Źródło: Wydawcą PostPravda.info. 22.04.2026.
URL: https://postpravda.info/pravda/wolnosc/prawda-na-wojne/
URL: https://postpravda.info/pravda/wolnosc/prawda-na-wojne/
Czy Rosjanie bombardują ludność cywilną? – Moment prawdy: Słowiańsk po bombardowaniu 15 kwietnia 2026 roku. Zdjęcie: ukraińska policja krajowa
Ludzie patrzą na wojnę rosyjsko-ukraińską przez pryzmat własnych przekonań i oczekiwań, z jakiegoś powodu często uznając, że tylko ich spojrzenie jest właściwe. Czy istnieje taka prawda, która pozwala zobaczyć wojnę taką, jaka jest, niezależnie od światopoglądu czy wpływu propagandy? Nad tym zastanawia się prof. Nikołaj Karpicki, który spędził ostatnie cztery lata wojny w przyfrontowym Słowiańsku.
Dlaczego miliony Rosjan popierają wojnę?
Pamiętam lata szkolne. W większości ludzie radzieccy nie potrzebowali ideologii, aby poprzeć napaść na Afganistan. Opierali się na instynkcie przeciwstawiania się obcym, podobnie jak robił to tłum uczniów, który szedł pobić kogoś do innej szkoły. U niektórych ten instynkt przybiera agresywną formę. Później aktywnie wspierali wojnę przeciwko Czeczenii, Gruzji i Ukrainie. U innych przejawia się on w dążeniu do przyłączenia się do większości – przy czym maskują oni bierne poparcie dla wojny pokojową retoryką i stwierdzeniami, że „nikt nie zna prawdy”.
Są jednak i tacy, którzy roszczą sobie prawo do krytycznego myślenia, naukowej obiektywności lub przynależności do wyższej prawdy religijnej. Wśród nich zdarzają się ludzie, którzy nie tylko wspierają Ukrainę, ale także odczuwają wstyd – jednak są to pojedyncze przypadki. Znacznie więcej jest tych, którzy popierają agresywną wojnę, a jeszcze więcej tych, którzy starają się jej nie zauważać.
Do szczególnej kategorii można zaliczyć tych, którzy rozumieją przestępczą naturę kremlowskiego reżimu i rozpętanej przez niego wojny, a jednak deklarują swoją neutralność. Jeden bardzo wykształcony nauczyciel-krysznaita, prawdziwy intelektualista, który ucierpiał z powodu rosyjskich władz i był zmuszony do emigracji, doskonale rozumiejąc, że to Ukraina jest ofiarą wojny, przekonywał mnie o niedopuszczalności oceniania wojny z perspektywy religijnej. Z jednej strony takie ostrzeżenie jest uzasadnione, ponieważ pozwala uniknąć przekształcenia religii w ideologię. Z drugiej strony, jeśli nie znajdziemy momentu prawdy, taka neutralność przeradza się w tolerancję wobec wszelkich stanowisk politycznych, które pozwalają usprawiedliwiać wszelkie przestępstwa, aż po agresywną wojnę.
W praktyce okazało się, że występując przeciwko relatywizmowi moralnemu z religijnego punktu widzenia, ten szanowany nauczyciel krysznaicki mimowolnie doszedł do usprawiedliwienia relatywizmu moralnego w polityce. Ilustruje to jego polemiczna wypowiedź dotycząca wojny rosyjsko-ukraińskiej w dyskusji ze mną: „Obie strony twierdzą, że mają rację i walczą o swoje istnienie, a druga strona chce je zniszczyć. To tylko dolewa oliwy do ognia wojny i prowadzi do nowych śmierci i cierpień. Z takiego stanowiska wynika, że druga strona jest absolutnym złem, a wszystko, co pozostaje do zrobienia, to walczyć tak długo, aż albo strona umownie dobra zwycięży, albo całkowicie zginie. To droga donikąd”. Myślę, że jego słowa poparłaby większość współczesnych zachodnich polityków i przywódców religijnych sympatyzujących z Ukrainą.
Czy moment prawdy to śmierć?
