wtorek, 4 sierpnia 2026

Nikołaj Karpicki. Technologie zmieniły wojnę. Czy zachodni przywódcy wyciągną wnioski z analizy Wałerija Załużnego?

Źródło: Wydawcą PostPravda.info. 23.07.2026.
URL: https://postpravda.info/pravda/wolnosc/analiz-walerija-zaluznego/
 

8 lipca 2026 roku ukazał się artykuł Wałerija Załużnego. Kluczowa myśl autora sprowadza się do tego, że rozwój technologii wojskowych wymaga ponownego przemyślenia utrwalonych wyobrażeń o wojnie, w tym samego pojęcia zwycięstwa militarnego. NATO, według słów Załużnego, nie odpowiada współczesnym wyzwaniom, ponieważ jest sojuszem świata, który przeszedł już do historii i zmienił się. Czy zachodni przywódcy odpowiedzialni za bezpieczeństwo swoich państw są gotowi wyciągnąć odpowiednie wnioski i zmienić strategiczne spojrzenie na wojnę?

Czy w warunkach pokoju można przygotować się do współczesnej wojny?

Cztery lata temu można było bez większych wątpliwości mówić o przewadze militarnej NATO. Jednak wojna, przez doświadczenia ukraińskie, zmieniła swój charakter.

Rosyjska armia w momencie inwazji na Ukrainę w 2022 roku była uznawana za drugą na świecie. Gdyby jednak ta sama armia, w kształcie, jaki miała w 2022 roku, zmierzyła się ze współczesną armią ukraińską, zostałaby całkowicie rozbita w mgnieniu oka, ponieważ w ciągu czterech i pół roku rozwój technologii wojskowych posunął się daleko naprzód. Im dłużej państwa prowadzą wojnę, tym więcej zdobywają doświadczenia, rozwijają nowe technologie i doskonalą metody prowadzenia działań wojennych. W ciągu lat walk armie państw zaangażowanych w konflikt osiągnęły nowy poziom, niedostępny dla armii pozbawionych doświadczenia w prowadzeniu współczesnej wojny, nawet tak zaawansowanych technologicznie, jak armie państw NATO.

Obecnie wiele osób mówi o przełomie w wojnie. Zgadzam się jednak z autorem artykułu: to, co obserwujemy, nie jest przełomem, lecz naturalną zmianą charakteru wojny pod wpływem nowych technologii. Latem 2024 roku rosyjska armia stosunkowo szybko posuwała się w kierunku Pokrowska. Gdyby udało jej się utrzymać tempo natarcia i szybko zdobyć miasto, otworzyłaby się droga na Pawłohrad przez równinny teren stepowy. W takim przypadku rosyjska armia uzyskałaby szansę na przecięcie frontu na dwie części i doprowadzenie do jego załamania. Ukrainie dramatycznie brakowało żołnierzy, a sytuację mogła uratować jedynie rewolucja technologiczna. I właśnie do niej doszło. Ludzi na froncie zaczęły zastępować drony i roboty, częściowo niwelując różnicę w liczebności wojsk. W rezultacie zagrożenie załamaniem frontu zniknęło, a jak twierdzi generał Załużny, obecnie ani Rosja, ani Ukraina nie są w stanie osiągnąć zwycięstwa na polu bitwy.

Spojrzenie Wałerija Załużnego na współczesne pole walki

Autor artykułu pisze, że rozwój nowoczesnych technologii praktycznie uniemożliwia realizację zadań taktycznych na lądzie. Szara strefa na linii styczności bojowej przekształciła się w strefę śmierci, w której drony niszczą niemal każdy poruszający się obiekt. Problemem nie jest już to, jak utrzymać określoną pozycję, lecz jak w ogóle do niej dotrzeć, przeprowadzić rotację wojsk lub ewakuację rannych. Dwa lata temu największym koszmarem żołnierzy było znalezienie się w okrążeniu operacyjnym, gdy wszystkie linie komunikacyjne pozostawały pod kontrolą ogniową przeciwnika. Obecnie niemal wszyscy wojskowi utrzymujący pozycje na linii frontu znajdują się w warunkach zbliżonych do okrążenia operacyjnego. W tych warunkach osiągnięcie jakiegokolwiek celu taktycznego odbywa się kosztem ogromnych strat, niewspółmiernych do uzyskanego rezultatu. Rosja może jednak pozwolić sobie na takie straty, podczas gdy Ukraina – nie. Rosyjskie dowództwo traktuje żołnierzy jako tani materiał eksploatacyjny, który można nieustannie kierować do strefy śmierci, dopóki poszczególne ukraińskie pozycje nie utoną w falach rosyjskich szturmowców. W ten sposób Rosja prowadzi powolne, pełzające natarcie, które w pełni odpowiada Putinowi.

Z kolei Ukrainie udaje się nie tylko przecinać logistykę na zapleczu frontu, co już doprowadziło do kryzysu paliwowego na Krymie, lecz także zadawać znaczące straty rosyjskiej gospodarce, powodując niedobór benzyny. Wałerij Załużny uważa jednak, że technologiczna przewaga Ukrainy ma charakter tymczasowy, a te same technologie i metody prowadzenia wojny wkrótce zacznie stosować również Rosja. Ponieważ tempo rozwoju technologii wojskowych w Rosji i Ukrainie jest obecnie zbliżone, każde skuteczne rozwiązanie opracowane przez jedną ze stron po pewnym czasie zaczyna być wykorzystywane także przez drugą. Należy oczekiwać, że w najbliższej przyszłości wszystkie miasta przyfrontowe po obu stronach linii frontu zostaną odizolowane podobnie jak Krym, a jeszcze później każda ze stron obejmie kontrolą za pomocą dronów całe terytorium państwa przeciwnika. W rezultacie całe terytorium Ukrainy i Rosji może przekształcić się w jedno wielkie pole bitwy.

Czy państwa europejskie są gotowe na taki typ wojny?

Rozwój bojowych dronów osiągnął nowy poziom, a Rosja okazała się na to nieprzygotowana: ukraińskie ataki na rafinerie doprowadziły do niedoboru benzyny i niezadowolenia społecznego. Jednak na początku pełnoskalowej inwazji również Ukraina nie była przygotowana na systematyczne ataki na swoją infrastrukturę energetyczną: płonęły bazy paliwowe, załamała się logistyka. Z czasem każda walcząca strona dostosowuje się do bolesnych uderzeń przeciwnika – i jest to prawidłowość równie naturalna jak to, że państwo pozostające poza wojną nie może przystosować się do nowego rodzaju konfliktu zbrojnego.

Wielu Europejczyków nadal podtrzymuje przestarzałe wyobrażenie, że w przypadku dalszej agresji Rosji strefa działań wojennych ograniczy się do wschodniej flanki NATO, obejmującej Polskę i państwa bałtyckie, podczas gdy reszta Europy pozostanie głębokim zapleczem. Jednak w najbliższej przyszłości rosnąca autonomia i masowość systemów bezzałogowych sprawią, że pojęcie „głębokiego zaplecza” straci sens. W przypadku dużego konfliktu zagrożone będą obiekty w całej Europie – od Portugalii po Islandię. Ponadto europejska infrastruktura jest pod wieloma względami bardziej podatna na ataki niż infrastruktura ukraińska.

W ciągu lat wojny Ukraina nauczyła się rozpraszać obiekty o krytycznym znaczeniu, tworzyć rezerwowe moce produkcyjne i szybko odbudowywać uszkodzoną infrastrukturę. Państwa europejskie nie mają takiego doświadczenia. Przeciwnie, znaczna część obiektów energetycznych, transportowych i przemysłowych charakteryzuje się wysokim stopniem koncentracji przestrzennej, co w warunkach masowego użycia dronów dalekiego zasięgu może uczynić z nich stosunkowo łatwe cele. Jeśli obecnie Rosja nie dysponuje jeszcze wszystkimi niezbędnymi środkami umożliwiającymi przeprowadzenie tego rodzaju ataków na Europę, to przy obecnym tempie rozwoju technologii już w dającej się przewidzieć przyszłości taka możliwość może się pojawić. Wówczas głównym priorytetem stanie się nie tyle utrzymanie linii frontu, ile zdolność państwa do utrzymania funkcjonowania swojej gospodarki, infrastruktury i systemu zarządzania pod stałą presją precyzyjnych uderzeń.

Czy zwycięstwo nad Rosją jest możliwe?

Samymi siłami Ukrainy pokonanie Rosji jest niemożliwe. Jak pisze Wałerij Załużny, obecnie wojna na wyniszczenie toczy się już daleko poza linią frontu. Celem staje się nie tyle całkowite rozbicie przeciwnika na polu bitwy, ile niszczenie szlaków logistycznych i infrastruktury krytycznej, co gwałtownie zwiększa zagrożenie dla ludności cywilnej, ale jak dotąd nie przybliża zakończenia wojny. Wałerij Załużny stwierdza: „Mówienie o osiągnięciu celu politycznego, zwycięstwie w wojnie za pomocą działań taktycznych na polu bitwy lub nawet skutecznych uderzeń w logistykę i infrastrukturę krytyczną wyraźnie wykracza poza granice zdrowego rozsądku”.

Państwa zachodnie wykluczają bezpośredni udział w wojnie i do niedawna pomagały Ukrainie przede wszystkim się bronić, a nie osiągnąć zwycięstwo. W paradygmacie zachodniej świadomości społecznej życie w pokoju jest stanem normalnym, natomiast wojna jest zjawiskiem tymczasowym i nadzwyczajnym. Dlatego uważa się, że z rosyjską władzą można będzie osiągnąć porozumienie pokojowe, jeśli uczyni się prowadzenie wojny dla niej bezperspektywicznym i kosztownym. To błędne przekonanie skazuje na porażkę.

W paradygmacie rosyjskiej świadomości społecznej to właśnie wojna jest stanem normalnym. Rosyjskie władze pozostają niewrażliwe na straty wojenne i gotowe są prowadzić wojnę niezależnie od ponoszonych strat gospodarczych. Rosja nie jest w stanie przez długi czas pokojowo współistnieć z Europą, ponieważ sama struktura zarządzania tak ogromnym terytorium zakłada opieranie systemu władzy nie na prawie, lecz na sile, co wcześniej czy później prowadzi do ponownej ekspansji militarnej. Obecnie Rosja wkroczyła w fazę, w której nie jest już w stanie powstrzymać swojej agresji, a nawet w przypadku tymczasowego zawieszenia broni będzie kontynuować wojnę hybrydową.

Przewartościowanie sposobu postrzegania wojny w zachodniej świadomości społecznej jest koniecznym warunkiem zwycięstwa nad Rosją. Nowy typ wojny wymaga również nowego rozumienia zwycięstwa. Sukcesy wojskowe powinny być mierzone już nie liczbą zdobytych lub wyzwolonych terytoriów, lecz stopniem osłabienia lub zniszczenia systemu sprawowania władzy przeciwnika. Wojna zakończy się nie wtedy, gdy rosyjskie władze dostrzegą bezcelowość dalszego jej prowadzenia, lecz wtedy, gdy państwo rosyjskie utraci zdolność sprawnego funkcjonowania i zarządzania. Jednak właśnie tego obawiają się zachodni przywódcy.

Czy jest to osiągalne? W rzeczywistości Rosja jest bardzo podatna na określone rodzaje uderzeń. Cała Syberia jest połączona z Rosją jedną linią kolejową. Jeśli ta cienka nić gdzieś się zerwie, nie będzie można przewozić ani ładunków, ani wojsk. Czy regionalne elity wykorzystają taką sytuację? Wszystko jest możliwe, jeśli w Rosji nasilą się wewnętrzne sprzeczności – między biznesem a państwem, między regionalną biurokracją a władzą centralną, między oczekiwaniami społeczeństwa a rzeczywistością. Działania mające na celu pogłębienie tych sprzeczności stanowią również nieodłączną część wojny przeciwko Rosji.

Ukraina wykonuje jedynie swoją część tej pracy, ale to nie wystarcza. Dlatego bez udziału innych państw europejskich, choćby poprzez skoordynowane działania w obszarze wojny hybrydowej, rozwiązanie tego problemu nie będzie możliwe. Jednak sojusz NATO raczej nie może być skutecznym narzędziem realizacji tego celu, ponieważ został ukształtowany do wykonywania innych zadań i w innej epoce. Jak trafnie zauważył Wałerij Załużny, NATO jest sojuszem starego świata, którego już nie ma. Dlatego Europa będzie musiała poszukiwać nowych form współpracy wojskowej, ale wcześniej konieczne jest przekonanie zachodnich społeczeństw, które niestety nie dostrzegają, że Rosja od dawna prowadzi nie tylko konwencjonalną wojnę przeciwko Ukrainie, lecz także wojnę hybrydową przeciwko całej Europie.
 

