych. Stworzony wizerunek Czeczenów jako wroga uruchomił w świadomości społecznej proces wypierania imperialnego pacyfizmu przez bardziej agresywną formę imperializmu – nekroimperializm.

Imperialny pacyfizm w Ukrainie po rozpadzie Związku Radzieckiego

W okresie radzieckim wielu ludziom atrakcyjna wydawała się możliwość życia w ogromnym państwie przy jednoczesnym zachowaniu własnej tożsamości narodowej i kultury. Lojalność mieszkańców republik wchodzących w skład Związku Radzieckiego, w tym także Ukrainy, w znacznej mierze zapewniano poprzez propagowanie imperialnego pacyfizmu w formie internacjonalizmu. I rzeczywiście, przed rosyjską inwazją wśród Ukraińców silne były sympatie do Rosji. Sympatie te nie oznaczały jednak ani rezygnacji z ukraińskiej tożsamości, ani chęci przyłączenia się do Rosji.

Współczesna Rosja prowadzi natomiast politykę agresywnego imperializmu w formie rosyjskiego szowinizmu, a rosyjska propaganda rozpowszechnia fałszywą narrację, jakoby wśród Ukraińców dominowała właśnie tożsamość rosyjska i jakoby chcieli oni żyć w składzie Rosji. W Ukrainie narracja ta wygląda absurdalnie, ponieważ zdecydowana większość ludności, w tym także osoby rosyjskojęzyczne, zawsze zachowywała ukraińską tożsamość. W Rosji jednak większość ludzi uważa tę narrację za prawdziwą i wykorzystuje do usprawiedliwiania wojny przeciwko Ukrainie.

Aby stworzyć wewnątrz Ukrainy choćby minimalną podstawę społecznego poparcia dla rosyjskiej okupacji, kremlowscy propagandyści tworzyli fałszywe narracje, według których w wyniku rewolucji na Majdanie do władzy doszli naziści, którzy poddają Rosjan represjom. W ten sposób próbowali przekształcić pozostałości imperialnego pacyfizmu w radzieckim wydaniu w jego agresywną formę, jednak udało im się to tylko częściowo. Większość mieszkańców wszystkich regionów Ukrainy, w tym również tych, które stanowiły bazę prorosyjskich polityków, poparła opór wobec rosyjskiej agresji militarnej.

Kraj, w którym zwyciężył nekroimperializm

Wraz z dojściem Putina do władzy rozpoczął się proces kształtowania nekroimperializmu jako systemu państwowego. Na pierwszym etapie, w okresie ożywienia gospodarczego i odbudowy gospodarki Rosji, ludzie obserwowali wzrost swoich dochodów, co odpowiadało wizji przyszłości z perspektywy imperialnego pacyfizmu. Jednak sprzeczność między utopią a rzeczywistością doprowadziła do protestów, które osiągnęły kulminację w latach 2011–2012.

Zajęcie Krymu przedstawiano jako zwycięstwo osiągnięte bez działań wojennych, co ponownie odpowiadało wyobrażeniom imperialnego pacyfizmu: z jednej strony było to zwycięstwo militarne, z drugiej – wojny rzekomo nie było. Wywołało to masowe poparcie dla okupacji Krymu zarówno wśród zwolenników imperialnego pacyfizmu, jak i nekroimperializmu. Jednak dalsza wojna ponownie zaostrzyła tę sprzeczność, która została rozstrzygnięta całkowitym zwycięstwem nekroimperializmu w wyniku pełnoskalowej inwazji na Ukrainę 24 lutego 2022 roku. Od tego momentu w Rosji wszelkie przejawy pacyfizmu, nawet w jego imperialnej formie, traktowane są jako przestępstwo zagrożone wieloletnim pozbawieniem wolności.

Siły pokojowe Rosji – kim są?

Rosyjski nekroimperializm zakłada, że sama wojna ma wartość, ponieważ upraszcza świat i wzmacnia władzę centralną. Jednak ten nekrofiliczny nastrój nie jest naturalną cechą ludzi i im dłużej trwa wojna, tym silniej w społeczeństwie będą ujawniać się nastroje imperialnego pacyfizmu. Sądzę, że już teraz, gdyby przeprowadzono referendum, większość Rosjan zagłosowałaby za pokojem z Ukrainą. Nie oznacza to jednak, że popierają oni Ukrainę. Oznacza jedynie, że uważają za konieczne ułożenie sobie stosunków z taką Ukrainą, jaka istnieje, choć większość z nich nadal odnosi się do niej wrogo.

Czy oznacza to, że w Rosji nie ma ludzi miłujących wolność, którzy odrzucają imperializm i popierają Ukrainę? Oczywiście, że nie. Czym innym jest jednak sytuacja, gdy człowiek samodzielnie i dobrowolnie dokonuje wyboru moralnego i określa swoją postawę życiową, a czym innym – gdy poglądy poszczególnych grup ludzi kształtują się pod wpływem okoliczności społecznych. Jednostki nie są w stanie stworzyć ruchu społecznego – potrzebne jest również poparcie określonych grup społecznych.

Choć w Rosji jest bardzo wiele osób, które popierają Ukrainę i życzą jej zwycięstwa, nie tworzą one ruchu społecznego. Z drugiej strony powstały warunki społeczne sprzyjające nasilaniu się nastrojów imperialnego pacyfizmu w różnych warstwach społecznych. Właśnie dlatego rosyjskie władze podejmują działania represyjne i wprowadzają zakazy, aby nie dopuścić do przekształcenia tych nastrojów w ruch społeczny.

Te imperialno-pacyfistyczne nastroje próbują wykorzystywać niektórzy rosyjscy politycy opozycyjni. Na przykład 12–13 czerwca 2026 roku zorganizowali w Berlinie zjazd partii „Mirnaja Rossija” („Pokojowa Rosja”), która reprezentuje niewielką grupę emigrantów i raczej nie jest zdolna do występowania w imieniu rosyjskiego społeczeństwa. W samej Rosji powstawanie nawet takich organizacji jest dziś niemożliwe.

Największy wkład w ukształtowanie imperialnego pacyfizmu jako stanowiska politycznego wniósł Aleksiej Nawalny. Wymowna jest pod tym względem jego debata z 20 lipca 2017 roku z przedstawicielem agresywnego imperializmu Igorem Girkinem – terrorystą, który kierował operacją zajęcia Słowiańska w 2014 roku. Później obaj uczestnicy tej dyskusji padli ofiarą represji ze strony rosyjskich władz, co pośrednio świadczy o szczerości ich przekonań, a Aleksiej Nawalny został nawet zamordowany w więzieniu.

Aleksiej Nawalny nie popierał Ukrainy, jednak próbował przekonać Igora Girkina, że wojna Rosji przeciwko Ukrainie jest niekorzystna dla samej Rosji i dlatego lepiej żyć w pokoju z taką Ukrainą, jaka istnieje. Dla Igora Girkina argumenty te nie miały żadnego znaczenia, ponieważ z perspektywy nekroimperializmu pokojowe życie Rosji samo w sobie nie ma wartości: wartością Rosji jest jej siła, którą demonstruje ona na wojnie.

Na pytanie widza skierowane do Nawalnego, czy uważa on Igora Girkina za zbrodniarza wojennego, padła następująca odpowiedź: „…jeśli chodzi o zbrodniarzy wojennych – to jest precyzyjne określenie. Jeśli więc zabijał osoby niebiorące udziału w walce, jeśli popełniał czyny, które są bezpośrednio wymienione w dokumentach prawnych, to wtedy każdy człowiek, w tym Igor Iwanowicz, będzie przedmiotem postępowania sądowego… To jest sprawa sądu, a nie Aleksieja Nawalnego”. Innymi słowy, Aleksiej Nawalny nie uznawał samego terrorystycznego zajęcia całego miasta za zbrodnię wojenną, a także stwierdził, że nie do niego należy ocena samego faktu torturowania i zabijania mieszkańców Słowiańska, o których nie mógł nie wiedzieć.

Aleksiej Nawalny i Igor Strelkow (Igor Girkin) podczas debaty 20 lipca 2017 r. Zrzut ekranu z transmisji wideo „Nawalny LIVE”. Źródło: oficjalna strona debaty na stronie internetowej Nawalnego

Rzecz w tym, że zarówno Aleksiej Nawalny, jak i Igor Girkin postrzegali wydarzenia w Donbasie z perspektywy interesów Rosji, choć różnie rozumieli te interesy. Wiara Aleksieja Nawalnego w polityczny ideał – „Piękną Rosję przyszłości” – była niewątpliwie szczera, skoro był gotów poświęcić dla niego swoją wolność. Ideał ten, ze względu na swój utopijny charakter, przypomina ideał przyszłego społeczeństwa komunistycznego, dla którego urzeczywistnienia szczerzy komuniści również byli gotowi ponosić ofiary.

Ale być może niesprawiedliwie nazywam pacyfizm rosyjskich polityków opozycyjnych imperialnym? Przyjrzyjmy się na przykład stanowisku jednego z najbardziej konsekwentnych rosyjskich pacyfistów – Lwa Szłosberga, który również poświęcił wolność w imię swoich przekonań. 17 sierpnia 2026 roku w Rosji skazano go na 11 lat pozbawienia wolności.

