poniedziałek, 26 stycznia 2026

Nikołaj Karpicki. Chersoń i rosyjska okupacja: straszniejsza może być tylko śmierć

Źródło: Wydawcą PostPravda.info. 12.01.2026.
URL: https://postpravda.info/pravda/front/zycie-w-okupowanym-chersoniu/


– Kiedy rozpoczęła się pełnoskalowa inwazja Rosji na Ukrainę, najbardziej bałem się nie ostrzałów, lecz samej okupacji. Czasami na długo znikał prąd, a wraz z nim łączność ze światem zewnętrznym – nie wiesz, co dzieje się w danej chwili na froncie w twojej okolicy. Po wyzwoleniu Iziumu i Chersonia zrozumiałem, że rzeczywistość okazała się znacznie straszniejsza niż moje najczarniejsze wyobrażenia. W rozmowie jedna z mieszkanek Chersonia powiedziała mi, że rosyjska okupacja to stan absolutnego bezprawia – straszniejsza może być tylko śmierć – opowiada Witalij, który wojnę zastał w Chersoniu na osiedlu Korabel, na Wyspie Kwarantynowe, w rozmowie z Nikolajem Karpickim.

– Rosyjska okupacja to nie jest po prostu zmiana władzy. To zamiana człowieka w rzecz, z którą można zrobić wszystko. Przed okupacją nie da się ukryć ani po prostu „przeczekać” jej w domu. Okupanci przyjdą do twojego domu i będą decydować, czy masz żyć, czy nie – a ta decyzja może zależeć od nastroju pijanych żołnierzy. Poza tym okupanci celowo polują na tych, którzy w wolnej Ukrainie otwarcie wyrażali swoje poglądy lub demonstrowali ukraińską tożsamość – mówi rozmówca PostPravda.Info.
 
Bezprawie

Witalij z Chersonia (Vital Ustas) opowiada o codziennym życiu w okupowanym mieście.

– W pierwszych dniach okupacji byliśmy w szoku. Dwa–trzy dni – i oni już są: flagi, sprzęt wojskowy jeździ po mieście. Myśleliśmy, że będzie jakaś obrona… Jak to możliwe, że pierwszego dnia znaleźli się w Kachowce?!

– To było jeszcze na samym początku. Do matki z synem, którzy po prostu szli ulicą, podjeżdża transporter opancerzony, żołnierz celuje w nich z karabinu maszynowego i milczy. Ona sama mi potem to opowiedziała. Ulica pusta. Matka stoi i nie wie, co robić: iść czy nie iść. Stoją, drżą. W końcu syn mówi: „No chodźmy, mamo”. „Chodźmy”.


Prawo do życia jest jak powietrze: dopóki je masz, nie zauważasz go.

– Bez dokumentów jesteś kawałkiem mięsa – mówi Witalij. – Gangsterskie lata dziewięćdziesiąte w porównaniu z tym, to bajki dla dzieci.

Podobnie jak Witalij, ja także pamiętam bezprawie i przestępczość początku lat 90., ale nawet wtedy wiedziałem, że jestem traktowany jak człowiek niezależnie od tego, czy miałem przy sobie paszport, czy zostawiłem go w domu. Pod okupacją jednak nawet posiadanie dokumentów niczego nie gwarantuje – nawet jeśli wszystko jest z nimi w porządku.

– Wychodzisz z domu i nie wiesz, czy wrócisz – opowiada Witalij. – Nie wiesz, gdzie znajdziesz się wieczorem: w piwnicy torturowany, a może zostaniesz rozstrzelany na posterunku kontrolnym.

Jako przykład Witalij przywołuje historię mieszkańców wsi, którzy regularnie przywozili do miasta mleko i dlatego byli już dobrze znani na posterunku kontrolnym.

– Dlaczego za każdym razem nas przeszukujecie? Kogo szukacie? – pytają rosyjskich żołnierzy.

– Szukamy nazistów.

– I ilu już tutaj złapaliście?

– My z nimi nie rozmawiamy. Jeśli coś zauważymy – strzelamy na miejscu. Dowódca batalionu powiedział: „Zobaczycie coś podejrzanego – żeby nie było żadnego oporu, możecie walić od razu”.


O tym, by kogoś rozstrzelano bezpośrednio na posterunku kontrolnym w samym mieście Witalij nie słyszał, natomiast na przedmieściach się zdarzało. W mieście na punktach kontrolnych częściej stała Rosgwardia – tam jeszcze mogli „zastanowić się”, zanim strzelili, za to przy najmniejszym podejrzeniu zatrzymywali ludzi i wysyłali ich „do piwnicy”.

Na posterunku kontrolnym

– Mieszkałem na osiedlu Korabel – kontynuuje Witalij. – To wyspiarska część Chersonia. Jest tam stocznia, skąd ostrzeliwano Mikołajów. Naszą dzielnicę oddzielono od reszty Chersonia posterunkiem kontrolnym. Z wyspy do miasta i z powrotem trzeba było jeździć tylko przez niego. Korki były straszne.

– Gdy przekraczasz posterunek, wszyscy są napięci jak struny. Przejechaliśmy – westchnienie ulgi. W mieście posterunki stały głównie na wyjazdach: drogi były całkowicie zablokowane. Ale wewnątrz miasta od czasu do czasu pojawiały się mobilne posterunki. Nagle zamykali ulicę na dwie–trzy godziny, wystawiali karabin maszynowy i zaczynali sprawdzać wszystkie samochody: dokumenty, bagaż.

– Telefony trzeba było „czyścić”: sprawdzali je na posterunkach. Przeglądali wszystko po kolei, trwało to długo – marszrutki stały i czekały. Czasem pojawiali się funkcjonariusze FSB: za pomocą specjalnej aparatury sprawdzali aktywność telefonu z ostatniego półrocza. Jeśli znaleźli coś podejrzanego – zabierali człowieka. Niektórzy potem znikali bez śladu. Na przykład w Biełozierskiem zabrali w ten sposób mężczyznę, a później wyrzucili go martwego, ze śladami tortur, pod jego domem.

– Przekraczamy posterunek między naszą dzielnicą a resztą Chersonia – i od razu: „Wszyscy mężczyźni wysiadać! Dokumenty! Rozebrać się do pasa!”. Sprawdzali tatuaże. Tatuaże więzienne znali, a jeśli znajdowali ukraińską symbolikę albo coś podobnego do run – zabierali od razu. A dalej – tortury. Dlatego ci, którzy mieli tatuaże, starali się w ogóle nie wychodzić z domu.


Jeszcze jeden przypadek Witalij przytacza z relacji matki dwóch synów. Starszy miał 22 lata, młodszy, z zespołem Downa – 18. Starszy wiózł młodszego do szpitala. Na posterunku wojskowi sprawdzili telefon i zobaczyli korespondencję w języku ukraińskim: znajomi z Kijowa pisali do niego na Telegramie.

 „Język ukraiński?! Ty sukinsynu!” – krzyczą i wyciągają go z marszrutki. Marszrutka stoi, pasażerowie patrzą, jak biją młodego chłopaka. W końcu wojskowi postanowili go zabrać, ale pasażerowie zaczęli ich błagać – prosili, by pozwolili starszemu bratu odprowadzić młodszego do szpitala. Tylko dlatego chłopaka puścili, ale spisali jego dane i ostrzegli: jeśli jeszcze raz zobaczą korespondencję po ukraińsku – to będzie koniec.

Pobić mogli po prostu za to, że ktoś powiedział nie to słowo albo nie tak spojrzał. Witalij opisuje przykład 65-letniego mężczyzny w marszrutce, który jedynie odburknął, gdy zaczepiali go wojskowi. Wyciągnęli go na zewnątrz, bili nogami i kolbami na oczach wszystkich pasażerów, a potem porzucili na poboczu. Zdarzało się, że w ten sam sposób wyciągali również kobiety.

Terror

Witalij opowiada, że okupacja to nieustanne oczekiwanie czegoś strasznego.

– Budzisz się rano i od razu sprawdzasz wiadomości. To ogłaszają jakąś „mobilizację”: wszyscy mężczyźni – do ewidencji wojskowej. To paszportyzację. To likwidują hrywnę. To kogoś szukają. To robią obchody mieszkań. To zabierają terminale ze sklepów. Płaciliśmy kartami bankowymi – to strasznie irytowało raszystów. Do sierpnia terminale zabrano z części sklepów, choć nie wszędzie. Najstraszniejsze jest to, że jesteś całkowicie pozbawiony praw. Nie ma żadnej ochrony, żadnej gwarancji, że nie zabiorą cię tylko dlatego, że im się nie spodobałeś.

– Czasem, żeby zastraszyć ludzi, okupanci sami publikowali nagrania z tortur. Na samym początku ktoś ukradł im samochód. Znaleźli tego człowieka i wrzucili wideo, jak rażą go prądem – podłączając przewody do uszu. Ból jest potworny: jakby mózg się gotował.


„Obchód mieszkań” – tak nazywano planowe przeszukania mieszkań cywilów, o których opowiada Witalij:

– Pukanie do drzwi. Pierwsze pytanie: „Kto jest w mieszkaniu?”. Sprawdzali tożsamość, przeszukiwali wszystko, nie pomijając żadnego drobiazgu. Całego Chersonia nie zdążyli przeszukać, ale na wsiach znam domy, które przeszukiwano po kilka razy.

– Cały czas słyszeliśmy, że ludzie znikają – mówi Witalij. – Pewnego razu młodzi ludzie wyszli na spacer po rozpoczęciu godziny policyjnej. Do domu już nie wrócili. Matka rano stoi pod komisariatem: „Gdzie jest mój syn?”. – „Nie wiemy”. Mogli go wysłać kopać okopy albo zrobić coś jeszcze gorszego. Bywało, że ludzie nie wracali wcale. Do dziś nie wiadomo, ile osób zaginęło. Nie da się tego dokładnie policzyć. Ludzie po prostu znikali.

– Trwało polowanie na uczestników ATO (operacji antyterrorystycznej na wschodzie Ukrainy) i członków obrony terytorialnej. Raszyści mieli listy – być może przekazane przez zdrajców. W ten sposób porwano zastępcę dowódcy batalionu obrony terytorialnej. Dwa dni później jego ciało ze śladami tortur znaleziono w Dnieprze.


Protesty

Groźba okupacji jest straszniejsza niż ostrzały – dokładnie tak to odczuwałem podczas bombardowań w przyfrontowym Słowiańsku. Dlatego ogromne wrażenie zrobiło na mnie to, jak mieszkańcy Chersonia, którym okupanci próbowali odebrać nawet prawo do życia, wychodzili protestować pod lufami karabinów maszynowych.

5 marca na Placu Wolności odbył się pierwszy masowy wiec mieszkańców Chersonia z ukraińskimi flagami i hasłami „Chersoń to Ukraina” oraz „Rosjanie, wracajcie do domu”. Wojskowi otworzyli ogień ostrzegawczy, jednak protest nie został przerwany. Od tego momentu protesty w Chersoniu stały się codziennością.

W kolejnych dwóch dniach ludzie wychodzili na akcje protestacyjne także w innych miastach obwodu chersońskiego – Nowej Kachowce, Hołej Przystani i Ołeszkach. 6 marca w Nowej Kachowce wojskowi użyli broni przeciwko protestującym, raniąc pięć osób. 13 marca w Chersoniu odbyła się największa demonstracja – wzięło w niej udział około 10 tysięcy mieszkańców miasta.

Od 19 marca w Chersoniu rozpoczęła się eskalacja przemocy wobec protestujących. Okupanci przeszli od taktyki zastraszania do bezpośredniej przemocy: brutalnych zatrzymań i pobić, użycia granatów hukowo-błyskowych oraz gazu łzawiącego. W kwietniu protesty przybrały charakter fragmentaryczny i zdecentralizowany, przenosząc się w stronę krótkotrwałych zgromadzeń i akcji symbolicznych.

Ostatnia masowa akcja protestu przeciwko rosyjskiej okupacji w Chersoniu odbyła się 27 kwietnia 2022 roku. Ruch „Żółta Wstążka” zorganizował pokojowy marsz pod hasłem „Chersoń to Ukraina”, w którym wzięło udział około 500 osób. Podczas brutalnego rozpędzania demonstracji część uczestników została ranna.

Wszystko to wiedziałem z mediów społecznościowych – z dystansu, dlatego poprosiłem Witalija, aby opowiedział, co czuł jako bezpośredni świadek.

– Raszyści od początku liczyli na to, że wszyscy tutaj masowo będą za Rosją. A tymczasem ludzie byli wrogo nastawieni, napięci. Do marszrutki wchodzi funkcjonariusz Rosgwardii i pyta: „Czemu wy wszyscy tacy naburmuszeni?”. A wszyscy milczą – wiedzą, że i tak nie wolno nic powiedzieć. Powiesz jedno słowo – mogą wyciągnąć cię z autobusu, a kierowcy powiedzieć: „Jedź, jego zostawiamy”. Kiedy zobaczyli protesty, zrozumieli, że to dla nich wrogie środowisko.