Z biegiem czasu moje własne poglądy polityczne się zmieniały i nieraz myliłem się w ocenie wydarzeń oraz polityków. Dlatego ważne jest dla mnie znalezienie momentu prawdy, który pozwala przezwyciężać własne złudzenia. Moment prawdy to taki bezsporny fakt, na którym można oprzeć ponowną ocenę rzeczywistości, niezależnie od własnych przekonań czy oczekiwań.
Na przykład nie potrafię rozstrzygnąć, kto jest winny, jeśli w sąsiednim mieszkaniu ciągle kłócą się mąż i żona. Każde z nich buduje przekonującą narrację, w której winny jest inny. Ale jeśli wydarzy się najgorsze – mąż zabije żonę – stanie się to dla mnie momentem prawdy, który nie zależy od tego, jakie usprawiedliwienia wymyśli zabójca.
Śmierć jest absolutną rzeczywistością, niezależną od poglądów czy interpretacji. Dlatego odpowiedziałem szanowanemu nauczycielowi-krysznaicie tak: „Wiele można przykryć rozważaniami, że nikt nie zna prawdy, ale nie śmierć. Człowiek albo żyje, albo nie żyje. Wiem, że jeśli pozostanę pod okupacją, nie przeżyję – i to jest prawda życia. Co mnie obchodzą intelektualne gry z pozycji relatywizmu moralnego?”
Każdy krok ku wielkiej wojnie odsłaniał swój moment prawdy
Jesienią 1999 roku zamachy terrorystyczne z wysadzaniem budynków mieszkalnych w różnych miastach Rosji stały się pretekstem do nowej wojny przeciwko Czeczenii. Podczas przygotowań do kolejnego zamachu – wysadzenia bloku mieszkalnego – na gorącym uczynku zatrzymano grupę funkcjonariuszy moskiewskiej FSB. Ten fakt to moment prawdy, który nie zależy od przekonań politycznych. Mimo to większość Rosjan go zignorowała i pół roku później zagłosowała w wyborach prezydenckich na Putina, tym samym popierając przewrót czekistowski w Rosji i agresywną wojnę.
W lutym 2014 roku Rosja okupowała Krym i zaczęła wysyłać zorganizowane grupy na wschód Ukrainy, aby rozpętać wojnę również tam. Działo się to pod osłoną kampanii propagandowej, opowiadającej o „kijowskiej juncie”, rzekomych represjach wobec Rosjan i wielotysięcznych falach uchodźców z Ukrainy. Można mieć różne przekonania polityczne i ulegać propagandzie, ale nie można ignorować momentu prawdy – faktu, kto pierwszy przyniósł śmierć na Donbas.
13 marca 2014 roku w centrum Doniecka prorosyjscy bojownicy po zakończeniu pokojowego wiecu demonstracyjnie zadźgali młodego chłopaka – Dmytra Czerniawskiego. To jest moment prawdy, który nie zależy od przekonań politycznych ani światopoglądu.
12 kwietnia 2014 roku prorosyjscy bojownicy pod dowództwem Igora Girkina zajęli Słowiańsk, podczas gdy rosyjska propaganda twierdziła, że to rzekomo sami mieszkańcy Donbasu powstali do walki z Kijowem. I większość ludzi w Rosji w to wierzyła. Próbowałem ich przekonywać, ale było to całkowicie bezskuteczne, ponieważ ludzie wychodzili z własnych przekonań i ignorowali moment prawdy, który ujawnia się, gdy zada się pytanie: kiedy rozpoczęły się represje wobec cywilnych mieszkańców Słowiańska – przed tym wydarzeniem czy po nim?
Istnieje wiele świadectw tortur i zabójstw cywilów dokonanych przez bojowników Girkina i nie ma ani jednego świadectwa podobnej zbrodni po stronie ukraińskiej. Przytoczę świadectwo, o którym wiem od Natalii Bradarskiej – żony rozstrzelanego diakona zielonoświątkowego kościoła „Przemienienie Pańskie”.