Lew Szłosberg z pozycji pacyfistycznych potępiał nie tylko rosyjską agresję, lecz także dążenie Ukrainy do przeniesienia działań odwetowych na terytorium Rosji. – Nie istnieje samoobrona w postaci prowadzenia działań wojennych na terytorium innego państwa. Samoobrona zawsze ogranicza się do granic własnego państwa – twierdził. – Jestem przeciwny zabijaniu ukraińskich żołnierzy. Jestem przeciwny zabijaniu ukraińskich cywilów. Jestem przeciwny zabijaniu rosyjskich żołnierzy i przeciwny zabijaniu rosyjskich cywilów. Jego zdaniem działania wojenne należy po prostu zatrzymać, a dopiero potem przez dziesięciolecia dyskutować o statusie okupowanych terytoriów. Swoją decyzją o pozostaniu w Rosji, a tym samym o trafieniu do więzienia, Lew Szlosberg udowodnił, że wierzy w to, co mówi. Jednak wydaje mi się, że i tak oszukuje sam siebie. Jest przecież oczywiste, że dopóki trwa totalna wojna na wyniszczenie, znaczenie mają nie granice państwowe, a jedynie linia frontu.

Wyobraźmy sobie niemieckich pacyfistów i antyfaszystów z czasów II wojny światowej, którzy potępialiby przeniesienie działań wojennych na terytorium Niemiec i proponowali po prostu je zatrzymać, a następnie przez dziesięciolecia dyskutować o statusie okupowanych państw. Również w tym przypadku nazwałbym taki pacyfizm imperialnym, ponieważ w istocie broniłby on integralności terytorialnej III Rzeszy.

Imperialny pacyfizm ma charakter utopijny: jego zwycięstwo może być jedynie tymczasowe, po czym nastąpi militarystyczny rewanż. Dlatego uważam, że do trwałego pokoju może doprowadzić nie imperialny pacyfizm, lecz dekonstrukcja Rosji jako imperium.

środa, 2 września 2026

Nikołaj Karpicki. Dlaczego Rosjanie próbują zniszczyć pomnik radzieckich żołnierzy – wyzwolicieli Słowiańska spod okupacji nazistowskiej?

Źródło: Wydawcą PostPravda.info. 02.09.2026.
URL: https://postpravda.info/pravda/front/pomnik-radzieckich-zolnierzyi-slowiansk/

Pomnik radzieckich żołnierzy – wyzwolicieli po rosyjskich atakach. Fot. Wadym Lach, Facebook

W sierpniu gwałtownie wzrosła intensywność bombardowań Słowiańska (obwód doniecki), w związku z czym 21 sierpnia 2026 roku Słowiańsk oficjalnie uzyskał status terytorium aktywnych działań wojennych. Rosjanie atakują budynki mieszkalne i sklepy, próbują zniszczyć słowiańską elektrociepłownię oraz całą infrastrukturę cywilną. Jednak między innymi 28 sierpnia 2026 roku z jakiegoś powodu zaatakowali pomnik wyzwolicieli Słowiańska spod okupacji nazistowskiej. Dlaczego Rosjanie próbują zniszczyć pomnik radzieckich żołnierzy? Na to pytanie z miejsca wydarzenia próbuje odpowiedzieć prof. Nikołaj Karpicki.

Rosjanie celowo zaatakowali pomnik radzieckich żołnierzy

28 sierpnia, późnym popołudniem, kiedy wróciłem ze spaceru po centrum, Rosjanie ponownie zaczęli ostrzeliwać miasto – dokładnie w miejscu, w którym przed chwilą chodziłem. Szef Słowiańskiej Miejskiej Administracji Wojskowej Wadym Lach napisał na swojej stronie na Facebooku: „Dzisiaj, 28 sierpnia, Rosja zniszczyła pomnik żołnierzy II wojny światowej, którzy wyzwalali Słowiańsk spod okupacji nazistowskiej w odległych już latach 40. ubiegłego wieku. Pomnik był jednym z symboli miasta. W jego pobliżu zawsze odbywały się uroczystości z okazji Dnia Miasta na początku września. Rosja niszczy wszystko, czego tylko może dosięgnąć. Nie ma dla niej żadnych świętości. Pod ostrzałem są dzieci, świątynie, pomniki, dziedzictwo kulturowe i budynki mieszkalne. Dbajcie o siebie. Trzymajmy się. Jesteśmy razem!”.

Dlaczego Rosjanie zaatakowali pomnik? Przecież kult zwycięstwa nad hitlerowskimi Niemcami Putin praktycznie przekształcił w nową religię obywatelską, którą wykorzystuje do legitymizowania własnej władzy. Atak na pomnik żołnierzy-wyzwolicieli niszczy ten kult i prowokuje skojarzenia między reżimem Putina a reżimem Hitlera.

W komentarzach pod moim filmem na YouTube, w którym wspominam o tym ataku, zapytałem jednego z Rosjan, co o tym sądzi. „Mogę przypuszczać, że zrobili to naziści w ramach prywatnej firmy wojskowej NATO, którą pan nazywa Siłami Zbrojnymi Ukrainy” – odpowiedział. Komentarz ten jest tak absurdalny, że nie podejmuję się dalszego dialogu. Przyznam jednak iż uważam, że w podobny sposób odpowiedziałyby dziesiątki milionów Rosjan, tylko bez łagodzącego zwrotu „Mogę przypuszczać”.

A może pomnik został trafiony przypadkowo?

Dwa dni później, 30 sierpnia, poszedłem na miejsce uderzenia. Pomnik znajduje się w samym centrum miejskiego parku „Szowkowycznyj”. Ludzi jest tu bardzo niewielu, ze wszystkich stron otacza go gęsta roślinność, a w promieniu ponad stu metrów nie ma żadnego obiektu, który mógłby być celem ataku. Obejrzałem pomnik ze wszystkich stron. Nie został zniszczony, ale uszkodzono go w dwóch miejscach: trafiono w sztandar w górnej części oraz od dołu – w miejsce, w którym lewy but styka się z fundamentem. Najprawdopodobniej były to dwa drony. Podwójne trafienie w tak pustym miejscu, moim zdaniem wyklucza wersję o przypadkowym uderzeniu.

Być może operatorzy dronów nie wiedzieli, że jest to pomnik właśnie żołnierzy-wyzwolicieli spod okupacji hitlerowskiej? Sądząc po charakterze uszkodzeń, drony nadlatywały od północnego zachodu i z tej strony rzeczywiście można nie dostrzec radzieckiego żołnierza przedstawionego na pomniku. Ale wtedy oznaczałoby to, że Rosjanom jest absolutnie obojętne, co dokładnie bombardują, ponieważ wystarczy spojrzeć na mapę Google, aby szybko dowiedzieć się, komu poświęcony jest ten pomnik.

Mapa Google parku „Szowkowycznij”, na której widoczny jest pomnik radzieckich żołnierzy.
 
Wersja pierwsza. Rosjanom po prostu jest obojętne, co dokładnie bombardują

Być może żaden z operatorów dronów nawet się nad tym nie zastanawiał, bo rzeczywiście, Rosjanie ostrzeliwują Słowiańsk bez żadnej logiki. Na przykład minutę przed tym, zanim wyszedłem z domu, żeby obejrzeć uszkodzenia pomnika, usłyszałem dwie potężne eksplozje. Zobaczyłem dym unoszący się od strony Bylbasówki – miejscowości przylegającej do Słowiańska od zachodu. Nieco później Wadym Lach poinformował na Facebooku: „W niedzielę, 30 sierpnia, około godziny 11:00 wróg przeprowadził atak lotniczy przy użyciu dwóch bomb FAB-250 na miejscowość Bylbasówka. Zniszczone zostały dwa prywatne domy. Uszkodzonych zostało jeszcze około dwudziestu budynków. Dwie osoby zostały ranne. Dwie kolejne zginęły. Wśród ofiar śmiertelnych jest 13-letnie dziecko”.

Skutki ataku na miejscowość Bylbasówkę 30 sierpnia 2026 roku. Fot. Wadym Lach, Facebook

Jaki sens ma bombardowanie przez Rosjan wiejskich domów, tym bardziej że ofensywa prowadzona jest z przeciwnej strony? Najwyraźniej bombardują wszystko, co popadnie, tylko dlatego, że znajduje się to na terytorium Ukrainy. Być może z tego powodu ucierpiał również pomnik? Ale może Rosjanie mieli jednak jakiś ważniejszy powód?

Wersja druga. Przyczyna ataku na pomnik jest ideologiczna

Weterani II wojny światowej mają dziś około stu lat i pozostało ich już bardzo niewielu. W rosyjskiej świadomości zbiorowej pamięć o tej wojnie jest wypierana przez ideologiczną narrację, według której Związek Radziecki samotnie prowadził własną wojnę i odniósł zwycięstwo nad hitlerowskimi Niemcami, do którego później próbowały przypisać sobie zasługi inne państwa.

