poniedziałek, 11 listopada 2024

Nikołaj Karpicki. Wojna Rosji z Ukrainą. Czego spodziewać się po następnym prezydencie USA?

Źródło: Wydawcą PostPravda.info. 10.11.2024.


Nie wiadomo, w jaki sposób Donald Trump spełni swoją obietnicę powstrzymania wojny Rosji przeciwko Ukrainie, ale The Wall Street Journal donosi, że doradcy ds. polityki zagranicznej bliscy prezydentowi elektowi przedstawili różne wersje planu powstrzymania wojny. Zgodnie z oczekiwaniami, strategia porażki militarnej i zmiany reżimu w Rosji nie jest brana pod uwagę, co oznacza, że dopóki Trump będzie prezydentem, reżim Putina nie jest zagrożony.

Opcje zakończenia wojny prosto od doradców Donalda Trumpa

Jednym z proponowanych pomysłów jest ustalenie linii demarkacyjnej w jej obecnym położeniu, wzdłuż której Kijów i Moskwa powinny ustanowić strefę zdemilitaryzowaną o długości 1,3 tys. km. Problem jej ochrony ma zostać przekazany Europejczykom, gdyż nie ma planów angażowania wojsk Stanów Zjednoczonych czy sił pokojowych ONZ. Ze swojej strony Ukraina powinna obiecać, że nie wstąpi do NATO przez co najmniej 20 lat. W zamian Stany Zjednoczone będą nadal dostarczać broń do Kijowa, aby powstrzymać ewentualny nowy rosyjski atak.

Wcześniej wiceprezydent Trumpa J.D. Vance wyraził podobny pomysł zamrożenia wojny wzdłuż linii frontu przy jednoczesnym zagwarantowaniu neutralnego statusu Ukrainy. Kluczowi doradcy Trumpa – Keith Kellogg i Fred Fleitz, zasugerowali powiązanie dostaw broni do Ukrainy z jej zgodą na rozmowy pokojowe z Rosją, pozostawiając kwestię zwrotu okupowanych terytoriów do rozwiązania na drodze dyplomatycznej. Trump nie ogłosił jeszcze, który plan ugody preferuje, ale jest już jasne, że w przeciwieństwie do Joe Bidena, wybierze własny termin rozpoczęcia negocjacji, zmuszając strony do negocjacji.

Problem polega na tym, że przyszła administracja USA będzie miała znacznie większy wpływ na Ukrainę, niż na Rosję. Ukraina znajduje się obecnie w bardzo trudnej sytuacji: nie wdrożyła produkcji wojskowej, prowadziła nieudaną politykę dyplomatyczną, jest całkowicie zależna od dostaw broni i nie może powstrzymać rosyjskiej ofensywy, głównie z powodu braku żołnierzy i kryzysu zarządzania państwem i wojskiem. Wszelkie opóźnienia w dostawach broni kosztują tysiące ludzkich istnień. Dlatego nawet demonstracyjna presja na Ukrainę natychmiast przyniesie tragiczne skutki na froncie.

Musimy zrozumieć, że zamrożenie konfliktu na linii demarkacyjnej oznacza przekształcenie milionów ludzi w bezdomnych, represje na okupowanych terytoriach wobec tych, którzy zachowują ukraińską tożsamość, gwałty, tortury i morderstwa cywilów, indoktrynację ukraińskich dzieci ideologią nienawiści do Ukrainy. Z drugiej strony, Ukraina potrzebuje niezbędnego wytchnienia, aby przeprowadzić wybory, odbudować armię, zmobilizować gospodarkę, zreformować administrację państwową i wojskową oraz wymienić dowództwo armii.

Na jaką opcję zamrożenia wojny zgodziłby się Putin?

Putin nie ma jednak powodu, by przerywać wojnę. Wprowadził rosyjską gospodarkę w tryb wojenny, podczas gdy gospodarki Ukrainy i krajów zachodnich nadal działają w trybie pokojowym. Daje to Rosji chwilową przewagę militarną pomimo degradacji kraju. Ponadto Putin zmienił armię z poborowej na najemną. Zapewnia to stały napływ ochotników, których śmierć nie spowoduje napięć społecznych, pozwalając na prowadzenie wojny w nieskończoność. Uzgodnił również wzajemną pomoc wojskową z Koreą Północną, która może teraz wysłać nie tylko pociski, ale także regularną armię na front ukraiński. W obliczu wyczerpania ukraińskiej armii Putin zachowuje inicjatywę na froncie. Wojna pozwoliła mu skonsolidować władzę wewnątrz Rosji. Pięć milionów siłowików jest gotowych wykonać każdy zbrodniczy rozkaz, byle tylko nie wysłano ich na front.

Duża część rosyjskiego społeczeństwa czerpie korzyści z wojny. Co więcej, zawarcie pokoju wywołuje strach i to nie tylko dlatego, że przepływ pieniędzy do regionów zostanie zatrzymany. Masy rozgoryczonych żołnierzy, którzy są przyzwyczajeni do pieniędzy i zabijania, powrócą z frontu. Zakończenie wojny osłabi i zdestabilizuje reżim, więc Putin nie może przestać walczyć. Teoretycznie, jeśli Trump zmusi go do podpisania porozumienia pokojowego z Ukrainą, wojna zacznie się gdzie indziej, ale potem i tak wróci do Ukrainy. Putin może zgodzić się co najwyżej na tymczasowe zamrożenie działań wojennych, ale tylko wtedy, gdy zawieszenie broni da mu czas na przygotowanie się do nowej fazy wojny z lepszej pozycji wyjściowej.

W 2014 roku Putin był gotów zawrzeć pokój z Ukrainą na warunkach porozumienia Mińsk-2, co oznaczało zniszczenie ukraińskiej państwowości. Zgodnie z tym porozumieniem Ukraina miała włączyć do swojego systemu państwowego formacje wojskowe, sądy i prokuraturę, które byłyby skutecznie kontrolowane przez Putina. Na szczęście umowa ta nie została ratyfikowana przez ukraiński parlament, dlatego też nie weszła w życie. Nie przeszkodziło to jednak zachodnim przywódcom, wraz z Putinem, zmusić Ukrainę do jej przestrzegania. Oczywiście nawet teraz Putin będzie żądał od Ukrainy – nie tylko ustępstw terytorialnych, ale także częściowego lub całkowitego zrzeczenia się suwerenności. 

Istnieje jednak jeszcze gorsza opcja niż ta, którą proponują doradcy Trumpa. Udając chęć zawarcia pokoju, Putin mógłby przekonać Trumpa do odcięcia Ukrainie pomocy wojskowej, podczas gdy on sam zwiększyłby presję militarną na linii frontu. Zachód już wcześniej dał się nabrać na tę sztuczkę, z bardzo tragicznymi konsekwencjami na froncie. Chociaż Putin nie ukrywa swojej motywacji do wojny z Ukrainą, zachodni przywódcy po prostu tego nie rozumieją, a zatem konsekwentnie wybierają błędną strategię powstrzymywania Rosji.

Niezrozumienie motywacji Putina prowadzi do wyboru błędnej strategii utrzymania Rosji

Przed 2014 rokiem zachodnie elity próbowały zintegrować Putina z cywilizowanym światem. Błędnie uważały, że główną motywacją Putina jest bogactwo i szacunek na arenie międzynarodowej, a jeśli dadzą mu to czego chce, stanie się cywilizowanym politykiem. Nie wzięli jednak pod uwagę, że dla dyktatora imperialna idea jest ważniejsza niż korzyści materialne. W 2014 r., kiedy Rosja zajęła Krym, Donieck i Ługańsk, zachodnie elity zdały sobie sprawę, że prawdziwym interesem Putina było coś zupełnie innego – wzmocnienie i rozszerzenie strefy wpływów imperium. Wciąż jednak nie udało im się w pełni zrozumieć motywacji Putina i dlatego wybrali błędną strategię powstrzymywania opartą na kompromisie poprzez ustępstwa.

W końcu nawet imperialista musi mieć racjonalnie zrozumiałe interesy, co oznacza, że można z nim negocjować, aby pokazać mu, że eskalacja wojny nie jest korzystna dla nikogo. Z tego powodu nie tylko nie dostarczyli Ukrainie broni, ale wręcz przeciwnie, naciskali na nią, aby poddała się zgodnie z porozumieniem Mińsk-2. Jednak Ukraina nie wykorzystała również czasu na wdrożenie produkcji wojskowej i reformę armii, co oznacza, że ukraińskie elity popełniły ten sam błąd, co Zachód. Co więcej, Wołodymyr Zełenski wygrał wybory z hasłem „Powinniśmy po prostu przestać strzelać!”, wzywając do zawieszenia broni bez warunków wstępnych. 

W 2022 r. Rosja rozpoczęła wojnę na dużą skalę i ponownie niezrozumienie motywacji Putina doprowadziło do wyboru błędnej strategii. Zarówno Ukraina, jak i kraje zachodnie zakładały, że Rosja będzie zachowywać się jak imperium, które wysłało wojskowy korpus ekspedycyjny do obcego kraju, ale nie chce zrezygnować z pokojowego trybu życia. W tym przypadku wystarczyłoby pokonać korpus ekspedycyjny, aby zakończyć wojnę, najważniejsze jest tutaj zapobieganie eskalacji. Opierając się na tej błędnej postawie, ukraińskie kierownictwo zdecydowało, że może zakończyć wojnę z pomocą zachodniej broni, bez przenoszenia gospodarki na tory wojskowe, a tym samym zminimalizować straty gospodarcze. Wszyscy się mylili, nie tylko Ukraina.

Pamiętam, jak w 2022 roku w prasie pojawiły się doniesienia, że w USA biznesmeni nie chcą zwiększać produkcji amunicji, aby nie ponosić strat, ponieważ wojna wkrótce się skończy i pociski amunicja nie będą potrzebne. I rzeczywiście, dzięki zachodniej pomocy wojskowej, Ukraina zmiażdżyła armię inwazyjną i rozpoczęła kontrofensywę. Kiedy jednak Putin zmobilizował gospodarkę wojenną, stworzył nową armię najemników i rozpoczął wojnę na wyniszczenie, Ukraina i Zachód nie były na to przygotowane. 

Plan doradców Trumpa jest również wątpliwy, ponieważ nie rozumieją oni w pełni motywacji Putina, wierząc, że mają do czynienia z konwencjonalnym imperialistą pragnącym przejąć nowe terytorium. Wystarczy spojrzeć na Bachmut, miasto duchów, w którym nikt nie mieszka, aby zdać sobie sprawę, że tak nie jest. Jaki pożytek ma imperium z anektowania ruin? Putin nie potrzebuje ukraińskich miast, walczy dla samego zniszczenia. Tutaj pragnienie zniszczenia przeważa nad pragnieniem wzbogacenia i wzmocnienia jego imperium. To pragnienie zniszczenia ma charakter nekrofilny, innymi słowami, mamy do czynienia z nową formą imperializmu – nekroimperializmem.

Podsumowując

Do 2014 r. polityka Putina pokazywała, że dąży on do bogactwa i szacunku na arenie międzynarodowej. Potem okazało się, że to nie było najważniejsze. Wraz z wybuchem wojny przeciwko Ukrainie stało się jasne, że kieruje nim motywacja imperialna – pragnienie rozszerzenia swojej strefy wpływów bez względu na straty. Ale to nie wszystko. Przejście do wojny na wyniszczenie pokazało, że motywacja imperialna łączy się z nekrofilnym pragnieniem zniszczenia. Ale nawet to nie wyjaśnia jeszcze jego szczególnego stosunku do Ukrainy.