– Mityngi zaczęły się 5 marca. Na początku okupanci tylko obserwowali. Potem zaczęli podchodzić bliżej – w pełnym uzbrojeniu, z automatami, w maskach, na pojazdach. Ludzie stoją, krzyczą. Najpierw zbierały się tysiące, potem coraz mniej. Byłem na demonstracjach w drugim tygodniu – było potwornie strasznie. Prowadzono nagrania wideo, latał dron. Bałem się, że trafię do jakiejś bazy danych, a potem za udział w proteście mnie zabiorą. Przez około trzy tygodnie mityngi trwały intensywnie, a potem przeniosły się z Placu Wolności do skweru Szewczenki. Tam zbierało się już osiem–dziewięć osób przy pomniku.

– Polowanie trwało na wszystkich, którzy „zabłysnęli” w mediach społecznościowych i uczestniczyli w protestach – wyjaśnia Witalij, odpowiadając na pytanie o ryzyko udziału w demonstracjach. – W pierwszej kolejności na tych, którzy byli najbardziej aktywni w pierwszym miesiącu okupacji. Jedną moją znajomą zauważono na mityngu, a może namierzono też przez media społecznościowe. Później została zatrzymana i zabrana do piwnicy. Tam położyli przed nią na stole rozebranego chłopaka i trzech żołnierzy go zgwałciło. Potem powiedzieli jej: „Jeszcze raz zobaczymy cię na mityngach albo przy blokpostach – spotka cię to samo”. Od tamtej pory siedziała cicho jak mysz do końca okupacji: nigdzie nie wychodziła, wszystkiego się bała.


Kolaboranci

Okupanci chcieli zarządzać funkcjonującym miastem, a do tego potrzebowali specjalistów z najróżniejszych dziedzin. Witalij opowiada:

– Kiedy zrozumieli, że miasto jest całkowicie pod ich kontrolą, zaczęły się działania filtracyjne. Najpierw liczyli na to, że ludzie sami pójdą dla nich pracować i będą donosić na wszystkich, którzy są za Ukrainą. Tacy się znaleźli, ale było ich zbyt mało, by szybko stworzyć własny system zarządzania. Wtedy zaczęli celowo poszukiwać urzędników państwowych i pracowników służb komunalnych – na każdym szczeblu.

– Postanowili odtworzyć orkiestrę przy teatrze dramatycznym. Było to mniej więcej dwa miesiące przed wyzwoleniem. Znaleźli dyrygenta – Jurija Kerpatenkę – i mówią mu: „No dalej, teatr musi działać. Będziesz pracował dla nas”. On odmówił. Wywiązała się rozmowa – słowo za słowo – i zastrzelili go prosto w jego własnym domu.

– W lipcu raszyści zaczęli pracować z dziećmi – w formacie zmilitaryzowanym. W Chersoniu zorganizowali pierwsze kółko „Junarmii”, znaleźli jakichś pedagogów. Bałem się, że dotrą także do mnie, ponieważ wcześniej działałem w ruchu skautowym w Narodowej Organizacji Skautowej Ukrainy. Do tego wcześniej pracowałem w policji.

– Jeśli na ulicy widziałem byłego kolegę, starałem się przejść na drugą stronę, byle się nie spotkać. Nie wiedziałem, czy jest „za nami”, czy „za nimi”. A co, jeśli powie wprost na ulicy: „Chodź do nas, u nas normalna pensja”, a ty odpowiesz: „Nie, nie chcę”. I zaraz padnie pytanie: „A dlaczego nie chcesz?”. W ten sposób naciskali na byłych urzędników państwowych i pracowników komunalnych: „Chodź do nas pracować!… Dlaczego nie chcesz?… Z zasady?… Aha, czyli jesteś za Ukrainą!”. A potem mogło wydarzyć się wszystko: szantaż, piwnica, tortury.

– W Chersoniu był przypadek dobrze znany w naszym policyjnym środowisku. Emerytowany już oficer policji w stopniu majora poszedł pracować dla raszystów i obiecał im przyprowadzić także swojego kuma – Ołeha Chudiakowa: „Jesteśmy kumami, przyjaciółmi, tyle lat razem pracowaliśmy. On jest kompetentny, na pewno będzie dla was pracował”. Tamten jednak kategorycznie odmówił. Przez trzy dni trzymali go w piwnicy – co mu tam robili, nie wiadomo. W końcu zgodził się na współpracę i został wypuszczony. Wrócił do domu i powiesił się.

– Baliśmy się nawet znajomych – byli tacy, z którymi przyjaźniliśmy się przez wiele lat, a potem nagle okazywało się, że są raszystami do szpiku kości: „Hurra! Hurra! Jesteśmy z Rosją!”. I czego się po nich spodziewać dalej – nie wiadomo.

– Znam na przykład nauczyciela śpiewu w szkole kultury. Nigdy otwarcie nie deklarował swojej postawy politycznej, ale pewnego dnia przyszli do niego znajomi i oświadczyli: „Doniesiemy na ciebie”. – „Za co?” – „Przecież przez tyle lat prowadziłeś zajęcia po ukraińsku!”. To wystarczyło, by ogłosić człowieka „nazistą”.
 
Łączność ze światem

– W kwietniu zerwał się ukraiński internet i łączność komórkowa – mówi Witalij. – Okupanci poprowadzili internet z Krymu – z ograniczeniami, jak w Rosji. Łączność mobilną przenieśli na jakieś specjalne karty SIM, na których ukraińskie numery były zablokowane, więc nie dało się już zadzwonić do krewnych na terytorium kontrolowanym przez Ukrainę.

– W marcu–kwietniu ludzie masowo wyjeżdżali przez Mikołajów. Mój kum jechał do Aleksandriwki – to obwód chersoński – i musiał przejechać przez około dwadzieścia blokpostów. Na jednych byli trzeźwi, na innych pijani, ale rewizje były wszędzie. Wtedy na blokpostach nie było jeszcze rejestrów uczestników ATO i wielu osobom udawało się przejechać – nawet w maju jeszcze wyjeżdżano.

– W czerwcu wyjazd stał się już skrajnie trudny: ogromne korki przed blokpostami, samochody przeszukiwano nawet przez godzinę. Jednej znajomej udało się wyjechać dopiero dwudziestego siódmego dnia. Ludzie stali w kolejkach przez cały miesiąc, wynajmowali noclegi, żeby przespać noc. Czasem raszyści zaczynali strzelać – chcieli przestraszyć ludzi, żeby się rozbiegli, ale nikt nie ustępował.
 
Szkoły

– Podczas okupacji, od marca do połowy maja, szkoły nie funkcjonowały – kontynuuje swoją opowieść Witalij. – Pod koniec maja i na początku czerwca w Chersoniu otwarto około czterech szkół – po jednej w każdej dzielnicy. Tam dyrektorzy poszli na układ z okupantami. Dzieci było niewiele, klasy niepełne.

– Zajęcia trwały krótko i zostały przerwane, gdy Siły Zbrojne Ukrainy zaczęły uderzać systemami HIMARS w bazy wojskowe. Władze okupacyjne zaczęły twierdzić, że w mieście jest „niebezpiecznie”, choć dla szkół nie było żadnego zagrożenia: uderzenia były bardzo precyzyjne i wymierzone w obiekty wojskowe, zniszczono m.in. miejsca stacjonowania Rosgwardii. Klaskaliśmy, gdy SZU zadawały ciosy.

– Po tym szkoły zamknięto, a dzieci zaczęto wysyłać do „obozów” – do Kraju Krasnodarskiego, na Krym, na Białoruś. Wywożono całe klasy, a potem ich już nie zwracano. W ten sposób dzieci albo pozostały na okupowanych terytoriach, albo znalazły się w Rosji.


Chersoń. Nota historyczna

2 marca rosyjskie wojska zajęły Chersoń. We wrześniu Rosja ogłosiła przeprowadzenie „referendum” i 30 września podpisała „umowę o włączeniu” obwodu chersońskiego do Federacji Rosyjskiej. 11 listopada 2022 roku miasto Chersoń zostało wyzwolone spod rosyjskiej okupacji po 256 dniach wrogiej obecności. Przed zajęciem miasta liczba mieszkańców Chersonia wynosiła około 279 tysięcy osób, obecnie – około 60 tysięcy.

Na początku okupacji represje miały charakter chaotyczny i ich ofiarami padali przypadkowi ludzie. W miarę porządkowania aparatu represji rozpoczęto systematyczne poszukiwanie osób uznanych za „nielojalne”. W czasie okupacji Chersonia machina represji nie zdążyła zakończyć przejścia od masowych, chaotycznych represji do punktowych, systematycznych prześladowań, podobnych do tych, jakie obecnie mają miejsce w Rosji.


Nikołaj Karpicki. Czy Iran pójdzie śladami Rosji? Liczba ofiar jest ogromna

Źródło: Wydawcą PostPravda.info. 21.01.2026.
URL: https://postpravda.info/pravda/wolnosc/czy-iran-pojdzie-sladami-rosji/


Styczniowe protesty w Iranie zostały stłumione z nieludzkim okrucieństwem w imieniu reżimu, który ogłasza prymat moralności religijnej. Jednak taka brutalność stoi w sprzeczności z jakąkolwiek moralnością i jakąkolwiek religią. Czy nieuchronne jest przeobrażenie ideologicznego totalitaryzmu w Iranie w nekroimperializm – na wzór tego, co wydarzyło się w Rosji?

Skala przemocy w Iranie jest nieznana: to, co wiemy, to wierzchołek góry lodowej

Władze Iranu wprowadziły blokadę informacyjną i wyłączyły internet, dlatego nie dysponujemy pełnym obrazem wydarzeń – skali represji i liczby ofiar. Niemniej nawet na podstawie fragmentarycznych danych można stwierdzić, że poziom przemocy i okrucieństwa jest bezprecedensowy, nawet jak na irańskie realia. Liczba zabitych liczona jest w tysiącach, rannych – w dziesiątkach tysięcy.

Według danych sieci obrońców praw człowieka HRANA (Human Rights Activist News Agency), na dzień 18–19 stycznia 2026 roku potwierdzono 3 766 zgonów w wyniku tłumienia protestów, ponad 2 tysiące ciężko rannych oraz około 24 tysiące zatrzymanych. A to jedynie wierzchołek góry lodowej: rzeczywista liczba ofiar może być wielokrotnie wyższa. Po stłumieniu protestów liczba zmarłych prawdopodobnie będzie nadal rosła z powodu osób torturowanych w więzieniach oraz skazanych na karę śmierci.

Istnieją liczne świadectwa strzelania z broni palnej, tak by zabić – w głowę i tułów – a także przypadki strzelania do rannych. Odnotowano również wtargnięcie sił bezpieczeństwa do szpitala w mieście Ilam, gdzie bito pacjentów i lekarzy. Te epizody, będące jedynie fragmentami znacznie większej tragedii, pokazują, że władza traktuje własny kraj jak terytorium okupowane.

Dlaczego władza irańska postrzega własny kraj jako wrogi?

Podobnie jak w systemie sowieckim, w Iranie państwo podporządkowane jest nadrzędnej, ponadpaństwowej pionowej strukturze ideologicznej. Realną władzę sprawuje nie prezydent wybierany w wyborach powszechnych, lecz rahbar – najwyższy przywódca religijny. Obecnie funkcję tę pełni ajatollah Ali Chamenei. Bezpośrednio kontroluje on Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (KSRI), organizację „Basidż” – młodzieżową formację paramilitarną podporządkowaną KSRI – a także kluczowe instytucje sądowe i religijne.

KSRI jest de facto „państwem w państwie”, niepodlegającym ani prezydentowi, ani parlamentowi. Stanowi równoległy system władzy, dysponujący własnymi siłami lądowymi, wywiadem oraz strukturami śledczo-sądowymi.

To właśnie Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (KSRI) oraz „Basidż” rozprawiały się z mieszkańcami Iranu jak z „obcymi”, z którymi nie łączy ich ani wspólnota narodowa, ani religijna. Dyktatura, która deklaruje ochronę religii i moralności jako swój priorytet, postrzega ludność własnego kraju jako wrogów, wobec których normy moralne nie mają zastosowania. Oznacza to, że między władzą Iranu a irańskim społeczeństwem nie istnieje już żadna wspólna tożsamość – ani narodowa, ani religijna. Te dwa Irany – Iran władzy i Iran obywateli – nie są już zdolne do pokojowego współistnienia.

W historii istniał już precedens takiego rozłamu państwa – czerwony terror rozpętany przez bolszewików po przejęciu władzy w Rosji. Do ludności własnego kraju odnosili się oni jak do mieszkańców terytorium okupowanego, fizycznie likwidując duchownych, przedsiębiorców i „wrogie elementy” wyłącznie z powodu ich przynależności do określonej grupy społecznej. Od irańskiego reżimu teokratycznego różnił ich jedynie ateistyczny charakter ideologii; sama struktura władzy ideologicznej była w istocie taka sama.