II wojna światowa albo w ogóle znika z pamięci zbiorowej, albo jest postrzegana jako coś w rodzaju przygotowawczych manewrów Niemiec przed atakiem na Związek Radziecki. Rosja jest prawowitą spadkobierczynią tego zwycięstwa i dlatego ma prawo grozić innym państwom, że je powtórzy, tyle że tym razem wobec nich. Pamięć historyczna o II wojnie światowej, wyrażona w haśle „Nigdy więcej!”, przekształciła się w rosyjskiej świadomości w kult tak zwanego „pobiedobiesija” pod hasłem „Możemy powtórzyć!”.

Putin może uznać udział Ukrainy w zwycięstwie nad hitlerowskimi Niemcami, które w tej ideologicznej narracji przypisywane jest wyłącznie Rosji, tylko pod warunkiem, że Ukraina uzna się za część Rosji. Jednak walka narodu ukraińskiego przeciwko rosyjskim najeźdźcom podważa cały putinowski kult zwycięstwa. Dlatego Putin dąży do utrwalenia prawa do dziedziczenia zwycięstwa jedynie po stronie Rosji, wykluczając Ukrainę z grona jego spadkobierców. Z takiej interpretacji wynika, że niepodległa Ukraina nie ma prawa posiadać pomników poświęconych walce z hitlerowskimi najeźdźcami, a jeśli takie pomniki istnieją, to jako narzędzie propagandy podważającej rosyjski monopol na dziedzictwo zwycięstwa i stają się uzasadnionymi celami wojskowymi.

Przyznaję, że ta wersja brzmi wręcz irracjonalnie nawet dla mnie, ale przecież równie irracjonalny jest sam atak na pomnik żołnierzy-wyzwolicieli. Tak czy inaczej, nie potrafię z całą pewnością opowiedzieć się za którąkolwiek z tych wersji, a innych wyjaśnień nie mam.

wtorek, 1 września 2026

Nikołaj Karpicki. Reakcja Rosjan na moją relację z Słowiańska w strefie przyfrontowej. 29 sierpnia – 1 września 2026 r.

Światła częściej nie ma, niż jest. Zimą myślałem: jakie to szczęście, kiedy prąd wyłączają przy dodatniej temperaturze – wtedy nie trzeba się bać, że baterie zamarzną. Rzeczywiście, latem jest łatwiej: w dzień można chodzić na spacery, a kiedy w laptopie zostaje trochę baterii, nagrywam film na YouTube. Dopóki nie ma światła i nie mogę pracować z tekstami, zostają mi tylko te dwa zajęcia.

Wczoraj spacerowałem po centrum Słowiańska. Bardzo dawno tam nie byłem. Centrum ucierpiało znacznie bardziej, niż się spodziewałem. Jeśli na obrzeżach, gdzie mieszkam, zagrożenie dla życia oceniłbym jako duże, to w centrum miasta – jako bardzo wysokie. Większość uszkodzonych budynków zdążono już uszczelnić i jakoś podłatać, ale wciąż jest wiele świeżych zniszczeń. Mijałem zrujnowany budynek, o którym pisano jako o zabytku architektury – w rzeczywistości ucierpiał także budynek naprzeciwko. Żeby powstały takie zniszczenia, jedna bomba lotnicza nie wystarczy; potrzeba co najmniej trzech. Przypominam sobie, że kilka dni temu, kiedy spacerowałem, usłyszałem przed sobą potrójny wybuch, choć słup dymu był jeden – jakby zrzucono trzy bomby jedna po drugiej. Jak było naprawdę – nie wiem.

Bez światła nie mogę pisać, bo na małym ekranie laptopa słabo widzę, więc układam teksty w głowie, a potem, dopóki jest trochę baterii, nagrywam wideo. Mój kanał na YouTube jest prawie nierozkręcony, więc nagrywam te filmy po prostu tak, nie dla własnej promocji. Na Facebooku przestałem publikować linki do ostatnich nagrań, bo algorytmy Facebooka praktycznie nikomu takich postów nie pokazują. Kto jest zapisany na mój kanał, ten i tak je zobaczy. Czasem wrzucam link w Telegramie.

Moje ostatnie wideo jest konceptualne: przedstawiam w nim nowe rozumienie transformacji świadomości imperialnej – takie, o którym wcześniej nikt nie pisał. Ale algorytmy YouTube działają tak, że nikt go nie widzi. Za to podchwyciły moje poprzednie wideo, w którym opisuję, jak wygląda wojna w Słowiańsku, i zaczęły pokazywać je Rosjanom. Dzięki temu mogłem zobaczyć, co oni mają w głowach.

W tym nagraniu bez zbędnych emocji po prostu opowiedziałem, jak zmieniała się sytuacja z ostrzałami przez ostatnie cztery i pół roku. W komentarzach napisano mi, że jestem: 1) głupi; 2) chory; 3) złą osobą; 4) wszystko, co mówię, to kłamstwo; 5) sami jesteśmy sobie winni i dobrze, że nas tak ostrzeliwują.

Myślę, że to nie boty: naprawdę dziesiątki milionów Rosjan myślą dokładnie w ten sposób. Mechanizm jest prosty: kogo szefostwo wyznaczy na ofiarę, ten okazuje się winny wszystkiemu. Sam fakt, że Rosja napadła na Ukrainę, czyni Ukraińców w ich oczach winnych tego, że są zabijani. Ten mechanizm wiele razy obserwowałem w praktyce, w małych grupach.

Zdarzało mi się wiele rozmawiać z ludźmi, których stanowisko jest dla mnie całkowicie nie do przyjęcia, a jednak potrafiłem znaleźć z nimi wspólny język. Istnieje jednak zasadnicza różnica między rozmową z człowiekiem, który wyznaje wrogie ci przekonania, a rozmową z kimś, kto samookreślił się wobec zła.

Jestem gotów rozmawiać z ludźmi niezależnie od ich przekonań i zawsze odpowiadam na pytania, jeśli ich celem jest rzeczywiście dowiedzieć się czegoś nowego. Pod jednym z moich filmów na YouTube, gdzie opowiadam o codzienności przyfrontowego Słowiańska, pewien Rosjanin poprosił o fakty świadczące o tym, że ludzie Igora Girkinа rzeczywiście terroryzowali mieszkańców Słowiańska w 2014 roku. Podałem mu link do mojego artykułu, w którym – na podstawie rozmów ze świadkami – przytaczam konkretne przypadki tortur i zabójstw. W odpowiedzi dostałem obelgi. Rzecz w tym, że on zadał pytanie nie po to, by się czegoś dowiedzieć, lecz po to, by zmusić mnie do wyrzeczenia się własnego stanowiska. A kiedy mu się to nie udało, natychmiast przeszedł do oskarżeń. Właśnie tak zachowuje się człowiek, który samookreślił się wobec zła.

Zdarza się, że człowiek wybiera zło na poziomie przekonań, bo znajduje się w określonym polu informacyjnym albo pod wpływem innych ludzi. Ale to nie znaczy, że jako osoba samookreślił się wobec tych przekonań. Po prostu z powodu okoliczności ukształtowała się w nim pewna pozycja, która z czasem może się zmienić.

Na przykład w przyfrontowej Awdijiwce rozmawiałem z ludźmi o różnych poglądach. Byli tacy, którzy popierali Majdan, i tacy, którzy byli przeciwko niemu. Ale ci ludzie normalnie ze sobą rozmawiali, a co więcej – razem pomagali innym mieszkańcom Awdijiwki, cierpiącym z powodu ostrzałów. Po prostu było tam takie środowisko i takie pole informacyjne, że u ludzi ukształtowały się przeciwstawne poglądy, ale nie wpłynęło to na nich jako na osoby.

Z Rosjanami, którzy piszą mi obelgi w komentarzach pod moimi filmami, gdzie dzielę się własnym doświadczeniem życia w przyfrontowym mieście, sytuacja jest zupełnie inna. Oburza ich sam fakt mojego świadectwa, bo podważa ono ich obraz świata, w którym Rosja ma prawo niszczyć Ukrainę i zabijać Ukraińców. U podstaw tego obrazu świata leży odebranie Ukraińcom prawa do istnienia, zamaskowane różnymi narracjami o tym, że niby w Ukrainie do władzy doszły amerykańskie marionetki i naziści, którzy „bombardowali Donbas”.

Gdyby chodziło tylko o imperialne przekonania, można by prowadzić dyskusję ideową. Nawet jeśli ktoś jest przekonanym rosyjskim szowinistą i imperialistą, który odmawia Ukrainie prawa do niezależności, to wciąż nie jest to powód, by obrażać świadka. Nawet jeśli ten świadek z Ukrainy jest do ciebie wrogo nastawiony, to przecież mówi o własnym, realnym doświadczeniu życiowym.