Pierwszego dnia wojny na dużą skalę, 24 lutego 2022 r., Putin ogłosił swój cel: denazyfikację Ukrainy. Osoby spoza Rosji nie zdawały sobie sprawy, o czym mówi, ponieważ słowo to jest używane w innym znaczeniu. Przez denazyfikację Putin rozumie zniszczenie ukraińskiej tożsamości, w której widzi egzystencjalne zagrożenie dla siebie. Więc nawet jeśli zawrze zawieszenie broni, nadal nie zaprzestanie swoich dążeń do zniszczenia Ukrainy za wszelką cenę. Niezrozumienie tej motywacji może ponownie doprowadzić do błędnej strategii przeciwdziałania Rosji, dlatego tak ważne jest wyjaśnienie, dlaczego Putin, i nie tylko on, ale miliony Rosjan, postrzegają ukraińską tożsamość jako egzystencjalne zagrożenie. Ale to temat na osobną rozmowę.

Piotr Kaszuwara. Konstantin Gadauskas: „W Buczy zwyciężyliśmy śmierć”

Źródło: Wydawcą PostPravda.info. 07.11.2024.

Na zdj. Konstantin Gadauskas, Bucza 2022, fot. Alina Turyszyn.

Bohater filmu fabularnego pt. „Bucza”, w szczerym wywiadzie udzielonym PostPravda.Info opowiada o tym, jak zdołał uratować spod rosyjskiej okupacji 204 osoby. Konstantin Gadauskas to człowiek, którego można porównać do legendarnego Jana Karskiego, który poinformował świat o holocauście podczas II wojny światowej. Kazach, któremu życie zawdzięcza kilkaset osób był z kolei naocznym światkiem zbrodni, jakie Rosjanie popełnili w Buczy pod Kijowem w marcu 2022 roku, na początku inwazji na Ukrainę. – Bałem się. Ale wiedziałem też, że nie działam sam. Że w zasadzie to nie ja robię, tylko Bóg moimi rękami ratuje tych ludzi. Dlatego kazałem każdemu, kto wsiadał do mojego auta się modlić. Każda z 204 osób to zrobiła i wszyscy przeżyli – mówi Gadauskas. Dziś w kinach premiera filmu, który opowiada o jego bohaterstwie.

Konstantin Gadauskas: najgorsi byli Pskowscy
Piotr Kaszuwara, PostPravda.Info: Dlaczego Rosjanie zabili tylu ludzi w Buczy, Irpieniu, w Hostomelu?

Konstantin Gadauskas: Ci, których ja spotkałem byli mocno ideowi. Wręcz tacy… ideowi faszyści. Nie zabjali dlatego, że ktoś ich atakował albo siłą im się przeciwstawiał. Mordowali ludzi za to, co myśleli. Za to, że byli Ukraińcami.

Buriaci? O nich najczęściej słyszymy, kiedy mówimy o masakrze w Buczy.

Nie. Najgorsi byli Pskowscy. 76. Dywizja Szturmowo-Desantowa Federacji Rosyjskiej. To jedna z najstarszych jednostek w Rosji. Walczyli podczas II wojny światowej, szli na Niemcy. W latach 90. brali udział w wojnach czeczeńskich, aneksji Krymu, wojnie w Donbasie oraz właśnie w inwazji na Ukrainę w 2022 roku. To także oni, wraz z jednostką specjalną KGB o nazwie Alfa, w 1991 roku szturmowali siedzibę Telewizji w Wilnie. Wcześniej w 1986 roku mordowali studentów, w 2022 roku w styczniu brali udział w tłumieniu protestów społecznych w Kazachstanie, byli na wojnie w Gruzji i podczas interwencji rosyjskiej w Nadniestrzu, w Mołdawii.

Zadania wyjątkowo specjalne.

Absolutnie. Nie trafiają tam przypadkowi ludzie. Mają całkowicie wyprane mózgi. Są bardzo oddani idei. Większość z nich to ogromni faceci, wysocy na dwa metry, wielcy. Większość z nich na pewno nie ma wszystkich klepek. Nie mają żadnej litości, zero ludzkich odruchów. To najstraszniejsi żołnierze jakich widziałem w życiu.


Jesteś pewien, że byli w Buczy?

Tak. Na pewno. Ale nie byli tam od samego początku. Kiedy te pierwsze jednostki, jakie zachodziły do miasta zaczęły panikować, to wysłali Pskowskich. I to właśnie na sam koniec oni zamordowali najwięcej cywilnych ludzi. Urządzili sobie safari. Jeździli po ulicach i strzelali do kogo popadło. Do tego kto wyszedł z domu po wodę, po jedzenie. Wszystkich. Widziałem kilkoro z nich. Na piersi mieli naszywki z napisem „Jestem rosyjskim okupantem”.

A wojna się dopiero wtedy zaczynała.

A oni przyjechali z konkretnym zadaniem do wykonania. Nie byli tam, żeby rozmawiać, czy z kimś dyskutować. Pierwsze ich oddziały dotarły do Buczy, gdzieś w okolicy 20 marca 2022 roku. Wcześniej rzeczywiście w okolicy głównie siedzieli Buriaci. Pskowscy wycofywali się spod Kijowa, uciekali, bo zaczęli być okrążani przez Ukraińców od strony Makarowa. Wystraszyli się, że wpadną w kocioł i wszyscy zginą. No i z tego co wiem, generał Załużny rzeczywiście taki plan miał. 30 marca zaczęli więc wyjeżdżać i zostawiać za sobą inne rosyjskie jednostki. W ten sposób Pskowscy niestety zdołali uciec.

To kiedy mieli czas na zabijanie ludzi?

28 marca zaczęło się tzw. „oczyszczanie” Irpienia. Czyli masowe zabijanie Ukraińców. Trwało to kilka dni. Mniej więcej od 28 do 30 marca. Kilka dni później do miasta wkroczyły Siły Zbrojne Ukrainy. Wcześniej był tam HUR, czyli Główny Zarząd Wywiadu Ministerstwa Obrony Ukrainy. Oni weszli na teren zajęty przez wroga najwcześniej.

Na zdj. Konstantin Gadauskas wraz z ludźmi, których uratował spod okupacji, arch. pryw., 2022.

„I znowu przyszli ruskie…”

Dziennikarze wjechali do Irpienia i Buczy dopiero 3 kwietnia.

Tak. 2 kwietnia weszły SZU, a po nich na miejsce wpuszczono wielu zagranicznych korespondentów. Pierwsza na miejsce, razem ze mną wjechała ukraińska dziennikarka telewizji TSN i 1+1 – Alina Turyszyn. Jechaliśmy w obstawie HUR. W mieście byli jeszcze Rosjanie, którzy próbowali jeszcze walczyć, ale nasi szybko się z nimi rozprawili. Nikogo do niewoli nie brano.

Też brałeś w tym udział, po wszystkim co widziałeś?

Miałem ze sobą broń. Też chodziłem po mieście i szukałem Rosjan, ale nikogo nie zabiłem. Nie chciałem w ogóle mieć tego karabinu ze sobą, ale żołnierze mi mówią: „słuchaj, jak ich spotkasz, to oni o nic cię prosić nie będą. Albo ty ich, albo oni ciebie.” Chwała Bogu nic takiego się nie wydarzyło. Może dlatego, że modliłem się, żeby nie musieć do nikogo strzelać. Moim przeznaczeniem jest ratować życie, a nie je odbierać. Znajomi się nawet ze mnie śmieją, że jakbym był potrzebny w armii, to od razu trafię do kompanii zabezpieczenia i wyślą mnie, żebym od Rosjan kupował benzynę do ukraińskich czołgów (śmiech).

Masz korzenie litewskie, ale większość życia spędziłeś w Kazachstanie. Jak to się stało, że w 2019 roku zamieszkałeś w Ukrainie?

Musiałem uciekać z kraju. Wyrzucono mnie i skazano na banicję, za to, że przeciwstawiałem się prorosyjskiej władzy. Byłem politycznym dysydentem. W 2019 roku wspierałem w wyborach Amirjana Kosanowa. Głównego rywala obecnego prezydenta kraju Kasima-Jomarta Tokajewa. Niestety Kosanow zawiódł nas wszystkich i sprzedał swoją prezydenturę za 10 mln dolarów. Po ogłoszeniu wyników, bezpruderyjnie pogratulował Tokajewowi. To było tak przykre i smutne, bo Kosanow miał szansę zmienić Kazachstan. Mógł zmienić historię swojego narodu. Gdyby dotrzymał słowa, to pewnie Rosja nie zdołałaby pójść na Ukrainę, bo mogłaby się obawiać stabilności swoich granic. Granica z Kazachstanem jest jedną z najdłuższych dla Federacji Rosyjskiej. Najsmutniejsze w najnowszej historii mojego kraju jest to, że można było tego dokonać bez przelewu krwi. Dziś jest już za późno.

Nie masz szans wrócić do domu?

Na pewno nie teraz. Mam paszport uchodźcy politycznego w Ukrainie. Wszystko, co miałem mi zabrano. I zrobił to człowiek, któremu zaufałem. Któremu wierzyliśmy, że chce zmienić nasz kraj na lepsze. Wszystko wydarzyło się w jeden dzień. Pozbawili mnie majątku i powiedzieli: „Od teraz jesteś nikim”. Mojego zięcia zwolnili z pracy, wyrzucili też siostrę. Zaczęły się śledztwa dotyczące dalszych członków mojej rodziny, przyjaciół. Taką cenę zapłaciliśmy za zdradę, której dopuścił się Kosanow.

Nowy dom znalazłeś w Ukrainie.

Pierwsze pół roku spędziłem po prostu na odpoczynku. Byłem załamany. Nie wiedziałem, co ze sobą robić. Zacząłem więc zwiedzać. Jeździć po kraju na różne wycieczki. Spacerować. I swoje miejsce znalazłem w Buczy. Kupiłem sobie mieszkanie, takie jakie chciałem, założyłem dobrze prosperującą firmę, która zajmowała się obsługą stacji ładowania do samochodów elektrycznych. Tylko ułożyłem swoje życie na nowo i znowu przyszli ruskie.

I zostałeś z niczym.

Dokładnie! Parę lat pożyłem jak człowiek. Wiesz, czasem się zastanawiam, co ja będę robić, jak wojna się skończy. Całe moje dorosłe życie to jakaś walka. Wywiozłem 204 osoby z Buczy, Rosjanie odeszli, myślałem – ok, teraz to już na pewno będzie spokojnie. I tak od trzech lat: jak nie drony, to systemy antydronowe, radary, śpiwory, karimaty, konserwy, słodycze, koce, bandaże, piecyki, czapki, szyję kombinezony dla czołgistów w Niemczech, dostarczam wyposażenie do okopów, ciągnę samochody dla armii. Czasem jak patrzę na rachunki naszej Fundacji „Bucha Help”, to się śmieję, że jakby to był biznes, to byłbym już milionerem.

Była taka okazja. Jeden z wysokich oficerów wywiadu ukraińskiego, za uratowanie jego ciężarnej żony i trojga dzieci spod rosyjskiej okupacji oferował ci walizkę pieniędzy.