Bolszewikom udało się zniszczyć starą Rosję i zbudować na jej miejscu totalitarny Związek Sowiecki, oparty na nowej tożsamości ideologicznej. Jednak logika historyczna doprowadziła później do jego transformacji – w formę, której ucieleśnieniem stała się współczesna Rosja.

Historyczna logika ewolucji reżimu totalitarnego wygląda następująco:

  •     powstaje ideologiczna nadbudowa ponad państwem (partia, rahbar), która uzasadnia totalną kontrolę nad instytucjami państwowymi i codziennym życiem ludzi za pomocą jakiejś „wyższej” idei (komunizm, szyicka teokracja);
  •     w celu praktycznej realizacji tej kontroli tworzony jest aparat represji oraz służby specjalne (Czeka, NKWD, KGB, KSRI);
  •     z czasem ideologia traci zdolność mobilizowania i podporządkowywania społeczeństwa, a służby specjalne uwalniają się spod kontroli ideologicznej i zaczynają kierować się instynktem samozachowawczym oraz dążeniem do utrzymania władzy;
  •     przedstawiciele aparatu bezpieczeństwa przejmują władzę, lecz okazują się niezdolni do rozwiązywania złożonych problemów społecznych i gospodarczych, dlatego instynktownie dążą do upraszczania systemu społecznego poprzez przemoc i eliminację nielojalnych;
  •     kształtuje się społeczna nekrofilia – światopogląd, w którym śmierć staje się uniwersalnym sposobem rozwiązywania problemów. W rezultacie ideologiczny totalitaryzm przekształca się w pozbawiony wyraźnej orientacji ideowej, z natury cyniczny nekroimperializm.

Iran: zagrożenia i nadzieja

Logika historyczna to bezwładność biegu wydarzeń; nie przesądza ona o tym, jakie konkretnie decyzje będą podejmować ludzie. Można ją porównać do nurtu rzeki, który trzeba brać pod uwagę, aby płynąć, jednak na podstawie samego nurtu nie da się przewidzieć, dokąd i kiedy dopłyną statki. Właśnie dlatego należy ostrzegać przed dowolnymi uogólnieniami: w każdym procesie historycznym współistnieją różne, czasem przeciwstawne tendencje, i tylko od decyzji samych ludzi zależy, która z nich przeważy.

W przeciwieństwie do późnego Związku Sowieckiego, społeczeństwo Iranu pozostaje młode. Świadczy o tym wzrost liczby ludności z 37–38 milionów w momencie rewolucji islamskiej do 88,5 miliona obecnie. Można zniszczyć politycznych przeciwników i aktywistów, ale nie da się zniszczyć całej młodzieży – aktywnej, dynamicznej i niechcącej żyć w społeczeństwie totalitarnym. Czy to nowe pokolenie zdoła odnieść zwycięstwo – pozostaje pytaniem otwartym.

Ajatollah Ali Chamenei wygląda równie zniedołężniały jak państwowa ideologia Iranu, co pod wieloma względami przypomina późny Związek Sowiecki. Jednak Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej oraz inne instytucje represyjne są znacznie silniejsze i bardziej agresywne niż służby specjalne schyłkowego ZSRR i w walce o utrzymanie władzy nie cofną się przed niczym. Nie można wykluczyć, że władza będzie w stanie stłumić protesty i zakonserwować reżim na wzór północnokoreański. Możliwy jest także inny scenariusz – powtórzenie rosyjskiej drogi: po upadku dyktatury ajatollahów kraj na pewien czas przejdzie do demokratycznych form rządów, a następnie spadkobiercy KSRI przejmą władzę i ustanowią nową dyktaturę, podobnie jak stało się to w Rosji – opartą nie na ideologii, lecz na nekrofilicznym instynkcie.

Logika historyczna takiego rozwoju wydarzeń nie jest z góry przesądzoną przyszłością, lecz zagrożeniem, z którym mierzymy się już dziś. Również logika historyczna, w ramach której nowe pokolenie odrzuca teokratyczny totalitaryzm współczesnego Iranu, nie gwarantuje lepszego rezultatu, a jedynie daje na niego nadzieję.

środa, 17 grudnia 2025

Nikołaj Karpicki. Obalamy rosyjską propagandę nt. mieszkańców Donbasu. Do czego kłamstwa są potrzebne imperium Putina?

Źródło: Wydawcą PostPravda.info. 17.12.2025.
URL: https://postpravda.info/pravda/propaganda/donbas-i-rosyjska-propaganda/


Czyj powinien być Donbas i dlaczego nie można go oddać Rosji? Od kilku tygodni trwają intensywne rozmowy na temat ewentualnego zawarcia porozumienia pokojowego między napadniętą Ukrainą a Rosją, która napadła na ten kraj. Jednym z postulatów, jaki zdają się podtrzymywać także Stany Zjednoczone, jest to aby Kijów zrzekł się całego przemysłowego regionu na wschodzie. Amerykanie mieli podobno mocno naciskać na Wołodymyra Zełeńskiego podczas rozmów w Berlinie, by zgodził się na to ustępstwo wobec Kremla. Putin i jego dopuszczona do głosu na arenie międzynarodowej, zbrodnicza, propagandowa świta próbują od dawna przekonać świat, że Donbas powinien należeć do Federacji Rosyjskiej, bo rzekomo mieszkają tam sami rosyjskojęzyczni i prorosyjsko nastawieni ludzie, a w 2014 roku region ten według Moskwy opowiedział się przeciwko Majdanowi. W dzisiejszym wydaniu PostPravda.Info obalamy spreparowane na użytek wojny mity Kremla. Oto cała prawda o ukraińskim Donbasie w tekście prof. Nikolaja Karpickiego, który mieszka w Słowiańsku.

Kogo popierali mieszkańcy Donbasu po zwycięstwie Majdanu w 2014 roku?

Rosyjska świadomość imperialna odtwarza agresywne mity o mieszkańcach Donbasu, które kremlowska propaganda przekształciła w system narracji, wykorzystywany do usprawiedliwiania wojny przeciwko Ukrainie. Narracje te wciąż są powielane w świadomości masowej, nawet bez bezpośredniego udziału propagandy, i już wpływają na decyzje ludzi nie tylko w Rosji, lecz także poza jej granicami. Większość z nich to kłamstwa i manipulacje wymyślone w chłodnych murach Kremla.

Mit 1: Po zwycięstwie Majdanu w 2014 roku mieszkańcy Donbasu wystąpili przeciwko władzy w Kijowie i wezwali Rosję na pomoc.

Założenie mitu.
W Doniecku odbywały się prorosyjskie demonstracje.

Komentarz. Wbrew prowokacjom i przemocy ze strony zwolenników Rosji, równolegle z prorosyjskimi mitingami w Doniecku wiosną 2014 roku odbywały się masowe manifestacje popierające jedność Ukrainy. 5 marca 2014 roku na centralnym placu Doniecka, pod ukraińskimi flagami, odbył się wiec „w obronie jedności Ukrainy”, w którym uczestniczyło – według różnych źródeł – od 5 do 15 tysięcy osób. Dochodziło do prowokacji i ataków na demonstrantów. 13 marca 2014 roku na wiec poparcia dla jedności Ukrainy w centrum Doniecka przyszło – według różnych danych – od 500 do 1000 osób. Demonstracja zakończyła się krwawą przemocą ze strony prorosyjskich aktywistów. 17 kwietnia 2014 roku od 3 do 5 tysięcy osób zgromadziło się w Donieckim Parku Zwycięstwa na wiecu „Z modlitwą za Ukrainę”, który przebiegł stosunkowo spokojnie.

Za jednością Ukrainy opowiedziała się także większość kościołów Donbasu. 25 lutego 2014 roku z inicjatywy Międzywyznaniowej Rady Kościołów Doniecka i obwodu donieckiego rozpoczął się międzywyznaniowy maraton modlitewny „O pokój, miłość i jedność Ukrainy”. Każdego dnia w centrum Doniecka odbywała się wspólna modlitwa z udziałem przedstawicieli prawosławia, katolicyzmu, protestantyzmu i islamu. Maraton trwał do sierpnia 2014 roku, kiedy seria aresztowań jego uczestników zmusiła organizatorów do opuszczenia placu.

Mit 2: Mieszkańcy Donbasu opowiedzieli się za niepodległością od Ukrainy w referendum w 2014 roku.

Założenie mitu.
Prorosyjscy bojownicy 7 kwietnia 2014 roku w Doniecku ogłosili tzw. „Doniecką Republikę Ludową”, a 11 maja 2014 roku zorganizowali referendum popierające tę decyzję. Wyglądało na to, że w głosowaniu uczestniczyło wielu ludzi, jednak rzeczywistej liczby głosujących nie da się ustalić.

Komentarz. Referendum zorganizowane przez prorosyjskich bojowników było zarówno nielegalne, ponieważ nie miało żadnych podstaw prawnych, jak i nielegitymne, gdyż brakowało w jego sprawie społecznego porozumienia. Prawdziwe referendum zakłada wcześniejszą publiczną dyskusję, której w tym przypadku nie przeprowadzono. Dlatego z punktu widzenia formy organizacji nie było to referendum, lecz swego rodzaju sondaż opinii publicznej. Co więcej, wielu jego uczestników nie rozumiało, nad czym dokładnie głosuje, a każdy nadawał temu wydarzeniu własne znaczenie. Udział w tym przedsięwzięciu tworzył jednak iluzję wpływu na sytuację, co stanowiło psychologiczny mechanizm obronny przed lękiem o przyszłość. Dla wielu osób właśnie ten czynnik był jedynym powodem, by wziąć udział w „referendum”.

Kto jest odpowiedzialny za terror wobec mieszkańców Donbasu?

Mit 3: Po zwycięstwie Majdanu w 2014 roku nowa władza w Kijowie rozpoczęła represje wobec mieszkańców Donbasu, co stało się przyczyną rozpoczęcia walki o oderwanie się od Ukrainy.

Założenie mitu.
Propagandowe fałszywki rozpowszechnione w przestrzeni informacyjnej, które nie znalazły potwierdzenia.

Komentarz. Ze strony zwolenników jedności Ukrainy nie odnotowano przypadków ideologicznie motywowanych tortur ani zabójstw mieszkańców Donbasu, podczas gdy po stronie prorosyjskich zwolenników takich przykładów jest wiele.

Pierwszy akt masowej przemocy na tle ideologicznym miał miejsce 13 marca 2014 roku, kiedy uczestnicy prorosyjskiego wiecu napadli na manifestantów popierających jedność Ukrainy – kilkadziesiąt osób zostało rannych, a 22-letni Dmytro Czerniawski został zabity. 24 maja 2014 roku bojownicy zniszczyli namiot maratonu modlitewnego, a jeden z jego uczestników – pastor donieckiego zboru ewangelicznego „Zgromadzenie Boże” Sergij Kosjak – został tymczasowo zatrzymany i pobity. 4 lipca 2014 roku prorosyjska grupa zbrojna „Rosyjska Armia Prawosławna” pojmała innego uczestnika maratonu, greckokatolickiego księdza Tychona Kulbakę. Cierpiący na cukrzycę duchowny spędził 12 dni w niewoli bez leków, był torturowany i przeżył cudem. 8 czerwca 2014 roku w Słowiańsku prorosyjscy bojownicy pod dowództwem Igora Girkinа (Striełkowa) porwali, brutalnie torturowali i rozstrzelali czterech członków zielonoświątkowego Kościoła „Przemienienie Pańskie”: dwóch diakonów – Wiktora Bradarskiego i Wołodymyra Welyczkę, oraz dwóch synów pastora – Ruwyma i Alberta Pawenków. 8 sierpnia 2014 roku został porwany pastor, uczestnik modlitewnego maratonu Ołeksandr Chomczenko, który przez cztery dni był brutalnie torturowany. Jego zdrowie nigdy się nie poprawiło, a 14 lutego 2018 roku duchowny zmarł. Podobnych przypadków było bardzo wiele, jednak tylko część z nich trafiła do mediów.

Mit 4: Ukraina przez osiem lat ostrzeliwała mieszkańców Donbasu.

Założenie mitu.
Relacje mieszkańców Donbasu o tym, że byli ostrzeliwani przez Ukrainę.

Komentarz. Siły prorosyjskie w Donbasie mogły prowadzić działania bojowe jedynie przy pełnym zaopatrzeniu i wsparciu technicznym ze strony Rosji i właśnie ten fakt był główną przyczyną trwających starć zbrojnych. Jednocześnie można wskazać dwa powody, dla których jeszcze przed pełnoskalową inwazją, w wyniku artyleryjskich wymian ognia wzdłuż linii frontu, pociski nierzadko trafiały w dzielnice mieszkalne, również w wyniku tzw. „ognia przyjacielskiego”. Po pierwsze, podczas takich potyczek obie strony aktywnie manewrowały, starając się uniknąć ognia przeciwnika i często strzelały „na wyprzedzenie”, by objąć ogniem przypuszczalne pozycje wroga. Po drugie, używano pocisków artyleryjskich i rakiet systemów Grad o przekroczonym terminie przydatności, co prowadziło do odchyleń od planowanej trajektorii i nieprzewidywalnych trafień. Wiele zeznań naocznych świadków opiera się na uogólnieniach, że wszystkie ostrzały przypisuje się stronie, której nie popierają.