Rzecz wcale nie w tym, że oni są imperialistami i zwolennikami Putina, lecz w tym, że samookreślili się wobec zła. W tym przypadku złem jest odebranie Ukraińcom prawa do istnienia. Każde doświadczenie życia Ukraińca odbierają wrogo i natychmiast próbują je zdewaluować obelgami, bo to doświadczenie jest niezgodne z ich obrazem świata. Upierają się, że przez Majdan do władzy doszli proamerykańscy naziści, którzy niszczą rosyjskojęzycznych, nie dlatego, że czegoś nie wiedzą, lecz dlatego, że chcą, by właśnie tak było. Tak samo chcą, by mnie – jako świadka wojny – nie było. A ponieważ nie mogą mnie zabić fizycznie, próbują zrobić to wirtualnie – poprzez obelgi.

Przekonania człowieka mogą się zmieniać w zależności od informacji, które otrzymuje, ale samookreślenie – nie, bo to ono kształtuje osobowość. Żeby zmienić samookreślenie, trzeba stać się nową osobą. To się zdarza, ale bardzo rzadko. Na przykład zatwardziały przestępca może się nawrócić i zostać mnichem. Oczywiste jest, że w skali kraju coś takiego jest niemożliwe. Jeśli gromadzi się krytyczna masa ludzi, którzy samookreślili się wobec zła, zmienić kraju już się nie da. Musi zmienić się pokolenie.

Dlatego właśnie Związek Radziecki rozpadł się wtedy, gdy dorosło nowe pokolenie, które traktowało komunistyczną ideologię formalnie – na poziomie przekonań, a nie samookreślenia, jak ich dziadkowie. W związku z tym, gdy zmieniło się pole informacyjne, porzucili swoje przekonania – i Związek się rozpadł. Z Rosją tak się nie stanie, bo znaczna część Rosjan wybrała nekroimperialną postawę nie na poziomie przekonań, lecz na poziomie samookreślenia. I ta masa po prostu nie pozwoli Rosji na pokojowe istnienie, nawet jeśli władza się tam zmieni.

Dlatego właśnie nie wierzę w przyszłość Rosji.

Tłumaczenie na język polski – Piotr Mocniak

sobota, 22 sierpnia 2026

Nikołaj Karpicki. Rosyjska świadomość imperialna a utrata adekwatnego postrzegania prawdopodobieństwa zdarzeń

 

Dlaczego Rosjanie wierzą w absurdalne rzeczy? To, co w obrazie świata człowieka Zachodu wydaje się nieprawdopodobne, w obrazie świata Rosjan jawi się jako nieuniknione. Błąd zachodnich analityków polega na tym, że szukają racjonalnych motywów działania rosyjskich władz. Rosjanie inaczej oceniają jednak znaczenie poszczególnych wydarzeń i inaczej przypisują im prawdopodobieństwo, co bezpośrednio wpływa na ich świadomość imperialną.

Dlaczego Zachód błędnie ocenił zagrożenie militarne ze strony Rosji?

Aby nie zagubić się w natłoku informacji, człowiek musi ustalić priorytety: co zasługuje na szczególną uwagę, a co należy zignorować. Wymaga to systemu oceny prawdopodobieństwa określonych zdarzeń – swoistej macierzy prawdopodobieństw. Przykładowo, przed rosyjską agresją na Ukrainę przywódcy państw zachodnich uznawali za skrajnie mało prawdopodobne, że Putin rozpęta wojnę. Przekonanie to opierało się na obrazie świata, w którym ludzie kierują się przede wszystkim własnym interesem, podczas gdy wielka wojna nie leżała w interesie Putina. Miał przecież już wszystko, czego można było sobie życzyć: absolutną władzę, stabilność wewnętrzną, wpływy na arenie międzynarodowej oraz możliwość bajecznego bogacenia się dzięki sprzedaży surowców naturalnych. Wojna podważyłaby to wszystko.

Obraz świata opiera się na określonych ideach i wyobrażeniach, które wpływają na ocenę prawdopodobieństwa wydarzeń. U podstaw obrazu świata Putina, podobnie jak większości Rosjan, leży przekonanie, że Zachód jest z natury wrogi wobec Rosji, a zatem najważniejsze jest przetrwanie w cywilizacyjnej konfrontacji z nim. Przewagę uzyska ten, kto pierwszy rozpęta wojnę, natomiast interesy gospodarcze mają w tym przypadku znaczenie drugorzędne. Błąd zachodnich przywódców polegał na tym, że w sposób arbitralny przenieśli własne wyobrażenia na Rosję.

To, co w jednym obrazie świata wydaje się niemożliwe, w innym jest postrzegane jako nieuniknione. Innymi słowy, struktura obrazu świata stanowi zarazem macierz prawdopodobieństw, zgodnie z którą postrzegane są wydarzenia i odczytywane są ich znaczenia.

Świadomość imperialna Rosjan opiera się na innej macierzy prawdopodobieństw

Dla przeciętnego Rosjanina imperium to właśnie Rosja, kojarzona z przestrzenią życiową, w której można czuć się bezpiecznie. Tak było niemal przez cały bieg rosyjskiej historii. Bezpieczeństwo na tej ogromnej przestrzeni życiowej może zagwarantować jedynie władza centralna. Jeśli zaś osłabnie lub upadnie, nastąpi chaos: rozprzestrzenienie się przestępczości, napływ migrantów, wojny domowe i konflikty wewnętrzne. Jest to założenie diametralnie odmienne od tego, które leży u podstaw europejskich demokracji, gdzie ludzie bronią własnej autonomii, swoich praw i samorządności, ponieważ właśnie samodzielność i niezależność dają poczucie bezpieczeństwa.

Rosyjska świadomość imperialna kształtuje obraz świata oparty na następujących przekonaniach:

    Rosja jest odrębną cywilizacją, obejmującą Ukrainę i Białoruś;
    Rosja nigdy nikogo nie zaatakowała;
    Rosja zawsze zwyciężała we wszystkich wojnach;
   Rosja rozszerzała swoje terytorium pokojowo, a wszystkie narody dobrowolnie wchodziły w jej skład;
    Zachód jest z natury wrogi wobec Rosji, a wojna z nim jest nieunikniona.

Dlaczego Rosjanie przyjmują tak absurdalne wyobrażenia, w tym także wykształceni intelektualiści, którzy mają dostęp do informacji, potrafią je weryfikować i poddawać krytycznej analizie? Co więcej, wierzą oni w każdą propagandową dezinformację, jeśli tylko jest ona zgodna z rosyjskim imperialnym obrazem świata. Na przykład mieszkańcy Związku Radzieckiego byli przekonani, że wojska radzieckie wkroczyły do Afganistanu na prośbę afgańskiego rządu, aby uprzedzić Amerykanów, którzy rzekomo chcieli wkroczyć tam bez zaproszenia.

Załóżmy, że mogli nie wiedzieć, iż radzieccy żołnierze zabili przywódcę Afganistanu Hafizullaha Amina, szturmując jego pałac. Propaganda bywa jednak tak absurdalna, że do jej zakwestionowania nie potrzeba żadnej dodatkowej wiedzy. Na przykład obywatele radzieccy wierzyli, że to Finlandia w 1939 roku zaatakowała Związek Radziecki. Wystarczy spojrzeć na mapę, aby zrozumieć, że jest to równie nieprawdopodobne jak twierdzenie, że naszą planetą rządzą reptilianie. Ludzki umysł jest jednak skonstruowany w taki sposób, że nawet wybitny naukowiec, uznany specjalista w swojej dziedzinie, może jednocześnie wierzyć w teorie spiskowe, reptilian lub popierać agresywną wojnę, całkowicie ufając propagandzie, która ją usprawiedliwia. Gdyby w tamtym okresie Związkowi Radzieckiemu udało się okupować Finlandię, ci sami ludzie byliby przekonani, że Finlandia sama, dobrowolnie, weszła w skład ZSRR, a wszelkie rozmowy o jej niepodległości uznawaliby za działalność wrogą.

Obraz świata osobowości paranoidalnej

Słowo „paranoidalny” jest używane nie tylko w odniesieniu do zaburzenia psychicznego, lecz także do określonego typu osobowości, która z punktu widzenia społeczeństwa może być uznawana za całkowicie zdrową. Osobowość paranoidalną charakteryzują takie cechy, jak nasilona podejrzliwość, pamiętliwość i skłonność do żywienia urazy, wysoka wrażliwość na zagrożenia, poszukiwanie ukrytych motywów, skłonność do systematyzowania i logicznego uzasadniania własnych przekonań na podstawie arbitralnie przyjętych zasad, logicznie spójna, lecz jednostronna interpretacja wydarzeń, brak empatii, niezdolność do zrozumienia odmiennego punktu widzenia oraz krytycznego podejścia do własnych przekonań. Wszystkie te cechy wynikają z zaburzenia macierzy prawdopodobieństw w świadomości paranoidalnej. Człowiek przestaje odróżniać najbardziej prawdopodobne wyjaśnienia od tych najmniej prawdopodobnych. Mało prawdopodobna wersja wydarzeń staje się dla niego pewnikiem, jeśli tylko odpowiada jego podejrzeniom.