Nikołaj Karpicki. Państwo jako narzędzie prawa czy aparat przemocy? Rosja, Polska i Ukraina: sprzeczności historyczne można przezwyciężyć

Źródło: Wydawcą PostPravda.info. 17.07.2026.
URL: https://postpravda.info/pravda/wolnosc/panstwo-narzedzie-prawa-czy-przemocy/
 

U podstaw konfliktów politycznych między Polską a Ukrainą leży odmienne postrzeganie historii. Można je jednak przezwyciężyć, jeśli nie będzie się upolityczniać sporów historycznych, lecz wychodzić ze wspólnego rozumienia państwa jako narzędzia systemu prawa służącego zapewnieniu normalnego życia ludzi. Natomiast sprzeczności polityczne z Rosją są zasadniczo nierozwiązywalne. Nawet jeśli do władzy doszliby tam oświeceni liberałowie, nie będą w stanie zmienić historycznego faktu, że Rosja kształtowała się jako państwo wojenne, którego istotą nie jest prawo, lecz aparat przemocy.

Państwo rosyjskie nie jest wrażliwe na śmierć swoich obywateli

Wojna z Rosją przypomina bójkę z gigantem, któremu wyłączono receptory bólu, dlatego trzeba uderzać tak, aby fizycznie utracił zdolność działania. Ta metafora pozwala zrozumieć, dlaczego wiele zwykłych mechanizmów nacisku na Rosję okazuje się nieskutecznych. Ukraińskie ataki na Rosję latem 2026 r. doprowadziły do niedoboru benzyny i wzrostu niezadowolenia społecznego, ale jednocześnie otworzyły nowe możliwości wzbogacenia się przyjaciół Putina. W czasie wojny ich majątek gwałtownie wzrósł, dlatego nie są zainteresowani jej zakończeniem. Rosyjskie władze są obojętne na niezadowolenie społeczeństwa; dla nich znaczenie mają jedynie ataki, które fizycznie utrudniają funkcjonowanie rosyjskiej machiny wojennej, zakłócając logistykę oraz łańcuchy produkcji i dostaw uzbrojenia.

Widzimy, jak państwa demokratyczne dokładają wszelkich starań, by ratować swoich obywateli, którzy stali się ofiarami terroryzmu lub polityki innych państw. Wynika to z rozumienia państwa jako narzędzia prawa, zapewniającego życie społeczeństwa i ochronę obywateli. Odmowa ochrony własnych obywateli podważa sens istnienia państwa. Jednak w Rosji jest inaczej: obywatele są zasobem i materiałem zużywalnym dla państwa. Przytoczę przykłady.

24 sierpnia 2004 roku w powietrzu wysadzono dwa rosyjskie samoloty pasażerskie; zginęło 89 osób. Śledczy oświadczyli, że rzekomo zostały one wysadzone przez zamachowczynie-samobójczynie. Nie informowano o żadnych próbach podjęcia z nimi negocjacji. Pamiętam jednak, jak w telewizji mówiono, że właśnie tak należy postępować – w przypadku przejęcia samolotu przez terrorystów należy go natychmiast zniszczyć. Generalnie społeczeństwo przyjmowało takie stwierdzenia spokojnie, choć czasem pojawiały się wątpliwości – co z zagrożeniem spadania szczątków, jeśli samoloty byłyby zestrzeliwane nad miastami?

Tydzień później, 1 września 2004 roku, czeczeńscy terroryści zajęli szkołę w Biesłanie. Tym razem zdążyli wysunąć żądanie – zaprzestanie działań wojennych w Czeczenii. W odpowiedzi rosyjskie siły zbrojne ostrzelały szkołę razem z dziećmi, i ponownie rosyjskie społeczeństwo przyjęło takie środki odwetowe spokojnie. Po tym zamachy rzeczywiście ustały, ponieważ nawet dla terrorystów stało się oczywiste, że rosyjska władza jest niewrażliwa na śmierć swoich obywateli.

W okresie pandemii COVID-19 przed rosyjskim kierownictwem stanął wybór – skierować zasoby na pomoc ludności albo oszczędzić je na wojnę z Ukrainą. Władza oczywiście wybrała drugą opcję. W rezultacie w ciągu dwóch lat pandemii nadwyżka zgonów wyniosła ponad milion osób więcej, niż można by oczekiwać przy utrzymaniu średniego trendu z lat 2017–2019. Rosyjskie społeczeństwo również te straty przyjęło spokojnie, a władza odebrała je wręcz pozytywnie – jako uwolnienie od „balastu”, który generował dodatkowe obciążenie społeczne.

Właśnie w ten sposób władze podchodzą do strat wojskowych – im więcej ludzi zginie z regionów depresyjnych, tym mniejsze będzie obciążenie społeczne dla państwa. Ludzie są tanim, odnawialnym zasobem, który można bezwzględnie zużywać. Widać to na froncie. Na przykład strona ukraińska uważa, że lepiej poświęcić robota niż żołnierza, jednak z punktu widzenia strony rosyjskiej jedno i drugie stanowi materiał zużywalny; pytanie jedynie, co jest tańsze.

Dlaczego państwo rosyjskie nie jest dla ludzi?

Rosja ucieleśnia odmienny model cywilizacyjny państwa, co wynika z szeregu uwarunkowań historycznych i światopoglądowych.
  • Po pierwsze, Rosja kształtowała się jako mocarstwo wojenne poprzez nieustanne podboje.
  • Po drugie, w historycznej samoświadomości Rosjan dominuje mesjanistyczna idea „zbierania ziem”. W różnych epokach przyjmowała ona odmienne formy: koncepcję „Trzeciego Rzymu”, ideę światowej rewolucji komunistycznej czy współczesne wyobrażenia o szczególnej cywilizacyjnej misji Rosji. Niezmiennie jednak utrzymywało się przekonanie, że państwo istnieje przede wszystkim po to, aby realizować wielkie zadanie historyczne, a nie zapewniać dobrobyt swoim obywatelom.
  • Po trzecie, ogromne terytorium wymagało scentralizowanego systemu redystrybucji zasobów. Taki model zarządzania sprzyjał umacnianiu pionowej struktury władzy oraz nieufności wobec federalizmu, samorządu lokalnego i wszelkich oddolnych inicjatyw.
  • Po czwarte, istotny wpływ wywarły doświadczenia sowieckich represji i systemu obozowego, w którym więźniowie polityczni byli przetrzymywani razem z więźniami kryminalnymi. Masowe represje, kolektywizacja oraz późniejsza urbanizacja sprzyjały rozprzestrzenianiu się subkultury przestępczej wywodzącej się z łagrów. Przejmowali ją chłopi migrujący do miast, a następnie przekazywali swoim dzieciom.
  • Po piąte, w całej historii Rosji ideologia państwowa zastępowała świadomość narodową Rosjan. W wielu państwach narodowych tożsamość buduje się wokół narodu i jego historycznego terytorium, natomiast rosyjska tożsamość wiąże się przede wszystkim z samym aparatem państwowym oraz przestrzenią, którą on kontroluje. Dlatego Rosję postrzega się nie tyle jako wspólnotę ludzi, ile jako hierarchię państwową oraz podporządkowane jej terytoria.
W tym paradygmacie obywatele nie są podmiotem państwa, lecz zasobem zużywalnym. Paradoks polega na tym, że sami obywatele uznają takie podejście za normalne, ponieważ nie wierzą, że państwo mogłoby być zorganizowane inaczej. Stąd bierze się dwoisty stosunek Rosjan do państwa: z jednej strony postrzegają je jako konieczne zło i aparat przemocy, zgodnie z tym, czego uczono ich w szkołach sowieckich, z drugiej zaś jako narzędzie realizacji historycznej misji, wobec której życie ludzi nie jest aż tak ważna.

Polska i ukraińska alternatywa dla rosyjskiego rozumienia państwa

Państwa zachodnie reprezentują prawny model państwa, który stanowi cywilizacyjną alternatywę dla modelu rosyjskiego. Państwo jest systemem organizacji życia społecznego, porządkującym relacje między ludźmi za pomocą mechanizmów prawnych. Obejmuje ono instytucje zapewniające funkcjonowanie prawa, ochronę jednostki oraz regulację stosunków społecznych. Stanowi narzędzie, dzięki któremu krajowy system prawny organizuje życie społeczeństwa.

W świadomości obywateli legitymacja państwa jest nierozerwalnie związana z legitymacją krajowego systemu prawnego. Poszczególne państwa mogą uzasadniać swoją legitymację w różny sposób: poprzez historię, religię, tradycję, kulturę lub demokratyczny wybór obywateli. W polskiej świadomości społecznej szczególne znaczenie ma pamięć historyczna. Dlatego tragiczne wydarzenia z przeszłości są nadal postrzegane jako ważny element współczesnej tożsamości narodowej.

Ukraińska kultura polityczna z kolei w znacznym stopniu opiera się na pamięci o walce o niepodległość. Dla lepszego zobrazowania mogę odwołać się do eseju „Czym jest współczesna ukraińska tożsamość?” autorstwa mojej ukraińskiej koleżanki Julii Fil, która po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji przez pewien czas mieszkała w Polsce, a następnie wróciła na Ukrainę. Rozmawiając ze swoimi polskimi przyjaciółmi, doszła do kilku interesujących wniosków, które przedstawiła w swoim eseju. Poniżej przytoczę wybrane fragmenty.

Julia Fil: „Gdzieś w drugim roku wojny, słuchając jednego z polskich podcastów, przyszła mi do głowy myśl, że Polacy bardziej troszczą się o swoją przeszłość, chętniej odwiedzają muzea, zamki i ruiny, podczas gdy Ukraińcy mniej interesują się przeszłością, a bardziej patrzą w przyszłość. Teza ta wydała mi się jednak nieco spekulatywna, ponieważ jako osoba pracująca w sektorze kultury obserwuję rosnące zainteresowanie Ukraińców przeszłością i kulturą w ogóle, nie tylko własną. Jest to tendencja, która – według moich subiektywnych obserwacji – zaczęła ujawniać się po rozpoczęciu wojny z Rosją.

…Jednak choć Polska utraciła niepodległość w wyniku kolejnych rozbiorów i dominacji obcych mocarstw, zachowała pewną ciągłość swojej państwowości oraz doświadczenie niezwykłej zdolności do konsolidacji w okresach, gdy państwowość była utracona. …Natomiast ukraińska państwowość była krótkotrwała i pozbawiona ciągłości – jej niezależne przejawy można wskazać właściwie jedynie w Rusi Kijowskiej i Siczy Zaporoskiej. Dlatego nasza tożsamość narodowa, jeśli odwołuje się do historii, czyni to raczej poprzez jej zmitologizowaną wersję. Nasza państwowość niczym zapałka zapalała się kilka razy na przestrzeni tysiącletniej historii, a pomiędzy tymi „błyskami” następowały długie okresy podporządkowania i zniewolenia. Jeśli więc dla Polaków historia niepodległej i potężnej Rzeczypospolitej była przekazywana z pokolenia na pokolenie, z ust do ust, to o naszych okresach państwowości dowiadujemy się co najwyżej z podręczników szkolnych, i to w zmitologizowanej formie. Pojawiają się przed nami średniowieczni książęta, których postrzegamy raczej jako bohaterów gry fantasy niż jako naszych przodków, oraz Kozacy – wolnościowi wojownicy z charakterystycznymi osełedcami, z którymi również niewiele nas łączy, ponieważ Sicz przestała istnieć bardzo dawno temu i żaden z naszych pradziadków nie mógł o niej opowiadać.

…To, co dziś jest autentycznie ukraińskie i znajduje społeczny oddźwięk, żyje – tworzymy to każdego dnia poprzez wolną sztukę. Warto szczególnie podkreślić słowo „wolną”, ponieważ oznacza ono sztukę wyrastającą ze społeczeństwa, a nie ideologiczny konstrukt kształtowany odgórnie za pomocą skostniałych schematów i ikon. Obejmuje ona wszystko – od form klasycznych po odważne eksperymenty.

…Kiedy Ukraińcy zaczęli interesować się sobą tu i teraz, obudziło się również zainteresowanie przeszłością. …Podcasty historyczne na YouTube cieszą się ogromną popularnością. Na nowo odkrywamy naszą historię i wplatamy ją w teraźniejszość. Czy zatem ekspert występujący w polskim podcaście się mylił?

Mimo wszystko mogę się z nim zgodzić. Chociaż wśród Ukraińców budzi się obecnie zainteresowanie własną przeszłością, to w strukturze naszej tożsamości odgrywa ona rzeczywiście inną rolę niż u Polaków. Dla Polaków przeszłość stanowi fundament tożsamości, natomiast dla nas podstawą tożsamości jest współczesność skierowana ku przyszłości, która jedynie twórczo reinterpretuję i aktualizuje przeszłość.”