Tak. I nie wziąłem jej. Powiedziałem, że życie tych ludzi jest warte dużo więcej i poprosiłem, żeby pomógł mi uratować więcej osób. Zaoferowałem, że będę jeździł i wywoził ludzi z Buczy. Na początku nie chciał się zgodzić, ale wierciłem im dziurę w brzuchu. Później HUR przemyślał ten plan i dzięki nim znałem bezpieczne drogi, wiedziałem, kto i gdzie stoi na rosyjskich punktach kontrolnych. Miałem świeże informacje o rosyjskich pozycjach.

Konstantin Gadauskas i żołnierze ukraińscy, arch. pryw., 2022, fot. Alina Turyszyn.

Konstantin Gadauskas o szczegółach współpracy z wywiadem

Skąd?

Z różnych miejsc, ale jednym ze źródeł była starsza pani – Baba Taja, która niemal cały czas siedziała na ławeczce przed domem. Przywoziłem jej jedzenie, wodę, a wracałem z danymi, ile kolumn, jaki sprzęt. Ona w młodości pracowała w zbrojeniówce więc dokładnie znała nazwy, kaliber, siłę rażenia i była w stanie zrozumieć co się dzieje. Siedziała więc i liczyła, a później mówiła mi, co zobaczyła.

Przeżyła?

Tak. Mieszka niedaleko mnie.

Nie bałeś się, że w końcu jednak ktoś się domyśli czym się zajmujesz i ciebie też zastrzeli?

Bałem się. Ale wiedziałem też, że nie działam sam. Że w zasadzie to nie ja robię, tylko Bóg moimi rękami ratuje tych ludzi. Dlatego kazałem każdemu, kto wsiadał do mojego auta się modlić. Każda z 204 osób to zrobiła i wszyscy przeżyli.

To dużo ludzi. Gdybyś za każdym razem mówił, że wieziesz żonę, dzieci czy dziadka, to w końcu brakłoby ci opowieści.

Każda ewakuacja była starannie przemyślana. Jeździłem różnymi drogami, czasami musiałem czymś przekupić Rosjan. Przy każdej rodzinie, przy każdej osobie miałem gotową i przemyślaną historię. Pomagali mi je układać oficerowie ukraińskiego wywiadu.

To nieprawdopodobne, że Rosjanie się nie zorientowali. Zabijali przypadkowych ludzi, a ciebie nie ruszyli.

Bo miałem oficjalne pozwolenie od pułkownika, dowódcy okupacji Artema Gorodylowa.

Na planie filmu Bucza, arch. pryw. (drugi z lewej to aktor grający jednego z katów Buczy).

Wiara ma moc

Jakim cudem?

Kiedy jechałem pierwszy raz w tę stronę, to Rosjanie nie chcieli mnie przepuścić. Zacząłem się im trochę stawiać i powiedziałem, że chcę rozmawiać z dowódcą. Niebawem przyjechał właśnie on. Udało mi się go przekonać, bo zagrałem na jego pysze. Uważał się za wielkiego przedstawiciela potężnego narodu rosyjskiego. Tak też z nim grałem. Do tego był religijny, więc złapałem go też na Biblię. Powiedziałem, że obaj jesteśmy chrześcijanami a obowiązkiem chrześcijan jest ratować życie. Kupił to i pozwolił mi działać. Nie wiem do końca, dlaczego to poskutkowało. Siła Bożego słowa ma niesamowitą moc. Myślę, że Bóg pokazał mi, że wie kim jestem. Że zna mnie osobiście i nie pozwolił nikomu tknąć mnie palcem.

Nigdy nie było blisko śmierci?

Nie raz. Do tej pory zastanawiam się, ile Bóg ma jeszcze cierpliwości. Pamiętam wzrok tych rosyjskich żołnierzy, których spotykałem w Buczy. Oni całym sobą chcieli mnie zabić. Było to widać w ich oczach. Ale nie mieli takiej mocy. W Buczy pokonaliśmy śmierć.

poniedziałek, 21 października 2024

Nikołaj Karpicki. Partia Umarłych przeciwko putinowskiej Rosji

Źródło: Wydawcą PostPravda.info. 21.10.2024.


7 października w Bonn przed ambasadą Rosji w Niemczech odbyła się akcja „nicht verstehen” przeciwko „putinfersterom” i polityce Putina, która zbiegła się w czasie z jego urodzinami. Akcja protestacyjna została zorganizowana przez niemiecki oddział „Partii Umarłych”. Jej założyciel, Maxim Jewstropow, opowiada się za obroną zmarłych przed zapędami obecnych władz Rosji. Aktywiści postawili świeczkę „za spokój” Putina i życzyli mu szybkiego „dnia śmierci”.

Partia Umarłych rozpoczęła swą działalność jako projekt artystyczny i polityczny w 2017 roku w Petersburgu i stała się znana ze swoich akcji, występów i innych wydarzeń w Rosji. Władze Kremla uznały ją za zagrożenie i zaczęły prześladować jej członków. Wielu działaczy partii zostało zmuszonych do emigracji i obecnie organizują podobne akcje na całym świecie. Tylko w Rosji mogła powstać taka partia i tylko tam sens jej działań jest oczywisty. Jest to związane ze szczególnym podejściem do śmierci, które jest kultywowane w Rosji. 

Kult śmierci w Rosji. Dlaczego powstała Partia Umarłych?

Rosja w całej swojej historii prowadziła wojny podjazdowe, stosując tę samą taktykę, bezlitośnie zużywając masy żołnierzy w samobójczych atakach. Jest to ta sama taktyka, którą Rosja stosuje teraz w Ukrainie. Zaskakujące jest jednak to, że rosyjscy żołnierze zarówno wcześniej, jak i teraz są gotowi posłusznie iść na śmierć po trupach swoich towarzyszy. Ta gotowość do bezsensownej śmierci jest związana ze szczególnym nastrojem, w którym życie nie jest już wystarczająco cenne, aby o nie walczyć. Temu szczególnemu, nekrofilnemu nastrojowi towarzyszy utrata poczucia sensu życia. W Rosji jest on w jakiś sposób przekazywany z jednej osoby na drugą, ale poza Rosją trudno jest wyjaśnić, czym on w ogóle jest.

Maxim Jewstropow opisuje to w następujący sposób: „Będąc w Rosji, nieustannie czułem, że wielu ludzi jest w stanie „derealizacji”. Wydaje im się, że tak naprawdę nie żyją, nic się z nimi nie dzieje. Ogólnie rzecz biorąc, wszystko, co dzieje się w Rosji, wydaje się „nierealne”. W niektóre rzeczy, które są powszechne dla Rosjan, naprawdę trudno od razu uwierzyć. A „derealizator jest psychologiczną reakcją obronną na horror, który się dzieje”. (Derealizator – neologizm Maxima Jewstropowa, oznacza siłę lub mechanizm psychologiczny, który prowadzi do utraty poczucia rzeczywistości).

Żołnierze w rosyjskiej armii zawsze byli traktowani jako zbędni, ale prawosławni rosyjscy cesarze wierzyli, że po śmierci człowiek znajduje się w mocy Boga. Jednakże, komuniści zaprzeczali istnieniu Boga i wykorzystywali kult zmarłych bohaterów do swoich ideologicznych celów. Dlatego nawet teraz w Rosji uważa się, że jeśli bohater przeżył, to jest jakimś ułomnym bohaterem. Tylko śmierć może uczynić człowieka prawdziwym bohaterem.

Na przykład prorosyjscy propagandyści wykorzystali fakt, że Azow i inni obrońcy Mariupola poddali się i nie zginęli, jako argument, że są fałszywymi bohaterami. Jednak w ukraińskiej świadomości prawdziwe bohaterstwo przejawia się nie w śmierci, ale w woli życia, którą „Azowcy” pokazali, wybierając niewolę, która jest straszniejsza niż śmierć.

Ideologia Związku Radzieckiego sprzecznie łączyła ideały szczęśliwego życia z kultywowaniem śmierci i z symboliką nekrofilną. Radzieckie piosenki i filmy kultywowały bohaterską śmierć, na Placu Czerwonym w stolicy zbudowano mauzoleum, a mur Kremla zamieniono w cmentarz. Nawet herb Związku Radzieckiego został stworzony na podobieństwo wieńca nagrobnego. Jednak w Związku Radzieckim postawa nekrofilska zajmowała ograniczone miejsce w systemie ideologii i propagandy, nie anulując pragnienia ludzi do szczęśliwego życia. Obecne władze rosyjskie nie opierają się na określonej ideologii, ale na obrazie świata, w którym postawa nekrofilska wyraża się nie w sformułowaniach ideologicznych, ale w niejasnym uczuciu, które zniekształca postrzeganie wydarzeń i dewaluuje życie. 


Różnica między postawą nekrofilską w Związku Radzieckim i w dzisiejszej Rosji jest widoczna w sposobie obchodzenia Dnia Zwycięstwa nad Faszyzmem. W Związku Radzieckim śmierć była gloryfikowana, ale samo święto było postrzegane jako przypomnienie tragedii, która nigdy nie powinna się powtórzyć. W dzisiejszej Rosji Dzień Zwycięstwa odbywa się pod hasłem „Możemy to powtórzyć!” i przekształcił się w święto imperialnej wielkości, w imię której usprawiedliwione jest każde ludzkie poświęcenie. Pojawił się nowy neologizm na określenie tej bachanalii – „pobedobesije”, czyli co można przetłumaczyć jako „zastąpienie święta zwycięstwa szaleńczym szałem demonicznych sił”. („Pobedobesije” – pochodzi od dwóch rosyjskich słów „zwycięstwo” i „demoniczne szaleństwo”).

W 2011 roku dziennikarze niezależnej telewizji TV-2 w Tomsku postanowili przeciwstawić się tym bachanaliom imperialnej wielkości procesją „Nieśmiertelnego Pułku”. Naiwnie liczyli, że jeśli zwykli ludzie wyjdą z portretami swoich zmarłych przodków, to zawstydzą tych, którzy pamięć o wojnie zamieniają w nekrofilny karnawał. Jednak rosyjskie władze przywłaszczyły sobie inicjatywę „Nieśmiertelnego Pułku” i zaczęły organizować marsze z portretami zmarłych, ale nie w celu upamiętnienia tragedii, ale w celu wsparcia imperialnych ambicji. Mówili: „Nawet zmarli nas popierają! Nasza władza rozciąga się nie tylko na żywych, ale i na umarłych!”. Dopiero obawa, że na procesji „Nieśmiertelnego Pułku” pojawią się portrety poległych w Ukrainie, a tym samym ludzie poznają skalę strat militarnych, zmusiła rosyjskie władze do odwołania tego społecznie nekrofilnego wydarzenia. 

Nikt nie ma wyłącznego prawa do wypowiadania się w imieniu zmarłych

Partia Umarłych sprzeciwia się wykorzystywaniu zmarłych jako kolejnego zasobu władzy oraz kulturowej i politycznej nekrofilii we współczesnej Rosji, która przejawia się w militarystycznym i patriotycznym kulcie śmierci oraz braku projektu na przyszłość. Maxim Jewstropow, założyciel partii, mówi nam: „Z martwych kont w mediach społecznościowych pojawiają się posty popierające Putina. Kiedy liczone są głosy w wyborach, głosują martwi ludzie. Były nawet przypadki, gdy martwi posłowie głosowali w Dumie Państwowej. Martwi nie mogą być martwi, żywi nie mogą być żywi”. Partia Umarłych odpiera to zasadą zapisaną w swoim statucie: „Nikt – żadna grupa społeczna ani pojedyncza żyjąca osoba – nie ma uprzywilejowanego i wyłącznego prawa do wypowiadania się w imieniu zmarłych”.