Zaburzenie macierzy prawdopodobieństw może prowadzić do urojeń paranoidalnych, kiedy człowiek dostrzega ukryte komunikaty w zupełnie przypadkowych zbiegach okoliczności. Na przykład widzi na ziemi w pobliżu swojego domu papierek po cukierku „Kogucik – złoty grzebyk” i zaczyna podejrzewać, że ktoś celowo go tam podrzucił, sugerując, że „puści czerwonego koguta”, czyli podpali dom. Takie wyjaśnienie jest wewnętrznie logiczne, ale opiera się na tak mało prawdopodobnych założeniach, że człowiek zdroworozsądkowy po prostu by je zignorował.

Zgodnie z tą samą logiką funkcjonują wszelkiego rodzaju teorie spiskowe oraz przekonanie większości Rosjan, że Zachód zawsze dążył do zniszczenia Rosji. Czy oznacza to, że wszyscy oni są paranoikami? Oczywiście, że nie. W większości są to normalni, zdrowi ludzie. Należy odróżnić tych, którzy kształtują paranoidalny obraz świata, od większości ludzi, którzy godzą się żyć w jego ramach, choć sami są zupełnie zwyczajnymi, a nie paranoidalnymi osobowościami. Należy ich również odróżnić od ludzi obojętnych, którzy jedynie formalnie przyjmują propagandowe przekazy, ale się nimi nie interesują i nie próbują ich zgłębiać. Wśród tych, którzy kształtują paranoidalny obraz świata, znajdują się zarówno osoby rzeczywiście paranoidalne, jak i cyniczni ideolodzy prowadzący działalność propagandową wyłącznie z myślą o własnej karierze.

Dlaczego zdrowi ludzie wierzą absurdalnym wymysłom?

Najczęstszą motywacją do ufania wymysłom jest dążenie do przystosowania społecznego. Jeśli człowiek chce sprostać oczekiwaniom większości, domyślnie przyjmuje wszystko, w co wierzą inni. Dlatego łatwiej jest mu oszukać samego siebie, niż spierać się lub wchodzić w konflikt z otoczeniem. Oprócz tego można wskazać jeszcze dwie dominujące motywacje skłaniające ludzi do oszukiwania samych siebie – strach oraz nadzieję związaną z określonym obrazem przyszłości.

Strach może wynikać z braku poczucia własnej wartości, obawy przed utratą poczucia bezpieczeństwa, dotychczasowego stylu życia, pracy, statusu społecznego lub szacunku do samego siebie. Może być również związany z poczuciem zagrożenia własnej tożsamości, kultury lub nadziei na przyszłość.

Nadzieja natomiast wiąże się z określonym obrazem przyszłości. Każda informacja, która podaje ten obraz w wątpliwość, wywołuje niepokój i inne negatywne emocje, podczas gdy wszystko, co wzmacnia nadzieję, wywołuje entuzjazm. Człowiek zaczyna ufać nie tym źródłom, które są najbardziej wiarygodne, lecz tym, które zmniejszają jego niepokój i potwierdzają jego oczekiwania. W rezultacie stopniowo otacza się ludźmi podzielającymi jego poglądy, znajdującymi się z nim na tej samej emocjonalnej fali. W ten sposób powstaje bańka informacyjna, w której dostrzegane są jedynie te informacje, które odpowiadają już ukształtowanemu obrazowi świata.

Mechanizm wciągania w paranoidalny obraz świata

Wszelkie wymysły są postrzegane jako niewątpliwa rzeczywistość, jeśli tylko mieszczą się w obrazie świata danego człowieka. Większość Rosjan żyje w obrazie świata charakterystycznym dla osobowości paranoidalnej i dlatego wierzy, że Rosja nie zaatakowała Ukrainy, lecz jedynie się broni, podczas gdy Zachód rzekomo ustanowił w Ukrainie nazistowski reżim i za jej pośrednictwem chce zniszczyć Rosję.

Zwykły człowiek nie od razu trafia w pułapkę paranoidalnego obrazu świata. Najpierw musi wejść w tę samą przestrzeń komunikacyjną co osoby o paranoidalnym sposobie postrzegania rzeczywistości. Na tym etapie jest jeszcze w stanie dostrzec, że wymysły, które wszyscy wokół uznają za oczywistą prawdę, są sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem. Ziarno wątpliwości zostało jednak już zasiane i człowiek zaczyna mimowolnie korygować ocenę prawdopodobieństwa różnych zjawisk, uznając to, co nieprawdopodobne, za możliwe, a to, co możliwe, za konieczne. W ten sposób stopniowo zmienia się macierz prawdopodobieństw, zgodnie z którą postrzega on wydarzenia.

Procesowi temu sprzyjają również inne motywy: korzyści materialne, strach, dążenie do zachowania pracy, spokojnego doczekania emerytury czy uniknięcia konfliktów. We współczesnej Rosji dochodzi do tego obawa przed utratą wolności, ponieważ adekwatna ocena rzeczywistości jest uznawana za przestępstwo, a wiele osób otrzymało wieloletnie wyroki więzienia za jej wyrażanie. Dążenie do wyparcia poczucia winy za zbrodnie Rosji w Ukrainie może prowadzić do tego, że ludzie jeszcze bardziej starają się przekonać samych siebie, iż to właśnie Ukraina rozpętała wojnę.

Po upadku systemu komunistycznego rozpoczęła się nowa transformacja świadomości imperialnej pod wpływem dwóch czynników: dążenia do upraszczania obrazu świata oraz utraty obrazu przyszłości. Wraz z dojściem Putina do władzy nowa forma imperializmu w Rosji – nekroimperializm – stała się podstawą polityki państwa, a wraz z rozpoczęciem wojny przeciwko Ukrainie utrwaliła się również w masowej świadomości rosyjskiego społeczeństwa.

Świadomość mitologiczna i obraz przyszłości

W społeczeństwach archaicznych świadomość mitologiczna strukturyzowała życie i sposób postrzegania świata. Mit jest pozaracjonalnym sposobem rozumienia rzeczywistości, dzięki któremu wszystko zyskuje nowe, mitologiczne znaczenie, pozwalające przezwyciężyć lęk przed nieznanym i pogodzić się z grozą świata. Cierpienie jest nie do zniesienia, gdy pozbawione jest sensu. Jeśli jednak staje się zrozumiałe w ramach mitologicznego obrazu świata, można je wytrzymać. Mit nie oferował jednak obrazu przyszłości, dlatego społeczeństwa archaiczne mogły przez stulecia pozostawać w stanie zastygłym, pozbawionym rozwoju.

Współczesne społeczeństwo jest zorganizowane inaczej. Dziś lęk przed cierpieniem i niepewnością przyszłości przezwycięża się nie dzięki mitowi, lecz dzięki obrazowi przyszłości. Człowiek ma nadzieję, że życie można zmienić, a nadzieja ta staje się źródłem jego aktywności, co doprowadziło do szybkiego rozwoju współczesnej cywilizacji zachodniej.

We współczesnej Ukrainie współistnieją różne wyobrażenia przyszłości, między którymi toczy się polityczna i społeczna rywalizacja. To, który z tych modeli stanie się dominujący, w dużej mierze zależy od młodego pokolenia, ponieważ to właśnie młodzież jest w największym stopniu zorientowana na przyszłość. W Rosji zamiast obrazu przyszłości proponuje się mitologizację przeszłości, która zastępuje historię i w ten sposób skłania człowieka do pogodzenia się z tragiczną rzeczywistością.

Jak jednak można pogodzić się z wojną, cierpieniem, śmiercią i przemocą? Tylko w jeden sposób – nadając im nowe, mitologiczne znaczenie. Kiedy śmierć, cierpienie i przemoc stosowana przez władzę otrzymują sakralne usprawiedliwienie, powstaje nekroimperializm.

W rzeczywistości rosyjskie władze próbowały przedstawić jako obraz przyszłości rekonstrukcję przeszłości, w której Rosja jest wielkim mocarstwem wojskowym, nieustannie poszerzającym swoje granice. Podczas okupacji Krymu wielu Rosjan z entuzjazmem przyjęło ten obraz, co przełożyło się na bezprecedensowe poparcie dla władz. Gdy jednak wojna nabrała charakteru przewlekłego konfliktu, obraz ten stracił swój blask i jest podtrzymywany jedynie poprzez projekcję na niego mitologicznych wyobrażeń o historii.

W rezultacie człowiek staje przed wyborem. Albo przyjąć tę mitologię, w której śmierć nabiera samoistnej wartości, a wówczas zabijanie ludzi w sąsiednim kraju zaczyna wydawać się usprawiedliwione: taki jest porządek świata, wojna i śmierć są czymś naturalnym i mają wartość samą w sobie. Albo odrzucić tę mitologię. Wówczas jednak rozpada się cały obraz świata, znika obraz przyszłości, a wraz z nim – możliwość przezwyciężenia lęku przed teraźniejszością. Właśnie w tej psychologicznej pułapce, moim zdaniem, znalazła się dziś rosyjska świadomość masowa.