Nie mogę w pełni ocenić opinii autorki tego tekstu, ponieważ nigdy nie byłem w Polsce i nie mam możliwości jej odwiedzić. Znam jednak polską diasporę w Tomsku na Syberii – moim rodzinnym mieście. Społeczność polska istnieje tam już od ponad stu pięćdziesięciu lat, od czasu powstania styczniowego z lat 1863–1864. Przez cały ten okres Polacy nie utracili swojej tożsamości narodowej, zachowali więź z polską kulturą i historią oraz prowadzą badania nad dziejami polskiej diaspory na Syberii. Ten szczególny stosunek do własnej historii odróżniał ich od pozostałych mieszkańców mojego rodzinnego miasta. Ponieważ w polskiej świadomości społecznej państwo czerpie swoją legitymację z historii, Polacy nie mogą traktować tragicznych wydarzeń swojej przeszłości, takich jak rzeź wołyńska, jedynie jako abstrakcyjnej wiedzy historycznej.

Z kolei ukraińskie postrzeganie państwa wiąże się z heroizacją historii walki o niepodległość. Jednocześnie długotrwałe doświadczenie kolonialne ukształtowało ograniczone zaufanie do instytucji państwowych jako takich oraz silniejszą orientację na relacje osobiste. Z jednej strony zwiększa to zdolność ukraińskiego społeczeństwa do samoorganizacji, czego dowodzą sukcesy dwóch rewolucji w 2004 i 2014 roku oraz szeroki ruch wolontariacki w czasie rosyjskiej agresji. Z drugiej strony sprzyja lekceważeniu formalnych zasad i tolerancyjnemu podejściu do korupcji.

W warunkach wojny każda wątpliwość dotycząca heroicznego mitu, nawet jeśli jest w pełni uzasadniona historycznie, jest na Ukrainie odbierana tak, jakby podważano samą walkę o przetrwanie, którą kraj obecnie prowadzi. To właśnie różnica w postrzeganiu historii stanowi jedno z głównych źródeł polsko-ukraińskich sporów historycznych i dyplomatycznych, których eskalacja leży w interesie Rosji.

Sprzeczności między Polską a Ukrainą można przezwyciężyć

Spory historyczne można przezwyciężyć, natomiast sprzeczności cywilizacyjnych – nie. Nie posiadam ani kompetencji naukowych, ani moralnego prawa, by ingerować w historyczne spory między Polską a Ukrainą, dlatego nie zamierzam oceniać żadnej ze stron. Jestem jednak przekonany, że wszelkie spory historyczne między państwami można rozwiązać, jeśli nie będą one upolityczniane, lecz pozostawi się je profesjonalnym historykom. W tym celu potrzebne są wspólne platformy naukowe, a najlepiej międzynarodowy instytut badawczy poświęcony spornym zagadnieniom historii, w którym badacze z obu krajów prowadziliby dyskusję zgodnie z akademickimi standardami rzetelności i obiektywizmu, niezależnie od nacisków jakiejkolwiek ideologii.

Pomimo sporów historycznych Polska i Ukraina wywodzą się z tego samego cywilizacyjnego modelu państwa, który zasadniczo różni się od modelu rosyjskiego. Dzięki temu wszelkie sprzeczności między nimi można rozwiązywać w ramach wspólnego rozumienia państwa jako instytucji prawa. Natomiast sprzeczności z Rosją nie da się rozwiązać w ten sposób, ponieważ mają one charakter cywilizacyjny. Pojawia się zatem pytanie: czy w ramach tego prawnego modelu państwa można znaleźć odpowiedź na to, jak postępować z Rosją?

Prawne uzasadnienie dekonstrukcji imperium

W paradygmacie prawnym państwo można zdefiniować jako narzędzie służące realizacji norm i zasad krajowego systemu prawnego w życiu społecznym. Istnieją różne krajowe systemy prawne, obejmujące ustawodawstwo, system prawa, kulturę prawną oraz praktykę stosowania prawa. Ogólne zasady tych systemów stanowią podstawę prawa międzynarodowego, którego podmiotem jest również Rosja. Powstaje jednak sprzeczność, ponieważ Rosja jest państwem niepraworządnym, łamiącym zasady prawa. Oznacza to, że zachowuje ona podmiotowość w stosunkach międzynarodowych wyłącznie dzięki swojej sile militarnej, tracąc jednocześnie prawne podstawy własnej legitymacji.

Po podporządkowaniu rosyjskiego systemu prawnego prowadzeniu wojny napastniczej i represji utracił on swoją legitymację. Obecnie Rosja znajduje się w sytuacji, w której nie jest w stanie funkcjonować bez prowadzenia wojny. Nawet jeśli rosyjskie władze zawrą tymczasowe zawieszenie broni na linii frontu, doprowadzi to do aktywizacji wojny hybrydowej przeciwko wszystkim państwom europejskim. Dlatego państwa te mają pełne prawo przeciwdziałać rosyjskiemu zagrożeniu wszelkimi środkami zgodnymi z własnym porządkiem prawnym i normami prawa międzynarodowego.

Czy Rosjanie mają prawo do samostanowienia i niepodległości w okresie powojennym? Po pierwsze, mieszkańcy Rosji, w przeciwieństwie na przykład do obywateli Ukrainy czy Polski, nie posiadają wspólnej podmiotowości. Po drugie, nie istnieją instytucje polityczne, które mogłyby występować w imieniu Rosjan. Możliwe, że w przyszłości powstaną podmioty społeczne reprezentujące poszczególne regiony lub narody zamieszkujące Rosję, które będą podnosić kwestie prawa do samostanowienia. Wewnątrz Rosji takie kwestie są nierozwiązywalne, dlatego przed wspólnotą międzynarodową pojawią się dwa problemy: na jakich podstawach należy uznawać nowe podmioty oraz w jakiej formie może zostać zrealizowane ich prawo do samostanowienia.

Dalsze losy powojennej Rosji powinny być zatem określane przez tych, którzy wniosą decydujący wkład w jej pokonanie, przede wszystkim przez Ukrainę, a także przez inne państwa i siły polityczne uczestniczące w przeciwstawianiu się rosyjskiej agresji. Przed taką koalicją stanie historyczne zadanie dekonstrukcji imperium, aby Rosja nigdy więcej nie prowadziła wojen podbojowych.

Czy wszyscy uczestnicy takiej koalicji przeciwstawiającej się Rosji są gotowi wziąć na siebie tę historyczną odpowiedzialność? Sądzę, że nie w wystarczającym stopniu. Jednak możemy zmienić tę sytuację, jeśli zaczniemy dyskutować nad prawnym mechanizmem dekonstrukcji imperium już teraz, gdy Rosja nadal prowadzi ofensywę na froncie, a końca wojny jeszcze nie widać. Da to jasną wizję celu walki z Rosją, co przyczyni się do dodatkowej motywacji do przezwyciężania różnic między państwami oraz skuteczniejszej mobilizacji sił dla wspólnego zwycięstwa.
 

Nikołaj Karpicki. Seksualne upokorzenie jako narzędzie rosyjskiej polityki wojennej

 

Jak seksualne upokorzenie jest wykorzystywane przez Rosjan jako narzędzie polityki wojennej, podtrzymywania systemu władzy oraz mobilizacji społeczeństwa?

W archaicznych społeczeństwach autorytarnych relacje seksualne postrzegane są nie jako prywatna sprawa dwojga ludzi, lecz jako przedmiot społecznej kontroli, gdzie to właśnie społeczeństwo określa dopuszczalne formy i charakter tych relacji. Dopiero stosunkowo niedawno w państwach demokratycznych relacje seksualne zaczęto postrzegać przede wszystkim jako sferę wolności osobistej i indywidualnego wyboru. Takie podejście okazuje się nie do przyjęcia dla współczesnej rosyjskiej władzy, która w swoim stosunku do seksualności demonstruje nie tylko konserwatyzm, lecz także dążenie do odrodzenia najbardziej prymitywnych form kontroli społecznej.

Jeśli spojrzeć z boku na wojnę rosyjsko-ukraińską, wyłania się paradoksalny obraz. Człowiek, który swoim zachowaniem i sposobem wypowiadania się demonstruje brak empatii, obojętność wobec ludzkiego życia, a jednocześnie strach przed własną śmiercią i utratą władzy, stanął na czele ogromnego państwa. Jego jedynym politycznym talentem okazała się zdolność dostosowywania się do tych, którzy stoją wyżej. Wyobrażając sobie siebie jako wielkiego męża stanu i zdobywcę, rozpętał wojnę przeciwko sąsiedniemu narodowi.

Nie to jest jednak dziwne, lecz fakt, że z woli jednego człowieka setki tysięcy Rosjan wyruszają zabijać mieszkańców sąsiedniego kraju, którzy nie zrobili im nic złego. Wielu idzie na wojnę dobrowolnie i gotowych jest bezsensownie zginąć, zamiast wystąpić przeciwko tym, którzy tę wojnę rozpętali. Co więcej, znaczna część rosyjskiego społeczeństwa poparła wojnę przeciwko narodowi, który jeszcze niedawno uważano za bratni, i mimo że wielu Rosjan ma w Ukrainie krewnych lub przyjaciół.

Kształtowanie się subkultury więzienno-łagrowej

Co jest nie tak z Rosjanami? W rzeczywistości problem nie tkwi w narodzie, lecz w systemie społecznym, który podtrzymuje hierarchię za pomocą różnych mechanizmów, w tym seksualnego upokorzenia. Obejmuje ono obelgi seksualne, przemoc seksualizowaną, groźbę jej użycia lub symboliczną imitację, a także obniżenie statusu społecznego poprzez zrównanie człowieka z pozbawionym praw obiektem przemocy seksualnej.

W społeczeństwach autorytarnych, szczególnie w czasie wojny, częściej spotyka się upokarzanie kobiet, jednak w warunkach obecnej kremlowskiej dyktatury obiektem seksualnego upokorzenia stają się mężczyźni. Można jednak tutaj zauważyć, że zjawisko to występuje jedynie w subkulturze więzienno-łagrowej, która ma charakter marginalny. Ale czy rzeczywiście tak jest?

Jednym z kluczowych etapów w historii Rosji były lata trzydzieste XX wieku, kiedy kolektywizacja zbiegła się z masowymi represjami. Przez system łagrów przeszły miliony ludzi z różnych warstw społecznych. To właśnie tam kształtowała się subkultura więzienno-łagrowa, która stopniowo przenikała do codziennego życia mieszkańców miast. Dla wielu chłopów przeprowadzka do miasta była postrzegana jako szansa na wyrwanie się z systemu kołchozowego. Tracąc tradycyjne formy życia wiejskiego, stykali się oni w mieście z normami zachowań charakterystycznymi dla subkultury więzienno-łagrowej, nie wiedząc, że może istnieć inny sposób funkcjonowania. Z czasem normy te były przekazywane kolejnym pokoleniom i stopniowo zaczęły być postrzegane nie jako wyjątek, lecz jako zwyczajny sposób relacji między ludźmi.

Perwersja ludzkiej godności

Celem rosyjskiej polityki wobec osób LGBT nie jest bynajmniej walka z nieheteronormatywną orientacją seksualną. Przeciwnie, jej sens polega na utrwalaniu przemocy seksualnej jako jednego z narzędzi władzy. Chodzi o przemoc zakładającą symboliczne lub rzeczywiste homoseksualne podporządkowanie. Procesowi temu towarzyszy wypaczenie samego pojęcia ludzkiej godności.

Jak rozumiem ludzką godność, polega ona na zachowaniu siebie i własnej osobowości wbrew okolicznościom zewnętrznym: bez względu na to, co się wydarzy, człowiek pozostaje sobą. Tylko przy wypaczeniu pojęcia ludzkiej godności możliwe jest, aby ludzie masowo popierali zabijanie swoich przyjaciół i krewnych w sąsiednim kraju z powodu kaprysu jednego człowieka.

We współczesnym społeczeństwie rosyjskim normy ogólnobywatelskie są wypierane przez normy ukształtowane w subkulturze więzienno-łagrowej, w której osoby poddane seksualnemu upokorzeniu należą do szczególnej kasty nietykalnych. Pod względem stopnia społecznej stygmatyzacji kasta ta jest jedną z najbardziej upokorzonych grup znanych w historii różnych społeczeństw.

Seksualne upokorzenie w „czarnych” i „czerwonych” zonach

W Rosji instytucje penitencjarne dzielą się na „czarne zony”, gdzie dominują porządki ustanowione przez autorytety kryminalne, oraz „czerwone zony”, gdzie władzę sprawuje administracja. W „czarnych zonach” przeniesienia do kasty seksualnie upokorzonych dokonują sami przestępcy poprzez fizyczną przemoc seksualną. W „czerwonych zonach” dokonują tego przedstawiciele administracji zakładu, jednak najczęściej nie poprzez fizyczny akt seksualny, lecz przez jego symboliczne zastąpienie.