Partia Umarłych charakteryzuje swoją działalność terminem „nekroaktywizm”, który obejmuje publiczne wydarzenia artystyczne i działania polityczne w formie występów ulicznych, w których idee protestu wyrażane są za pomocą środków artystycznych. Na przykład w 2018 r., podczas demonstracji pierwszomajowej w Petersburgu, Varia Mikhailova została zatrzymana za chodzenie w kolumnie Partii Umarłych z obrazem „9 etapów rozkładu przywódcy”. Był to kolaż serii zdjęć przedstawiających trawę wyrastającą z portretu Putina. Varia otrzymała kolosalną jak na tamte czasy grzywnę, a samo dzieło zostało nakazane przez sąd do zniszczenia, pomimo faktu, że praca była cyfrowym kolażem, a nie fizycznym obiektem.


Partia Umarłych została zbudowana na zasadach anarchistycznych. Uczestnicy akcji ulicznych mogli gromadzić się w jednym miejscu, działać synchronicznie w różnych miejscach, a nawet krajach, pomimo że czasami nie znali się osobiście. Partii brakuje scentralizowanego zarządzania i zwykłych oznak organizacji. Jej działania są koordynowane albo przez jej ideologicznego inspiratora Maxima Jewstropowa, albo przez inicjatorów konkretnych akcji.

Podczas akcji członkowie Partii Umarłych zasłaniają twarze maskami czaszek, zachowując anonimowość. W ten sposób symbolicznie identyfikują się ze zmarłymi. Jeśli państwo rosyjskie przemawia w imieniu zmarłych jako uzurpator władzy nad nimi, to uczestnicy akcji nie oddzielają się od zmarłych, postrzegają siebie jako równych im, wierząc, że w pewnym sensie, nawet symbolicznie, sami zmarli poprzez takie działania zaczynają mówić w swoim imieniu i działać jako krytycy państwa, wojny, hierarchii, idei, obnażając nędzę i absurdalność władzy.

Partia Umarłych jest prześladowana w Rosji

Do 2022 r. władze rosyjskie systematycznie zatrzymywały i karały grzywnami członków Partii Umarłych, ale postępowania karne rozpoczęły się po inwazji na Ukrainę na dużą skalę, kiedy Partia Umarłych wypowiedziała się przeciwko agresywnej wojnie i rosyjskiej nekropolityce wojskowej. Wielu członków partii zostało zmuszonych do emigracji, zakładając oddziały w różnych krajach. Najbardziej aktywne oddziały znajdują się w Gruzji i Niemczech. Ci, którzy pozostali w Rosji, żyją pod ciągłą groźbą aresztowania.

Na przykład przebywający w Gruzji Maksim Jewstropow dowiedział się z mediów, że w styczniu 2023 r. rozpoczął się przeciwko niemu proces, a w lutym 2023 r. sąd nakazał jego zaoczne aresztowanie. Próbuję sobie wyobrazić, jak mogłaby wyglądać rozprawa sądowa. Sędzia zadaje pytania do pustego krzesła, na którym powinien siedzieć oskarżony, który nie ma pojęcia, że jest sądzony. Wyznaczony przez sąd adwokat odpowiada zamiast tego krzesła, prosząc o złagodzenie środka przymusu, o zastąpienie zwykłego zaocznego aresztowania zaocznym aresztem domowym… Teatr absurdu! Jednak w Rosji granica między absurdem a rzeczywistością już dawno została zatarta i teraz wszystko jest tam możliwe.


Podstawą oskarżenia była anonimowa wiadomość w sieciach społecznościowych o akcji Partii Umarłych, w której Maxim nawet nie uczestniczył. Przedstawię tekst taki jaki jest bez wielkich liter, aby każdy mógł sam ocenić, jak nieistotny może być powód masowych poszukiwań, prześladowań politycznych i kary za działania o charakterze kryminalnym. Ta krótka wiadomość ma raczej charakter artystyczny, ponieważ wykorzystuje artystyczne zabieg, czyli naprzemienne fragmenty dwóch różnych tekstów, z których jeden jest wielkanocnym pozdrowieniem:

„w samym sercu rosyjskiego świata – na rosyjskim cmentarzu – niedawno odbyły się jasne święta wielkanocne. nikt nie zmartwychwstał.
„rosja zmartwychwstanie wolna”, mówi śmierć.
„jeśli”, mówią spartanie.
śmierć wierzy w najlepsze.
chrystus zmartwychwstał!
– a poborowy jeszcze nie.
śmiercią śmierć depcząc
– pan młody przybył.
chrystus zmartwychwstał
– i mamy tu muchy
prawdziwie zmartwychwstały
– a patriarcha rkp сyryl błogosławi wojnę i uważa, że obracanie miast w ruiny, eksterminacja ich mieszkańców, a także gwałcenie i plądrowanie dla jakiegoś pseudo-imperialistycznego perdoła w kształcie litery „z” obchodzeniem wszystkich przykazań, – 
to ok w porządku i święte.
cóż, niech Bóg pomoże!”

Między wierszami tego postu widać czarny humor autora, który jest typowy dla występów partii umarłych. Znam Maksima bardzo dobrze, ukończyliśmy ten sam wydział filozofii, pracowaliśmy na tym samym wydziale, znałem jego syna i jego żonę, która była moją studentką, i dlatego mogę powiedzieć, że występy Partii Umarłych pod pozorem gry wyrażają jego absolutnie poważny stosunek do śmierci i egzystencjalne, a nie czysto polityczne, odrzucenie reżimu w Rosji. Jeśli zwykli politycy ukrywają swoją niepoważność, imitując poważne działania, w Partii Umarłych jest odwrotnie, poważny stosunek do śmierci i władzy jest maskowany groteskową grą i czarnym humorem.

Teraz jest wojna, każdego dnia obrońcy Ukrainy giną na froncie, ludzie giną też na tyłach od rosyjskiego ostrzału. Ale dla każdego śmierć jego bliskich jest absolutną tragedią, zawaleniem się całego jego świata. Maxim przeżył taką katastrofę, kiedy jego żona i syn zginęli w wypadku samochodowym. Widzę jednak, że w pewien sposób nadal są z nim. Wyobraźmy sobie teraz, że jakaś mała, szara osoba, która jest dyktatorem, przywłaszcza sobie zmarłych członków twojej rodziny, na przykład zmuszając ich do głosowania na siebie, aby następnie zabić więcej niewinnych ludzi. A zmarli nie mają sposobu, by sprzeciwić się takiemu wykorzystaniu ich.

To wyjaśnia, dlaczego Maxim postanowił stać się głosem zmarłych w sprzeciwie wobec władz, i to nie tylko tych sławnych, którzy są honorowani przez ludzi, ale wszystkich zmarłych, w tym tych, o których wszyscy dawno zapomnieli. To jest egzystencjalne znaczenie Partii Umarłych.

Czy Partia Umarłych jest opozycją polityczną?

Rosyjska opozycja jest dla mnie coraz bardziej żenująca, ale to całkiem naturalne. W końcu Rosjanie nie mają wspólnej samoidentyfikacji ani uświadomienia sobie, że są jednym narodem, więc nie może istnieć ogólnorosyjska opozycja. Są ludzie, którzy chcą być rosyjską opozycją, ale zajmują się imitacją.

Maxim Jewstropow nie jest opozycjonistą, ale politycznym artystą-aktywistą. Jest także filozofem, więc daje filozoficzne zrozumienie swojej działalności politycznej. Szanuję Maxima zarówno jako filozofa, kolegę, jak i profesjonalistę – kandydata nauk filozoficznych (red. kandydat nauk filozoficznych to stopień naukowy w Rosji odpowiadający doktorowi filozofii), autora artykułów naukowych i monografii, ale jego język filozoficzny bardzo różni się od mojego i nie zawsze jest dla mnie jasny. Dlatego postaram się przedstawić jego stanowisko tak, jak je zrozumiałem, chociaż może on nie zgadzać się z moimi interpretacjami w niektórych aspektach.

Sytuacja polityczna w Rosji jest taka, że całkowita bezradność opozycji budzi jedynie rozpacz. Maxim wyjaśnia, że polityczna rozpacz to sytuacja politycznej niemożności, utraty nadziei i złudzeń. Można ją nazwać „polityczną śmiercią”, która przypomina polityczną pozycję zwierzęcia lub trupa. Ta rozpacz jest totalna i staje się tłem każdego działania i każdej myśli. Maxim wierzy jednak, że możliwość przezwyciężenia rozpaczy leży w samej rozpaczy. Aby to zrobić, trzeba rozpaczać do końca. Trzeba rozpaczać, aby działać. W ten sposób „śmierć polityczna” staje się punktem wyjścia do walki politycznej. Humor jest jednym z kluczowych czynników przekształcających rozpacz w działanie. Kiedy nie ma już nic do stracenia, pozostaje tylko śmiech. 


Humor pozwala spojrzeć na każdą sytuację z dwóch perspektyw: poważnej, w której wszystko ma bezwarunkowe znaczenie, i niepoważnej, w której całe znaczenie zamienia się w nic. Śmiech jest afektywny – jest afektem, który jest zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz sytuacji, jest transcendencją jaźni, spojrzeniem z zewnątrz. W momencie ośmieszenia rzeczy tracą swoje określone granice. Jednak w sytuacji politycznej rozpaczy humor staje się czarny. W żaden sposób nie usprawiedliwia ani nie legitymizuje politycznej śmierci, ale jednocześnie otwiera wyjście z sytuacji życiowej w przestrzeń wolności. Maxim wierzy, że „wyjście” z rozpaczy polega na paradoksie: aby pozbyć się rozpaczy, trzeba rozpaczać. Czarny humor żyje polityczną śmiercią i tworzy z nią nowe zjawisko, które możemy obserwować w ulicznych akcjach i performansach Partii Umarłych.

Podam przykład tego, jak polityczna desperacja w sytuacji, gdy wybory są niemożliwe, zaprowadziła rosyjską opozycję w ślepy zaułek. Niektórzy członkowie opozycji wzywali do głosowania protestacyjnego, inni do bojkotu wyborów, w wyniku czego żadna z tych strategii nie została zrealizowana. Partia Umarłych przełożyła tę polityczną rozpacz na działanie i wezwała do głosowania na umarłych, stwierdzając: „Przypominamy, że to półfaszystowskie państwo policyjne jest zasadniczo martwe (siła tkwi w prawdzie, a prawda w śmierci), pogrzebało swoją przyszłość, składa się z piramid mieszkalnych trupów, które wciąż nie mogą przyznać, że są już martwe. Będą trwać jeszcze długo, ale ziemia jest bardziej uparta niż oni”. Czarny humor takiego apelu naprawdę przełamał granice, w które zapędziła się rosyjska opozycja. 

