poniedziałek, 7 października 2024

Nikołaj Karpicki. Ostatnie ostrzeżenie nuklearne Putina

Źródło: Wydawcą PostPravda.info. 07.10.2024.


25 września 2024 r. na transmitowanym w telewizji posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Putin ogłosił aktualizację doktryny nuklearnej. Oświadczenie zawierało poważne ostrzeżenie nuklearne ze strony Rosji. Zgodnie z radziecką tradycją, telewizyjne wystąpienie przywódcy w związku z groźbą militarną ma miejsce tylko w sytuacji awaryjnej. Groźby użycia broni nuklearnej padały z Kremla już wcześniej, ale teraz Putin podniósł stawkę tak wysoko, jak to tylko możliwe. Nie da się pójść wyżej, a jeśli za słowami Putina nie pójdą czyny, nikt nie będzie już traktował jego gróźb poważnie. Oświadczenie Putina wywołało jednak lawinę niezamierzonych konsekwencji, których on sam nie przewidział.

Ostrzeżenie nuklearne jest środkiem szantażu, czy realnym zagrożeniem?

Broń nuklearna jest bronią odstraszającą, która definitywnie zakończyła zimną wojnę Związku Radzieckiego z Zachodem przed przekształceniem się w coś poważniejszego. Wszyscy rozumieli, że jej użycie doprowadziłoby do całkowitego zniszczenia. Ale Putin znalazł dla niej nowe zastosowanie – szantaż nuklearny, który jest możliwy tylko wtedy, gdy społeczność międzynarodowa wierzy, że posiadacz broni jądrowej jest wystarczająco nieadekwatny, aby jej użyć. Z tego powodu żaden inny przywódca na świecie poza Putinem nie uciekł się do szantażu nuklearnego.

Z drugiej strony, Putin rzeczywiście chciałby użyć broni jądrowej przeciwko Ukrainie, ale nie strategicznej broni jądrowej, ale taktycznej, która jest przeznaczona do użycia na polu bitwy. Moc taktycznej broni jądrowej waha się od kilkuset ton do kilku kiloton w ekwiwalencie trotylu, co jest znacznie mniejsze w porównaniu do strategicznej broni jądrowej, która może osiągnąć setki kiloton. Oznacza to, że moc bomb kierowanych, które Rosja zrzuca na Ukrainę w ciągu jednego dnia, jest w przybliżeniu równoważna mocy jednego małego taktycznego ładunku jądrowego.

We wrześniu 2022 roku Putin znalazł się w rozpaczliwej sytuacji. Ukraińskie Siły Zbrojne odparły pierwszą falę rosyjskiej inwazji i rozpoczęły własną kontrofensywę w regionie Charkowa. Putin nie miał czasu na przygotowanie drugiej fali inwazji, składającej się ze zmobilizowanych wojsk, więc 5 października 2022 r. podpisał ustawę o włączeniu czterech regionów Ukrainy do Rosji, aby prawnie uzasadnić użycie broni jądrowej rzekomo w celu obrony jego terytorium. Nigdy w historii świat nie był tak blisko katastrofy nuklearnej. Światowi przywódcy zdali sobie sprawę, że nawet demonstracyjne użycie jednej głowicy nuklearnej na linii frontu doprowadziłoby do eskalacji nuklearnej, której nie dałoby się powstrzymać.

Dlatego przywódcy najsilniejszych mocarstw świata – USA, Indii, Chin, Wielkiej Brytanii i innych krajów – współpracowali, aby powstrzymać Putina, tym samym wyjaśniając mu, co go czeka, jeśli zostanie użyta broń jądrowa. To oddaliło groźbę wojny nuklearnej, ale Putin nadal używał szantażu nuklearnego. Robił to, by spowolnić dostarczanie pomocy wojskowej do Ukrainy, co miało tragiczne skutki na froncie. Po wyzwoleniu Chersonia, Ukraińskie Siły Zbrojne miały szansę przedrzeć się na Krym i zablokować tam siły rosyjskie, co mogło zakończyć wojnę. Jednak w tym momencie zachodnia koalicja zminimalizowała pomoc wojskową dla Ukrainy. Przetrwawszy stres związany z groźbą eskalacji nuklearnej, mieli nadzieję na rozmowy pokojowe, podczas gdy Putin, udając gotowość do takich rozmów, wykorzystał ten czas na przygotowanie się do niekończącej się wojny na wyczerpanie.

W miarę upływu czasu, zachodni przywódcy zwracają coraz mniejszą uwagę na szantaż nuklearny i powoli zwiększają wsparcie wojskowe dla Ukrainy. Putin za każdym razem musi porzucić swoją kolejną czerwoną linię i ponownie wymyślić inny sposób na podniesienie stawki. 25 marca 2023 r. ogłosił rozmieszczenie taktycznej broni jądrowej na Białorusi. Aleksander Łukaszenka powiedział, że dostawa broni jądrowej w październiku 2023 r. została już zakończona.