8 czerwca, w święto Trójcy Świętej, prorosyjscy bojownicy porwali czterech chrześcijan bezpośrednio po nabożeństwie, przy wyjściu z kościoła: dwóch diakonów – Wiktora Bradarskiego i Władimira Wieliczko – oraz dwóch synów pastora – Ruwima i Alberta Pawenków. Tego samego dnia porwanych brutalnie torturowano, a w nocy rozstrzelano. Okupanci ukrywali przed rodzinami fakt zabójstwa, jednak po wyzwoleniu Słowiańska udało się szczegółowo odtworzyć przebieg tej zbrodni.
Opowiedziałem o tym wydarzeniu przedstawicielom różnych wyznań w Tomsku, z którymi wcześniej organizowałem dialog międzyreligijny. Myślałem, że to właśnie ten moment prawdy zmusi ich do ponownej oceny sytuacji na Ukrainie. Jednak moi dawni rosyjscy przyjaciele zignorowali moją wiadomość i w żaden sposób nie zmienili swojego stosunku do wojny.
Zniekształcony obraz świata a rzeczywistość wojny
Wydawałoby się, że rozpętanie niczym niesprowokowanej, agresywnej wojny przeciwko sąsiedniemu państwu powinno stać się momentem prawdy dla obywateli państwa-agresora, lecz stało się wręcz przeciwnie. Wielu Rosjan, którzy w 2014 roku deklarowali neutralność polityczną, ostatecznie zamknęło się w swoim zniekształconym obrazie świata i zaczęło usprawiedliwiać wojnę przeciwko Ukrainie.
Mój kolega w Rosji, również doktor nauk filozoficznych, religioznawca, a przy tym przedstawiciel ruchu „Hare Kryszna” – adept indyjskiej tradycji duchowej – niedawno napisał komentarz pod moim wpisem: „ZSRR narzucał swoją ideologię, poza tym na próżno, i przegrał. Teraz USA narzuca Pax Americana. Wtrącili się w pokojowe, dobrosąsiedzkie relacje Ukrainy i Rosji”. Takie stwierdzenie jest możliwe tylko przy całkowitym niezrozumieniu lub ignorowaniu doświadczenia życia na Ukrainie, kiedy zamiast szukać momentu prawdy, domyślnie przyjmuje się założenia zniekształconego obrazu świata. Oznacza to, że ani naukowe myślenie krytyczne, ani przynależność do wyższej prawdy religijnej nie dają oparcia pozwalającego adekwatnie postrzegać rzeczywistość.
Wszyscy możemy się mylić, ponieważ interpretujemy wydarzenia w ramach własnego obrazu świata. W szczególności, mimo oczywistego zagrożenia ze strony Rosji, mieszkańcom krajów europejskich trudno wyobrazić sobie, że ich miasta będą niszczone bombardowaniami. Mnie również trudno było wyobrazić sobie, że Rosja będzie niszczyć ukraińskie miasta, choć wiedziałem już, jak Rosjanie niszczyli Grozny i Aleppo.
Na początku inwazji horyzont oczekiwań mieszkańców Ukrainy był bardzo ograniczony – kilka tygodni, najwyżej kilka miesięcy. Zbyt przerażające było wyobrażenie, że wojna potrwa wiele lat: mechanizmy obronne psychiki nie pozwalają dostrzec oczywistości. Dlatego konieczne jest opieranie się na takich momentach prawdy, które pozwalają przywrócić adekwatne postrzeganie rzeczywistości, nawet jeśli jest to bardzo bolesne.
Moment prawdy w czasie wojny odnajdujemy wtedy, gdy odrzucamy subiektywne oceny i oczekiwania oraz ujawniamy to, co bezsporne. W czasie wojny takim bezspornym faktem jest bliskość śmierci. Dlatego odpowiedziałem swojemu rosyjskiemu koledze tak: „Jeśli kogoś zabijecie lub zgwałcicie, czy będzie można usprawiedliwić wasze działania tym, że wasze dobrosąsiedzkie relacje z ofiarą zniszczyła amerykańska propaganda? Rosjanie od czterech lat próbują zabić mnie, moich przyjaciół i kolegów, a dziesiątki milionów to popierają. Po tym słuchanie o dobrosąsiedzkich relacjach jest obraźliwe”.