W subkulturze więzienno-łagrowej jakiekolwiek równorzędne relacje z osobą seksualnie upokorzoną prowadzą do utraty własnego statusu. Na przykład używanie jej naczyń uważa się za oznakę przynależności do jej kasty. Wykorzystując to, kierownictwo łagrów w „czerwonych zonach” czasami organizuje prowokacje: najpierw pozostawia więźnia bez normalnego wyżywienia, a następnie proponuje mu jedzenie podane w naczyniach wcześniej używanych przez człowieka z najniższej kasty. Jeśli więzień nie wytrzyma lub nie zauważy podstępu, sam przejdzie do kasty seksualnie upokorzonych.

W takiej subkulturze zachowanie ludzkiej godności oznacza uniknięcie seksualnego upokorzenia za wszelką cenę. W rezultacie zdrada, oszustwo, przemoc czy upokarzanie innych są postrzegane jako działania dopuszczalne, a nawet godne szacunku, jeśli pozwalają uniknąć obniżenia własnego statusu.

Rosyjska władza mogłaby wykorzenić przemoc seksualną w „zonach”, gdyby wydała odpowiednie polecenia. Jednak traktuje hierarchię opartą na seksualnym upokorzeniu jako dodatkowe narzędzie kontroli społeczeństwa. Z tego powodu postrzega ruch LGBT jako zagrożenie dla istniejącego systemu symbolicznych relacji władzy i podporządkowania. Rosyjska władza nie sprzeciwia się samym relacjom homoseksualnym – sprzeciwia się traktowaniu biernych uczestników tych relacji jak ludzi. Właśnie dlatego w Rosji stale zaostrza się ustawodawstwo wymierzone przeciwko osobom LGBT.

Istota rosyjskiej polityki w sferze seksualnej

Celem rosyjskiej władzy jest narzucenie społeczeństwu wypaczonego wyobrażenia o ludzkiej godności. Zgodnie z tą logiką godne są wszelkie działania – niezależnie od tego, jak bardzo są brutalne, niemoralne czy przestępcze – jeśli pozwalają uniknąć spadku w hierarchii społecznej, na której najniższym szczeblu znajduje się kasta osób seksualnie upokorzonych.

Bo znaleźć się na samym dnie może każdy. W Rosji można aresztować dowolnego biznesmena lub wysokiego urzędnika i – jeśli nie wykaże wystarczającej uległości – wydać odpowiednie polecenia administracji więziennej. Strach przed taką perspektywą skłania ludzi do przyjmowania wypaczonego rozumienia ludzkiej godności w celu zachowania własnego statusu społecznego. Każdy, nawet najbardziej haniebny czyn, uznawany jest za przejaw godności, jeśli ratuje człowieka przed zagrożeniem znalezienia się na samym dole hierarchii społecznej. W tym systemie odniesienia, jeśli ktoś zostaje seksualnie upokorzony, oznacza to utratę godności ludzkiej, natomiast jeśli sam dokonuje takiego aktu wobec innych – przeciwnie, potwierdza to jego godność.

Propaganda obrony tradycyjnych wartości pełni funkcję ideologicznej osłony rosyjskiej polityki w sferze seksualnej. W tym celu władze Kremla angażują autorytety religijne, które rozpowszechniają narrację o bezbożnym i demonicznym Zachodzie, rzekomo niszczącym normy tradycyjnej moralności poprzez wspieranie praw osób LGBT. W szczególności podobne twierdzenia wielokrotnie pojawiały się w wystąpieniach patriarchy Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego Cyryla. Jednak ani patriarcha Cyryl, ani inni rosyjscy autorytety nie podejmują kwestii przemocy seksualnej w więzieniach, armii czy na terytoriach okupowanych.

Rosyjska władza wykorzystuje zarówno administrację więzienną, jak i przedstawicieli środowisk przestępczych do utrzymywania wśród osadzonych stałego strachu przed utratą statusu społecznego poprzez seksualne upokorzenie. Tę samą praktykę przeniesiono również do armii, stosując wszelkie formy seksualnego upokorzenia wobec żołnierzy odmawiających udziału w śmiertelnych szturmach.

W pewnym momencie strach ten staje się tak silny, że przewyższa nawet lęk przed śmiercią. Wówczas uruchamia się mechanizm psychologiczny, który przekształca strach w pokręcone poczucie godności, wyrażające się w gotowości do bezsensownego zabijania i równie bezsensownego umierania. Sprzyja to kształtowaniu postawy gnostycznego fatalizmu, polegającej na poczuciu utraty wartości życia i jego z góry przesądzonego końca. Jak bardzo przerażający nie byłby taki obraz świata, jego alternatywa – znalezienie się w kaście seksualnie upokorzonych – jest przez rosyjskich żołnierzy postrzegana jako jeszcze bardziej przerażająca perspektywa.

Istnieją jednak także miliony Rosjan, którzy popierają wojnę, ale sami korzystają z pokojowego życia na zapleczu i nie odczuwają bezpośredniego zagrożenia seksualnym upokorzeniem. Postrzegają oni politykę Kremla w sferze seksualnej jako wolność od własnego sumienia i swoistą indultencję za wszelkie niemoralne czyny, uważając, że wolno im wszystko, co nie prowadzi do utraty własnego statusu społecznego.
 

poniedziałek, 15 czerwca 2026

Nikołaj Karpicki. Mesjanistyczna idea Rosji. Czy wielkość Rosji jest ważniejsza niż własna religia i życie współwyznawców?

Źródło: Wydawcą PostPravda.info. 12.06.2026.
URL: https://postpravda.info/pravda/wolnosc/mesjanistyczna-idea-rosji/


Wydawałoby się, że popieranie wojny zaborczej, której towarzyszą zbrodnie wojenne, jest nie do pogodzenia z religijnym sumieniem. Jak człowiek religijny może pozostawać obojętny, gdy mieszkańcom sąsiedniego kraju, wśród których są także jego współwyznawcy, odmawia się prawa do życia? Przed wojną rosyjscy prawosławni, protestanci, muzułmanie i krysznaici utrzymywali kontakty ze swoimi współwyznawcami na Ukrainie, mając świadomość wspólnej tożsamości. Jednak gdy stanęli przed wyborem – poprzeć wojnę przeciwko sąsiedniemu narodowi czy zachować więzi z ukraińskimi współwyznawcami – większość z nich wybrała wojnę. Czy istnieje możliwość, by ich przekonać do zmiany zdania? Jak doszło do tego, że mesjanistyczna idea Rosji okazała się dla nich ważniejsza nie tylko od życia ich współwyznawców, lecz także od własnej religii?

Gdyby poparcie dla wojny wynikało z tego, że ludzie po prostu czegoś nie wiedzą lub nie rozumieją, stając się ofiarami rosyjskiej machiny propagandowej, można by ich przekonać dzięki świadectwom ich współwyznawców i przyjaciół z Ukrainy, którym przed wojną ufali. Jednak nie chodzi tu o błędne przekonania, lecz o wybór nowego wyznaczania celu, dokonanego wbrew doświadczeniu życia religijnego i kontaktów ze współwyznawcami. To nowe wyznaczenie celu towarzyszy szczególnemu rodzajowi zbiorowego przeżycia – doświadczeniem quasi-religijnym.

Wyznaczanie celu instytucji społecznych

Dlaczego Rosja nie może zrezygnować z ekspansji militarnej? Jest to związane z jej wyznaczaniem celu, a mianowicie z mesjanistyczną ideą „zbierania ziem”. Wyznaczanie celu oznacza orientację na taki cel lub misję, które nadają istnieniu sens.

Istnieją dwa typy wyznaczania celu instytucji społecznych:

Wyznaczanie celu jednych instytucji przejawia się we wspieraniu wewnętrznego życia wspólnoty, komunikacji między jej uczestnikami oraz zaspokajaniu ich potrzeb. Przykładem mogą być kluby zainteresowań lub stowarzyszenia regionalne, których istnienie znajduje uzasadnienie już w tym, że podtrzymują wspólną przestrzeń komunikacji i wzajemnej pomocy.

Wyznaczanie celu innych instytucji polega na czymś zewnętrznym wobec wewnętrznego życia wspólnoty. Na przykład istnienie partii politycznej ma sens tylko wtedy, gdy realizuje ona określony program polityczny. Jeśli zadanie to nie jest wykonywane, partia traci sens istnienia, nawet jeśli jej członkom sprawia przyjemność spotykanie się i wzajemne kontakty.

Analogiczne rozróżnienie można dostrzec również na poziomie państw. Jedne państwa są zorientowane na rozwój wewnętrzny, dobrobyt ludności i pokojowe współistnienie z sąsiadami. Inne natomiast budują swoje istnienie wokół określonej misji. Takie państwa są gotowe prowadzić agresywne wojny, nawet jeśli okazuje się to dla nich samych zgubne.

Każda religia istnieje w dwóch wymiarach: w wewnętrznym życiu ludzi jako tradycja duchowa oraz w zewnętrznym życiu społecznym jako religijna instytucja społeczna. Jednak jako instytucja religijna różni się od instytucji świeckich właśnie charakterem swojego wyznaczania celu.

Wyznaczanie celu instytucji świeckich znajdują się w płaszczyźnie społecznej. Rozwiązują one określone zadania polityczne, gospodarcze lub kulturowe, pomagając organizować życie społeczne. Natomiast wyznaczanie celu instytucji religijnych skierowane jest ku temu, co wyższe, czyli ku bytowi transcendentnemu, znajdującemu się poza granicami naszej codziennej egzystencji. Ich ostateczny cel związany jest ze zbawieniem człowieka, uwolnieniem od cierpienia lub przezwyciężeniem bezsensu istnienia poprzez zwrócenie się ku wyższemu bytowi.

Dzięki temu w normalnych warunkach religia i społeczeństwo świeckie mogą współistnieć, nie przeszkadzając sobie nawzajem w osiąganiu odmiennych celów – zarówno w zewnętrznym życiu społecznym, jak i w wymiarze transcendencji.

Mesjanistyczna idea Rosji wypacza religijne wyznaczanie celu

W warunkach dyktatury rosyjska władza wymaga od instytucji społecznych, w tym religijnych, pełnej lojalności i poparcia dla wojny przeciwko Ukrainie. W takich okolicznościach wspólnoty religijne stają przed wyborem: albo zachować neutralność, ryzykując marginalizację i represje, albo dostosować się do wymagań władzy. Jednak taka adaptacja wymaga zmiany religijnego wyznaczania celu w taki sposób, aby cel zbawienia religijnego został uznany za aspekt drugorzędny wobec ważniejszego celu – realizacji historycznej misji Rosji.

W rezultacie powstaje ideologia religijna w formie, lecz polityczna w swoim wyznaczaniu celu, której nie można zaliczyć ani do religii, ani do światopoglądu świeckiego. Jej podstawą jest połączenie praktyki religijnej z politycznym mesjanizmem, co pozwala określić ją mianem quasi-religii.

Już w okresie konfliktu między Księstwem Moskiewskim a Nowogrodem w XV wieku ukształtowała się mesjanistyczna idea „zbierania ziem”. Początkowo otrzymała ona prawosławne uzasadnienie religijne w koncepcji „Moskwa – Trzeci Rzym”. Później, w okresie radzieckim, została przekształcona w ramach ateistycznej ideologii komunistycznej, zachowując jednak swój ekspansjonistyczny charakter. Współczesna sytuacja pokazuje, że poparcie dla tej mesjanistycznej idei nie jest cechą wyłącznie Cerkwi prawosławnej, ponieważ wspierają ją przedstawiciele bardzo różnych wyznań, w tym protestanci, muzułmanie i krysznaici.

Rosyjska quasi-religia

Większość Rosjan jest przekonana, że żyje w najbardziej pokojowym kraju, który nigdy nikogo nie napadł, lecz jedynie nieustannie padał ofiarą zewnętrznej agresji. Oznacza to, że wszystkie wojny prowadzone przez Rosję uważają za wojny obronne, a rozszerzanie jej terytorium w wyniku tych wojen interpretują jako wyzwolenie innych narodów i ich dobrowolne zjednoczenie z Rosją. Innymi słowy, Rosjanie postrzegają wojny agresywne jako sprawiedliwe przywracanie ładu światowego. Dopiero po wejściu w skład Rosji inne narody mają rzekomo odnajdywać prawdziwy sens swojego istnienia.

Aby uzasadnić wojnę w kontekście religijnym, konieczne jest przedstawienie przeciwnika nie tylko jako rywala politycznego, lecz jako nosiciela absolutnego zła i wroga Boga. W rezultacie otaczający świat zaczyna być postrzegany jako królestwo zła, któremu przeciwstawia się Rosja. Zachód uosabia siły zła i dąży do zniszczenia tradycyjnych wartości, religii oraz „rosyjskiego świata”. W efekcie idea zbawienia człowieka zostaje zastąpiona ideą walki z cywilizacją zachodnią.