Oprócz przypadkowych zniszczeń zdarzały się także celowe prowokacje ze strony prorosyjskich formacji zbrojnych, mające na celu utrzymanie określonego poziomu aktywności bojowej, ponieważ od tego zależało ich materialne wsparcie.

Strona ukraińska wprowadziła szczególny reżim prawny strefy prowadzenia „operacji antyterrorystycznej” (ATO) i określiła zasady zabezpieczenia oraz gwarancje prawne dla żołnierzy.

Rosja natomiast nie wprowadziła podobnego reżimu – wypłaty za udział w działaniach bojowych miały formę dodatków „za szczególne warunki służby wojskowej”. W ten sposób dla prorosyjskich formacji powstał materialny bodziec do utrzymywania intensywności walk, w tym poprzez ostrzały ludności cywilnej, by sprowokować ogień zwrotny.

Taktyka całkowitego niszczenia miast podczas ich oblężeń zaczęła być stosowana przez stronę rosyjską na Donbasie od 2022 roku, po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji. Strona ukraińska nigdy nie stosowała podobnej taktyki.

Polityczne tradycje mieszkańców Donbasu

Mit 5: Większość mieszkańców Donbasu zawsze głosowała na partie prorosyjskie, co świadczy o ich pragnieniu bycia z Rosją, a nie z Ukrainą.

Założenie mitu.
W wyborach parlamentarnych 26 października 2014 roku w obwodzie donieckim według list partyjnych zwyciężył uznawany za prorosyjski „Blok Opozycyjny”, zdobywając 38,9% głosów. Na drugim miejscu znalazł się „Blok Petra Poroszenki” – 18,2%, a na trzecim Komunistyczna Partia Ukrainy – 10,2%. W okręgach jednomandatowych obwodu donieckiego często wygrywali byli członkowie Partii Regionów, uznawani za prorosyjskich. W wyborach parlamentarnych 21 lipca 2019 roku według list partyjnych zwyciężyła również uważana za prorosyjską partia „Opozycyjna Platforma – Za życie”, uzyskując 41,77% głosów.

Komentarz. Wyniki tych wyborów nie odzwierciedlały prorosyjskich nastrojów, lecz potrzebę znalezienia kompromisu z Rosją, by nie bać się wojny i móc spokojnie odwiedzać krewnych na okupowanym terytorium. Mieszkańcy obwodu donieckiego z założenia akceptowali lokalny dyskurs polityczny, który był im bliski i zrozumiały, a w jego ramach wybierali tych, którzy – ich zdaniem – zajmowali umiarkowane stanowisko. W tym przejawiało się utopijne marzenie o odtworzeniu przestrzeni bez granic, takiej jak istniała w Związku Radzieckim. Pełnoskalowa inwazja uświadomiła wielu mieszkańcom Donbasu utopijność ich marzenia o „otwartej”, wspólnej przestrzeni.

Tożsamość mieszkańców Donbasu i wpływ rosyjskiej ideologii

Mit 6: Mieszkańcy Donbasu chcą do Rosji, ponieważ uważają się za Rosjan.

Założenie mitu.
Mit stworzony przez rosyjską propagandę na podstawie dowolnego uogólnienia pojedynczych nastrojów.

Komentarz. Na Donbasie historycznie dominowała tożsamość lokalna, zgodnie z którą ludzie utożsamiają się przede wszystkim ze swoją miejscowością lub wspólnotą, a nie z państwem. Ideologia radziecka narzucała identyfikację z sztuczną wspólnotą „narodu radzieckiego”, z której dziś pozostała jedynie nostalgia za wspólną przestrzenią bez granic, w której mieszkali przyjaciele i krewni. Podobnie jak dominacja przekonań komunistycznych w okresie ZSRR nie zmieniła tożsamości mieszkańców Donbasu, tak rozpowszechnienie prorosyjskich nastrojów również nie mogło jej przekształcić w rosyjską tożsamość narodową.

Wielu mieszkańców Donbasu nadal utrzymuje lokalną tożsamość, z której perspektywy oceniają, co może im zaoferować Ukraina, a co Rosja. Pod wpływem silniejszej rosyjskiej propagandy część ludności popiera Rosję, lecz po inwazji liczba takich osób maleje. Ich orientacja jest raczej ideologiczna niż narodowa – nie czują się Rosjanami. Jednocześnie wojna na Donbasie przyspieszyła rozwój ukraińskiej tożsamości obywatelskiej, a wolontariat i pojawienie się osób wewnętrznie przesiedlonych sprzyjają jej umacnianiu i rozwojowi więzi między regionami.

W rezultacie na Donbasie nie ma podziału etnicznego – wszystkich łączy lokalna tożsamość, na której podstawie kształtuje się nowa ukraińska wspólnota obywatelska.


czwartek, 11 grudnia 2025

Nikołaj Karpicki. Czy powrót kultury rosyjskiej na salony w świetle wojny jest możliwy? Czym grozi relatywizacja agresji na Ukrainę?

Źródło: Wydawcą PostPravda.info. 10.12.2025.
URL: https://postpravda.info/pravda/wolnosc/ideologiczny-koncept-kultury-rosyjskiej/


Jak powinniśmy dziś odnosić się do kultury rosyjskiej w świetle wojny, którą Rosja prowadzi przeciwko Ukrainie? Kieruję ten artykuł przede wszystkim do odbiorców europejskich i amerykańskich. Ukraińcom trudno będzie powiedzieć coś nowego, oni i tak wszystko rozumieją. Pisanie o tym nie jest łatwe. Ja sam dorastałem na Syberii, przez wiele lat wnosiłem własnym filozoficznym pisarstwem wkład w kulturę rosyjską, a teraz świadomie opowiadam się po stronie Ukrainy. Kiedy zabierałem się do pracy nad tym artykułem, akurat dotarła wiadomość o ataku rakietowym na blok mieszkalny w Tarnopolu. Około stu rannych, trzydziestu trzech zabitych, wśród nich sześcioro dzieci.

Miejsce kultury rosyjskiej w wojnie ideologicznej

Po wszystkich zbrodniach popełnionych przez Rosję każda jej forma reprezentacji – w sporcie, nauce, kulturze – jest dla Ukraińców nie do przyjęcia. W warunkach wojny na wyniszczenie nie może istnieć inne podejście. Odmienną kwestią jest to, jak mają odnosić się do kultury rosyjskiej Europejczycy, którzy żyją w stosunkowo spokojnych warunkach. W historii było przecież wiele państw, które prowadziły wojny eksterminacyjne i popełniały potworne zbrodnie, a mimo to nie odrzucamy kultur tych krajów. Co więc zrobić z Rosją?

Twórczość kulturowa wymaga wolności, dlatego rosyjskie państwo przez całą swoją historię pozostawało w konflikcie z kulturą, zmuszając twórców do pracy na rzecz ideologii państwowej. W najlepszym razie oferowano wybór między zapomnieniem w biedzie a uznaniem państwowym. W najgorszym – między wolnością a Gułagiem. Dlatego wielu twórców starało się dostosować do władzy, rezygnując z wolności artystycznej i własnych przekonań. Tak dokonywała się ideologiczna mobilizacja kultury, przekształcająca ją w narzędzie wojny.

Można to porównać do takiej sytuacji: choć każdy człowiek jest wyjątkową jednostką, to jednak jeśli Rosja mobilizuje go do armii, która idzie by zabijać Ukraińców, to i tak będzie postrzegany jako wróg. Skoro Rosja prowadzi wojnę ideologiczną, mobilizując w tym celu kulturę rosyjską, to i stosunek do niej w Ukrainie będzie wrogi.

Czy dekonstrukcja kultury rosyjskiej jest możliwa? Nie jesteśmy szympansami

Nawet w okresach pokoju Związek Radziecki żył w stanie wojny ideologicznej, a szkolna edukacja była całkowicie podporządkowana jej celom. Nauczyciele oczekiwali od nas nie tyle zrozumienia artystycznej koncepcji, ile umiejętności wydobycia „właściwego” ideologicznego przesłania: wyjaśnienia, jakie poglądy wyraża bohater i jakie stanowisko zajmuje autor. Dziś nastąpiła zmiana ideologicznego konceptu – zamiast kultury radzieckiej funkcjonuje kultura rosyjska, ale istota pozostała ta sama. Ten koncept Rosja wykorzystuje jako broń ideologiczną w wojnie przeciwko Ukrainie. Dlatego Ukraińcy odrzucają kulturę rosyjską – i jest to fakt wynikający z logiki wojny o przetrwanie. Jednak ja widzę rozwiązanie w zniszczeniu tej ideologicznej broni poprzez dekonstrukcję konceptu kultury. Jak to zrobić?

Kultura to przestrzeń twórczej samorealizacji jednostki oparta na najwyższych wartościach. Społeczeństwo, w którym wszystko regulowane jest jedynie normami społecznymi, niezwiązanymi z wartościami kulturowymi, to społeczeństwo naszych najbliższych krewnych w świecie zwierząt, czyli szympansów. Jeśli będziemy żyć wyłącznie zgodnie z instynktami społecznymi, cofniemy się więc do stanu pierwotnego.

W latach szkolnych wydawało mi się, że system radziecki wpajał najwyższe wartości, które miały poskromić pierwotne instynkty społeczne uczniów. Jednak już w starszych klasach zrozumiałem, że się myliłem. System radziecki oferował nie wartości, lecz ideologiczne wytyczne, mające na celu manipulowanie instynktami społecznymi. Na studiach filozoficznych wiedziałem, że te wytyczne w przyszłości uniemożliwią mi nauczanie filozofii i publikowanie własnych prac.

Dla mnie filozofia jest ucieleśnieniem osobistego doświadczenia życiowego, skierowanego na to, co wieczne i uniwersalne. Tego szukałem w tradycjach filozoficznych rosyjskiej, niemieckiej, indyjskiej, chińskiej i wielu innych. Jednak system radziecki dopuszczał jedynie filozofię marksistowską, faktycznie zakazując innego sposobu myślenia. Podobny konflikt z systemem przeżywali pisarze, artyści, reżyserzy filmowi, humaniści. Wielu wybierało kompromis – i tym samym zabijało swój talent.

Gdy oglądamy genialne filmy lub czytamy wybitne utwory literackie epoki radzieckiej, zazwyczaj nie zastanawiamy się, że za każdym z nich kryła się ciężka walka twórców z normami społecznymi ZSRR o skrawki wolnej przestrzeni kulturowej. Bardzo często ta walka kończyła się porażką – a wtedy autorzy kaleczyli własne dzieła, dostosowując je do ideologicznych wytycznych. Prawdziwa twórczość kulturalna istnieje w wymiarze „osobiste – uniwersalne”. Tymczasem system radziecki widział w kulturze jedynie „społecznie znaczące”, zastępując kulturę jej imitacją w formie ideologicznego konstruktu.

Kiedy przyszedł faszyzm, Rosja nie miała już przyszłości

Upadek Związku Radzieckiego początkowo otworzył przede mną możliwość nauczania filozofii i publikowania. Cenzura została zniesiona, a dostęp do dziedzictwa kulturowego był wolny. W tamtych latach wierzyłem, że Rosja stanie się normalnym krajem demokratycznym – takim jak Polska czy Ukraina. Lecz gdy w pierwszych wyborach parlamentarnych zwyciężyła partia o orientacji imperialnej i szowinistycznej, zrozumiałem, że perspektywa nadejścia faszyzmu do mojej ojczyzny jest całkowicie realna. Kiedy rozpoczęła się pierwsza wojna rosyjsko-czeczeńska, stało się jasne, że trzeba walczyć wszelkimi siłami, aby zapobiec nadejściu kolejnej totalitarnej dyktatury. A kiedy zaczęła się druga wojna czeczeńska, uświadomiłem sobie, że przegraliśmy – i że Rosja nie ma już przyszłości.

Na początku lat 90. Rosyjska Cerkiew Prawosławna cieszyła się w społeczeństwie ogromnym szacunkiem za to, że zdołała przetrwać i zachować tradycję religijną w latach władzy radzieckiej. Jednak zauważałem, że każde kolejne pokolenie studentów odnosiło się do RCP nieco gorzej niż poprzednie i w ciągu dwudziestu lat głęboki szacunek ustąpił całkowitemu odrzuceniu. Młodzież coraz wyraźniej widziała, że Cerkiew oferuje nie religię, lecz religijną ideologię. Nie akceptowano takiego wyboru.

Podobne zmiany zachodziły w moim osobistym stosunku do kultury rosyjskiej. Początkowo postrzegałem ją jako przestrzeń wolnej twórczości, nietkniętą ideologią komunistyczną. Rosyjskich nacjonalistów, którzy usprawiedliwiali swoje imperialne roszczenia „wielką kulturą rosyjską”, uważałem za margines. Po dziesięciu latach okazało się, że to właśnie moje rozumienie kultury – w wymiarze „osobiste – uniwersalne” – stało się marginalne, podczas gdy w świadomości społecznej utrwaliło się ideologiczne, imperialne pojmowanie kultury rosyjskiej. Dziś ten ideologiczny konstrukt przekształcił się w broń wojny przeciwko Ukrainie, a w perspektywie i moim odczuciu – przeciw całej cywilizacji europejskiej.