Nekroimperializm i upraszczanie obrazu świata

Rosyjski nekroimperializm jest ukierunkowany na archaiczność, co wiąże się z dążeniem do powrotu do maksymalnie uproszczonego obrazu świata. Najbardziej prymitywnym przejawem lęku przed złożonością świata jest destrukcyjny instynkt charakterystyczny dla zlumpenizowanych osób (dresiarzy/gopników). Ludzie o podobnej mentalności spotykani są we wszystkich warstwach społeczeństwa. Nie dążą oni do tworzenia czegoś nowego ani do zachowania tego, co już istnieje. Ich podstawowa zasada brzmi: zniszczyć wszystko, co wydaje się niezrozumiałe lub obce. Po co? Aby świat stał się prostszy. Cała złożoność rozkładu zdarzeń według prawdopodobieństwa sprowadza się do binarnego schematu: tak/nie, a wszystkie warianty pośrednie zostają wyeliminowane z macierzy prawdopodobieństw.

Taka postawa, oparta na dążeniu do uproszczenia, jest bezpośrednio związana z tłumieniem empatii. Stopniowo krąg ludzi, wobec których człowiek jest zdolny odczuwać współczucie, coraz bardziej się zawęża, a wszyscy pozostali zaczynają być postrzegani jako abstrakcje. Wówczas łatwiej już zaakceptować ideologiczne założenia usprawiedliwiające ich unicestwienie. Taka postawa staje się elementem ideologii państwowej i przenika wszystkie sfery rosyjskiego społeczeństwa. W istocie styl polityczny Putina jest stylem gopnika, który dostrzega wrogów we wszystkich, którzy się od niego różnią.

Jeśli człowiek staje się wrogiem już przez sam fakt swojego istnienia, najprostszym rozwiązaniem byłoby doprowadzenie do tego, aby w ogóle nie istniał. A kiedy śmierć zaczyna być postrzegana jako uniwersalny sposób upraszczania świata, budzi się instynkt nekrofiliczny. Najprostszym sposobem uproszczenia świata jest wojna. Zgodnie z tą logiką nie tylko śmierć wrogów na wojnie, lecz także śmierć własnych rodaków jest postrzegana jako sposób upraszczania świata, co wyjaśnia obojętność większości Rosjan wobec nieuzasadnionych strat w wojnie przeciwko Ukrainie. W ten sposób w ciągu lat wojny postawa nekrofiliczna zaczęła dominować w rosyjskiej świadomości masowej.

Trudno powiedzieć, co będzie dalej. Jednak skrajne uproszczenie każdego systemu społecznego nieuchronnie prowadzi do sytuacji, w której prędzej czy później przestaje on być zdolny do samopodtrzymywania i zaczyna rozpadać się pod własnym ciężarem. W każdym razie nie sądzę, aby system społeczny oparty na nekrofilii mógł przez długi czas pozostawać zdolny do życia.
 

Nikołaj Karpicki. Wałerij Załużny, Ołeksandr Syrski, Mychajło Drapaty. Kim jest trzeci dowódca ZSU od 2022 roku?

Źródło: Wydawcą PostPravda.info. 11.08.2026.
URL: https://postpravda.info/pravda/wolnosc/walerij-zaluzny-oleksandr-syrski-mychajlo-drapaty/

Mychajło Drapaty – nowy Naczelny Dowódca Sił Zbrojnych Ukrainy. Zdjęcie: АрміяINFORM

Mychajło Drapaty jest trzecim Naczelnym Dowódcą Sił Zbrojnych Ukrainy od początku pełnoskalowej wojny. Rosja przewyższa Ukrainę pod względem potencjału militarnego i gospodarczego, dlatego skuteczne stawienie jej oporu wymaga od ukraińskiego naczelnego dowódcy nie tylko profesjonalizmu, lecz także talentu wojskowego. Dzięki błyskotliwej decyzji dowódczej Siły Zbrojne Ukrainy przeprowadziły udaną kontrofensywę jesienią 2022 roku, jednak w kolejnych latach utraciły inicjatywę. Obecnie Ukraina stoi przed koniecznością odwrócenia sytuacji na froncie w warunkach przechodzenia do nowej epoki technologicznej, która wymaga od naczelnego dowódcy nie tylko doświadczenia i profesjonalizmu, lecz także talentu. Czy Mychajło Drapaty zdoła sprostać temu wyzwaniu?

Nie każdy profesjonalista jest utalentowanym wodzem

Kiedy uczyłem się historii w szkole, wydawało mi się, że geniusz wodza polega na umiejętności znalezienia takiego rozwiązania operacyjnego, które pozwala całkowicie rozgromić znacznie silniejszego przeciwnika, tak jak uczynili to Hannibal w bitwie pod Kannami czy Aleksander Macedoński w bitwie pod Gaugamelą. Lektura pamiętników Napoleona uświadomiła mi jednak, że każde nieoczekiwane rozstrzygnięcie militarne opiera się na niezwykle starannej analizie wielu uwarunkowań. Wystarczy pomylić się choćby w jednym z nich, aby niemal pewne zwycięstwo zamieniło się w porażkę. Geniusz wodza polega zatem na umiejętnym połączeniu niestandardowych decyzji, wynikających z nowego spojrzenia na sytuację, ze skomplikowanymi obliczeniami oraz analizą wielu różnorodnych czynników.

Ponieważ uwzględnienie wszystkich czynników jest niemożliwe, błędy są nieuniknione nawet u najwybitniejszych dowódców. Dlatego tak fundamentalne znaczenie ma profesjonalizm, który pozwala szybko korygować własne pomyłki. Im szybsza reakcja na popełnione błędy, tym wyższy poziom profesjonalizmu. Talent wojskowy różni się jednak od samego profesjonalizmu tym, że przejawia się nie tylko w korygowaniu błędów, lecz także w ich przewidywaniu. Wymaga to zdolności dostrzegania nowych okoliczności oraz umiejętności dostosowywania się do nich, nawet jeśli nie występowały one we wcześniejszych doświadczeniach wojennych.

Typowe błędy radzieckiej szkoły wojskowej

Plan operacyjny rosyjskiej inwazji na Ukrainę z 24 lutego 2022 roku został opracowany przez Sztab Generalny Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej pod kierownictwem Walerija Gierasimowa. Został przygotowany profesjonalnie, zgodnie z tradycją radzieckiej szkoły wojskowej, i w określonych okolicznościach mógł zakończyć się powodzeniem. Gierasimow nie potrafił jednak przewidzieć nowych czynników, których nie było w jego dotychczasowym doświadczeniu wojskowym, co doprowadziło do fiaska całego planu. W kolejnych etapach wojny pokazał, że potrafi dostosowywać się do nowych warunków prowadzenia działań zbrojnych, lecz nie jest zdolny odejść od założeń radzieckiej szkoły wojskowej, zgodnie z którymi o sukcesie decydują przewaga ilościowa, wysoki stopień centralizacji dowodzenia, długotrwałe frontalne natarcia oraz utrzymywanie pozycji za wszelką cenę. Wszystko to charakteryzuje Walerija Gierasimowa jako profesjonalnego, lecz pozbawionego wybitnego talentu dowódcę reprezentującego starą radziecką szkołę wojskową.

Armia Radziecka podczas II wojny światowej odnosiła sukcesy dzięki błyskawicznym natarciom z wykorzystaniem wszystkich dostępnych środków, zanim przeciwnik zdążył umocnić swoje pozycje. Strategia ta często prowadziła do spektakularnych zwycięstw, lecz niekiedy kończyła się tragicznymi porażkami. Przykładem jest bitwa pod Rżewem (toczona od 5 stycznia 1942 roku do 31 marca 1943 roku), znana również jako mjasorubka (co można przełożyć jako: rżewska maszynka do mielenia mięsa), podczas której Armia Radziecka pod dowództwem Gieorgija Żukowa straciła setki tysięcy żołnierzy w bezskutecznych próbach szturmowania umocnionych pozycji armii niemieckiej.

To właśnie takie podejście, polegające na bezwzględnym poświęcaniu życia żołnierzy w samobójczych atakach, zostało odziedziczone przez armię rosyjską, która osiągała sukcesy militarne w Ukrainie kosztem ogromnych strat. Przewaga liczebna pozwala rosyjskiej armii traktować żołnierzy jak materiał zużywalny. Rosyjscy dowódcy wiedzieli, że wysokie straty nie spotkają się z karą, natomiast sukcesy na polu walki zostaną nagrodzone. Ukraińskie dowództwo nie mogło stosować podobnej taktyki zarówno z powodów moralnych, jak i ze względu na ograniczone zasoby ludzkie. Armia ukraińska również wywodzi się jednak z tradycji Armii Radzieckiej, dlatego także w jej szeregach zdarzały się przypadki podobnego stosunku do życia żołnierzy.