W religii dążeniu do wyższego, transcendentnego początku może towarzyszyć duchowa walka z mrocznymi siłami pozaziemskimi, które przeszkadzają człowiekowi w osiągnięciu zbawienia. W quasi-religii obraz tych mrocznych sił zostaje przeniesiony na całą cywilizację zachodnią. Ukraina jest postrzegana jako odstępca od wiary, który odpadł od Rosji i przeszedł na stronę zła, dlatego należy ją albo siłą przywrócić, albo zniszczyć. Z tego powodu rosyjscy wierni nie tylko nie chcą słuchać swoich ukraińskich współwyznawców, ale wręcz z religijnym lękiem odsuwają się od nich, traktując ich jak ludzi, którzy przeszli na stronę sił demonicznych.

W miarę jak religia jest wypierana przez quasi-religię, wewnętrzne przeżycia religijne zostają zastąpione doświadczeniami mającymi charakter psychologicznego uzależnienia. Można je porównać do stanu uzależnienia od narkotyków: człowiek odczuwa euforię z powodu uczestnictwa w „wielkiej misji”, lecz gdy słyszy prawdę i jego świadomość się rozjaśnia, zaczyna przeżywać objawy odstawienia, jak po narkotyku. To z kolei prowokuje agresję wobec wszystkich, którzy próbują przekazać mu prawdziwe informacje. Dlatego ponownie zaczyna słuchać propagandystów, aby wrócić do stanu euforii.

Na podstawie tego quasi-religijnego doświadczenia u wyznawców różnych religii kształtuje się nowa tożsamość wspólna z tymi, którzy uznają misję Rosji za najwyższą wartość, przy jednoczesnym wykluczeniu ich ukraińskich współwyznawców. Okrągły stół „Religie świata przeciw ideologii nazizmu i faszyzmu w XXI wieku”, który odbył się w siedzibie Dumy Państwowej Federacji Rosyjskiej 29 marca 2022 roku, wyraźnie pokazał, jak przedstawiciele różnych wyznań jednoczą się wokół dualistycznego schematu postrzegania świata, opartego na przeciwstawieniu „swoich” i „obcych”, dobra i absolutnego zła. Swoimi wystąpieniami podczas tego spotkania deklarowali nową quasi-religię, wobec której ich różnice religijne są postrzegane jako drugorzędne. Ponieważ wystąpienia te nie wywołały zauważalnej krytycznej reakcji ze strony ich wyznawców, można wyciągnąć wniosek, że ta quasi-religia stała się najważniejszym społecznym czynnikiem świadomości religijnej w Rosji, z którym nie sposób się nie liczyć.

Nikołaj Karpicki. Mesjanistyczna idea Rosji. Czy kraje bałtyckie są zagrożone? Tym różni się polityka od logiki

Źródło: Wydawcą PostPravda.info. 26.05.2026.
URL: https://postpravda.info/pravda/wolnosc/kraje-baltyckie-zagrozone/


Czy krajom bałtyckim grozi rosyjska inwazja? Przywódca Kreml może uznać, że właśnie teraz otworzyło się okno możliwości. Rosyjska armia ma doświadczenie w prowadzeniu nowoczesnej wojny. W przypadku ataku na kraje bałtyckie minie co najmniej kilka miesięcy, zanim europejskie armie i przemysł zbrojeniowy dostosują się do współczesnego jej typu. Do tego prezydent USA Donald Trump demonstruje niechęć do udzielenia pomocy Europejczykom. Czy jednak istnieją realne przesłanki do takiej inwazji? Zachodni wywiad nadal nie dostrzega oznak jej przygotowań, a można też przytoczyć szereg argumentów politycznych i gospodarczych podważających taki scenariusz. Pozostaje jednak jeszcze jeden argument, często pomijany – mesjanistyczne wyznaczanie celu Rosji, które doprowadziło do władzy takiego człowieka jak Putin. Czy więc polityka może przewyższyć logikę?

Czy Rosja może zaatakować kraje bałtyckie przed zakończeniem wojny w Ukrainie?

Istnieją poważne argumenty przemawiające za tym, że Rosja nie może rozpocząć nowej wojny właśnie teraz. Po pierwsze, z wojskowego punktu widzenia nie jest jeszcze gotowa do nowej wojny. Po drugie, Rosja już ugrzęzła w wojnie z Ukrainą i dlatego nie będzie mogła odciągać sił na nową wojnę. Po trzecie, atak na inne państwa pogorszy i tak już trudną sytuację gospodarczą w Rosji oraz zwiększy niezadowolenie społeczne.

Odpowiadając na pierwszy argument, można zauważyć, że przygotowanie do wojny to proces nieskończony, ponieważ równolegle z modernizacją armii następuje jej starzenie się. Sytuacja stale się zmienia i gdyby wojny rozpoczynano dopiero wtedy, gdy armie są gotowe, żadne państwo nie mogłoby rozpocząć wojny. Historia uczy, że wojny zaczynają się nie wtedy, gdy armie są gotowe, lecz wtedy, gdy dojrzały warunki polityczne. Rosyjska armia również nie była przygotowana do nowego typu wojny, gdy 24 lutego 2022 roku wkroczyła do Ukrainy. Armie dostosowują się w trakcie samej wojny i dzięki temu stają się silniejsze niż nawet najpotężniejsze armie czasu pokoju. Dlatego obecnie armie rosyjska i ukraińska należą do najsilniejszych na świecie, mimo że według formalnych wskaźników mogą ustępować armiom NATO.

Odpowiadając na drugi argument, można przytoczyć przykłady, gdy państwo prowadzące wojnę nawet w warunkach kryzysu rozpoczynało nową kampanię wojskową. Pod koniec sierpnia 1941 roku Hitler prowadził operację zamknięcia kotła kijowskiego i rozbicia Frontu Południowo-Zachodniego wojsk radzieckich. Właśnie w momencie tej klęski wojennej Związek Radziecki rozpoczyna nową zakrojoną na szeroką skalę kampanię wojskową – wkracza do Iranu i okupuje jego północną część.

Wreszcie najbliższy przykład. W sierpniu 2024 roku sytuacja armii ukraińskiej w Donbasie była krytyczna. Armia rosyjska posuwała się w kierunku Pokrowska, nikt nie wiedział, czy uda się ją zatrzymać i czy front się nie załamie. W tamtym czasie drony nie odgrywały jeszcze takiej roli jak obecnie, a żołnierzy katastrofalnie brakowało. Właśnie w tym momencie armia ukraińska rozpoczyna udaną ofensywę w obwodzie kurskim, choć do takiego natarcia Ukraina musiała przerzucić siły z Donbasu. Rosyjskie dowództwo się tego nie spodziewało, ponieważ kierowało się logiką wojskową: przecież otwieranie nowego frontu nie opłaca się właśnie tej stronie, która dysponuje mniejszymi zasobami. Wie o tym nawet każdy gracz komputerowych strategii.

W takich przypadkach względy polityczne przeważają nad wojskowymi. Tym bardziej że atak na jedno lub kilka państw bałtyckich ma również sens militarny: jeśli ukraiński odcinek frontu stał się praktycznie nie do zdobycia, dlaczego nie uderzyć w bardziej podatny odcinek? Nawet jeśli blitzkrieg „Tallin w trzy dni” zakończy się fiaskiem, rozejm w krajach bałtyckich będzie można wymienić na zakończenie pomocy wojskowej dla Ukrainy.

Trzeci argument wiąże się z błędnym przekonaniem, że działania zawsze można racjonalnie wyjaśnić, uwzględniając czynnik korzyści i okoliczności zewnętrzne. W rzeczywistości zarówno ludzie, jak i państwa bardzo często postępują wbrew temu, co jest dla nich korzystne, a motywacje działania mogą być bardzo różne – zarówno racjonalne, jak i irracjonalne.

Dla jednych główną motywacją jest korzyść materialna, co pozwala przewidywać zachowanie takich polityków jak Donald Trump, dla innych – idea mesjanistyczna, która wpływa na decyzje Władimira Putina.

Dlaczego jedne państwa są pokojowe, a inne agresywne?

Dlaczego jedne państwa pokojowo współistnieją z sąsiadami, a inne nieustannie rozpętują wojny? Czy zależy to od sytuacji politycznej, historii narodu czy jeszcze czegoś innego? To samo obserwujemy również w odniesieniu do ludzi. Są ludzie agresywni, którzy z pewnością kogoś zaatakują, gdy tylko nadarzy się okazja, ale są też dobrzy, pokojowo nastawieni ludzie, którzy nigdy tak nie postąpią. Różnica między nimi wynika z odmiennego stosunku do życia, który określa sens ich życia i ich samych jako osoby. Podobnie charakter państwa określa ta misja, która z punktu widzenia jego mieszkańców nadaje sens jego istnieniu.

Tak jak ludzie, państwa bywają zarówno pokojowe, jak i agresywne. W odniesieniu do jednych jesteśmy pewni, że nie zaatakują słabszych sąsiadów, nawet jeśli wiedzą, że pozostanie to bezkarne. Istnieją jednak państwa gotowe rozpętać wojnę, nawet jeśli same poniosą z tego powodu ogromne straty. Priorytetową wartością państw pokojowych jest życie i dobrobyt własnych obywateli. Ich misją jest rozwój i zapewnienie dobrobytu własnemu krajowi. Natomiast państwa agresywne widzą swoją misję w czymś zewnętrznym wobec codziennego życia własnych obywateli i dlatego są gotowe poświęcić ich życie.

Na przykład szachowski Iran współpracował z Izraelem dla własnych korzyści, podczas gdy Islamska Republika Iranu dąży do zniszczenia państwa żydowskiego i dla tego celu gotowa jest na wszelkie poświęcenia. W tym przypadku zniszczenie obcego państwa jest ważniejsze niż dobrobyt własnego.

Czym jest wyznaczanie celu?

Misja to cel, który nadaje sens istnieniu. Oznacza to, że nie chodzi o dowolny cel, lecz wyłącznie taki, który określa się poprzez wolny wybór wartości. Ten wybór, który określa zarówno sens życia człowieka, jak i misję państwa, будем nazywać „wyznaczaniem celu”.

Utrata wyznaczania celu prowadzi do rozczarowania sensem istnienia. Na przykład celem Związku Radzieckiego było zbudowanie światowego systemu komunistycznego. Ta nadrzędna misja była uznawana za ważniejszą niż dobrobyt obywateli i służyła usprawiedliwieniu niezliczonych ofiar ludzkich. Masowe rozczarowanie tą misją doprowadziło do rozpadu całego systemu radzieckiego.
Imperialna misja Rosji

Proces przekształcania Księstwa Moskiewskiego w Rosję rozpoczął się w XV wieku od podboju Republiki Nowogrodzkiej, co doprowadziło do całkowitego zniszczenia jednego z narodów wschodniosłowiańskich wraz z jego językiem, kulturą i tradycjami społecznymi. To ludobójstwo usprawiedliwiano misją „zbierania ziem”, wokół której kształtowało się scentralizowane państwo, stale rozszerzające swoje granice drogą ekspansji militarnej.

Później wojny podboju prowadzone przez Rosję doprowadziły do fizycznego wyniszczenia także szeregu innych narodów. Rezygnacja z tej misji oznaczałaby utratę sensu istnienia Rosji, dlatego usprawiedliwiano nią wszelkie ofiary. Brutalny ucisk własnych poddanych sprawiał, że byli gotowi walczyć i umierać za tę misję, podczas gdy rosyjska władza bezwzględnie wykorzystywała ich we wszystkich wojnach.

Wiemy jednak, że ludzie mogą się zmieniać. Czy Rosja mogła się zmienić, rezygnując ze swojego wyznaczania celu? Myślę, że było to możliwe, choć niezwykle trudne do zrealizowania. Taka próba została podjęta po zwycięstwie rewolucji w Rosji w sierpniu 1991 roku. Masowe poparcie dla ruchu demokratycznego wynikało z nadziei na zbudowanie nowej Rosji jako pokojowego, cywilizowanego państwa. Bardzo szybko okazało się jednak, że w przypadku utraty imperialnej misji nic nie byłoby już w stanie utrzymać w granicach Rosji wszystkich siłą przyłączonych terytoriów. Siły odśrodkowe wewnątrz kraju przestraszyły nie tylko władzę, lecz także zwykłych Rosjan – to właśnie oni są głównymi nosicielami świadomości mesjanistycznej, na której pasożytują politycy.

Podczas pierwszej wojny czeczeńskiej w latach 1994–1996 większość Rosjan opowiadała się za pokojem i zakończeniem działań wojennych na Kaukazie. Każdy normalny człowiek intuicyjnie odczuwa nienaturalność wojny i w tamtym momencie Rosjanie psychologicznie nie byli gotowi usprawiedliwiać cierpienia i śmierci, jakie ona przynosi. Protesty przeciwko wojnie nie oznaczały jednak odrzucenia rosyjskiej idei mesjanistycznej. Stopniowo strach przed rozpadem państwa, kojarzony z chaosem i zagrożeniem dla osobistego bezpieczeństwa, przeważył nad lękiem przed wojną i w 1999 roku Rosjanie masowo poparli nową wojnę w Czeczenii.