Co może zrobić Europa? Zamykać rosyjskie centra, ale to dopiero początek

Dla Ukraińców, którzy jednocześnie stawiają opór agresji militarnej i ideologicznej, każda forma reprezentacji Rosji jest nie do przyjęcia. Ale jak mają odnosić się do kultury rosyjskiej przedstawiciele innych narodów europejskich, które obecnie nie prowadzą wojny? Oczywiste jest, że w takich okolicznościach należy wygaszać wszelkie programy kulturalne, które w taki czy inny sposób reprezentują współczesną Rosję jako państwo: działalność rosyjskich centrów kultury („Domów Rosyjskich”), fundacji „Russkij Mir”, Rossotrudniczestwa, Roskoncertu i innych podobnych instytucji. Ale czy to wystarczy? Uważam, że konieczna jest również konsekwentna dekonstrukcja ideologicznego konceptu kultury rosyjskiej w świadomości społecznej.

Przeprowadzenie takiej dekonstrukcji bez strat jest niemożliwe, a to oznacza, że trzeba będzie przestać mówić o rosyjskiej tradycji kulturowej jako całości. Jednak nie powinno to w żaden sposób wpływać na osobisty stosunek do twórców, autorów dzieł kultury. Po prostu ten stosunek nie powinien zależeć od ideologicznych wytycznych ani od jakiejkolwiek konceptualizacji kultury. W tym celu wystarczy nie oceniać pisarza czy artysty z perspektywy społecznej i przestać doszukiwać się u niego „właściwej” albo „wrogiej” postawy ideologicznej.

Z punktu widzenia szkoły radzieckiej popełniam główny grzech: rozpatruję twórczość kulturową w wymiarze „osobiste – uniwersalne”, nie zważając na jej ideologiczne obciążenie ani na jej społeczne znaczenie. Być może w warunkach wojny ideologicznej, rozpętanej przez Rosję, ktoś nawet zarzuci mi „dezercję”. Ale tylko w ten sposób można nie upodobniać się do wroga – pokonać smoka i samemu nie stać się smokiem.

Nie oczekuję od twórcy kultury, by był nauczycielem życia, wzorem moralnym czy nosicielem „właściwej” ideologicznej postawy. Twórcy są takimi samymi ludźmi jak wszyscy inni: ze swoimi słabościami, uprzedzeniami, egoizmem. Różnią się tylko tym, że toczą walkę o przestrzeń osobistej twórczości, wolnej od dyktatu instynktów społecznych. I nie wszystkim udaje się tę wolność zachować. Wielu idzie na kompromis z wymaganiami władzy lub społeczeństwa i tym samym niszczy swój talent. Nic na to nie poradzimy: taka jest wyboista droga wszelkiej twórczości kulturowej wewnątrz społeczeństwa.

Skoro w społeczeństwie rosyjskim utrwaliła się nienawistna wobec człowieka dyktatura, narzucająca ideologicznie nasycone rozumienie „kultury rosyjskiej”, to znaczy, że z tego rozumienia i z takiej kultury należy całkowicie zrezygnować. Również po to, by zachować możliwość istnienia wolności artystycznej w ogóle, poza nurtem ideologicznym, zawłaszczającym dziś niemal całe pole. Co z rosyjskimi twórcami, którzy próbują odnaleźć się na tym wąskim marginesie, gdzie rzadko kto ma siłę i odwagę, by przetrwać? Każdy z nich może mieć w sobie cechy i strony złe oraz dobre. To więc odbiorca, także w kontekście tego wszystkiego co sobie powiedzieliśmy, musi zdecydować czy i kogo wybierze.


poniedziałek, 17 listopada 2025

Tożsamość // Słownik wojny

Źródło: Wydawcą PostPravda.info. 17.11.2025.


Jednym z błędów rosyjskich władz, które liczyły na poparcie lokalnej ludności po inwazji na Ukrainę, jest niezrozumienie ukraińskiej tożsamości oraz faktu, że tożsamości nie da się narzucić jako ideologicznego przekonania. Czym jest tożsamość i czym ukraińska tożsamość różni się od rosyjskiej – wyjaśnia Nikołaj Karpicki w kolejnym artykule z cyklu „Słownik wojny” na PostPravda.Info.

Tożsamość

Tożsamość to poczucie jedności lub identyczności z czymś, element świadomości siebie jako osobowości w zgodzie z jej rozumieniem siebie i relacją wobec innych. W samoświadomości łączą się różne poziomy tożsamości:

– Tożsamość osobista – odpowiedź na pytanie: „Kim jestem?”, świadomość siebie i swojego miejsca w świecie oparta na doświadczeniu życiowym i wewnętrznym samookreśleniu jako osoby.

– Tożsamość społeczna – świadomość swojej przynależności do wspólnoty, kultury lub tradycji; może mieć charakter kulturowy, religijny, zawodowy, ideologiczny, etniczny, narodowy, obywatelski itp.

Wraz ze wzrostem nacjonalizmu w XX wieku ideologiczne odwoływanie się do tożsamości etnicznej i narodowej stało się podstawą roszczeń politycznych, które doprowadziły do II wojny światowej i wielu innych konfliktów zbrojnych, w tym do wojny rosyjsko-ukraińskiej, która rozpoczęła się w 2014 roku.

Tożsamość obywatelska i archaiczna tożsamość społeczna

Archaiczna forma tożsamości społecznej to utożsamianie się ze wspólnotą swoich krewnych, przyjaciół, współmieszkańców – czyli z kręgiem ludzi, z którymi człowiek może bezpośrednio się kontaktować. Na tej podstawie kształtują się różne formy lokalnej tożsamości związane z realnymi wspólnotami – ze swoją wsią, społecznością. Wspólnoty te są realne w tym sensie, że ich członkowie mogą bezpośrednio ze sobą współdziałać, w przeciwieństwie do „wspólnot wyobrażonych” (według terminologii B. Andersona), w których ludzie jedynie w myślach postrzegają siebie jako część jednej grupy, choć faktycznie nigdy się nie spotykają. Takie wspólnoty istnieją wyłącznie w świadomości ludzi, a do ich utrzymania potrzebny jest pewien znak wspólnoty – wspólna religia, język, kultura, naród, obywatelstwo, stan społeczny, terytorium, zwyczaje, etyka itp.

Dawniej przynależność do stanu lub religii była ważniejsza niż przynależność etniczna, dlatego narody i terytoria nie miały dużego znaczenia dla tożsamości społecznej. Kształtowanie się tożsamości obywatelskiej rozpoczęło się w momencie, gdy poczucie odpowiedzialności za swoje miasto lub kraj stało się ważniejsze niż wierność swojemu stanowi, seniorowi lub królowi. Poczucie odpowiedzialności za cały kraj doprowadziło do powstania nowych narodów obywatelskich. Jednak proces ich formowania przebiega różnie w różnych państwach – w jednych są one już ukształtowane, w innych dopiero się rodzą.

Naród radziecki – konstrukcja ideologiczna

Wśród większości słabo wykształconej ludności carskiej Rosji dominowała tożsamość lokalna. Dla tych ludzi istotne było jedynie to, że otaczający ich mówią zrozumiałym językiem, przestrzegają znanych zwyczajów i wyznają tę samą religię. Identyfikacja z Rosją jako całością była rozumiana w kontekście imperialnym – jako utożsamienie z terytorium kontrolowanym przez władzę carską.

Dla komunistów podstawą państwa były terytorium i władza – nie miało już większego znaczenia, jakie narody zamieszkują te ziemie. Z tego wynikał projekt stworzenia nowej wspólnoty – narodu radzieckiego, zjednoczonego jedynie przez terytorium i władzę państwową. Rozpad Związku Radzieckiego pokazał, że identyfikacja z narodem radzieckim była uwarunkowana ideologią, a nie tożsamością, a sam naród radziecki był jedynie konstrukcją ideologiczną.

Różnica między tożsamością a ideologią

Społeczna autoidentyfikacja może mieć charakter ideologiczny lub osobisty – i w tym drugim przypadku staje się podstawą tożsamości. W przeciwieństwie do ideologii tożsamość zawsze ma charakter osobisty. Ideologia tworzy system idei, które pobudzają człowieka do działania w interesie władzy lub grupy dążącej do jej zdobycia. Postawa ideologiczna wymaga, aby człowiek przyjął te idee jako własne, niezależnie od swojego doświadczenia życiowego i osobistego samookreślenia. Osoba, która odmawia ich przyjęcia lub krytycznie je przemyśla, jest postrzegana jako element wrogi wobec danej ideologii.

W przeciwieństwie do ideologii, tożsamość kształtuje się na podstawie własnego doświadczenia życiowego, a idee są sposobem na zrozumienie tego doświadczenia. Dlatego nie ma potrzeby, by człowiek przyjmował określony zestaw idei jako obowiązkowy. Wręcz przeciwnie – może je stale przemyślać na nowo, aby głębiej zrozumieć samego siebie. Z tego powodu tożsamość narodowa lub religijna sprzyja rozwojowi osobowości i twórczej samorealizacji, podczas gdy ideologia narodowa lub religijna – przeciwnie – tłumi osobowość.

Ponieważ ideologiczna autoidentyfikacja ma charakter zewnętrznego przymusu, ludzie zazwyczaj łatwo z niej rezygnują przy zmianie sytuacji politycznej, a taka rezygnacja zasadniczo nie wpływa na ich osobowość. Historycznym przykładem jest odrzucenie samoidentyfikacji z narodem radzieckim. Natomiast z własnej tożsamości nie da się zrezygnować bez całkowitej transformacji osobowości.

Ideologiczne rozumienie tożsamości narodowej

Rozpad Związku Radzieckiego stał się początkiem kształtowania nowych narodów obywatelskich – rosyjskiego i ukraińskiego. Jednak ustanowienie dyktatury w Rosji przerwało ten proces. Obecny reżim w Rosji narzuca Rosjanom sprzeczną identyfikację z własnym państwem, łączącą dwie różne postawy ideologiczne. Po pierwsze, Rosja rozumiana jest nie jako kraj o historycznie określonych granicach, lecz jako każde terytorium, które jest lub kiedykolwiek było kontrolowane przez centralną władzę rosyjską. Po drugie, funkcjonuje agresywny, nacjonalistyczny mit o „trójjedynym narodzie” mającym jeden wspólny korzeń, z którego wynika, że Ukraińcy i Białorusini nie mają prawa do niezależnego od Rosji życia. Pierwsza z tych postaw ma charakter internacjonalistyczny, druga – przeciwnie – nacjonalistyczny i szowinistyczny. Dzięki temu rosyjska propaganda może przyciągać ludzi o skrajnie różnych poglądach ideologicznych.

Zgodnie z nacjonalistyczną postawą rosyjskie władze stawiają sobie za cel narzucenie Ukraińcom rosyjskiej tożsamości, co zostało ogłoszone jako jeden z celów militarnej inwazji na Ukrainę – tak zwana „denazyfikacja”. Część mieszkańców okupowanych terytoriów Ukrainy deklaruje poparcie dla Rosji, kierując się odwrotną postawą – utożsamiając się nie z Rosjanami, lecz z terytorium, którym rządzi Moskwa. Jednak ta ideologiczna identyfikacja nie zdołała ukształtować w nich rosyjskiej tożsamości ani w okresie radzieckim, ani obecnie.

Rosyjski system propagandy przenosi własne ideologiczne rozumienie tożsamości narodowej na ukraińską świadomość społeczną. Zgodnie z tą projekcją ukraińska tożsamość przedstawiana jest jako ideologiczne narzędzie narzucone przez Zachód w celu przeciwstawienia Ukrainy Rosji. Tymczasem Ukrainę łączy wspólne doświadczenie kulturowe i historyczne, w tym również negatywne doświadczenie kolonialne, które wyklucza akceptację rosyjskiej tożsamości.

Po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji Rosji proces kształtowania tożsamości opartej na nowym ukraińskim narodzie obywatelskim znacznie przyspieszył, choć przebiega on nierównomiernie. W wielu regionach, zwłaszcza na wschodzie Ukrainy, obok tożsamości ukraińskiej nadal utrzymuje się archaiczna tożsamość lokalna, oparta na poczuciu przywiązania do swojego miasta lub wsi, lecz nie do całej Ukrainy. Okoliczność tę wykorzystywano również do tworzenia fałszywego mitu, jakoby wśród mieszkańców wschodniej Ukrainy dominowała tożsamość rosyjska.

czwartek, 6 listopada 2025

Mit // Słownik wojny

Źródło: Wydawcą PostPravda.info. 06.11.2025.