Zgodnie z logiką Putina, użycie broni jądrowej z Białorusi jest dla niego stosunkowo bezpieczne, ponieważ uderzenie odwetowe byłoby skierowane przeciwko Białorusi, a nie Rosji. W maju 2024 r. obiecał przeprowadzić ćwiczenia z użyciem taktycznej broni jądrowej. Inwazja ukraińskiej armii na region Kurska przekroczyła kolejną czerwoną linię, ale ku zaskoczeniu wszystkich Putin ani słowem nie wspomniał o broni jądrowej. Milczał przez około dwa miesiące, a potem nagle podniósł stawkę szantażu nuklearnego.

Maksymalizacja stawki w szantażu nuklearnym – co by to oznaczało?

W dniu 25 września 2024 r., na transmitowanym w telewizji posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa, Putin ogłosił aktualizację doktryny nuklearnej, stwierdzając: „Agresję na Rosję przez jakiekolwiek państwo nienuklearne, ale z udziałem lub wsparciem państwa nuklearnego, proponuje się uznać za ich wspólny atak na Federację Rosyjską. Warunki przejścia Rosji do użycia broni jądrowej są również jasno określone. Rozważymy taką możliwość, gdy otrzymamy wiarygodne informacje o masowym uruchomieniu środków ataku lotniczego i ich przekroczeniu granicy naszego państwa. Mam na myśli samoloty strategiczne i taktyczne, pociski manewrujące, drony, samoloty hipersoniczne i inne”.

Z jednej strony Putin jest celowo niejasny: „…przy wsparciu…”. – jakiego rodzaju wsparcie ma na myśli? „Rozważymy taką możliwość…” – co z tego, że rozważą? Z drugiej strony, sformułował warunki użycia broni jądrowej w taki sposób, że może to zrobić w każdej chwili, wykorzystując jako pretekst ataki w głąb terytorium Rosji, które Ukraina już przeprowadziła. Co jednak ma na celu oświadczenie Putina?

Od roku sytuacja na froncie pogarsza się dla Ukrainy. Wojska rosyjskie przełamały front w różnych miejscach, a teraz stworzyły zagrożenie dla Pokrowska, kluczowego miasta w systemie obronnym Donbasu. Ukraińskie wojsko nie zdołało ustabilizować frontu i powstrzymać rosyjskich natarć. Brakuje pocisków, broni przeciwpiechotnej i wyszkolonych żołnierzy. A wszystko to dzieje się w kontekście zmniejszenia pomocy wojskowej ze strony USA. Takie cięcia zwykle towarzyszyły negocjacjom z Rosją.

W każdym razie wiemy, że Stany Zjednoczone prowadziły ostatnio intensywne negocjacje z Chinami i bardzo prawdopodobne, że tematyką było zakończenie wojny. Rezultat mógł być smutny i niebezpieczny dla Ukrainy. Możemy założyć, że nawet to nie wystarczyło Putinowi i postanowił wykorzystać odpowiedni moment na szantaż nuklearny, podczas gdy cała elita polityczna Stanów Zjednoczonych jest zajęta walką przedwyborczą.

Mimo to, kolejne groźby użycia broni nuklearnej w Ukrainie już przestały działać, ponieważ zachodni politycy doskonale rozumieją, jak uruchomić środki odwetowe, przed którymi ostrzegali Putina jesienią 2022 roku. Jednak kiedy wydano to ostrzeżenie, nikomu nie przyszło do głowy, że Putin może użyć broni jądrowej na własnym terytorium. Nawet teraz wydaje się to niedorzeczne. Nawet gdyby chciał użyć taktycznej broni jądrowej przeciwko ukraińskim wojskom w obwodzie kurskim, to nie miałoby to żadnego wymiernego efektu militarnego, ponieważ taka broń jest przeznaczona przeciwko celom stacjonarnym, podczas gdy w obwodzie kurskim toczy się wojna manewrowa.

Ale Putin nie kieruje się logiką wojskową, ale „koncepcjami” zapożyczonymi ze środowiska przestępczego, gdzie najważniejsza jest nie siła, ale zdolność do zastraszania. A jedną ze strategii przestępców, z których korzysta Putin, jest zastraszanie ich szaleństwem.

Przykładowo, na krótko przed przemówieniem Putina na temat nowej doktryny nuklearnej, szef poligonu Nowa Ziemia powiedział, że wszystko jest gotowe do testów broni jądrowej, które nie były tam przeprowadzane od 24 października 1990 roku. Wyobraźmy sobie teraz, że Putin niszczy twierdzę ukraińskiej armii w obwodzie kurskim uderzeniem nuklearnym i natychmiast składa oświadczenie społeczności międzynarodowej, że po prostu przeniósł testy broni jądrowej do obwodu kurskiego, ponieważ ma prawo testować ją w dowolnym miejscu na swoim terytorium i nic nie wiedział o ukraińskiej armii.