Przyczyną masowego poparcia dla Władimira Putina i wszystkich agresywnych wojen, które rozpętał, jest to, że właśnie on stał się dla Rosjan wyrazicielem misji „zbierania ziem”. Charakterystyczne jest, że wielu spośród tych, którzy przed 2014 rokiem byli wobec niego w opozycji, po okupacji Krymu przeszło do obozu jego zwolenników. Obecnie mogą oni wyrażać niezadowolenie z wojny w Ukrainie, jednak niezadowolenie to nie wynika z faktu, że wojna ma charakter przestępczy, lecz z tego, że jest niewystarczająco skuteczna. Dlatego poprą interwencję wojskową w krajach bałtyckich, dopóki będzie istniała nadzieja na jej powodzenie.

Czy więc Rosja zaatakuje kraje bałtyckie?

Nowa wojna w Europie zależy nie tyle od czynników obiektywnych, ile od subiektywnych wyobrażeń jednego człowieka – Władimira Putina, który sam nie wie, jak postąpi. Jednak samo rosyjskie wyznaczanie celu, które stara się urzeczywistnić, zakłada, że ekspansja militarna nie może zatrzymać się wyłącznie na Ukrainie.

Czy zatem nowa wojna jest nieunikniona? Załóżmy, że wpuszczacie do domu kleptomana albo maniaka seksualnego. Uważacie, że popełnienie przestępstwa w waszym domu mu się nie opłaca i dla całkowitej pewności pilnujecie nawet, aby nie miał ku temu okazji. Pomijacie jednak rzecz najważniejszą – on i tak popełni przestępstwo wtedy, gdy uzna to za możliwe zgodnie ze swoimi wewnętrznymi, subiektywnymi wyobrażeniami, których nie da się racjonalnie przewidzieć.

Historycznie złożyło się tak, że dewiacyjne zachowanie jednego człowieka – Władimira Putina – zbiegło się z dewiacyjnym fenomenem historycznym, jakim jest rosyjskie wyznaczanie celu. Dlatego z pewnością rozpocznie on nową wojnę przeciwko jednemu lub kilku państwom Europy, gdy tylko na podstawie swoich wewnętrznych, subiektywnych wyobrażeń uzna, że otworzyło się ku temu okno możliwości.

czwartek, 14 maja 2026

Nikołaj Karpicki. Czy rosyjscy Zoomerzy przełamią błędne koło imperialnej świadomości?

Źródło: Wydawcą PostPravda.info. 13.05.2026.
URL: https://postpravda.info/pravda/wolnosc/rosyjscy-zoomerzy/


Rosyjska świadomość imperialna jest reprodukowana z pokolenia na pokolenie poprzez rodzinę, szkołę i sam styl życia. Czy istnieje nadzieja, że w nowej epoce informacyjnej ta ciągłość zostanie przerwana? W obliczu wszechobecnej cenzury i represji w Rosji młodzież masowo wyemigrowała do przestrzeni internetowej. Tam tworzy subkultury, zdobywa nową wiedzę i umiejętności komunikacyjne niezależnie od osaczonej przez reżim szkoły i zindoktrynowanej niejednokrotnie rodziny. Dlatego Kreml zamierza ograniczyć wolny internet.

Kim są zoomerzy?

Ludzie urodzeni między połową lat 90. i do początku roku 2010, to pierwsze pokolenie tzw. ery cyfrowej, często nazywane pokoleniem zoomerów. Typowy jego przedstawiciel nie wyobraża sobie życia bez internetu, smartfona i mediów społecznościowych, nie jest skłonny do palenia ani użycia alkoholu i przywiązuje dużą wagę do zdrowego stylu życia. Zoomerzy postrzegają siebie jako kosmopolitów wolnej przestrzeni internetowej, w której łączą się w społeczności i tworzą subkultury. To właśnie tam uczą się języka angielskiego, którego nie byli w stanie opanować w szkole i zdobywają wolność od granic narodowych.

Nieprzewidywalne konsekwencje technologii informacyjnych

Procesy społeczne trudno przewidzieć. Zazwyczaj można je wyjaśnić dopiero po fakcie. Kto mógł przewidzieć, że rozpowszechnienie technologii informacyjnych doprowadzi do buntu archaiczności na całym świecie i zwycięstwa Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich w USA? Niemniej można to wyjaśnić z perspektywy czasu.

Prymitywno-archaiczny sposób postrzegania świata nie pozwalał ludziom nadążać za rytmem współczesnego życia, zamykając ich w małym, znajomym świecie. Nowa przestrzeń informacyjna technologii cyfrowych zburzyła ten komfort, wciągając ich do wielkiego świata – i to zmieniło układ sił politycznych. Zoomerzy są jednak jeszcze zbyt młodzi, by stać się porównywalnym czynnikiem w wielkiej polityce. Muszą minąć dziesięciolecia, zanim obecni uczestnicy subkultur młodzieżowych dorosną i wejdą do elit wyznaczających kierunek rozwoju społeczeństwa.

Tymczasem rosyjskie władze dawno zmobilizowały do popierania siebie wszystkich, którzy są zorientowani na archaiczność i nie potrzebują do tego internetu. Zamierzają utrzymywać młode pokolenie w informacyjnym rezerwacie, być może w przyszłości jako zasób do uzupełniania siły żywej na froncie i dlatego konsekwentnie walczą z wolnym internetem.

Moja studentka, która kontaktowała się z młodzieżą na terenach okupowanych od 2014 roku, zauważała, że ci ludzie jakby zatrzymali się w rozwoju: „Jeśli my jesteśmy aktywni w życiu, szukamy pracy, aby utrzymać się podczas studiów, podejmujemy decyzje za siebie, to miejscowa młodzież jest infantylna, nie przychodzi im do głowy, aby decydować o czymś”. W czasie pełnoskalowej inwazji całą tę młodzież rzucono na front, by tam ginęła. Czy można zrobić to samo z całą rosyjską młodzieżą? Myślę, że właśnie to jest jednym z celów walki z wolnym internetem.

Od autorytaryzmu do totalitaryzmu

Do 2011 roku w Rosji nie było ograniczeń internetu z tego samego powodu, dla którego dziś próbuje się go maksymalnie ograniczyć: rosyjski dyktator Władimir Putin nie rozumiał i nadal nie rozumie, czym jest internet i jakie znaczenie ma on dla życia współczesnego człowieka.

W 2012 roku wprowadzono rejestr zakazanych stron internetowych, które dostawcy usług byli zobowiązani blokować. W 2014 roku Prokuratura Generalna otrzymała prawo do blokowania stron bez wyroku sądu. 1 listopada 2019 roku weszła w życie „Ustawa o suwerennym internecie”, przewidująca instalację na sieciach operatorów urządzeń do głębokiej inspekcji pakietów (DPI) – w celu pełnej kontroli nad siecią i izolacji Runetu od globalnego internetu. Po rozpoczęciu pełnoskalowej wojny przeciwko Ukrainie 24 lutego 2022 roku, zablokowano Facebooka, Instagrama, Twittera oraz wiele niezależnych mediów. Rozpoczęło się przejście od wybiórczych blokad do totalnej cenzury politycznej. W styczniu 2026 roku Duma Państwowa przyznała FSB prawo do wyłączania wszelkich rodzajów łączności – Internetu przewodowego i Wi-Fi, telefonii komórkowej – w dowolnym regionie kraju.

Od tego momentu korzystanie z internetu w Rosji stało się nie prawem, lecz przywilejem nadawanym przez władzę. Blokując internet, Kreml zamierza przenieść młodzież do informacyjnego rezerwatu odciętego od świata. Czy apolityczna młodzież jest zdolna się temu przeciwstawić?

Ukraińscy i rosyjscy zoomerzy

O ile ukraińscy zoomerzy z reguły starają się integrować możliwości nowych technologii informacyjnych ze swoim życiem społecznym, o tyle ich rosyjscy rówieśnicy są najczęściej eskapistami (termin naukowy określający ucieczkę człowieka od problemów związanych z życiem społecznym, codziennością i rzeczywistością, w świat iluzji i fantazji – red.). Wynika to z odmiennych dróg, którymi Ukraina i Rosja podążyły w XXI wieku.

Ukraińska młodzież była świadkiem dwóch demokratycznych rewolucji, co zaszczepiło w niej wiarę we własne siły i możliwość wpływania na życie społeczne. Potrzebuje nowej Ukrainy – wolnej od skorumpowanej i niekompetentnej biurokracji, otwierającej wszystkie możliwości dla utalentowanych ludzi. Za taką Ukrainę młodzież jest gotowa walczyć, co potwierdził Kartonowy majdan.

W Rosji natomiast ukształtował się reżim autorytarny. Początkowo w łagodnej formie. Władza przestrzegała nieformalnej umowy społecznej z obywatelami: „Wy nie wtrącacie się do polityki, a my nie wtrącamy się do waszego życia prywatnego”. Sprzyjało to migracji młodzieży do przestrzeni internetowej. Powstała tam warstwa społeczna młodych ludzi, którzy nie chcieli mieć nic wspólnego z rosyjską rzeczywistością społeczną i nie interesowali się tym, co dzieje się w kraju. Rozmowy o polityce w ich środowisku były uznawane niemal za coś nieprzyzwoitego. Jako przypomnienie o świecie, od którego chciano się całkowicie odciąć.

Po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę autorytarny reżim kremlowski ostatecznie przekształcił się w totalitarny, dążący do kontrolowania całej przestrzeni ludzkiego życia, w tym internetu. Mimo to zoomerzy-eskapisci starają się tego nie zauważać.

Z jednej strony jest to ucieczka od odpowiedzialności za życie społeczne. Z ukraińskiego punktu widzenia taka postawa odbierana jest jako przejaw infantylizmu i braku odpowiedzialności, jako milczące współuczestnictwo w zbrodniach popełnianych przez Rosję.

Z drugiej strony rosyjscy zoomerzy są pierwszym pokoleniem, które niezależnie od państwa kształtuje siebie w ramach własnych subkultur. I to daje szansę, by wreszcie zerwać zgubną więź pokoleń, poprzez którą reprodukowana była rosyjska świadomość imperialna. Jest to taka ucieczka, która pozostawia możliwość powrotu do rzeczywistości uzbrojonym w zdobytą wiedzę i umiejętności.

Rosyjskie władze nie chcą do tego dopuścić i zrobią wszystko, aby wypełnić apolityczną świadomość zoomerów własną treścią. Jednak archaiczny sposób postrzegania świata, narzucany przez kremlowską propagandę, nijak nie współgra z wizją informacyjnej przyszłości. Z jednej strony – świat bez granic, możliwość komunikowania się z kimkolwiek z dowolnego zakątka Ziemi, całe dziedzictwo kulturowe i wszystkie współczesne osiągnięcia nauki dostępne jednym kliknięciem. Z drugiej – powrót do średniowiecznych „duchowych więzów”, mających chronić przed wpływem współczesnej cywilizacji.

Współczesna rosyjska młodzież będzie w końcu musiała dokonać wyboru.

piątek, 1 maja 2026

Propaganda // Słownik wojny

 
Na zdjęciu – Wieża telewizyjna Ostankino, za pomocą której prowadzona jest kremlowska propaganda. Photo by Nikita Nikitenko on Unsplash
 
W kolejnym artykule z cyklu „Słownik wojny” w PostPrawda.Info Nikołaj Karpicki wyjaśnia, czym jest propaganda, oraz wprowadza kluczowe pojęcia – manipulację, kłamstwo i indoktrynację – które pomagają zrozumieć, jak działa ona podczas wojny rosyjsko-ukraińskiej.

Propaganda

Propaganda to system kształtowania u ludzi emocjonalnego i ideowego stosunku do zjawisk życia społecznego, idei oraz postaw światopoglądowych. Może być skierowana zarówno do masowej publiczności, jak i do wąskich grup docelowych. Jeśli jej celem staje się formowanie określonego światopoglądu, przekształca się w narzędzie indoktrynacji.

Kształtowanie stosunku do zjawisk i idei

Propaganda nie zawsze opiera się na manipulacji i kłamstwie. Istnieją jej formy oparte na rzetelnym przedstawianiu faktów i odwoływaniu się do pozytywnych emocji (dążenia do sprawiedliwości, patriotyzmu itp.), które mają na celu poprawę sytuacji społecznej (na przykład walkę z korupcją lub agresją zewnętrzną). Jednak nawet w takim przypadku nieodzownym elementem pozostaje oddziaływanie emocjonalne, sugestia lub celowe przekonywanie, ukierunkowane na ukształtowanie określonego stosunku do zjawisk społecznych i idei.

Dążenie do narzucenia rozmówcy własnego sposobu postrzegania jest charakterystyczne także dla codziennej komunikacji, co szczególnie widoczne jest w mediach społecznościowych. W najbardziej agresywnej formie przejawia się to wtedy, gdy ktoś nie tylko wyraża swoje zdanie, lecz próbuje wywołać u rozmówcy reakcję emocjonalną, stosując propagandową technikę – presję emocjonalną. O propagandzie można jednak mówić dopiero wtedy, gdy taka praktyka ma charakter systematyczny i celowy.