Agresywny mit polityczny, którym Moskwa usprawiedliwia wojnę nie tylko przeciwko Ukrainie, lecz także przeciwko całej cywilizacji zachodniej, sięga znacznie głębiej w świadomość masową niż kremlowska propaganda, dezinformacja i fake newsy. W artykule z cyklu „Słownik wojny” prof. Nikołaj Karpicki wyjaśnia, dlaczego należy odróżniać go od zwykłych mitów historycznych, które są właściwe każdej kulturze.

Mit

Mit to pozbawiony racjonalności sposób pojmowania rzeczywistości, który – w odróżnieniu od poznania racjonalnego – nie stawia pytań ani nie dopuszcza postawy krytycznej, lecz przeciwnie – eliminuje je. Mit łączy różne wydarzenia i zjawiska w całościowy obraz świata i nadaje im nowy sens, nawet jeśli nie były ze sobą powiązane. Mit uzupełnia poznanie racjonalne i pozwala postrzegać życie jako całość, jednak może przekształcić się w formę agresywną, jeśli wejdzie w konflikt z rzeczywistością i zmusi do zaprzeczania oczywistym faktom.

Przykład. Jeśli życie dwojga zakochanych nabiera nowego znaczenia dzięki mitowi wiecznej miłości lub przeznaczenia, to mit ten odsłania prawdziwy sens szczęścia, podczas gdy myślenie krytyczne tylko by temu przeszkadzało. Szczęście zakochanych stanowi kryterium prawdziwości tego mitu. Ale jeśli człowiek oślepiony miłością zaczyna natarczywie prześladować drugą osobę, jego mitologiczne postrzeganie miłości wchodzi w konflikt z rzeczywistością.

Najczęstszą formą agresywnego mitu społecznego jest „teoria spiskowa”: spisek lekarzy, którzy rzekomo wymyślili koronawirusa; spisek tajnego światowego rządu, który rzekomo wywołał wojnę między Rosją a Ukrainą itd. Takie mity mogą być wykorzystywane przez różne siły polityczne do uzasadniania przejęcia władzy, dyktatury, represji czy agresji wojskowej.

Ponieważ świadomość społeczna podlega logice mitologicznej, krążą w niej pseudonaukowe i pseudo-historyczne mity – jest to naturalne i nie musi być oceniane negatywnie. Na przykład przekonanie, że własny język i kultura są najstarsze. Jednak w ideologicznym przetworzeniu takie mity mogą nabrać agresywnej formy politycznej.

Różnica między agresywnym mitem politycznym a fake newsem i dezinformacją

Fake news to fałszywka mająca wprowadzić w błąd – na przykład sfałszowana wiadomość, zdjęcie, źródło informacji itd. Jeśli fake newsy są rozpowszechniane celowo, mamy do czynienia z dezinformacją. Z reguły można ją zweryfikować poprzez analizę danych i źródeł albo przynajmniej wykazać jej bezpodstawność. Mit polityczny nie tylko żywi się propagandowymi fałszywkami, lecz także sam potrafi je wytwarzać – nawet bez udziału propagandy.

W odróżnieniu od fake newsów i dezinformacji agresywny mit polityczny nie tylko wprowadza w błąd w kwestii faktów czy wydarzeń, lecz także buduje alternatywny obraz świata, który uniemożliwia wzajemne zrozumienie z tymi, którzy postrzegają rzeczywistość adekwatnie. Obraz świata określa znaczenie wydarzeń i ich prawdopodobieństwo: zjawiska, które z punktu widzenia racjonalnego postrzegania rzeczywistości wydają się mało prawdopodobne lub niemożliwe, w alternatywnym obrazie świata stają się naturalne i konieczne – i odwrotnie.

Nie można traktować agresywnego mitu politycznego jako jednej z błędnych hipotez, ponieważ nawet błędne hipotezy można zweryfikować racjonalnymi metodami w odniesieniu do rzeczywistości. Tymczasem taki mit weryfikowany jest jedynie w odniesieniu do własnego obrazu świata – poprzez dowolne interpretacje i uogólnienia. Dlatego żadnymi racjonalnymi argumentami ani odwołaniami do faktów nie da się przekonać człowieka, który w taki mit wierzy.

Przykład. Jesienią 1999 roku dominował mit imperialny, według którego siły zewnętrzne chciały rozbić Rosję, a nowy przywódca miał ją odrodzić. Gdy w Rosji doszło do zamachów terrorystycznych z wysadzeniem budynków mieszkalnych – które stały się pretekstem do rozpoczęcia drugiej wojny czeczeńskiej – moskiewskie FSB zostało przyłapane na gorącym uczynku podczas przygotowań do kolejnego zamachu w Riazaniu. Mimo to Rosjanie w kolejnych wyborach głosowali na Putina. Oznacza to, że mit okazał się silniejszy niż fakt.

Agresywne mity polityczne Kremla

Świadomość historyczna kształtuje się pod wpływem nienaukowych mitów historycznych, takich jak mit o „trójjedynym narodzie” Rosjan, Ukraińców i Białorusinów, rzekomo wywodzących się ze wspólnego korzenia. Jednak terytorium Rusi Kijowskiej zamieszkiwało wiele różnych plemion słowiańskich i niesłowiańskich, więc prowadzenie od nich bezpośredniej linii do współczesnych narodów jest nieuprawnione. Wydawałoby się, że nie ma to większego znaczenia dla dzisiejszej Rosji i Ukrainy – a jednak władze rosyjskie przekształciły ten mit w ideologię usprawiedliwiającą wojnę i niszczenie ukraińskiej tożsamości.

Obraz świata zwolenników obecnego reżimu rosyjskiego obejmuje szereg agresywnych mitów politycznych, które przyczyniły się do rozwoju ideologii i praktyki rosyjskiego faszyzmu – raszyzmu. Rosjanie, którzy przyjmują ten obraz świata, są przekonani, że Zachód i Ukraina są im wrodzy, a Rosja jest zmuszona prowadzić z nimi wojnę. Przekonanie takich ludzi faktami czy racjonalnymi argumentami jest praktycznie niemożliwe.

Wśród tych mitów są:

– Rosjanie, Ukraińcy i Białorusini to jeden naród, dlatego Ukraina nie ma prawa do niepodległości.
– Ukraińska tożsamość nie istnieje, a Ukraina to projekt austro-węgierski stworzony po to, by rozbić Rosję.
– W 2014 roku Stany Zjednoczone zorganizowały zamach stanu na Ukrainie i wbrew woli mieszkańców doprowadziły do władzy „kijowską juntę”, która rzekomo ustanowiła nazistowską dyktaturę i prowadzi represje wobec Rosjan.
– Mieszkańcy wschodniej Ukrainy mają rosyjską tożsamość, dlatego zawsze chcieli wejść w skład Rosji.
– „Kijowska junta” przez osiem lat bombardowała Donbas, podczas gdy mieszkańcy Ukrainy marzyli o tym, by Rosja uwolniła ich od „nazistowskiego reżimu”.

Wszystkie te mity nie mają nic wspólnego z rzeczywistością, jednak na ich podstawie Kreml podjął decyzję o pełnoskalowej inwazji na Ukrainę, oczekując, że zostanie ona poparta przez miejscową ludność.

Wojna to rzeczywistość, której nie da się ignorować

Mity historyczne są nieodłączną częścią świadomości kulturowej narodu, a twórczość kulturowa oparta na micie potwierdza jego wewnętrzną prawdę. Mit i nauka to alternatywne sposoby rozumienia rzeczywistości, dlatego bezcelowe jest obalanie mitu z perspektywy nauki lub nauki z perspektywy mitu. Twierdzić, że mit jest fałszywy, można tylko wtedy, gdy pozostaje w konflikcie z rzeczywistością. Dodatkowym znakiem fałszywości takich mitów jest ich zdolność do rodzenia nowych fałszywek – na przykład zmyślonych opowieści o „okrucieństwach nazistów”, które powstają w świadomości zbiorowej niezależnie od oficjalnej propagandy.

W czasie pokoju ludzie często zastępują rzeczywistość mitami, pozwalając sobie nie dostrzegać sprzeczności. Jednak wojna to rzeczywistość, której nie można zignorować. Putin wierzył, że Ukraińcy poprą rosyjską inwazję, lecz jego mit wszedł w konflikt z rzeczywistością. Wielu Rosjan wierzy w mit o „nazistach prześladujących Rosjan na Ukrainie”, przez co tracą więź z bliskimi i przyjaciółmi, postrzegając ich nie jako żywych ludzi, lecz jako obrazy z propagandy. W ten sposób wchodzą w konflikt z rzeczywistością ludzi, którzy są im bliscy. To pozwala stwierdzić, że nie wszystkie, lecz właśnie rosyjskie mity polityczne są fałszywe.

Nikołaj Karpicki
Słownik wojny

piątek, 31 października 2025

Ideologia // Słownik wojny

Źródło: Wydawcą PostPravda.info. 31.10.2025.


Jeśli ideologia sowiecka była monolityczna, to współczesna ideologia rosyjskich władz wydaje się niejednorodna, łącząc ze sobą, wydawałoby się, sprzeczne elementy – na przykład pielęgnowanie sowieckiej przeszłości i idealizację carskiej Rosji. Mimo to rosyjska propaganda odnosi zauważalne sukcesy, przyciągając do siebie bardzo różne siły polityczne, czasem nawet wrogie do siebie nawzajem. Pokazuje to, że współczesna ideologia rosyjska funkcjonuje inaczej niż sowiecka. Aby zrozumieć, na czym polega ta różnica, trzeba sięgnąć do samego pojęcia „ideologia”, któremu Nikołaj Karpicki poświęcił kolejny artykuł w „Słowniku wojny”.

Ideologia

Ideologia to system idei, które motywują do działania w interesie władzy lub grupy ludzi dążących do władzy. Chodzi tu zarówno o władzę państwową, jak i o władzę wewnątrz różnych segmentów społeczeństwa – w ruchach religijnych, wspólnotach patriarchalnych, środowiskach zawodowych, organizacjach mafijnych itd.

Wartości i ideologia

Wartości to szczególne znaczenia, które nadają nowy sens treści życia – czynom, celom, wydarzeniom, zjawiskom itp. To one kształtują wewnętrzną, niezależną od zewnętrznych okoliczności motywację, skłaniającą człowieka do wolnego myślenia i działania. Dzięki wartościowemu samookreśleniu jednostka uświadamia sobie swoją wolność i realizuje się w twórczości kulturowej.

U podstaw ideologii leżą założenia ideologiczne – takie znaczenia, które wyznaczają kryteria oceny zjawisk społeczno-politycznych, określają wymagania wobec postawy człowieka w społeczeństwie oraz jego udziału w życiu społecznym. Ideologia zakłada, że jej założenia wymagają bezwarunkowej zgody bez krytycznej refleksji. Dlatego w zetknięciu z ideologiczną propagandą człowiek staje przed wyborem: albo się z nią zgodzi, albo znajdzie się w gronie tych, którzy są wobec niej wrodzy.

Jeśli założenie ideologiczne działa jako czynnik zewnętrzny, niewymagający wolnego samookreślenia, to wartości przeciwnie ujawniają się wewnątrz tego samookreślenia. Dlatego człowiek potrafi krytycznie przemyśleć własne wartości, co prowadzi do ich głębszego zrozumienia. Ideologia może posługiwać się wartościami tylko wtedy, gdy je przekształca. W tym celu określona interpretacja wartości jest przedstawiana społeczeństwu jako norma, wymagająca bezwarunkowej zgody. Przykładem takiej ideologicznej transformacji jest ideologia „tradycyjnych wartości” współczesnych władz rosyjskich, które funkcjonują wcale nie jako wartości, lecz jako założenia ideologiczne.

Ideologia i moralność społeczna

Moralność społeczna posługuje się normami moralnymi i może opierać się albo na etyce, albo na ideologii. U podstaw etyki leżą wartości etyczne, które zakładają wolne samookreślenie człowieka wobec nich. Dlatego postawa etyczna jest postawą konkretnej osoby, świadomej swojej odpowiedzialności. Norma moralna stanowi miarę wspólnego rozumienia wartości etycznych. Moralność społeczna może się różnić w poszczególnych wspólnotach w zależności od tego, w jaki sposób ich normy moralne utrwalają wspólne dla wszystkich rozumienie wartości etycznych.

Jeśli normy moralne są ustanawiane nie na podstawie wspólnego rozumienia wartości etycznych, lecz jako formalne wymagania, pojawia się potrzeba ich ideologicznego uzasadnienia. Szczególnie wyraźnie widać to wtedy, gdy moralne wymagania obowiązujące wewnątrz określonej wspólnoty zaczynają być narzucane całemu społeczeństwu jako bezwarunkowa norma, wykluczająca dyskusję. W takim przypadku moralność społeczna traci związek z wartościami etycznymi i przekształca się w narzędzie ideologii.

Religia i ideologia

Jeśli religia jest przyjmowana w sposób niewolny, traci swoje prawdziwe znaczenie. Głoszenie nauki wiary i zasad moralnych jest skierowane do wolnych osób; jego celem jest przekonywanie, a nie narzucanie. Jednak gdy wyznawcy religii przedstawiają swoją moralną postawę jako obowiązującą normę dla całego społeczeństwa, w tym również dla tych, którzy nie podzielają ich wiary, wówczas przekształcają religię w ideologię.