Filozofia Partii Umarłych pozwala nam lepiej zrozumieć to, co dzieje się nie tylko wewnątrz Rosji, ale także na froncie. Kiedy Ukraińskie Siły Zbrojne zdobyły przyczółek w obwodzie Kurskim, wielu miało nadzieję, że rosyjskie dowództwo przerzuci tam siły z Donbasu, co doprowadzi do osłabienia rosyjskiej ofensywy w tym kierunku. Ale nic takiego się nie stało.

Maxim Jewstropow wyjaśnia to w ten sposób: „Musi być tak, że zadaniem tak zwanej „specjalnej operacji wojskowej” jest zajęcie i przekształcenie terytoriów ukraińskich w „rosyjski świat”, tj. w coś, co nie nadaje się do zamieszkania. W tym przypadku utrata własnych terytoriów (Kursk, obwód białogrodzki itp.) nie ma większego znaczenia dla Federacji Rosyjskiej, ponieważ już reprezentują one „rosyjski świat”, tj. nie są przeznaczone do życia. Fakt, że niektórzy ludzie nadal tam mieszkają, jest raczej niefortunnym nieporozumieniem z punktu widzenia władz”.

Nazywam obecny rosyjski system państwowy nekroimperializmem, ponieważ kultywuje on śmierć i jest nie do przyjęcia dla żywych. Maxim Jewstropow uważa, że jest on nie do przyjęcia nie tylko dla żywych, ale także dla zmarłych.


poniedziałek, 7 października 2024

Nikołaj Karpicki. Ostatnie ostrzeżenie nuklearne Putina

Źródło: Wydawcą PostPravda.info. 07.10.2024.


25 września 2024 r. na transmitowanym w telewizji posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Putin ogłosił aktualizację doktryny nuklearnej. Oświadczenie zawierało poważne ostrzeżenie nuklearne ze strony Rosji. Zgodnie z radziecką tradycją, telewizyjne wystąpienie przywódcy w związku z groźbą militarną ma miejsce tylko w sytuacji awaryjnej. Groźby użycia broni nuklearnej padały z Kremla już wcześniej, ale teraz Putin podniósł stawkę tak wysoko, jak to tylko możliwe. Nie da się pójść wyżej, a jeśli za słowami Putina nie pójdą czyny, nikt nie będzie już traktował jego gróźb poważnie. Oświadczenie Putina wywołało jednak lawinę niezamierzonych konsekwencji, których on sam nie przewidział.

Ostrzeżenie nuklearne jest środkiem szantażu, czy realnym zagrożeniem?

Broń nuklearna jest bronią odstraszającą, która definitywnie zakończyła zimną wojnę Związku Radzieckiego z Zachodem przed przekształceniem się w coś poważniejszego. Wszyscy rozumieli, że jej użycie doprowadziłoby do całkowitego zniszczenia. Ale Putin znalazł dla niej nowe zastosowanie – szantaż nuklearny, który jest możliwy tylko wtedy, gdy społeczność międzynarodowa wierzy, że posiadacz broni jądrowej jest wystarczająco nieadekwatny, aby jej użyć. Z tego powodu żaden inny przywódca na świecie poza Putinem nie uciekł się do szantażu nuklearnego.

Z drugiej strony, Putin rzeczywiście chciałby użyć broni jądrowej przeciwko Ukrainie, ale nie strategicznej broni jądrowej, ale taktycznej, która jest przeznaczona do użycia na polu bitwy. Moc taktycznej broni jądrowej waha się od kilkuset ton do kilku kiloton w ekwiwalencie trotylu, co jest znacznie mniejsze w porównaniu do strategicznej broni jądrowej, która może osiągnąć setki kiloton. Oznacza to, że moc bomb kierowanych, które Rosja zrzuca na Ukrainę w ciągu jednego dnia, jest w przybliżeniu równoważna mocy jednego małego taktycznego ładunku jądrowego.

We wrześniu 2022 roku Putin znalazł się w rozpaczliwej sytuacji. Ukraińskie Siły Zbrojne odparły pierwszą falę rosyjskiej inwazji i rozpoczęły własną kontrofensywę w regionie Charkowa. Putin nie miał czasu na przygotowanie drugiej fali inwazji, składającej się ze zmobilizowanych wojsk, więc 5 października 2022 r. podpisał ustawę o włączeniu czterech regionów Ukrainy do Rosji, aby prawnie uzasadnić użycie broni jądrowej rzekomo w celu obrony jego terytorium. Nigdy w historii świat nie był tak blisko katastrofy nuklearnej. Światowi przywódcy zdali sobie sprawę, że nawet demonstracyjne użycie jednej głowicy nuklearnej na linii frontu doprowadziłoby do eskalacji nuklearnej, której nie dałoby się powstrzymać.

Dlatego przywódcy najsilniejszych mocarstw świata – USA, Indii, Chin, Wielkiej Brytanii i innych krajów – współpracowali, aby powstrzymać Putina, tym samym wyjaśniając mu, co go czeka, jeśli zostanie użyta broń jądrowa. To oddaliło groźbę wojny nuklearnej, ale Putin nadal używał szantażu nuklearnego. Robił to, by spowolnić dostarczanie pomocy wojskowej do Ukrainy, co miało tragiczne skutki na froncie. Po wyzwoleniu Chersonia, Ukraińskie Siły Zbrojne miały szansę przedrzeć się na Krym i zablokować tam siły rosyjskie, co mogło zakończyć wojnę. Jednak w tym momencie zachodnia koalicja zminimalizowała pomoc wojskową dla Ukrainy. Przetrwawszy stres związany z groźbą eskalacji nuklearnej, mieli nadzieję na rozmowy pokojowe, podczas gdy Putin, udając gotowość do takich rozmów, wykorzystał ten czas na przygotowanie się do niekończącej się wojny na wyczerpanie.

W miarę upływu czasu, zachodni przywódcy zwracają coraz mniejszą uwagę na szantaż nuklearny i powoli zwiększają wsparcie wojskowe dla Ukrainy. Putin za każdym razem musi porzucić swoją kolejną czerwoną linię i ponownie wymyślić inny sposób na podniesienie stawki. 25 marca 2023 r. ogłosił rozmieszczenie taktycznej broni jądrowej na Białorusi. Aleksander Łukaszenka powiedział, że dostawa broni jądrowej w październiku 2023 r. została już zakończona.

Zgodnie z logiką Putina, użycie broni jądrowej z Białorusi jest dla niego stosunkowo bezpieczne, ponieważ uderzenie odwetowe byłoby skierowane przeciwko Białorusi, a nie Rosji. W maju 2024 r. obiecał przeprowadzić ćwiczenia z użyciem taktycznej broni jądrowej. Inwazja ukraińskiej armii na region Kurska przekroczyła kolejną czerwoną linię, ale ku zaskoczeniu wszystkich Putin ani słowem nie wspomniał o broni jądrowej. Milczał przez około dwa miesiące, a potem nagle podniósł stawkę szantażu nuklearnego.

Maksymalizacja stawki w szantażu nuklearnym – co by to oznaczało?

W dniu 25 września 2024 r., na transmitowanym w telewizji posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa, Putin ogłosił aktualizację doktryny nuklearnej, stwierdzając: „Agresję na Rosję przez jakiekolwiek państwo nienuklearne, ale z udziałem lub wsparciem państwa nuklearnego, proponuje się uznać za ich wspólny atak na Federację Rosyjską. Warunki przejścia Rosji do użycia broni jądrowej są również jasno określone. Rozważymy taką możliwość, gdy otrzymamy wiarygodne informacje o masowym uruchomieniu środków ataku lotniczego i ich przekroczeniu granicy naszego państwa. Mam na myśli samoloty strategiczne i taktyczne, pociski manewrujące, drony, samoloty hipersoniczne i inne”.

Z jednej strony Putin jest celowo niejasny: „…przy wsparciu…”. – jakiego rodzaju wsparcie ma na myśli? „Rozważymy taką możliwość…” – co z tego, że rozważą? Z drugiej strony, sformułował warunki użycia broni jądrowej w taki sposób, że może to zrobić w każdej chwili, wykorzystując jako pretekst ataki w głąb terytorium Rosji, które Ukraina już przeprowadziła. Co jednak ma na celu oświadczenie Putina?

Od roku sytuacja na froncie pogarsza się dla Ukrainy. Wojska rosyjskie przełamały front w różnych miejscach, a teraz stworzyły zagrożenie dla Pokrowska, kluczowego miasta w systemie obronnym Donbasu. Ukraińskie wojsko nie zdołało ustabilizować frontu i powstrzymać rosyjskich natarć. Brakuje pocisków, broni przeciwpiechotnej i wyszkolonych żołnierzy. A wszystko to dzieje się w kontekście zmniejszenia pomocy wojskowej ze strony USA. Takie cięcia zwykle towarzyszyły negocjacjom z Rosją.

W każdym razie wiemy, że Stany Zjednoczone prowadziły ostatnio intensywne negocjacje z Chinami i bardzo prawdopodobne, że tematyką było zakończenie wojny. Rezultat mógł być smutny i niebezpieczny dla Ukrainy. Możemy założyć, że nawet to nie wystarczyło Putinowi i postanowił wykorzystać odpowiedni moment na szantaż nuklearny, podczas gdy cała elita polityczna Stanów Zjednoczonych jest zajęta walką przedwyborczą.

Mimo to, kolejne groźby użycia broni nuklearnej w Ukrainie już przestały działać, ponieważ zachodni politycy doskonale rozumieją, jak uruchomić środki odwetowe, przed którymi ostrzegali Putina jesienią 2022 roku. Jednak kiedy wydano to ostrzeżenie, nikomu nie przyszło do głowy, że Putin może użyć broni jądrowej na własnym terytorium. Nawet teraz wydaje się to niedorzeczne. Nawet gdyby chciał użyć taktycznej broni jądrowej przeciwko ukraińskim wojskom w obwodzie kurskim, to nie miałoby to żadnego wymiernego efektu militarnego, ponieważ taka broń jest przeznaczona przeciwko celom stacjonarnym, podczas gdy w obwodzie kurskim toczy się wojna manewrowa.

Ale Putin nie kieruje się logiką wojskową, ale „koncepcjami” zapożyczonymi ze środowiska przestępczego, gdzie najważniejsza jest nie siła, ale zdolność do zastraszania. A jedną ze strategii przestępców, z których korzysta Putin, jest zastraszanie ich szaleństwem.

Przykładowo, na krótko przed przemówieniem Putina na temat nowej doktryny nuklearnej, szef poligonu Nowa Ziemia powiedział, że wszystko jest gotowe do testów broni jądrowej, które nie były tam przeprowadzane od 24 października 1990 roku. Wyobraźmy sobie teraz, że Putin niszczy twierdzę ukraińskiej armii w obwodzie kurskim uderzeniem nuklearnym i natychmiast składa oświadczenie społeczności międzynarodowej, że po prostu przeniósł testy broni jądrowej do obwodu kurskiego, ponieważ ma prawo testować ją w dowolnym miejscu na swoim terytorium i nic nie wiedział o ukraińskiej armii.