Śmierć przypadkowa i nieuchronna
Na Ukrainie nie ma bezpiecznego miejsca: każdy mieszkaniec może zginąć w każdej chwili. Przypadkowa śmierć od rakiety zagraża nawet tym, którzy znajdują się daleko od linii frontu. Jednak im bardziej niebezpieczne miejsce, tym szybciej się do tego przyzwyczajasz. Nie da się nieustannie myśleć o zagrożeniu życia, a gdy bombardowania ustają, o niebezpieczeństwie po prostu się zapomina.
Pełnoskalowa inwazja zburzyła dotychczasowe poczucie normalności. W pierwszych dniach „mgła wojny” pogrążyła nas w stanie całkowitej niepewności – nie dało się adekwatnie ocenić stopnia bezpośredniego zagrożenia życia. Eksplozja pocisku manewrującego tuż nad moim domem rozwiała tę mgłę: przypadkowa śmierć może nadejść w każdej chwili. Wtedy, za pierwszym razem, było to na tyle niezwykłe doświadczenie, że spóźniłem się o kilka minut na zajęcia ze studentami, które prowadziłem zdalnie. Później przyzwyczaiłem się do takich wybuchów do tego stopnia, że przestałem zwracać na nie uwagę.
Stało się to dla mnie kolejnym momentem prawdy: całe państwo działa po to, by zabijać mieszkańców sąsiedniego kraju. Wkrótce wśród moich przyjaciół i współpracowników pojawili się zabici, i przez pryzmat tej śmierci zacząłem patrzeć na swoich dawnych znajomych z Rosji. Moment prawdy obnażył fałsz postawy tych, którzy wyrażali współczucie dla Ukrainy, a jednocześnie twierdzili, że „bratnie narody” zostały skłócone przez Amerykanów, że za wojnę odpowiadają wszystkie strony, a samą wojnę przeciwko Ukrainie prowadzi nie Rosja, lecz wyłącznie Putin.
Kiedy zacząłem pisać ten tekst, w centrum Słowiańska zrzucono półtoratonową bombę lotniczą. Uderzenia na miasto zdarzały się już wcześniej, dość regularnie, jednak zazwyczaj używano bomb o masie 250 kilogramów. Ta była sześciokrotnie silniejsza: zniszczono dwa budynki, uszkodzono 39 bloków mieszkalnych, a ja zostałem bez prądu. Gdy przywrócono zasilanie, dowiedziałem się, że w nocy z 15 na 16 kwietnia Rosja przeprowadziła zmasowany, skoordynowany atak na terytorium Ukrainy. Według wstępnych danych zginęło 16–17 osób. Główne uderzenia spadły na dzielnice mieszkalne: ludzie ginęli w swoich mieszkaniach w Kijowie, Odessie, Dnieprze, Charkowie i innych miastach.
Rosja to duży kraj, którym trudno zarządzać za pomocą precyzyjnych poleceń: nie ma gwarancji, że polecenia nie zostaną zniekształcone, zanim przejdą przez kolejne szczeble hierarchii. Dlatego rządzi się nim poprzez wytyczne. Kierownictwo daje do zrozumienia, czego oczekuje, a podwładni starają się wykazać gorliwością, niekiedy wbrew celowości i zdrowemu rozsądkowi. Rosja prowadzi wojnę również zgodnie z takimi wytycznymi. Na przykład podczas lutowych mrozów celem było zniszczenie systemu energetycznego i doprowadzenie Ukrainy do zamarznięcia. Teraz jest wiosna, zainteresowanie władz tym celem osłabło, a wraz z nim – zapał wykonawców.
Kiedy to pisałem, w centrum naszego miasta ponownie zrzucono ciężką bombę lotniczą. Na krótko wyłączono prąd; gdy go przywrócono, kontynuowałem pisanie – i wtedy tuż obok rozległy się dwa potężne wybuchy. To wszystko oznacza, że rosyjskie kierownictwo wydało nowe wytyczne – celowe bombardowanie dzielnic mieszkalnych. Oczywiście były one bombardowane już wcześniej, jednak teraz prawdopodobieństwo śmierci wzrasta wielokrotnie – przynajmniej do czasu, aż pojawią się inne wytyczne.