Kazanie moralne lub religijne, podobnie jak propaganda, również dąży do przekonania ludzi, wykorzystując wyraziste obrazy, argumenty emocjonalne oraz odwołania do autorytetów. Jednak propaganda najczęściej realizuje cele polityczne, podczas gdy kazanie – cele moralne lub religijne, choć w praktyce granica między nimi może się zacierać. Zasadnicza różnica polega na tym, że kazanie skłania człowieka do świadomego, wolnego wyboru, natomiast propaganda nakłania do przyjęcia z góry określonej postawy, ignorując możliwość takiego wyboru.

Manipulacja propagandowa

Propaganda może wykorzystywać techniki manipulacyjne. Do najważniejszych należą:

wykorzystywanie informacji prawdziwych, lecz niepełnych;
zmiana kontekstu interpretacji lub oceny wydarzenia;
wywoływanie silnej reakcji emocjonalnej, w której mechanizmy obronne psychiki utrudniają adekwatne postrzeganie;
odwoływanie się do fałszywego autorytetu.

Na przykład twierdzenie, że na Ukrainie istnieje korupcja i dlatego kraj jest skazany na porażkę w wojnie, jest manipulacją opartą na niepełnej informacji. W rzeczywistości poziom walki z korupcją zależy od rozwoju społeczeństwa obywatelskiego, a na Ukrainie proces ten przebiega z różnym powodzeniem, co odpowiada ogólnym prawidłowościom rozwoju państw europejskich.

Twierdzenie, że poziom korupcji na Ukrainie i w Rosji jest taki sam, a zatem państwa te zasadniczo się nie różnią, stanowi zmianę kontekstu. Z kolei teza, że dyskusja o korupcji „gra na rękę wrogowi”, odwołuje się do bolesnego postrzegania rzeczywistości społecznej i uruchamia psychologiczne mechanizmy obronne. Każda z tych manipulacji może być dodatkowo wzmacniana odwołaniami do fałszywych autorytetów – blogerów, analityków, opinii publicznej czy oficjalnych przedstawicieli.

Kłamstwo propagandowe

Jego główne rodzaje:

Kłamstwo faktograficzne – polega na podawaniu nieprawdziwych faktów i zaprzeczaniu faktom prawdziwym.
Kłamstwo kontekstualne – interpretacja prawdziwych faktów w takim kontekście, który odwraca ich znaczenie. Tym kontekstem może być światopogląd narzucany przez propagandę.
Kłamstwo intencjonalne – tendencyjne przedstawianie prawdziwych faktów, które tworzy nowy kontekst ich rozumienia. Jeśli ktoś nie podziela narzucanego światopoglądu, fakty są prezentowane w taki sposób, by skłonić go do zmiany poglądów.

Przykład kłamstwa faktograficznego: twierdzenie, że wojnę rozpętała nie Rosja, lecz Ukraina.

Przykład kłamstwa kontekstualnego: twierdzenie, że Rosja była zmuszona zaatakować Ukrainę, aby obronić się przed NATO – fakty zostają tu umieszczone w kontekście nieistniejącego zagrożenia.

Przykład kłamstwa intencjonalnego: twierdzenie, że w każdym konflikcie nie ma całkowicie niewinnych i każda strona ponosi jakąś winę. W tym przypadku fakty są przedstawiane tak, by skłonić do fałszywego wniosku. Propagandysta nie narzuca bezpośrednio interpretacji zgodnej ze swoim światopoglądem, lecz proponuje uznanie rzeczywistych błędów strony ukraińskiej po to, by doprowadzić do błędnego wniosku, jakoby wina sprawcy była porównywalna z winą jego ofiary.

Indoktrynacja

Oficjalna propaganda kremlowska pełni funkcję narzędzia indoktrynacji i prowadzi do zerwania wspólnego pola porozumienia z tymi, którzy znajdują się poza jej wpływem. Indoktrynacja to systematyczne oddziaływanie na świadomość ludzi w celu ukształtowania u nich określonej ideologii, światopoglądu lub obrazu świata, co prowadzi do zmiany systemu wartości i postrzegania rzeczywistości. W rezultacie człowiek zaczyna inaczej postrzegać związki przyczynowo-skutkowe w społeczeństwie i nadaje zjawiskom społecznym nowe, czasem przeciwstawne znaczenia.

W Związku Radzieckim prowadzono totalną indoktrynację opartą na ideologii komunistycznej, którą można było racjonalnie analizować, co umożliwiało prowadzenie polemiki z jej zwolennikami. Współczesna propaganda kremlowska narzuca natomiast irracjonalny obraz świata, w którym ideologia odgrywa rolę instrumentalną i w razie potrzeby może być zmieniana. Dzięki temu rosyjskie kierownictwo uzyskuje poparcie ludzi o różnych poglądach ideologicznych, zjednoczonych wspólnym obrazem świata opartym na demonizacji przeciwnika.

Taki obraz świata deformuje wewnętrzne przeżycia i percepcję rzeczywistości do tego stopnia, że zanika wspólna podstawa porozumienia między jego nosicielami a innymi ludźmi. W rezultacie dyskusja między nimi staje się praktycznie niemożliwa. W konsekwencji propaganda kształtująca opinię publiczną wewnątrz Rosji staje się niezrozumiała poza jej granicami. Z tego powodu rosyjskie kierownictwo buduje różne systemy propagandy dla różnych odbiorców – osobno na użytek wewnętrzny i zewnętrzny.
 
Nikołaj Karpicki
Słownik wojny
 

środa, 29 kwietnia 2026

Nikołaj Karpicki. Czy istnieje obiektywna prawda o wojnie? Wojna oczami mieszkańca Słowiańska na Donbasie

Źródło: Wydawcą PostPravda.info. 22.04.2026.
URL: https://postpravda.info/pravda/wolnosc/prawda-na-wojne/
 
 Czy Rosjanie bombardują ludność cywilną? – Moment prawdy: Słowiańsk po bombardowaniu 15 kwietnia 2026 roku. Zdjęcie: ukraińska policja krajowa
 
Ludzie patrzą na wojnę rosyjsko-ukraińską przez pryzmat własnych przekonań i oczekiwań, z jakiegoś powodu często uznając, że tylko ich spojrzenie jest właściwe. Czy istnieje taka prawda, która pozwala zobaczyć wojnę taką, jaka jest, niezależnie od światopoglądu czy wpływu propagandy? Nad tym zastanawia się prof. Nikołaj Karpicki, który spędził ostatnie cztery lata wojny w przyfrontowym Słowiańsku.

Dlaczego miliony Rosjan popierają wojnę?

Pamiętam lata szkolne. W większości ludzie radzieccy nie potrzebowali ideologii, aby poprzeć napaść na Afganistan. Opierali się na instynkcie przeciwstawiania się obcym, podobnie jak robił to tłum uczniów, który szedł pobić kogoś do innej szkoły. U niektórych ten instynkt przybiera agresywną formę. Później aktywnie wspierali wojnę przeciwko Czeczenii, Gruzji i Ukrainie. U innych przejawia się on w dążeniu do przyłączenia się do większości – przy czym maskują oni bierne poparcie dla wojny pokojową retoryką i stwierdzeniami, że „nikt nie zna prawdy”.

Są jednak i tacy, którzy roszczą sobie prawo do krytycznego myślenia, naukowej obiektywności lub przynależności do wyższej prawdy religijnej. Wśród nich zdarzają się ludzie, którzy nie tylko wspierają Ukrainę, ale także odczuwają wstyd – jednak są to pojedyncze przypadki. Znacznie więcej jest tych, którzy popierają agresywną wojnę, a jeszcze więcej tych, którzy starają się jej nie zauważać.

Do szczególnej kategorii można zaliczyć tych, którzy rozumieją przestępczą naturę kremlowskiego reżimu i rozpętanej przez niego wojny, a jednak deklarują swoją neutralność. Jeden bardzo wykształcony nauczyciel-krysznaita, prawdziwy intelektualista, który ucierpiał z powodu rosyjskich władz i był zmuszony do emigracji, doskonale rozumiejąc, że to Ukraina jest ofiarą wojny, przekonywał mnie o niedopuszczalności oceniania wojny z perspektywy religijnej. Z jednej strony takie ostrzeżenie jest uzasadnione, ponieważ pozwala uniknąć przekształcenia religii w ideologię. Z drugiej strony, jeśli nie znajdziemy momentu prawdy, taka neutralność przeradza się w tolerancję wobec wszelkich stanowisk politycznych, które pozwalają usprawiedliwiać wszelkie przestępstwa, aż po agresywną wojnę.

W praktyce okazało się, że występując przeciwko relatywizmowi moralnemu z religijnego punktu widzenia, ten szanowany nauczyciel krysznaicki mimowolnie doszedł do usprawiedliwienia relatywizmu moralnego w polityce. Ilustruje to jego polemiczna wypowiedź dotycząca wojny rosyjsko-ukraińskiej w dyskusji ze mną: „Obie strony twierdzą, że mają rację i walczą o swoje istnienie, a druga strona chce je zniszczyć. To tylko dolewa oliwy do ognia wojny i prowadzi do nowych śmierci i cierpień. Z takiego stanowiska wynika, że druga strona jest absolutnym złem, a wszystko, co pozostaje do zrobienia, to walczyć tak długo, aż albo strona umownie dobra zwycięży, albo całkowicie zginie. To droga donikąd”. Myślę, że jego słowa poparłaby większość współczesnych zachodnich polityków i przywódców religijnych sympatyzujących z Ukrainą.

Czy moment prawdy to śmierć?

Z biegiem czasu moje własne poglądy polityczne się zmieniały i nieraz myliłem się w ocenie wydarzeń oraz polityków. Dlatego ważne jest dla mnie znalezienie momentu prawdy, który pozwala przezwyciężać własne złudzenia. Moment prawdy to taki bezsporny fakt, na którym można oprzeć ponowną ocenę rzeczywistości, niezależnie od własnych przekonań czy oczekiwań.

Na przykład nie potrafię rozstrzygnąć, kto jest winny, jeśli w sąsiednim mieszkaniu ciągle kłócą się mąż i żona. Każde z nich buduje przekonującą narrację, w której winny jest inny. Ale jeśli wydarzy się najgorsze – mąż zabije żonę – stanie się to dla mnie momentem prawdy, który nie zależy od tego, jakie usprawiedliwienia wymyśli zabójca.

Śmierć jest absolutną rzeczywistością, niezależną od poglądów czy interpretacji. Dlatego odpowiedziałem szanowanemu nauczycielowi-krysznaicie tak: „Wiele można przykryć rozważaniami, że nikt nie zna prawdy, ale nie śmierć. Człowiek albo żyje, albo nie żyje. Wiem, że jeśli pozostanę pod okupacją, nie przeżyję – i to jest prawda życia. Co mnie obchodzą intelektualne gry z pozycji relatywizmu moralnego?”

Każdy krok ku wielkiej wojnie odsłaniał swój moment prawdy

Jesienią 1999 roku zamachy terrorystyczne z wysadzaniem budynków mieszkalnych w różnych miastach Rosji stały się pretekstem do nowej wojny przeciwko Czeczenii. Podczas przygotowań do kolejnego zamachu – wysadzenia bloku mieszkalnego – na gorącym uczynku zatrzymano grupę funkcjonariuszy moskiewskiej FSB. Ten fakt to moment prawdy, który nie zależy od przekonań politycznych. Mimo to większość Rosjan go zignorowała i pół roku później zagłosowała w wyborach prezydenckich na Putina, tym samym popierając przewrót czekistowski w Rosji i agresywną wojnę.

W lutym 2014 roku Rosja okupowała Krym i zaczęła wysyłać zorganizowane grupy na wschód Ukrainy, aby rozpętać wojnę również tam. Działo się to pod osłoną kampanii propagandowej, opowiadającej o „kijowskiej juncie”, rzekomych represjach wobec Rosjan i wielotysięcznych falach uchodźców z Ukrainy. Można mieć różne przekonania polityczne i ulegać propagandzie, ale nie można ignorować momentu prawdy – faktu, kto pierwszy przyniósł śmierć na Donbas.

13 marca 2014 roku w centrum Doniecka prorosyjscy bojownicy po zakończeniu pokojowego wiecu demonstracyjnie zadźgali młodego chłopaka – Dmytra Czerniawskiego. To jest moment prawdy, który nie zależy od przekonań politycznych ani światopoglądu.