Wewnętrzny wymiar religii stanowi wspólne doświadczenie religijne ludzi, natomiast zewnętrzny – jej instytucjonalizacja w przestrzeni społecznej, gdzie wspiera ona tradycyjne dla danego społeczeństwa relacje społeczne i moralność publiczną. Instytucjonalna forma religii może opierać się albo na doświadczeniu religijnym, albo na religijnej ideologii. Religia staje się ideologią wtedy, gdy przekształca się w system wymagań, które ludzie muszą przyjmować niezależnie od osobistego doświadczenia życiowego.

Światopogląd i obraz świata

Światopogląd to spojrzenie na świat oparte na określonym systemie idei, które odzwierciedlają własne przekonania człowieka. Ideologia również stanowi system idei, nadający określony obraz świata, jednak jej celem jest przekonywanie innych. Człowiek może wybrać ideologię jako narzędzie szerzenia swojego światopoglądu w społeczeństwie, ale może też odnosić się do niej pragmatycznie lub nawet cynicznie, rozgraniczając ideologię i własne przekonania. Obraz świata – to, co człowiek postrzega jako rzeczywistość, niezależnie od tego, jak ją ocenia.

U podstaw światopoglądu leżą idee pozwalające człowiekowi określać, co w tym świecie jest słuszne, a co nie, i jak powinien postępować. U podstaw obrazu świata zaś leżą zasady i prawa, zgodnie z którymi świat może być ukształtowany tylko w taki, a nie inny sposób. Na ich podstawie człowiek rozróżnia, co w świecie jest możliwe, a co – z założenia niemożliwe. Aby zmienić światopogląd, wystarczy, by człowiek przemyślał na nowo pewne idee, lecz to nie wystarcza do zmiany obrazu świata. Aby i on uległ zmianie, trzeba na nowo zbudować wyobrażenie o świecie w oparciu o inne zasady.

Obraz świata wyjaśnia, jak zbudowany jest świat; światopogląd – jak oceniany jest istniejący porządek rzeczy; natomiast ideologia – jest narzędziem mobilizacji społeczeństwa i manipulacji nim.

Obraz świata współczesnej władzy rosyjskiej:

Człowieczą historią rządzą mroczne siły, którym przeciwstawia się Rosja. Rozwój cywilizacji jedynie ukazuje sukces tych mrocznych sił, które dominują w rozwiniętych społeczeństwach zachodnich. Jednak ich wpływ jest mniejszy w zacofanych dyktaturach, które mogą być sojusznikami Rosji.

Światopogląd władz rosyjskich:

Najwyższą misją Rosji jest zjednoczanie ziem, a wszyscy, którzy się temu sprzeciwiają, są wrogami. Życie ludzi i narodów poza granicami Rosji nie ma wartości, dlatego powinni być wdzięczni za możliwość zostania włączonymi w skład Rosji. Każde terytorium, które kiedykolwiek było rządzone przez władzę rosyjską – to Rosja. Dążenie Ukrainy do niezależności postrzegane jest jako zdrada, która powinna zostać ukarana, i w związku z tym wojna przeciwko Ukrainie jest usprawiedliwiona.

Ideologia współczesnej władzy rosyjskiej

W Związku Radzieckim mogła istnieć tylko jedna ideologia, która nie tylko całkowicie określała system propagandy, wychowania i kontroli nad społeczeństwem, ale także nakładała ograniczenia na najwyższe kierownictwo państwa. W szczególności dzięki ideologicznym założeniom partia mogła kontrolować KGB.

Władza rosyjska postrzega ideologię jako narzędzie kontroli i manipulacji, które nie powinno ich same ograniczać. W razie potrzeby może łatwo zmienić ideologię i, w zależności od sytuacji, stosuje różne, nawet sprzeczne ze sobą ideologie i założenia ideologiczne, takie jak raszyzm, „Russkij mir”, szczególna droga Rosji, eurazjanizm, kult Stalina, idealizacja carskiej Rosji, „tradycyjne wartości” itd.

System sowiecki opierał się na ideologii przypominającej monolit, który z jednej strony był bardzo twardy, a z drugiej – kruchy, ponieważ każdy atak na choćby jedno ogniwo sowieckiej ideologii zagrażał trwałości całej konstrukcji. Poparcie dla ZSRR oznaczało bezwarunkowe poparcie jego ideologii. Władza rosyjska nie jest związana z żadną jedną ideologią i dzięki temu może uzyskiwać poparcie przeciwnych sobie sił politycznych, ponieważ od nich nie wymaga się poparcia określonej ideologii. Dla niej ważniejszy jest nie wspólny system idei, lecz wspólny obraz świata.

Na przykład w czasach sowieckich osoby religijne zdawały sobie sprawę, że choć są całkowicie zależne od państwa, ich religia jest niezgodna z ideologią komunistyczną. Powodowało to, że organizacje religijne nie mogły otwarcie wspierać agresywnych wojen ZSRR. Jedyny obszar polityczny, w którym mogły uczestniczyć, to tzw. „walka o pokój”, deklaratywnie głoszona przez władze sowieckie. Obecnie wielu rosyjskich autorytetów religijnych samo przedstawia własne warianty ideologii, usprawiedliwiające agresywną politykę Rosji i wojnę przeciwko Ukrainie. Co więcej, zaczynają włączać własną religię w obraz świata rosyjskich władz, w którym współczesna cywilizacja postrzegana jest jako zło. Takiej praktyki nie było w okresie sowieckim.

Nikołaj Karpicki
Słownik wojny

poniedziałek, 20 października 2025

Nikołaj Karpicki. Życie pod ostrzałem. Donbas 2014–2025. Zapiski z dziennika naocznego świadka

Źródło: Wydawcą PostPravda.info. 20.10.2025.

Życie pod ostrzałem. Opytnе 2015. Miejsce śmierci kobiety we własnym mieszkaniu. Zdjęcie: archiwum autora

Wojna nieustannie zmienia swój charakter, a przez to zmienia się też życie ludzi żyjących pod ostrzałem. To co jest niezmienne, to stałe zagrożenie utraty domu, okaleczenia lub śmierci. Profesor Nikołaj Karpicki, jako bezpośredni świadek tych wydarzeń, mieszkaniec Słowiańska w obwodzie donieckim, w PostPravda.Info przedstawia warunki życia na Donbasie nie tylko w ostatnim czasie, ale na przestrzeni minionych dziesięciu lat.

Wojna na Donbasie: Awdijiwka, Opytne, Marjinka pod ostrzałem

Jak ludzie są w stanie żyć pod niemal ciągłym ostrzałem? Próbowałem to sobie wyobrazić trzydzieści lat temu, gdy jeszcze żyjąc w Tomsku na Syberii uczestniczyłem w protestach przeciwko wojnie w Czeczenii. Później, 10 lat temu, kiedy jako niewygodny opozycjonista musiałem opuścić Rosję, zobaczyłem to na własne oczy w przyfrontowej Awdijiwce. Chcę Państwu przedstawić moje zapiski z tamtych czasów, aby można było porównać zmiany, które od tego czasu zaszły.

Kwiecień 2015, Awdijiwka. Względny spokój w porównaniu z ostrzałami podczas walk o lotnisko w Doniecku. Pierwsze ostrzały rozpoczęły się w lipcu 2014 roku i osiągnęły największą intensywność pod koniec stycznia i w pierwszej połowie lutego 2015 roku. Nie było prądu ani wody. Teraz (kwiecień 2015) walki toczą się głównie w strefie przemysłowej, ale mimo to do miasta co jakiś czas dolatują pociski artyleryjskie i rakiety z wyrzutni „Grad”.

Baptystyczny kościół, w którym się zatrzymałem, znajduje się na samym skraju miasta – dalej są już pola, lotnisko w Doniecku i pozycje prorosyjskich bojowników-separatystów. Ganek kościoła jest gęsto podziurawiony drobnymi odłamkami. Spać trzeba przy odgłosie artyleryjskiej kanonady. Pierwszej nocy wyobraźnia podsuwała mi obrazy, jak pocisk wlatuje prosto do mojego pokoju, ale wkrótce – podobnie jak wszyscy mieszkańcy Awdijiwki – przestałem zwracać uwagę na huk artylerii.

W kościele było dużo młodzieży. Jeden z chłopaków został ranny odłamkiem.

– Bo przykucnął, zamiast się położyć – tłumaczył najstarszy z nich. – Błoto, kałuża – nieważne, trzeba od razu padać w jakiekolwiek zagłębienie. Tuż obok mnie też wybuchł pocisk, ale zdążyłem paść na ziemię i wszystkie odłamki przeleciały nade mną. Gdybym tylko przykucnął – fala uderzeniowa oderwałaby mi głowę. Dobrze, że nie używają lotnictwa. Poszczęściło. Lotnictwo to prawdziwy koszmar, przed takimi bombami nie da się ukryć.

Kilka lat później, w 2023 roku, rosyjskie lotnictwo niemal doszczętnie zniszczyło Awdijiwkę przy użyciu kierowanych bomb lotniczych (tzw. KAB-ów).

Wieś Opytnе (między Awdijiwką a lotniskiem w Doniecku), styczeń 2016.

Styczeń 2016, wieś Opytne koło lotniska w Doniecku. We wsi zostało siedemdziesięciu ludzi. Nie ma ani jednego całego budynku. Wydawałoby się, że gorąca faza wojny, po podpisaniu porozumień mińskich, dawno minęła, ale wieś wciąż jest regularnie ostrzeliwana – artylerią, moździerzami, z czołgów, a do tego przenikają grupy dywersyjno-rozpoznawcze…

– A „Grady” (radzieckie samobieżne wyrzutnie rakietowe)? – pytam.

– „Gradów” nie widać od jesieni – odpowiada miejscowy.

Ludzie mieszkają w piwnicy bloku – cywile i wojskowi razem, jak w akademiku. Z piwnicy wystaje rura – mieszkańcy zrobili tam prowizoryczny piecyk. Obok wejścia pień, na którym rąbią drewno. Z boku budynku zieje ogromna dziura po bezpośrednim trafieniu. W tym miejscu zginęła kobieta we własnym mieszkaniu.

Czerwiec 2017, Marjinka. Czyste, piękne miasteczko. Nieustannie pod ostrzałem, a mimo to od razu sprzątają gruz po bombardowaniach. W oczy rzucają się zadbane trawniki z kwiatami. Półzniszczone domy; kilkaset metrów dalej – pozycje separatystów-okupantów. Ulica jest ostrzeliwana nie tylko artylerią, ale nawet z broni strzeleckiej, a ludzie mimo wszystko dbają o kwiaty. Skręciłem w równoległą, na której nikt już nie mieszka – na drzewach dojrzałe morele. Miejscowi powiedzieli, że kiedy jadłem te morele, bojownicy mogli przez celownik zobaczyć kolor moich oczu.

Teraz tego miasta też już nie ma – Rosjanie – podobnie jak Awdijiwkę – zrównali je z ziemią w 2023 roku.

Życie pod ostrzałem. Marjinka 2017. Zniszczony budynek obok zadbanych trawników z kwiatami. Zdjęcie: archiwum autora.

Pierwsze miesiące pełnoskalowej inwazji

24 lutego 2022, Kijów. Wyją syreny, ludzie nie wiedzą, jak reagować ani co ich czeka. Wielu próbuje schronić się w metrze, jakby tam dało się przeczekać wojnę. Koleżanka chciała pojechać z przyjaciółkami do Buczy – sądziła, że tam będzie można się ukryć, gdy w Kijowie rozpoczną się walki. Na szczęście nie zdążyła – droga była już zablokowana.

25 lutego 2022, Słowiańsk. Miasto żyje zwyczajnym rytmem – wojna jeszcze do niego nie dotarła, ale ludzie, którzy już raz przeżyli okupację, dobrze wiedzą, co to znaczy i spokojnie przygotowują się na nadchodzące próby zdobycia.

Marzec 2022, Słowiańsk. Miasto znalazło się w samym oku wojennego huraganu – w jego wnętrzu panuje cisza. Ciężkie walki toczą się w obwodzie kijowskim (o okrucieństwach okupantów mieliśmy dopiero niebawem się dowiedzieć), dochodzą przerażające wieści z Mariupola. Potężny wybuch tuż obok – dokładnie w chwili, gdy łączyłem się ze studentami na zajęcia online – okazał się pierwszym echem wojny w Słowiańsku. W wiadomościach podano, że nad nami zestrzelono pocisk manewrujący.

Już się ściemniało, gdy po raz pierwszy usłyszałem narastający świst rakiety balistycznej. Taką bardzo trudno zestrzelić. Przygotowałem się na uderzenie, przed którym nie ma schronienia. Potężny wybuch, ale szyby całe. Wyszedłem zobaczyć co się stało. W oddali paliło się pole. Na razie takie ataki na nasze miasto zdarzają się sporadycznie. Myślę o Mariupolu, gdzie ludzie przeżywają coś niewyobrażalnie gorszego.