W końcu prawnie Rosja nie uznaje faktu ukraińskiej inwazji, nazywając działania wojskowe w obwodzie kurskim „operacją antyterrorystyczną”. Myślę, że jego kalkulacja polegała na tym, że taki „legalny” grzyb nuklearny w obwodzie kurskim przestraszyłby zachodnich przywódców na tyle, że byliby gotowi zawrzeć pokój z Putinem na dowolnych warunkach, a jako gratis mógłby również wpłynąć na wybory w USA i innych krajach europejskich na korzyść zwolenników zawarcia pokoju z Rosją. Sprawy nie potoczyły się jednak po myśli Putina.

Ostrzeżenie nuklearne: Nieoczekiwanym rezultatem szantażu jest dyplomatyczna porażka Putina

Po nowych groźbach nuklearnych Putina, Stany Zjednoczone, reprezentowane przez Antony’ego Blinkena, kategorycznie odrzuciły szantaż nuklearny, a następnie ogłosiły bezprecedensowe zwiększenie amerykańskiej pomocy wojskowej dla Ukrainy, co może naprawdę zmienić sytuację na froncie. Oczywiście Putin nie liczył na taką reakcję USA. Ale jeszcze bardziej nieoczekiwana była dla niego zmiana stanowiska Chin. 27 września, podczas Zgromadzenia Ogólnego ONZ w Nowym Jorku, Chiny wydały oświadczenie, które zostało poparte przez 11 innych państw. Napisano w nim: „Wzywamy do wyrzeczenia się gróźb użycia broni masowego rażenia, zwłaszcza broni jądrowej, chemicznej i biologicznej”. Oznacza to, że Chiny poważnie potraktowały oświadczenie Putina.

Użycie nawet jednej głowicy nuklearnej pod pozorem ćwiczeń jest dla Chin nie do przyjęcia, ponieważ całkowicie niszczy ich strategię zwiększania zagrożenia militarnego dla Tajwanu. W końcu wystarczy, że Stany Zjednoczone ogłoszą, że są gotowe powtórzyć takie nuklearne „ćwiczenia” w Cieśninie Tajwańskiej, a zagrożenie militarne dla wyspy zostanie usunięte. Najwyraźniej Chiny postanowiły ukarać Rosję i w tym celu, za kulisami sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ w Nowym Jorku, stworzyły grupę krajów „Przyjaciół Pokoju” w celu rozwiązania wojny rosyjsko-ukraińskiej.

Oprócz Chin w skład grupy weszły Brazylia, Egipt, Turcja, Kazachstan, Kenia, Indonezja, RPA, Arabia Saudyjska, Zambia, Meksyk, Algieria, Boliwia, Kolumbia, Węgry, Szwajcaria i Francja. Fakt, że Rosja nie została zaproszona do grupy, pokazuje, że Chiny nie uważają jej już za podmiot. Od teraz będą decydować o losie Rosji nie poprzez porozumienia z Putinem, ale poprzez porozumienia ze Stanami Zjednoczonymi. Z tego powodu Francja, jako pośrednik Chin z Zachodem, jest w grupie „Przyjaciół Pokoju”, podczas gdy przystąpienie Turcji i Kazachstanu do grupy pokazuje, że Rosja nie ma sojuszników w konfrontacji z Chinami.

Tak więc, chcąc uzyskać wszystko na raz, Putin poniósł całkowitą porażkę dyplomatyczną, co doprowadziło do utraty podmiotowości. A oto rezultat. W nocy z 28 na 29 września Ukraina z powodzeniem zaatakowała lotniska i składy amunicji na terytorium Rosji. W odpowiedzi, na kremlowskim briefingu w poniedziałek 30 września, sekretarz prasowy Putina Dmitrij Pieskow zasugerował, że nie należy łączyć okoliczności wojny w Ukrainie z użyciem broni jądrowej. Oznacza to, że szantaż nuklearny nie powiódł się i Rosja próbuje cofnąć się i odegrać wszystko od początku.


wtorek, 1 października 2024

Nikołaj Karpicki. Strategiczny plan pokonania Rosji

Źródło: Wydawcą PostPravda.info. 30.09.2024.


„Aby wygrać, musimy zdefiniować cel – czym jest zwycięstwo. Cel Rosji jest jasny – zajęcie Ukrainy i przekształcenie jej w trampolinę do dalszej ofensywy przeciwko Europie. Ale jaki jest cel Ukrainy? Po prostu odeprzeć rosyjski atak czy pokonać Rosję? Zastąpienie idei zwycięstwa chęcią zwykłego odparcia wroga skazuje Ukrainę na niekończącą się wojnę.” Wołodymyr Zełenski obiecuje przedstawić plan zwycięstwa Ukrainy Bidenowi, Harris i Trumpowi we wrześniu tego roku. Twierdzi, że jest to plan strategiczny, którego wdrożenie zależy od Bidena, a nie Putina. Do tego czasu nieznane są jednak szczegóły tego planu.

Zełenski powiedział na briefingu 27 sierpnia: „Jednym z kierunków, którego część została już wykonana, jest obwód kurski. Drugi kierunek to strategiczne miejsce Ukrainy w infrastrukturze bezpieczeństwa na świecie. Trzeci kierunek to potężny pakiet zmuszający Rosję do zakończenia wojny na drodze dyplomatycznej. Czwarty – ekonomiczny”. Czekając na oficjalne ogłoszenia, profesor Nikołaj Karpicki odpowiada na pytania redakcji o to, jakiego rodzaju plan zwycięstwa jest naprawdę potrzebny i dlaczego nie było go wcześniej.

Wojna trwa już dwa i pół roku, dlaczego do tej pory nie ogłoszono strategicznego planu pokonania Rosji?

Ponieważ nikt nie ma pojęcia, co zrobić z Rosją po jej pokonaniu. Co więcej, zachodni politycy nie rozumieją przyczyn wojny i tego, z jakim wrogiem mają do czynienia. Byli całkiem zadowoleni z putinowskiej Rosji, jaka była przed atakiem na Ukrainę, więc chcieliby powrócić do stanu sprzed wojną. Kraje Europy Wschodniej, które już wcześniej doświadczyły agresji Rosji i dlatego chciałyby zobaczyć jej rozczłonkowanie, to inna sprawa. Nikt jednak nie zamierza rozczłonkowywać Rosji, pisać konstytucji dla nowych państw, rozdzielać między nie własności, śledzić broni nuklearnej i obiektów strategicznych itp. Ta praca jest nie do wykonania. Zwłaszcza, że USA i inne kraje Europy Zachodniej kategorycznie sprzeciwiają się rozpadowi Rosji. 

Wojny kończą się albo rozejmem, albo porażką jednej ze stron. Jakikolwiek rozejm z Rosją jest już przegrany i nie ma sił na jego pokonanie. Dlatego pytanie, co zrobić z Rosją, nie jest nawet podjęte w dyskusji.

Czy ma sens mówienie o strategicznym planie pokonania Rosji, gdy sytuacja na froncie jest krytyczna i nie ma sił, które mogłyby odwrócić bieg wydarzeń?

Faktem jest, że jednym z powodów krytycznej sytuacji na froncie jest brak planu pokonania Rosji. Kraje zachodnie nie mają ani planu zwycięstwa, ani planu na przyszłość Rosji po zwycięstwie, co oznacza, że domyślnym ustawieniem jest powrót do stanu sprzed wojny. Dlatego dają broń do obronnej operacji wojskowej, a nie taką, która pomogłaby w zwycięstwie nad Rosją. W praktyce dają nawet mniej, niż jest to konieczne do obrony. I widzimy rezultat tego niestety na froncie. Brak takiego planu może doprowadzić do porażki również na froncie dyplomatycznym.

Aby zmobilizować zachodnie i ukraińskie społeczeństwo do zwycięstwa, potrzebny jest plan, który nakreśli ostateczny cel – co stanowi zwycięstwo – a także zadania i metody jego osiągnięcia. Obecnie bezpośrednim celem jest ustabilizowanie linii frontu i utrzymanie Pokrowska. Jak dotąd, cel zwycięstwa nad Rosją wydaje się nieskończenie odległy, ale taki cel musi istnieć, ponieważ pozwala nam prawidłowo wyznaczać i rozwiązywać bieżące zadania.

Konsensus w ukraińskim społeczeństwie polega na powrocie do granic z 1991 roku i przystąpieniu do NATO. Czy nie jest to plan zwycięstwa?

Powrót do granic państwowych to tylko przesunięcie linii frontu na mniej dogodne pozycje. Ale nawet gdyby udało się nie tylko wyprzeć Rosję, ale wyczerpać ją do tego stopnia, że zawarłaby pokój, dałoby jej to po prostu czas na lepsze przygotowanie się do kolejnej wojny. A NATO nadal Ukrainę nie zaakceptuje, tak długo, jak pozostaną powody, dla których nie akceptuje ję teraz.

Jaki powinien być plan pokonania Rosji?

Niezależnie od tego, jaki plan zwycięstwa sformułujemy, musi on koniecznie zawierać definicję zwycięstwa jako ostatecznego celu. Zawarcie pokoju kosztem ustępstw oznaczałoby nieskrywaną porażkę, a powrót do granic z 1991 r. byłby końcem wojny „remisowej”. Tylko taka klęska militarna Rosji, która zmusi ją do spełnienia ultimatum zwycięzców, może być uznana za zwycięstwo. Czegokolwiek innego nie można nazwać zwycięstwem.

Ultimatum musi zapewnić przyszłość, w której Rosja będzie bezpieczna dla swoich sąsiadów i dla całego świata. Oznacza to, że ultimatum musi narzucać pewien projekt przyszłości Rosji po wojnie. Oczywiście takie ultimatum może zostać wyegzekwowane, jeśli zostanie wydane przez koalicję państw. Ale jeśli nie ma planu dla powojennej Rosji, żadne ultimatum nie jest możliwe, żadna koalicja zwycięzców nie jest możliwa, a zatem nie można sformułować planu pokonania Rosji.

Czy możemy po prostu zostawić Rosję w spokoju po jej klęsce i nie wymyślać żadnych projektów?

Tak myśli wiele osób zarówno na Zachodzie, jak i w Ukrainie, ale to doprowadzi do nowej wojny. Faktem jest, że Rosja nie jest państwem narodowym, ale wojskowym. Pierwotnie została stworzona jako machina wojskowa, której celem było zdobywanie nowych terytoriów. Jest to jej idea narodowa w całej historii, niezależnie od zmiany systemów państwowo-politycznych: Carstwo Moskiewskie – Imperium Rosyjskie – Związek Radziecki – Federacja Rosyjska. Rosja z powodzeniem rekompensowała swoje zacofanie gospodarcze i technologiczne tanią siłą roboczą, niewrażliwością na wszelkie straty i okrucieństwem. Dzięki temu wygrywała wojny.

Dlatego, pomimo całkowitej degradacji społecznej, Rosja jest teraz w stanie zmobilizować się do wojny, a jeśli damy jej cztery lata przerwy na szkolenie oficerów, będzie miała największą armię na świecie. Szansa na pokonanie Rosji jest możliwa przy następnym technologicznym przełomie wojskowym, o czym pisał Walerij Załużny, zanim został usunięty. Ale co to znaczy pokonać? Całkowita porażka militarna nie byłaby dla Rosji ostateczną klęską; Rosja doświadczyła czegoś takiego wiele razy i za każdym razem się podnosiła. Zwycięstwo zakłada dekonstrukcję państwa jako militarnej machiny do imperialistycznych wojen.

Jaki dokładnie powinien być projekt powojennej Rosji?