Kontrofensywa Sił Zbrojnych Ukrainy w 2022 roku – przejaw wyjątkowego talentu wojskowego

Zgodnie z zasadami radzieckiej szkoły wojskowej na odcinku przełamania zaleca się osiągnięcie co najmniej trzykrotnej przewagi nad przeciwnikiem. Tymczasem podczas jesiennej kontrofensywy w 2022 roku, zaplanowanej pod kierownictwem Naczelnego Dowódcy Sił Zbrojnych Ukrainy Wałerija Załużnego, Siły Zbrojne Ukrainy prowadziły działania ofensywne przeciwko liczebnie silniejszym wojskom rosyjskim, co samo w sobie było zjawiskiem nietypowym. Co więcej, ukraińskie kierownictwo otwarcie informowało o przygotowaniach do ofensywy w obwodzie chersońskim, co na pierwszy rzut oka wydawało się sprzeczne z logiką wojskową nakazującą ukrywać kierunek głównego uderzenia. W rzeczywistości właśnie dzięki temu udało się odwrócić uwagę rosyjskiego dowództwa i przeprowadzić uderzenie w miejscu, którego przeciwnik się nie spodziewał – w obwodzie charkowskim. 6 września 2022 roku rozpoczęto natarcie, a już 8 września wyzwolono pierwsze miasto – Bałakliję, co doprowadziło do załamania rosyjskiego frontu. Dwa dni później, 10 września, wyzwolono największe miasta znajdujące się pod rosyjską okupacją w obwodzie charkowskim – Izium i Kupiańsk, co umożliwiło wojskom ukraińskim dalsze rozwijanie natarcia.

Wałerij Załużny. Zdjęcie: Oficjalna strona na Facebooku „Naczelny Dowódca Sił Zbrojnych Ukrainy”.

Z perspektywy czasu, gdy znamy już rezultat tych działań, decyzja ta może wydawać się oczywista. W tamtym momencie była jednak obarczona ogromnym ryzykiem, ponieważ powodzenie całej operacji zależało od wielu trudnych do przewidzenia czynników, które należało właściwie ocenić. Każda nieuwzględniona okoliczność mogła doprowadzić do niepowodzenia ofensywy w obwodzie charkowskim, a w konsekwencji także do załamania działań na kierunku chersońskim. Nie sposób było z góry przewidzieć, który z tych czynników okaże się decydujący. Właśnie dlatego nawet najwybitniejsi wodzowie od czasu do czasu popełniają błędy. Od Wałerija Załużnego wymagano nie tylko dostrzeżenia niestandardowego rozwiązania operacyjnego i odwagi do podjęcia decyzji o jego realizacji, lecz także przeprowadzenia wszechstronnej analizy ogromnej liczby czynników. Sposób, w jaki sprostał temu zadaniu, świadczy o jego wyjątkowym talencie wojskowym.

Natarcie na Łyman – profesjonalna kalkulacja czy błąd?

Bezpośrednie kierownictwo operacyjne nad kontrofensywą w obwodzie charkowskim sprawował Ołeksandr Syrski. Cała operacja została przeprowadzona profesjonalnie. O poziomie profesjonalizmu dowódcy nie świadczy jednak brak błędów, lecz zdolność do ich szybkiego rozpoznawania i korygowania własnych działań. Ołeksandr Syrski jest profesjonalistą starej szkoły, dla której charakterystyczne są błędy określonego rodzaju. Jego zamiarem było jak najszybsze zniszczenie systemu dowodzenia i zaopatrzenia rosyjskiego zgrupowania wojsk, a nie likwidowanie każdego jego pododdziału z osobna.

Po wyzwoleniu Iziumu przed ukraińskim dowództwem otworzyły się dwa możliwe kierunki natarcia na Łyman. Pierwszy zakładał bezpośredni szturm na miasto od strony Dońca Siewierskiego, czyli z południa i zachodu. Zaletą tego wariantu była możliwość natychmiastowego rozpoczęcia działań, co pozwalało utrzymać wysokie tempo natarcia. Drugi wariant przewidywał obejście Łymanu od północnego wschodu i stworzenie zagrożenia okrążeniem. Rozwiązanie to niemal gwarantowało powodzenie operacji, ale jednocześnie prowadziło do spowolnienia tempa natarcia, dając wojskom rosyjskim czas na umocnienie się na nowych pozycjach.

Ołeksandr Syrski. Zdjęcie: Oficjalna strona na Facebooku „Naczelny Dowódca Sił Zbrojnych Ukrainy”.

Dowódca wywodzący się z radzieckiej szkoły wojskowej Gieorgija Żukowa starałby się za wszelką cenę zdobyć Łyman frontalnym szturmem, aby utrzymać tempo ofensywy, podobnie jak sam Żukow postępował podczas rżewskiej „maszynki do mięsa”. W radzieckiej szkole wojskowej, gdzie sukces ocenia się przede wszystkim przez pryzmat osiągniętego rezultatu, a nie poniesionych strat, takie postępowanie nie zawsze uznawano za błąd. Wyjaśnia to, dlaczego rosyjscy dowódcy w początkowym okresie wojny wielokrotnie przeprowadzali frontalne szturmy na ukraińskie miasta, nie licząc się z kosztami ludzkimi.

W tamtym momencie Ołeksandr Syrski nie mógł jeszcze wiedzieć, z jaką determinacją wojska rosyjskie będą bronić Łymanu. Wiedział jednak, że miasto jest dobrze ufortyfikowane. Problem polega na tym, że czynniki decydujące o powodzeniu lub niepowodzeniu operacji wojskowej stają się oczywiste przede wszystkim z perspektywy czasu. Przed rozpoczęciem działań pozostają ukryte wśród wielu innych okoliczności, których znaczenia nie da się wiarygodnie ocenić z góry. Właśnie dlatego sztuka wojenna polega nie tylko na umiejętności podejmowania odważnych decyzji, lecz także na zdolności do ich porzucenia we właściwym momencie, jeśli rozwój wydarzeń wskazuje na konieczność zmiany pierwotnego planu.

Po wyzwoleniu Iziumu wojska ukraińskie rozpoczęły natarcie na Łyman od strony Dońca Siewierskiego (z zachodu, południa i południowego wschodu miasta). Działania te trwały mniej więcej od 12 do 22 września. Po utracie Iziumu rosyjskie dowództwo zdołało przerzucić w rejon Łymanu dodatkowe siły. Ten odcinek frontu nie został objęty chaosem wywołanym błyskawicznym natarciem wojsk ukraińskich, dlatego rosyjska obrona była prowadzona w sposób zorganizowany. Dodatkowym utrudnieniem były warunki terenowe – rozległe kompleksy leśne oraz ograniczona liczba dróg sprzyjały obrońcom. Wojskom ukraińskim udało się wyzwolić szereg miejscowości w tym rejonie, jednak natarcie prowadzone od strony Dońca Siewierskiego nie doprowadziło do wyzwolenia Łymanu.

Po dokonaniu oceny sytuacji ukraińskie dowództwo zrezygnowało z dalszych prób frontalnego przełamania obrony i przeniosło główny wysiłek na kierunki północny i północno-wschodni. Pozwoliło to przeciąć linie komunikacyjne rosyjskiego zgrupowania wojsk, 30 września doprowadzić do operacyjnego okrążenia Łymanu, a 1 października całkowicie wyzwolić miasto.

Powstaje jednak pytanie, czy frontalne natarcie na Łyman od strony Dońca Siewierskiego było profesjonalną decyzją wojskową, pozwalającą związać siły przeciwnika, czy też stanowiło błąd. Czy z kolei natarcie od strony północno-wschodniej, które doprowadziło do operacyjnego okrążenia Łymanu, było reakcją na niepowodzenie pierwotnego planu, czy jego konsekwentną realizacją? Nie udało mi się znaleźć odpowiedzi na te pytania w dostępnych źródłach. Opinie autorów w dużej mierze zależą od ich subiektywnych ocen. Sądzę, że historycy będą jeszcze długo spierać się o tę kwestię, choć również oni nie są wolni od subiektywizmu. Przykładowo niektórzy badacze dostrzegają nawet w rżewskiej „maszynce do mięsa” pewien pozytywny aspekt, wskazując, że bitwa ta związała znaczne siły Wehrmachtu.

Opinia naocznego świadka

W związku z tym zwróciłem się do naocznego świadka tych wydarzeń – emerytowanego oficera i wolontariusza Ołeksandra Palczenki z Kramatorska, który w tamtym okresie dostarczał pomoc humanitarną i osobiście rozmawiał z żołnierzami na froncie. Odpowiedział mi następująco: „Nie mogę wypowiadać się o sytuacji pod Łymanem, ale bardzo dobrze znam sytuację pod Jampolem, gdzie byłem osobiście. W Torskiem znajdował się most na rzece Żerebiec, przez który prowadzi droga do Kreminnej. Zamiast obejść Jampol od wschodu, wzdłuż starej linii kolejowej od strony Oziornego, wyjść do Torskiego i odciąć całe zgrupowanie w Łymanie, rozpoczęto frontalny szturm na Jampol, przez co cała operacja przeciągnęła się o dziesięć dni. W tym czasie przeciwnik zdążył ewakuować się z Łymanu i wycofać do Kreminnej”.

Jampol to osiedle położone na południowy wschód od Łymanu. Jego szybkie zdobycie umożliwiłoby wyjście na Łyman od strony południowej. Z doświadczeń II wojny światowej wiemy, że radzieckie dowództwo, mając do wyboru dwa warianty działania, zazwyczaj wybierało nie ten bardziej skuteczny, lecz ten, który obiecywał szybszy rezultat, co bardzo często prowadziło do błędów. Ołeksandr Palczenko uważa jednak, że nie było nawet potrzeby oczekiwania na natarcie od północy, które ostatecznie doprowadziło do wyzwolenia Łymanu. Jego zdaniem wystarczyło obejść Jampol od południa i zablokować most na rzece Żerebiec w Torskiem, aby całe rosyjskie zgrupowanie znalazło się w okrążeniu. Po takim sukcesie, jak twierdzi, wojska ukraińskie mogłyby posunąć się znacznie dalej na wschód i wyzwolić kolejne miasta.