12 kwietnia 2014 roku prorosyjscy bojownicy pod dowództwem Igora Girkina zajęli Słowiańsk, podczas gdy rosyjska propaganda twierdziła, że to rzekomo sami mieszkańcy Donbasu powstali do walki z Kijowem. I większość ludzi w Rosji w to wierzyła. Próbowałem ich przekonywać, ale było to całkowicie bezskuteczne, ponieważ ludzie wychodzili z własnych przekonań i ignorowali moment prawdy, który ujawnia się, gdy zada się pytanie: kiedy rozpoczęły się represje wobec cywilnych mieszkańców Słowiańska – przed tym wydarzeniem czy po nim?

Istnieje wiele świadectw tortur i zabójstw cywilów dokonanych przez bojowników Girkina i nie ma ani jednego świadectwa podobnej zbrodni po stronie ukraińskiej. Przytoczę świadectwo, o którym wiem od Natalii Bradarskiej – żony rozstrzelanego diakona zielonoświątkowego kościoła „Przemienienie Pańskie”.

8 czerwca, w święto Trójcy Świętej, prorosyjscy bojownicy porwali czterech chrześcijan bezpośrednio po nabożeństwie, przy wyjściu z kościoła: dwóch diakonów – Wiktora Bradarskiego i Władimira Wieliczko – oraz dwóch synów pastora – Ruwima i Alberta Pawenków. Tego samego dnia porwanych brutalnie torturowano, a w nocy rozstrzelano. Okupanci ukrywali przed rodzinami fakt zabójstwa, jednak po wyzwoleniu Słowiańska udało się szczegółowo odtworzyć przebieg tej zbrodni.

Opowiedziałem o tym wydarzeniu przedstawicielom różnych wyznań w Tomsku, z którymi wcześniej organizowałem dialog międzyreligijny. Myślałem, że to właśnie ten moment prawdy zmusi ich do ponownej oceny sytuacji na Ukrainie. Jednak moi dawni rosyjscy przyjaciele zignorowali moją wiadomość i w żaden sposób nie zmienili swojego stosunku do wojny.
 
Zniekształcony obraz świata a rzeczywistość wojny

Wydawałoby się, że rozpętanie niczym niesprowokowanej, agresywnej wojny przeciwko sąsiedniemu państwu powinno stać się momentem prawdy dla obywateli państwa-agresora, lecz stało się wręcz przeciwnie. Wielu Rosjan, którzy w 2014 roku deklarowali neutralność polityczną, ostatecznie zamknęło się w swoim zniekształconym obrazie świata i zaczęło usprawiedliwiać wojnę przeciwko Ukrainie.

Mój kolega w Rosji, również doktor nauk filozoficznych, religioznawca, a przy tym przedstawiciel ruchu „Hare Kryszna”  – adept indyjskiej tradycji duchowej – niedawno napisał komentarz pod moim wpisem: „ZSRR narzucał swoją ideologię, poza tym na próżno, i przegrał. Teraz USA narzuca Pax Americana. Wtrącili się w pokojowe, dobrosąsiedzkie relacje Ukrainy i Rosji”. Takie stwierdzenie jest możliwe tylko przy całkowitym niezrozumieniu lub ignorowaniu doświadczenia życia na Ukrainie, kiedy zamiast szukać momentu prawdy, domyślnie przyjmuje się założenia zniekształconego obrazu świata. Oznacza to, że ani naukowe myślenie krytyczne, ani przynależność do wyższej prawdy religijnej nie dają oparcia pozwalającego adekwatnie postrzegać rzeczywistość.

Wszyscy możemy się mylić, ponieważ interpretujemy wydarzenia w ramach własnego obrazu świata. W szczególności, mimo oczywistego zagrożenia ze strony Rosji, mieszkańcom krajów europejskich trudno wyobrazić sobie, że ich miasta będą niszczone bombardowaniami. Mnie również trudno było wyobrazić sobie, że Rosja będzie niszczyć ukraińskie miasta, choć wiedziałem już, jak Rosjanie niszczyli Grozny i Aleppo.

Na początku inwazji horyzont oczekiwań mieszkańców Ukrainy był bardzo ograniczony – kilka tygodni, najwyżej kilka miesięcy. Zbyt przerażające było wyobrażenie, że wojna potrwa wiele lat: mechanizmy obronne psychiki nie pozwalają dostrzec oczywistości. Dlatego konieczne jest opieranie się na takich momentach prawdy, które pozwalają przywrócić adekwatne postrzeganie rzeczywistości, nawet jeśli jest to bardzo bolesne.

Moment prawdy w czasie wojny odnajdujemy wtedy, gdy odrzucamy subiektywne oceny i oczekiwania oraz ujawniamy to, co bezsporne. W czasie wojny takim bezspornym faktem jest bliskość śmierci. Dlatego odpowiedziałem swojemu rosyjskiemu koledze tak: „Jeśli kogoś zabijecie lub zgwałcicie, czy będzie można usprawiedliwić wasze działania tym, że wasze dobrosąsiedzkie relacje z ofiarą zniszczyła amerykańska propaganda? Rosjanie od czterech lat próbują zabić mnie, moich przyjaciół i kolegów, a dziesiątki milionów to popierają. Po tym słuchanie o dobrosąsiedzkich relacjach jest obraźliwe”.

Śmierć przypadkowa i nieuchronna

Na Ukrainie nie ma bezpiecznego miejsca: każdy mieszkaniec może zginąć w każdej chwili. Przypadkowa śmierć od rakiety zagraża nawet tym, którzy znajdują się daleko od linii frontu. Jednak im bardziej niebezpieczne miejsce, tym szybciej się do tego przyzwyczajasz. Nie da się nieustannie myśleć o zagrożeniu życia, a gdy bombardowania ustają, o niebezpieczeństwie po prostu się zapomina.

Pełnoskalowa inwazja zburzyła dotychczasowe poczucie normalności. W pierwszych dniach „mgła wojny” pogrążyła nas w stanie całkowitej niepewności – nie dało się adekwatnie ocenić stopnia bezpośredniego zagrożenia życia. Eksplozja pocisku manewrującego tuż nad moim domem rozwiała tę mgłę: przypadkowa śmierć może nadejść w każdej chwili. Wtedy, za pierwszym razem, było to na tyle niezwykłe doświadczenie, że spóźniłem się o kilka minut na zajęcia ze studentami, które prowadziłem zdalnie. Później przyzwyczaiłem się do takich wybuchów do tego stopnia, że przestałem zwracać na nie uwagę.

Stało się to dla mnie kolejnym momentem prawdy: całe państwo działa po to, by zabijać mieszkańców sąsiedniego kraju. Wkrótce wśród moich przyjaciół i współpracowników pojawili się zabici, i przez pryzmat tej śmierci zacząłem patrzeć na swoich dawnych znajomych z Rosji. Moment prawdy obnażył fałsz postawy tych, którzy wyrażali współczucie dla Ukrainy, a jednocześnie twierdzili, że „bratnie narody” zostały skłócone przez Amerykanów, że za wojnę odpowiadają wszystkie strony, a samą wojnę przeciwko Ukrainie prowadzi nie Rosja, lecz wyłącznie Putin.

Kiedy zacząłem pisać ten tekst, w centrum Słowiańska zrzucono półtoratonową bombę lotniczą. Uderzenia na miasto zdarzały się już wcześniej, dość regularnie, jednak zazwyczaj używano bomb o masie 250 kilogramów. Ta była sześciokrotnie silniejsza: zniszczono dwa budynki, uszkodzono 39 bloków mieszkalnych, a ja zostałem bez prądu. Gdy przywrócono zasilanie, dowiedziałem się, że w nocy z 15 na 16 kwietnia Rosja przeprowadziła zmasowany, skoordynowany atak na terytorium Ukrainy. Według wstępnych danych zginęło 16–17 osób. Główne uderzenia spadły na dzielnice mieszkalne: ludzie ginęli w swoich mieszkaniach w Kijowie, Odessie, Dnieprze, Charkowie i innych miastach.

Rosja to duży kraj, którym trudno zarządzać za pomocą precyzyjnych poleceń: nie ma gwarancji, że polecenia nie zostaną zniekształcone, zanim przejdą przez kolejne szczeble hierarchii. Dlatego rządzi się nim poprzez wytyczne. Kierownictwo daje do zrozumienia, czego oczekuje, a podwładni starają się wykazać gorliwością, niekiedy wbrew celowości i zdrowemu rozsądkowi. Rosja prowadzi wojnę również zgodnie z takimi wytycznymi. Na przykład podczas lutowych mrozów celem było zniszczenie systemu energetycznego i doprowadzenie Ukrainy do zamarznięcia. Teraz jest wiosna, zainteresowanie władz tym celem osłabło, a wraz z nim – zapał wykonawców.

Kiedy to pisałem, w centrum naszego miasta ponownie zrzucono ciężką bombę lotniczą. Na krótko wyłączono prąd; gdy go przywrócono, kontynuowałem pisanie – i wtedy tuż obok rozległy się dwa potężne wybuchy. To wszystko oznacza, że rosyjskie kierownictwo wydało nowe wytyczne – celowe bombardowanie dzielnic mieszkalnych. Oczywiście były one bombardowane już wcześniej, jednak teraz prawdopodobieństwo śmierci wzrasta wielokrotnie – przynajmniej do czasu, aż pojawią się inne wytyczne.

Zbliżająca się strefa śmierci – moment prawdy dla tych, którzy żyją w strefie przyfrontowej

Śmierć od ostrzału jest przypadkowa – to „rosyjska ruletka”. Inaczej wygląda sytuacja, gdy nadchodzi fala okupantów, którzy niszczą wszystko na swojej drodze. Nawet jeśli uda się ją przetrwać, można znaleźć się pod okupacją – a wtedy grozi już nie tylko śmierć, lecz śmierć poprzedzona torturami.

Tego lata Rosjanie ponownie próbują zdobyć Słowiańsk: po raz pierwszy podjęli taką próbę latem 2022 roku. W ciągu czterech lat wojny, które spędziłem w Słowiańsku, zmieniła się cała epoka technologiczna prowadzenia działań wojennych: dziś nie zobaczy się już na ulicach systemów artylerii rakietowej, a czołgi postrzegane są jak mamuty z epoki prehistorycznej. Obecnie toczy się walka dronów, robotów i technologii elektronicznych.

Wiosną 2022 roku mogłem słyszeć, jak tydzień po tygodniu zbliża się kanonada artyleryjska: najpierw gdzieś daleko – czterdzieści kilometrów od nas, potem trzydzieści, dwadzieścia… Wieczorami nad horyzontem można było dostrzec białe błyski – tam również trwała walka, lecz tak daleko, że dźwięki do nas nie docierały. Najstraszniejsza była izolacja informacyjna podczas długotrwałych przerw w dostawie prądu, kiedy nie wiadomo, co dzieje się na froncie: a co, jeśli wróg już go przełamał i na ucieczkę jest za późno?

Rosjanie nacierali, tworząc przed sobą wał ognia artyleryjskiego, który miażdżył wszystko wokół. Odbierane to było tak, jakby nadciągała fala orków niszcząca wszystko na swojej drodze. Odwoływanie się do ich człowieczeństwa jest bezcelowe i nie ma co liczyć na litość. To zbliżanie się śmierci stało się momentem prawdy, pokazującym, że Rosja prowadzi tę wojnę na wyniszczenie, a nie dla jakiejkolwiek korzyści politycznej.

Dziś mamy inną epokę wojny – widać to, gdy przechodzi się przez miasto. Nie spotyka się już pojazdów opancerzonych kruszących asfalt, jak w 2022 roku: teraz drogi wyglądają jak nowe i są osłonięte siatkami przeciw dronom. Nad głową nie słychać już huku samolotów bojowych, za to coraz częściej rozbrzmiewa różnorodne terkotanie, buczenie, a czasem świst śmiercionośnych dronów. Nigdy nie wiadomo, czy ten dźwięk nie będzie ostatnim, jaki usłyszysz w życiu. Drony te kontrolują przestrzeń wokół miasta, a piętnaście kilometrów na wschód zaczyna się ciągła strefa śmierci, gdzie niszczone jest wszystko, co się porusza.

Na razie nie udaje się powstrzymać zbliżania tej strefy; co więcej, Rosja przerzuca na nasz kierunek dodatkowe wojska. Jak zakończy się letnia bitwa o Donbas – nie wiadomo. Mam nadzieję, że Rosjanom nie uda się zdobyć naszego miasta, jednak prawdopodobieństwo, że znajdzie się ono w strefie śmierci, pozostaje wysokie.

Kiedyś mieszkałem w Rosji, rozmawiałem z ludźmi, którzy wydawali się inteligentni i przyzwoici. Wtedy wyglądali całkiem normalnie: jedni wykazywali się krytycznym myśleniem, opierając się na kulturze, inni głosili dobro i wartości moralne, czerpiąc ze swojego doświadczenia religijnego. Dziś oceniają wojnę w ramach swojego zniekształconego obrazu świata. Nie potrafię zwrócić ich uwagi na moment prawdy – nie będą mnie ani słuchać, ani czytać. Mimo to ponoszę wraz z nimi wspólną, zbiorową odpowiedzialność za ich stosunek do tej wojny.