Powinien on odpowiadać nie temu, jak chcielibyśmy, aby było, ale rzeczywistym warunkom. A warunki są takie, że Rosja nie ma opozycji ani rozsądnych sił politycznych, które mogłyby przejąć władzę i pokierować krajem cywilizowaną ścieżką. „Piękna Rosja przyszłości” to projekt odnowy imperium poprzez zastąpienie „złego” władcy „dobrym”. Przejście do republiki parlamentarnej również niczego nie rozwiąże, ponieważ pozostaje jeden imperialny ośrodek władzy.

Uważam, że państwo, które dopuściło się takich zbrodni na Ukrainie, nie ma prawa istnieć. Jest to jednak tylko moje wewnętrzne przekonanie. Nikt nie będzie zaangażowany w rozpad kraju, a USA i inne kraje europejskie będą raczej wspierać nowego dyktatora, niż pozwalać na spontaniczny rozpad Rosji. Dochodzimy więc do ostatniego i jedynego możliwego wariantu – przekształcenia Rosji w taką federację, w której nie będzie monopolu władzy centralnej. 

Dopóki rząd centralny ma monopol na kontrolę nad agencjami władzy, nie ma znaczenia, jaką ma ideologię i jaka siła polityczna wygrywa, kto jest u władzy – parlament czy prezydent, i co zostanie formalnie zapisane w prawie – w każdym razie po pewnym czasie imperialny model rządów zostanie przywrócony. Aby temu zapobiec, konieczne jest przekazanie funkcji mianowania i odwoływania szefów agencji bezpieczeństwa organowi federalnemu, który składałby się z szefów regionów.

Ponieważ szefowie regionów spotykają się tylko tymczasowo i każdy z nich jest odpowiedzialny za swoje terytorium, złożony z nich organ kolegialny nie będzie w stanie przekształcić się w jedno centrum rządowe, takie jak parlament czy administracja prezydencka. Tak więc agencje bezpieczeństwa, które wcześniej wspierały monopol rządu centralnego, w tym modelu zarządzania będą zależeć od tego, jak regiony porozumieją się między sobą, co doprowadzi do zniesienia tego monopolu.

Obecnie w Rosji gubernator może zostać aresztowany w dowolnym momencie za wszelkie przejawy niezależności. Ale wyobraźmy sobie, że gubernatorzy wybrani w wolnych wyborach dołączyli do Rady Federacji i sami mianowali szefów agencji bezpieczeństwa. W takim przypadku nie byłoby nikogo, kto mógłby ich aresztować, a wtedy mogliby nawiązać dialog z rządem centralnym, który jest całkowicie zależny od ich podatków.

Jeśli umowa o przekazaniu władzy zostanie naruszona, podatki przestaną napływać. Ale co ważniejsze, szefowie regionów musieliby negocjować ze sobą, zwłaszcza jeśli podział środków budżetowych między regiony byłby ustalany na podstawie ich wspólnej decyzji. W takim przypadku po prostu nie zajmowaliby się geopolityką i podbojem nowych terytoriów, każdy walczyłby o własne interesy.

Czy ten projekt jest realistyczny, jeśli pole polityczne w Rosji jest oczyszczone i nawet w wolnych wyborach wygrają raszyści?

Realizacja takiego projektu jest niemożliwa bez militarnej porażki Rosji i międzynarodowej presji z zewnątrz. Rzeczywiście, jest mało prawdopodobne, że odpowiednia osoba zostanie wybrana na gubernatora. Kalkulacja opiera się na ich regionalnych egoistycznych interesach. Chodzi o to, aby stworzyć system równowagi interesów niezależnie od cech moralnych i pozycji ideologicznej ludzi.

W takim modelu zostanie zachowane jednolite państwo i wspólna kontrola nad bronią jądrową, czego chcą Stany Zjednoczone i kraje Europy Zachodniej, a jednocześnie Rosja będzie bezpieczna dla innych, a poszczególne regiony, jeśli będzie wola polityczna, będą miały szansę na uzyskanie niepodległości, czego chcą kraje Europy Wschodniej. Tak więc projekt ten jest kompromisem między Ukrainą, USA i innymi krajami europejskimi, który pozwoli na utworzenie nowej koalicji w celu pokonania Rosji zamiast słabo działającej starej koalicji, która miała jedynie zapobiec klęsce Ukrainy.

poniedziałek, 23 września 2024

Nikołaj Karpicki. Wyznawcy religii Hare Kryszna idą walczyć za Ukrainę. Wojna zmieniła Krysznaitów

Źródło: PostPravda.info. 23.09.2024. 


Słyszeliśmy o tym, że przeciwko Rosji w Ukrainie walczą oddziały z Gruzji, z Białorusi, z Czeczeni, z samej Rosji, są legendy o polskim korpusie na froncie, potwierdzone informacje o żołnierzach żydowskiego pochodzenia, jacy służą w szeregach różnych jednostek, w tym w Azovie, ale „wojownicy” Hare Kryszna? Ilu dokładnie ich jest? Dlaczego zdecydowali porzucić drogę jedynego pokoju? W PostPravda.Info tekst prof. Nikolaja Karpickiego, o tym jak społeczność wyznawców Hare Kryszny odnosi się do wojny w Ukrainie. Z przeprowadzonych badań wynika, że wielu wiernych postanowiło porzucić idee życia w pokoju i nieangażowania się w spory polityczne i wstąpić do ukraińskiej armii, by walczyć z rosyjskim okupantem.

Wojna szybko zmienia świadomość ludzi. Zmiany te są widoczne we wspólnotach religijnych, które wcześniej dystansowały się od życia politycznego i głosiły pacyfizm, a teraz wspierają Ukraińskie Siły Zbrojne. Jeśli przed wojną rosyjscy i ukraińscy współwyznawcy Hare Kryszna nie zdawali sobie sprawy z różnic pomiędzy nimi, to teraz żyją na innych planetach. Straciwszy wspólny język komunikacji, nie rozumieją już siebie nawzajem. 

Ruch Hare Kryszna: pacyfiści czy wojownicy? 

Ruch Hare Kryszna głosi zasadę niestosowania przemocy – ahimsę. Jego przedstawiciele, Waisznawowie lub, jak się ich nazywa, Krysznaici, są wegetarianami i odmawiają zabijania nie tylko ludzi, ale także zwierząt. Dlatego też ukraiński rząd uznał ich prawo do alternatywnej służby cywilnej. Ruch Hare Kryszna powstał w Bengalu w XVI wieku, a w drugiej połowie XX wieku rozprzestrzenił się na cały świat, w tym na Ukrainę. Jego największym stowarzyszeniem w Ukrainie jest „Towarzystwo Świadomości Kryszny”, ale są też inne pokrewne grupy. Wszystkie one wywodzą się z tego samego korzenia i nie ma między nimi sprzeczności. Różnią się jedynie „religijnym smakiem”.

Krysznaici głoszą miłość do jednego Boga, którego nazywają Kryszną, i praktykują powtarzanie mantry Hare Kryszna. Wszystko, co krysznaita robi w swoim codziennym życiu, nawet gdy bierze prysznic lub gotuje posiłek, robi z myślą o swoim Bogu – Krysznie. Styl życia krysznaitów nie pozwala na przemoc.  

Przed wojną trudno było sobie wyobrazić, że ci spokojni ludzie, którzy tańczą w hinduskich strojach na ulicach ukraińskich miast staną się wojownikami. Ilu z nich jest teraz w Siłach Zbrojnych Ukrainy? Trudno powiedzieć dokładnie, ponieważ krysznaici nie mają rejestrów członków. Duchowe przywództwo Ukrainy twierdzi, że wie dokładnie o 80 bojownikach tego wyznania, podczas gdy Mychajło Taszkow, szef projektu „Duchowa materia”, zwolennik ruchu Hare Kryszna i Oficer Sił Zbrojnych Ukrainy, twierdzi, że zidentyfikował 136 wojowników-krysznaitow, a łącznie może być ich ponad dwustu. Jak na stosunkowo niewielką, „pacyfistyczną” wspólnotę religijną to bardzo dużo. Przed wojną było ich w Ukrainie około 40 tysięcy, a teraz być może jest ich nawet dwa razy mniej.

Mychaiło Taszkow mówi, że wiadomo już o śmierci 29 wojowników-krysznaitów, czterech kolejnych zaginęło, a jeden jest w niewoli. Jego projekt „Duchowa materia” ma na celu wspieranie teologicznego uzasadnienia potrzeby obrony własnego kraju za pomocą broni i z tej pozycji on i jego współwyznawcy prowadzą zaciekłą polemikę z kierownictwem swego wyznania. Co zatem motywuje członków „pacyfistycznej” religii do dobrowolnego pójścia na wojnę z agresorem?  

Wyznawcy Hare Kryszna, którzy polegli na wojnie w Ukrainie. Fot: Facebook

Pogląd na wojnę w ruchu Hare Kryszna

Ruch Hare Kryszna jest jednym z nurtów hinduizmu. Zgodnie z hinduistycznymi ideami, światem rządzi uniwersalne prawo moralne – dharma, które przejawia się jako wewnętrzny obowiązek, a każdy człowiek ma swą własną dharmę, zgodną z jego wewnętrzną naturą. Dla ludzi duchowych dharmą jest poznanie prawdy, oddanie się służbie Bogu. Dla wojowników jest to ochrona słabszych, dla chłopów i kupców – zapewnienie życia materialnego. Zgodnie z tym, w Indiach istnieje koncepcja warn. Są one czymś w rodzaju stanów społecznych.

Warna kapłanów – braminów, warna wojowników – kszatrijów, warna chłopów i kupców – wajszjów. W niektórych nurtach hinduizmu uważa się, że warny definiują się przez narodziny, ale w ruchu Hare Kryszna uważa się, że warny są wskaźnikiem osobistych cech danej osoby, które nie zależą od rodziny, w której się urodziła. Ze względu na to zrozumienie, ludzie różnych narodowości ze wszystkich krajów mogą dołączyć do ruchu. 

„Hare Kryszna” to ruch bramiński skupiony wyłącznie na życiu duchowym, którego celem jest służba oddania się Bogu. Dlatego też jego zwolennicy mieli niewielki udział w życiu publicznym – takie uczestnictwo jest obowiązkiem kszatrija, a nie bramina. Przekonania polityczne krysznaitów są na ogół takie same jak te, które wyznawali przed przyłączeniem się do ruchu i ogólnie odzwierciedlają nastroje społeczne. Przywódcy religijni mają tendencję do zajmowania neutralnego stanowiska w kwestiach politycznych i starają się utrzymywać wszelkie spory polityczne poza życiem społeczności. Traktowali wojny jako nieuniknione zło. Zgodnie z ideami wedyjskimi, żyjemy w wieku wojen, tj. w Kali-yudze, a zbawienie można osiągnąć jedynie poprzez służbę oddania się Bogu. 

Kiedy jednak 24 lutego 2022 r. rozpoczęła się pełnoskalowa inwazja rosyjska, dla ukraińskich krysznaitów stało się jasne, że nie jest to tylko jedna z wojen Kali-yugi na obrzeżach ich kraju, ale ludobójcza wojna przeciwko wszystkim Ukraińcom. Wojna o unicestwienie. Nikt nie jest teraz bezpieczny w Ukrainie; Krysznaici umierają tak samo jak inni Ukraińcy. Rosyjscy okupanci zniszczyli trzy świątynie Kryszny. W regionie Chersonia pijany rosyjski żołnierz bez powodu zastrzelił rodzinę krysznaitów w ich domu. W tej chwili wiadomo o śmierci pięciu cywilnych krysznaitów, ale dokładna liczba poległych tej wiary wciąż nie jest znana.  