Wielu z nas ma już przygotowane piwnice, w których można się schronić podczas ostrzału, ale nie wszyscy. Moja piwnica to duży dół wewnątrz chybotliwej szopy – gdyby się zawaliła, zasypałoby ją, a ja bym został pogrzebany w tym tymczasowym grobie. Dlatego krycie się tam jest bardziej niebezpieczne, niż pozostanie w domu. Tym bardziej, że atak rakietowy zawsze przychodzi niespodziewanie.

Kwiecień – maj 2022, Słowiańsk. Kanonada staje się ciągła i stopniowo zbliża się do miasta. Padło Izium, za nim – Łymań. Od czasu do czasu Słowiańsk trafiają rakiety, widać coraz więcej zniszczeń. Straszniejsze od rakiet jest jednak ogniowe tsunami artylerii, które wszystko przed sobą pochłania. Jeszcze gorsi są rosyjscy żołnierze, którzy idą gwałcić, torturować i zabijać. Nikt nie wie, na jakich liniach uda się ich zatrzymać.

Lato 2022, Słowiańsk. Miasto zaczęło być regularnie ostrzeliwane z wyrzutni rakietowych (RSZO) i niemal całkowicie opustoszało. Wróg jest już dziesięć kilometrów od miasta, ale nie może przekroczyć rzeki Siewierski Doniec. Gdyby rozstawił wokół Słowiańska artylerię lufową, mógłby doszczętnie zniszczyć miasto, jednak ukraińskie wojsko na to nie pozwala. Nie ma gazu, wody, a prąd często znika – i to na długie godziny.

Kolejny ostrzał – już nie pamiętam, która to noc z rzędu. Wybuchy raz bliżej, raz dalej mojego domu – zastanawiam się, czy tym razem trafią we mnie. To może trwać ponad godzinę.

3 lipca 2022, Słowiańsk. W domu nie było prądu, więc pracowałem tego dnia w zielonoświątkowym kościele „Dobra Wieść”. Nagle rozległa się seria głośnych wybuchów. Może z dziesięć. Ludzie w przedsionku odskoczyli od okna, jedni pobiegli do piwnicy, inni na podwórze zobaczyć, gdzie trafiło. Wyszedłem i ja. Z pobliskich budynków mieszkalnych unosiły się w górę kłęby dymu. Po prawej, po lewej i tuż przede mną. Zaraz potem druga seria wybuchów – jeszcze bliżej.

– Wszyscy do piwnicy! – zawołał dyżurny z kościoła, machając rękami. Wróciłem do stolika, spakowałem laptop i również zszedłem na dół. Intensywne bombardowanie ustało, rozległy się jeszcze trzy pojedyncze wybuchy, ale nikt już na nie nie reagował. Podszedł do mnie Ołeksandr Reszetnik. Ktoś zdążył mu przesłać nagranie z panoramą ostrzału Słowiańska: na całej długości miasta wznoszą się słupy dymu – naliczyliśmy ich około dwudziestu, choć mogło być więcej. Ołeksandr powiedział, że ostrzał prowadzono prawdopodobnie z systemów „Uragan” albo „Smiercz”. Później przeczytałem w wiadomościach, że zginęło sześć osób, a piętnaście zostało rannych.

Ostrzał Słowiańska 3 lipca 2022 r.

Jesień 2022, Słowiańsk. Udana kontrofensywa odrzuciła wroga od miasta, co zapoczątkowało dłuższy okres względnego spokoju. Raz lub dwa razy w tygodniu można było usłyszeć ostrzał rakietowy Słowiańska. Czasem ginęli cywile, ale w porównaniu z latem 2022 roku wydawało się to ciszą. Mieszkańcy zaczęli wracać do domów. Obecnie w Słowiańsku żyje prawie połowa ludności sprzed wojny. Choć mówiąc o „spokoju”, nie jestem obiektywny – mieszkam sam. Matki z dziećmi raczej nie pocieszy fakt, że ataki są rzadsze, jeśli wciąż istnieje ryzyko, że w każdej chwili rosyjska rakieta może zabić lub okaleczyć jej pociechę.

Rok 2025 – wojna zmieniła swój charakter

Lato 2025, Słowiańsk. Do miasta zaczęły dolatywać kierowane bomby lotnicze (tzw. KAB-y). Na szczęście bardzo rzadko, ale ich skutki są potworne. Pocisk artyleryjski może zniszczyć pokój, a rakieta – całe wejście do bloku. KAB – cały budynek. Stopniowo wrogie drony stały się częścią codzienności. Najpierw pojawiały się rzadko i pojedynczo, potem – całymi rojami. Walki powietrzne z dronami najlepiej widać w pogodną noc, gdy niebo usiane jest gwiazdami i widać Drogę Mleczną. Przestrzeń przecinają smugi ognia z dział przeciwlotniczych, nad głową błyskają rozbłyski. Od myśli, że któryś dron może spaść prosto na twój dom, robi się nieswojo.

Czasem brzęczenie dronów trwa długo i jednostajnie – jakby komary krążyły nad tobą. Może to trwać całymi godzinami. Czasem brzęczenie gwałtownie narasta i kończy się eksplozją – to drony pikują z wysokości, a działa przeciwlotnicze nawet nie zdążają odpowiedzieć ogniem.

13 lipca 2025, Słowiańsk. Spokojny poranek. Nic nie zapowiada zagrożenia. Nagle gwałtownie narastający dźwięk rozcinanego powietrza. Sekunda – i potężny wybuch tuż obok – KAB. Jeszcze nie wiem, jakie są skutki uderzenia, być może czyjeś życie właśnie się skończyło.

2 sierpnia 2025, Słowiańsk. Na targu przydworcowym, gdzieś bardzo blisko, huknęło – rosyjski dron Lancet. Pojedyncze uderzenie – syreny nikt nie włączył. Ludzie niewzruszenie zajmowali się swoimi sprawami. Sprzedawczyni wyszła z kiosku i spokojnie zapytała:

– Z której strony uderzyli?

Machnąłem ręką.

– Stamtąd. Echo niosło się z tej strony.

Kiedy jechałem rowerem do domu, znów huknęło. Codzienne życie.

Teraz Kijów bombardują nie mniej, ale jest różnica w tym, jak bombardowania przeżywają kijowianie, a jak mieszkańcy Donbasu. Czas dolotu do Kijowa pozwala śledzić ataki Rosjan w telegramowych kanałach monitorujących – dzięki temu każdy może podjąć decyzję, czy zejść do schronu, ukryć się w łazience, czy też zignorować alarm. Na Donbasie czas dolotu jest tak krótki, że ludzie nawet nie próbują śledzić ataków ani się ukrywać. Przyjmują to, co się dzieje, takim, jakie jest, i dalej wykonują swoje codzienne obowiązki.

15 sierpnia 2025, Słowiańsk. Wczoraj wieczorem był silny ostrzał. Jeden „przylot” był bardzo blisko – aż zadźwięczały szyby. Na szczęście zdążyłem przygotować jedzenie, zanim odłączyli prąd. Rano sprawdziłem wiadomości. Trafienie w prywatny dom mieszkalny, zaledwie kilkaset metrów ode mnie. Poszedłem zobaczyć. Wozy strażackie i zapach spalenizny. Dom zniszczony do fundamentów, powalone drzewa, uszkodzone wszystkie okoliczne budynki.

Istnieje ogromna różnica między ostrzałami niesystematycznymi, jak u nas, a systematycznymi. U nas działają strażacy, ekipy naprawcze – prąd przywrócono już rano. Te pojedyncze ataki terrorystyczne w żaden sposób nie wpływają na życie miasta. Targ był pełen ludzi, życie płynie jak dawniej. Co innego, gdyby rozpoczął się systematyczny ostrzał, zamieniający miasto w ruinę.

Wrzesień 2025, Słowiańsk. Ostrzały się nasiliły. Mnie jest łatwiej – mam spokojną pracę, piszę, uczę zdalnie. Ale jak to jest dla ekip remontowych, które muszą pracować w każdą pogodę pod ostrzałem… albo dla chirurgów, którzy przeprowadzają operacje zamiast ukrywać się w schronach? A jednak pracują. Nie próbują wyjechać z przyfrontowego miasta, choć wiedzą, że ostrzały będą się nasilać, a szpitale znajdują się w strefie szczególnego ryzyka.

Rozmawiałem z ludźmi na oddziale chirurgicznym. Wybuchy jeden po drugim, bardzo blisko. Wielu pacjentów po operacjach, nie mogą chodzić, spokojnie komentują atak. Za każdym razem przenosić cały oddział chirurgiczny do schronu jest zupełnie nierealne, więc wszyscy zostają na miejscu. Taka „rosyjska ruletka”. Ludzie zdają sobie sprawę, że mogą zginąć w każdej chwili. I niekoniecznie tylko w Słowiańsku. Niedawno informowano o młodej rodzinie, która przeniosła się ze Słowiańska do Kijowa i cała zginęła tam.

Wrzesień 2025, Kramatorsk. Obserwuję, jak rozmawiają ze sobą zwykli ludzie – do codziennych, życiowych tematów rozmów dołączył temat ostrzałów. Wielu ma krewnych w różnych miastach Donbasu, więc wszystkich interesuje, gdzie wczoraj bombardowano i kogo zabito. Spotkałem świadka strasznego ataku na osiedle Jarowa, niedaleko stąd. Rano, 9 września 2025 roku, Rosjanie zrzucili bombę lotniczą na emerytów stojących w kolejce po emeryturę. Zginęło 25 osób w wieku od 53 do 87 lat, kolejne 19 zostało rannych. Kobieta opowiadała, że w epicentrum wybuchu pojedyncze części ciał – ręce, nogi – były zmieszane z ziemią, a na obrzeżach ludzi po prostu rozrzuciło. Mówiła, że ludzie przez dwa miesiące nie dostawali emerytur i w końcu przyszli je odebrać. Oczywiście obwinia także lokalne władze o to, że nie zadbały o bezpieczeństwo.

Szpital miejski w Kramatorsku to miejsce, gdzie można spotkać ludzi z innych miast Donbasu. Starszego mężczyznę właśnie wypisano, przyjechała po niego córka, by odwieźć go samochodem do Drużkiwki – sąsiedniego miasta. Siedzą i czekają – jechać niebezpiecznie, nad szpitalem krążą drony.

– Zwiadowcze? – pyta mężczyzna z sąsiedniego łóżka.

– Nie, bojowe – odpowiada córka pacjenta. Słychać terkot dział przeciwlotniczych.

– Mój krewny też jechał z Drużkiwki, to dron się za nim przyczepił zaraz po punkcie kontrolnym – westchnął mężczyzna z sąsiedniego łóżka, a ja wyobraziłem sobie, jak to jest – jechać i wiedzieć, że dron wiszący nad głową w każdej chwili może uderzyć w twój samochód. Sam też mieszka teraz u krewnych w Drużkiwce – jego dom został w Konstantyniwce, którą rosyjskie wojska teraz systematycznie niszczą. Tak jak kiedyś Awdijiwkę, Marjinkę.

Drużkiwka leży między Konstantyniwką a Kramatorskiem, jest często ostrzeliwana, jednak służby remontowe szybko usuwają skutki ataków. W Konstantynіwce natomiast już nic nie działa – nie ma prądu ani wody, w mieście zostało zaledwie sześć tysięcy mieszkańców. Zanim Rosjanie zajmą miasto, niszczą je do fundamentów – innej taktyki nie znają.

Życie pod ostrzałem. Kramatorsk 2025. Tutaj leczą ludzi. Zdjęcie: archiwum autora.

Rozmawiałem też z emerytowanym oficerem, który opowiadał, że nawet w Czasiw Jarze, z którego prawie nic nie zostało, wciąż żyją ludzie – może trzy osoby. Nawet w obliczu śmiertelnego zagrożenia starsi ludzie bardzo niechętnie opuszczają swoje domy. Ukraińscy żołnierze chcieli zmusić do wyjazdu z Czasiw Jaru pewną staruszkę, ale ta dotarła do ich przełożonych i poskarżyła się, więc ci udzielili żołnierzom nagany za rzekomo „niegrzeczne” traktowanie miejscowych.

O odmiennym stosunku do miejscowych ze strony ukraińskich i rosyjskich wojsk świadczą jego słowa:

– Toreck i Gorłówka to miasta-satelity, jak Słowiańsk i Kramatorsk. Rosjanie mielą Toreck na gruz, a w Gorłówce są i prąd, i woda – rosyjscy żołnierze mogą tam doskonale odpocząć przed bitwą. Rozumiem, że nie wolno uderzać w dzielnice mieszkalne, ale przynajmniej w system energetyczny. To wojna o przetrwanie, a naszym zabrania się strzelać w infrastrukturę krytyczną. Tego nie potrafię zrozumieć.

Październik 2025, Ukraina. To, czego doświadczamy w Donbasie, to dopiero początek wielkiej wojny dronów. Myślę, że wkrótce nie będzie już ani tyłów, ani frontu – tylko wojna dronów, której nie da się utrzymać w granicach Rosji i Ukrainy.