Naoczny świadek Ołeksandr Palczanko pokazuje autorom PostPravda.Info Julii Fil i Jędrzeowi Morawieckiemu miejsce walk pod Słowiańskiem podczas rosyjskiej inwazji na Donbas w 2014 roku. Zdjęcie: Nikołaj Karpitski

Świadectwo Ołeksandra Palczenki skłania mnie do wniosku, że dalsze natarcie wojsk ukraińskich z północy było reakcją na niepowodzenie pierwotnego planu, a nie jego rozwinięciem. Profesjonalny dowódca potrafi w porę uznać, że pierwotny zamysł wymaga korekty, natomiast dowódca obdarzony talentem wojskowym potrafi przewidzieć potencjalne błędy jeszcze przed rozpoczęciem operacji. Ponieważ odpowiedzialność za prowadzenie całej operacji na szczeblu operacyjnym spoczywała na Ołeksandrze Syrskim, mogę uznać go za profesjonalnego dowódcę wojskowego wywodzącego się ze starej radzieckiej szkoły, jednak nie mogę nazwać go dowódcą obdarzonym wybitnym talentem wojskowym.

Z kolei rosyjskie dowództwo, dążąc do przekształcenia Łymanu w punkt oparcia dla odbudowy załamanego frontu, również popełniło błąd typowy dla radzieckiej szkoły wojskowej – postanowiło utrzymać miasto za wszelką cenę. W rezultacie 30 września Łyman znalazł się w operacyjnym okrążeniu, a nocą rosyjskie oddziały zostały zmuszone do przebijania się drogą znajdującą się pod ogniową kontrolą Sił Zbrojnych Ukrainy. Już 1 października wojska ukraińskie wkroczyły do Łymanu. Należy jednak przyznać, że podobny błąd popełniali niekiedy również ukraińscy dowódcy ukształtowani w tradycji radzieckiej szkoły wojskowej, co prowadziło do nieuzasadnionych strat.

Mychajło Drapaty – przedstawiciel nowego pokolenia ukraińskiego dowództwa wojskowego

22 lipca 2026 roku Mychajło Drapaty został mianowany Naczelnym Dowódcą Sił Zbrojnych Ukrainy. Reprezentuje on nowe pokolenie ukraińskiej kadry dowódczej i nie dostrzega się u niego błędów charakterystycznych dla przedstawicieli radzieckiej szkoły wojskowej. W przeciwieństwie do wielu generałów sztabowych Mychajło Drapaty zdobywał doświadczenie dowódcze przede wszystkim poprzez bezpośrednie kierowanie wojskami podczas działań bojowych, nieprzerwanie od 2014 roku. Jego nominacja spotkała się z entuzjastycznym przyjęciem w ukraińskim społeczeństwie, które wiąże z nią nadzieje na zerwanie z radziecką kulturą dowodzenia oraz poprawę sytuacji na froncie.

O talencie wojskowym Mychajła Drapatego można wnioskować na podstawie organizacji obrony kierunku pokrowskiego. W ciągu 2024 roku wojska rosyjskie systematycznie posuwały się w kierunku Pokrowska i nie było jasne, czy uda się powstrzymać ich natarcie. W tym okresie armie obu stron dopiero rozpoczynały opanowywanie taktyki masowego wykorzystania bezzałogowych statków powietrznych, podczas gdy Rosja nadal dysponowała znaczącą przewagą w artylerii oraz liczebności wojsk. Szybki upadek Pokrowska otworzyłby wojskom rosyjskim możliwość prowadzenia dalszej ofensywy jednocześnie na kilku kierunkach i stworzyłby realne zagrożenie załamaniem całego frontu. Dla Ukrainy kluczowe znaczenie miało zyskanie czasu do momentu, gdy powszechne wykorzystanie dronów zmieni charakter działań bojowych i w istotnym stopniu ograniczy znaczenie przewagi liczebnej przeciwnika w artylerii i sile żywej.
 
Mychajło Drapaty w 2022 roku. Zdjęcie: АрміяINFORM

Pod koniec 2024 roku, po mianowaniu Mychajła Drapatego dowódcą zgrupowania operacyjnego na tym kierunku, sytuacja wokół Pokrowska zaczęła stopniowo się zmieniać. Rosyjskie natarcie nie ustało, jednak jego tempo wyraźnie osłabło, a na niektórych odcinkach ukraińskie pododdziały zdołały przejść do lokalnych kontrataków. Istnieją podstawy, aby właśnie z działalnością Mychajła Drapatego wiązać przejście od przeważającej dotąd obrony liniowej do aktywnej obrony manewrowej, której celem nie jest utrzymanie za wszelką cenę każdego kilometra terytorium, lecz maksymalne wyczerpanie nacierającego przeciwnika.

Ukraińskie pododdziały w Donbasie nierzadko starały się utrzymywać zajmowane pozycje do ostatniej chwili, co prowadziło do nieuzasadnionych strat wśród żołnierzy. Przykładowo, gdy w nocy z 16 na 17 lutego 2024 roku Ołeksandr Syrski wydał rozkaz opuszczenia Awdijiwki, część ukraińskich żołnierzy została odcięta w mieście i dostała się do niewoli. Za dowództwa Mychajła Drapatego aktywna obrona znacznie częściej opierała się na taktyce terminowego wycofywania się z niekorzystnych pozycji oraz przeprowadzania krótkotrwałych kontrataków, po których odzyskiwano utracone punkty oporu. Takie podejście pozbawiało przeciwnika możliwości trwałego umocnienia się na zdobytych pozycjach i rozwinięcia powodzenia natarcia.

O ile wcześniej jednostki systemów bezzałogowych w wielu brygadach działały stosunkowo autonomicznie, o tyle po objęciu przez Mychajła Drapatego dowodzenia na kierunku pokrowskim zaczęto wykorzystywać je jako elementy jednolitego systemu rozpoznania i rażenia ogniowego. Dzięki temu rosyjskie grupy szturmowe coraz częściej ponosiły znaczne straty jeszcze przed dotarciem do ukraińskich pozycji. Jednocześnie zwiększono liczbę wyspecjalizowanych zespołów operatorów dronów FPV, rozszerzono stosowanie zdalnego minowania oraz usprawniono współdziałanie jednostek systemów bezzałogowych z artylerią, wojskami zmechanizowanymi i wojskami desantowo-szturmowymi.

Talent dowódcy nie przejawia się wyłącznie w spektakularnych zwycięstwach i niestandardowych decyzjach operacyjnych. Zasadniczą część jego pracy stanowi codzienna, często niezauważalna działalność na rzecz zwiększania zdolności bojowej wojsk oraz doskonalenia systemu dowodzenia. Jedną z ważnych decyzji organizacyjnych Mychajła Drapatego było odejście od sztywnego przypisywania odwodów do poszczególnych odcinków frontu. Zamiast tego zaczęto szerzej wykorzystywać je jako mobilny instrument służący do szybkiego uszczelniania wyłomów w obronie, prowadzenia lokalnych kontrataków oraz wzmacniania najbardziej zagrożonych kierunków. Zwiększyło to odporność systemu obrony i ograniczyło skuteczność rosyjskiej taktyki prowadzenia działań niewielkimi grupami szturmowymi.

Dziennikarz Peter Sauer napisał na łamach The Guardian o Mychajle Drapatym: „wcześnie zaczął wykorzystywać technologie bezzałogowe, przekazywał uprawnienia młodszym oficerom, oczekując od nich odpowiedzialności za podejmowane decyzje”. Choć nie natrafiłem na dokument potwierdzający, że nowy system dowodzenia oparty na delegowaniu uprawnień został formalnie wprowadzony, istnieją liczne świadectwa uczestników tych wydarzeń potwierdzające stosowanie takiego modelu działania.

Po mianowaniu Naczelnym Dowódcą Sił Zbrojnych Ukrainy przed Mychajłem Drapatym stanął szereg zadań wymagających wysokiego profesjonalizmu: ustabilizowanie sytuacji na froncie, integracja jednostek bezzałogowych w jednolity system funkcjonowania armii oraz optymalizacja wykorzystania odwodów. Najważniejszym wyzwaniem pozostaje jednak wdrożenie nowoczesnych zasad dowodzenia, które pozwolą odejść od przestarzałego radzieckiego modelu kierowania wojskami i wprowadzić armię na nowy poziom rozwoju. Do realizacji tego zadania nie wystarczą jednak doświadczenie i profesjonalizm – niezbędny jest również talent wojskowy. Mychajło Drapaty udowodnił już, że jest utalentowanym dowódcą na szczeblu operacyjno-taktycznym. Czy potrafi również wykazać się jako strateg zdolny do planowania i prowadzenia wielkich operacji zaczepnych, pokaże dopiero przyszłość.