Jeśli w przeszłości całkowita koncentracja na Bogu i oderwanie się od problemów materialnych było postrzegane jako oznaka duchowości, to w kontekście ludobójczej wojny jest to postrzegane zupełnie odwrotnie – jako relatywizm moralny. W końcu takie całkowite oderwanie, gdy wokół umierają ludzie, dzieci, świadczy o obojętności na cierpienie i niechęci do wzięcia odpowiedzialności za to, co dzieje się wokół nas.

Czy Bóg potrzebuje takiego nieodpowiedzialnego wyznawcy? W ten sposób wśród ukraińskich krysznaitów pojawił się podział na tych, którzy wierzą, że konieczne jest prowadzenie życia religijnego jak dawniej i tych, którzy wierzą, że konieczne jest wzięcie aktywnego udziału w obronie swojego kraju. Ostrej polemice między nimi towarzyszą niekiedy niesprawiedliwe wzajemne oskarżenia. Jedni i drudzy są jednak przeciwni agresji Rosji, spierają się jedynie o to, czy i w jakiej formie należy tę agresję zwalczać. Ukraińscy krysznaici nie podejmują nawet dyskusji ze zwolennikami Rosji, więc rozłamu między ukraińskimi i rosyjskimi krysznaitami nie da się przezwyciężyć. 

Relacje między ukraińskimi i rosyjskimi krysznaitami

Przed wojną ukraińscy i rosyjscy krysznaici nie odczuwali żadnych różnic między sobą i nie zwracali uwagi na fakt, że w Rosji ustanowiono dyktaturę. Przynajmniej do 2011 roku, kiedy to rosyjskie władze podjęły nieudolną próbę zdelegalizowania Towarzystwa Świadomości Kryszny. W tym celu FSB wszczęła proces w syberyjskim mieście Tomsk, aby przyznać świętą księgę Krysznaitów za ekstremistyczną. W tym czasie w Tomsku wciąż istniały resztki społeczeństwa obywatelskiego, które wspierało Krysznaitów, ale poparcie społeczeństwa i rządu Indii odegrało decydującą rolę. Świętą księgę udało się ochronić.

Ukraińscy krysznaici moralnie wspierali swoich rosyjskich współwyznawców i było dla nich szokiem, że ich duchowi bracia, którzy sami niemal stali się ofiarami represji ze strony rosyjskich władz, poparli okupację Krymu i inwazję wojskową na wschodnią Ukrainę w 2014 roku. Początkowo ukraińscy krysznaici próbowali dotrzeć do umysłów swoich rosyjskich współwyznawców, ale teraz takie próby ostatecznie ustały. Faktem jest, że egzystencjalne doświadczenie wojny między nimi jest tak różne, że po prostu nie rozumieją się nawzajem, nawet jeśli obaj opowiadają się za Ukrainą i przeciwko wojnie. 

Dla ukraińskich krysznaitów jest oczywiste, że Rosja prowadzi wojnę przeciwko wszystkim Ukraińcom w celu zniszczenia oraz jest to szczególna wojna, która różni się od każdej innej wojny tym, że jest prowadzona nie dla jakichkolwiek korzyści politycznych, ale w celu zniszczenia Ukrainy i ukraińskiej tożsamości. Jednak nawet dla tych rosyjskich krysznaitów, którzy są przeciwni wojnie i całym sercem sympatyzują ze swoimi ukraińskimi współwyznawcami, jest to tylko jedna z wojen Kali-yugi, która jest prowadzona nie przez Rosję, ale przez rosyjski rząd, rzekomo oddzielony od Rosji. Ta przepaść w postrzeganiu wojny uniemożliwia komunikację nawet między tymi, którzy są przeciwni reżimowi politycznemu w Rosji.

Wyznawcy Hare Kryszna w Ukrainie. Fot: Facebook

Większość rosyjskich krisznaitów stara się zachować neutralność, która łatwo przeradza się w relatywizm moralny i zrównanie ofiary z agresorem. Najczęstsze opinie to: „Wszyscy są winni konfliktu, Rosja, Ukraina i Zachód”; „Wajsznawowie nie powinni angażować się w politykę”; „Demony walczą z demonami, a Wajsznawowie powinni pozostać neutralni”; „Wojna jest karą dla ludzi jedzących mięso, wszyscy są winni, nie ma niewinnych”. 

Wraz ze zwolennikami takiego neutralnego stanowiska relatywizmu moralnego, wśród rosyjskich krysznaitów jest wielu, którzy ufają rosyjskiej propagandzie. Winą za wojnę obarczają albo Ukrainę, gdzie Rosjanie są rzekomo uciskani, albo Zachód, który rzekomo walczy z Rosją rękami Ukrainy. Są też tacy, którzy postrzegają to jako globalny spisek „architektów”, którzy potajemnie rządzą światem. Wyobrażenia prorosyjskich krysznaitów na temat tego, co dzieje się w Ukrainie, są absurdalne i groteskowe. Na przykład znam rosyjskiego krysznaitę, który twierdził, że Rosjanie są łapani w Charkowie, a następnie rosyjskie paszporty są przybijane do różnych części ich ciał. Kategorycznie odmawia komunikowania się ze swoimi ukraińskimi współwyznawcami. 

Jednak wraz z początkiem wojny na dużą skalę ukraińscy krysznaici stanęli przed kolejnym problemem. Faktem jest, że w ruchu Hare Kryszna, podobnie jak ogólnie w hinduizmie, guru, czyli własny duchowy nauczyciel, ma absolutny autorytet. Uważa się, że za jego pośrednictwem działa sam Bóg. Jednak przed wojną, Ukraina nie miała własnych nauczycieli, a inicjację ukraińskich Krysznaitów przeprowadzali nauczyciele z innych krajów, w tym z Rosji, a mianowicie Bhakti Wigjana Goswami (Wadim Tuneew) – przywódca duchowy Towarzystwa Świadomości Kryszny w Rosji, i też Czajtanja Czandra Czaran das (Alexander Chakimow).

Wadim Tuneew zrezygnował z przywództwa rosyjskiego stowarzyszenia Towarzystwa Świadomości Kryszny, wyemigrował i moralnie wspiera Ukrainę i ukraińskich współwyznawców, a Alexander Chakimow zajął przeciwne stanowisko. Nie tylko rozpowszechniał rosyjską narrację propagandową, że Ukraina bombardowała Donbas przez 8 lat, ale także wzywał rosyjskich Krysznaitów do przestrzegania dekretu mobilizacyjnego, mówiąc, że obowiązkiem i wolą Kryszny jest walka, a jeśli Waisznaw zginie, walcząc przeciwko Ukrainie, będzie to chwalebna śmierć, która oczyści go z karmy.  

Niestety, Aleksander Chakimow ma wielu uczniów w Ukrainie, z których wielu absolutnie nie zgadza się z jego stanowiskiem, ale nie mogą porzucić nauczyciela, gdyż jest to sprzeczne z wyznaniem ich wiary. Tak więc ukraińscy krysznaici stanęli przed teologicznym wyzwaniem – jak wyjaśnić, że osoba duchowa, nauczyciel, przez którego działa sam Bóg, przyjmuje demoniczną pozycję? Sytuacja nieco się poprawiła, gdy wiosną 2024 roku duchowy przywódca Towarzystwa Świadomości Kryszny w Ukrainie i Mołdawii Aczjuta Prija (Artem Czumaczenko) został guru (nauczycielem) z prawem do udzielania inicjacji, a jednocześnie zabroniono udzielania rekomendacji do inicjacji od rosyjskich nauczycieli. Jednak co zrobić z tymi, którzy już przyjęli inicjację od Aleksandra Chakimowa, jest kwestią otwartą. 

Dominujące trendy wśród krysznaitów 

Trudno jest dokładnie ocenić dominujące trendy w społeczności krysznaitów, ale można z całą pewnością mówić o nastrojach wśród tych, którzy są obecni w Internecie. Julia Fil, badaczka z Instytutu Orientalistyki UAN, przeprowadziła ankietę internetową w kwietniu 2024 r., aby ustalić, jak wojna wpłynęła na stosunki między ukraińskimi i rosyjskimi krysznaitami. Ponad jedna trzecia ukraińskich krysznaitów w ogóle nie chce kontaktu z rosyjskimi współwyznawcami (36,7%), a nieco mniej niż jedna trzecia jest skłonna przywrócić stosunki tylko wtedy, gdy ich rosyjscy współwyznawcy wezmą odpowiedzialność za zbrodnie Rosji na Ukrainie. Innymi słowami, dwie trzecie krysznaitów zajmuje radykalnie proukraińskie stanowisko i nie jest gotowa na żadne kompromisy w imię komunikacji. Przed wojną nie można było sobie wyobrazić takiej pryncypialności w kwestiach politycznych.

Wojna bardzo zmieniła krysznaitów. Tylko 13,3% odpowiedziało, że konieczne jest przywrócenie komunikacji z Rosjanami, pomijając kwestie polityczne. Jeśli na początku wojny ukraińscy krysznaici aktywnie angażowali się w dyskusje w sieciach społecznościowych, próbując zmienić zdanie swoich rosyjskich współwyznawców, to teraz tylko 5% wyraża taki zamiar. Odpowiada to ogólnemu nastrojowi w całym ukraińskim społeczeństwie, gdzie chęć przekonania Rosjan została zmarginalizowana. Stanowisko, że dla dobra komunikacji należy zgodzić się ze stanowiskiem Rosjan, znajduje się gdzieś w granicach błędu statystycznego – mniej niż 2%.  

Jak pokazuje badanie rosyjskich krysznaitów w Tomsku, nastroje są tam inne. Nieco ponad połowa (52%) zajmuje stanowisko neutralności politycznej i opowiada się za przywróceniem komunikacji z ukraińskimi współwyznawcami, bez poruszania kwestii politycznych. Nieco ponad jedna czwarta (27%) uważa, że należy spotykać się z ukraińskimi współwyznawcami, uznając ich rację. Pozostali zajmują stanowisko prorosyjskie: nieco ponad niż jedna dziesiąta (11,5%) uważa, że w ogóle nie należy komunikować się z ukraińskimi współwyznawcami, a kolejne 10% uważa, że należy próbować przekonać ich do racji Rosji. Myślę, że te liczby odzwierciedlają sytuację świadomości społecznej w Tomsku jako całości, który jest miastem uniwersyteckim i centrum kulturalnym. W przygnębionych miastach Rosji sytuacja jest prawdopodobnie znacznie gorsza, myślę, że rosyjska propaganda nienawiści do Ukrainy bezwzględnie tam dominuje. 

Ludobójcza wojna zmienia wszystkich i jest już oczywiste, że ani ruch Hari Kriszna, ani inne religie w Ukrainie nie pozostaną takie same. Spory i kryzysy w społecznościach religijnych odzwierciedlają podobne kwestie w całym ukraińskim społeczeństwie, a przyszłość Ukrainy będzie zależeć od tego, jak przezwycięży te wewnętrzne sprzeczności.