Zbliżająca się strefa śmierci – moment prawdy dla tych, którzy żyją w strefie przyfrontowej
Śmierć od ostrzału jest przypadkowa – to „rosyjska ruletka”. Inaczej wygląda sytuacja, gdy nadchodzi fala okupantów, którzy niszczą wszystko na swojej drodze. Nawet jeśli uda się ją przetrwać, można znaleźć się pod okupacją – a wtedy grozi już nie tylko śmierć, lecz śmierć poprzedzona torturami.
Tego lata Rosjanie ponownie próbują zdobyć Słowiańsk: po raz pierwszy podjęli taką próbę latem 2022 roku. W ciągu czterech lat wojny, które spędziłem w Słowiańsku, zmieniła się cała epoka technologiczna prowadzenia działań wojennych: dziś nie zobaczy się już na ulicach systemów artylerii rakietowej, a czołgi postrzegane są jak mamuty z epoki prehistorycznej. Obecnie toczy się walka dronów, robotów i technologii elektronicznych.
Wiosną 2022 roku mogłem słyszeć, jak tydzień po tygodniu zbliża się kanonada artyleryjska: najpierw gdzieś daleko – czterdzieści kilometrów od nas, potem trzydzieści, dwadzieścia… Wieczorami nad horyzontem można było dostrzec białe błyski – tam również trwała walka, lecz tak daleko, że dźwięki do nas nie docierały. Najstraszniejsza była izolacja informacyjna podczas długotrwałych przerw w dostawie prądu, kiedy nie wiadomo, co dzieje się na froncie: a co, jeśli wróg już go przełamał i na ucieczkę jest za późno?
Rosjanie nacierali, tworząc przed sobą wał ognia artyleryjskiego, który miażdżył wszystko wokół. Odbierane to było tak, jakby nadciągała fala orków niszcząca wszystko na swojej drodze. Odwoływanie się do ich człowieczeństwa jest bezcelowe i nie ma co liczyć na litość. To zbliżanie się śmierci stało się momentem prawdy, pokazującym, że Rosja prowadzi tę wojnę na wyniszczenie, a nie dla jakiejkolwiek korzyści politycznej.
Dziś mamy inną epokę wojny – widać to, gdy przechodzi się przez miasto. Nie spotyka się już pojazdów opancerzonych kruszących asfalt, jak w 2022 roku: teraz drogi wyglądają jak nowe i są osłonięte siatkami przeciw dronom. Nad głową nie słychać już huku samolotów bojowych, za to coraz częściej rozbrzmiewa różnorodne terkotanie, buczenie, a czasem świst śmiercionośnych dronów. Nigdy nie wiadomo, czy ten dźwięk nie będzie ostatnim, jaki usłyszysz w życiu. Drony te kontrolują przestrzeń wokół miasta, a piętnaście kilometrów na wschód zaczyna się ciągła strefa śmierci, gdzie niszczone jest wszystko, co się porusza.
Na razie nie udaje się powstrzymać zbliżania tej strefy; co więcej, Rosja przerzuca na nasz kierunek dodatkowe wojska. Jak zakończy się letnia bitwa o Donbas – nie wiadomo. Mam nadzieję, że Rosjanom nie uda się zdobyć naszego miasta, jednak prawdopodobieństwo, że znajdzie się ono w strefie śmierci, pozostaje wysokie.
Kiedyś mieszkałem w Rosji, rozmawiałem z ludźmi, którzy wydawali się inteligentni i przyzwoici. Wtedy wyglądali całkiem normalnie: jedni wykazywali się krytycznym myśleniem, opierając się na kulturze, inni głosili dobro i wartości moralne, czerpiąc ze swojego doświadczenia religijnego. Dziś oceniają wojnę w ramach swojego zniekształconego obrazu świata. Nie potrafię zwrócić ich uwagi na moment prawdy – nie będą mnie ani słuchać, ani czytać. Mimo to ponoszę wraz z nimi wspólną, zbiorową odpowiedzialność za ich stosunek do tej wojny.