W końcu prawnie Rosja nie uznaje faktu ukraińskiej inwazji, nazywając działania wojskowe w obwodzie kurskim „operacją antyterrorystyczną”. Myślę, że jego kalkulacja polegała na tym, że taki „legalny” grzyb nuklearny w obwodzie kurskim przestraszyłby zachodnich przywódców na tyle, że byliby gotowi zawrzeć pokój z Putinem na dowolnych warunkach, a jako gratis mógłby również wpłynąć na wybory w USA i innych krajach europejskich na korzyść zwolenników zawarcia pokoju z Rosją. Sprawy nie potoczyły się jednak po myśli Putina.

Ostrzeżenie nuklearne: Nieoczekiwanym rezultatem szantażu jest dyplomatyczna porażka Putina

Po nowych groźbach nuklearnych Putina, Stany Zjednoczone, reprezentowane przez Antony’ego Blinkena, kategorycznie odrzuciły szantaż nuklearny, a następnie ogłosiły bezprecedensowe zwiększenie amerykańskiej pomocy wojskowej dla Ukrainy, co może naprawdę zmienić sytuację na froncie. Oczywiście Putin nie liczył na taką reakcję USA. Ale jeszcze bardziej nieoczekiwana była dla niego zmiana stanowiska Chin. 27 września, podczas Zgromadzenia Ogólnego ONZ w Nowym Jorku, Chiny wydały oświadczenie, które zostało poparte przez 11 innych państw. Napisano w nim: „Wzywamy do wyrzeczenia się gróźb użycia broni masowego rażenia, zwłaszcza broni jądrowej, chemicznej i biologicznej”. Oznacza to, że Chiny poważnie potraktowały oświadczenie Putina.

Użycie nawet jednej głowicy nuklearnej pod pozorem ćwiczeń jest dla Chin nie do przyjęcia, ponieważ całkowicie niszczy ich strategię zwiększania zagrożenia militarnego dla Tajwanu. W końcu wystarczy, że Stany Zjednoczone ogłoszą, że są gotowe powtórzyć takie nuklearne „ćwiczenia” w Cieśninie Tajwańskiej, a zagrożenie militarne dla wyspy zostanie usunięte. Najwyraźniej Chiny postanowiły ukarać Rosję i w tym celu, za kulisami sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ w Nowym Jorku, stworzyły grupę krajów „Przyjaciół Pokoju” w celu rozwiązania wojny rosyjsko-ukraińskiej.

Oprócz Chin w skład grupy weszły Brazylia, Egipt, Turcja, Kazachstan, Kenia, Indonezja, RPA, Arabia Saudyjska, Zambia, Meksyk, Algieria, Boliwia, Kolumbia, Węgry, Szwajcaria i Francja. Fakt, że Rosja nie została zaproszona do grupy, pokazuje, że Chiny nie uważają jej już za podmiot. Od teraz będą decydować o losie Rosji nie poprzez porozumienia z Putinem, ale poprzez porozumienia ze Stanami Zjednoczonymi. Z tego powodu Francja, jako pośrednik Chin z Zachodem, jest w grupie „Przyjaciół Pokoju”, podczas gdy przystąpienie Turcji i Kazachstanu do grupy pokazuje, że Rosja nie ma sojuszników w konfrontacji z Chinami.

Tak więc, chcąc uzyskać wszystko na raz, Putin poniósł całkowitą porażkę dyplomatyczną, co doprowadziło do utraty podmiotowości. A oto rezultat. W nocy z 28 na 29 września Ukraina z powodzeniem zaatakowała lotniska i składy amunicji na terytorium Rosji. W odpowiedzi, na kremlowskim briefingu w poniedziałek 30 września, sekretarz prasowy Putina Dmitrij Pieskow zasugerował, że nie należy łączyć okoliczności wojny w Ukrainie z użyciem broni jądrowej. Oznacza to, że szantaż nuklearny nie powiódł się i Rosja próbuje cofnąć się i odegrać wszystko od początku.


wtorek, 1 października 2024

Nikołaj Karpicki. Strategiczny plan pokonania Rosji

Źródło: Wydawcą PostPravda.info. 30.09.2024.


„Aby wygrać, musimy zdefiniować cel – czym jest zwycięstwo. Cel Rosji jest jasny – zajęcie Ukrainy i przekształcenie jej w trampolinę do dalszej ofensywy przeciwko Europie. Ale jaki jest cel Ukrainy? Po prostu odeprzeć rosyjski atak czy pokonać Rosję? Zastąpienie idei zwycięstwa chęcią zwykłego odparcia wroga skazuje Ukrainę na niekończącą się wojnę.” Wołodymyr Zełenski obiecuje przedstawić plan zwycięstwa Ukrainy Bidenowi, Harris i Trumpowi we wrześniu tego roku. Twierdzi, że jest to plan strategiczny, którego wdrożenie zależy od Bidena, a nie Putina. Do tego czasu nieznane są jednak szczegóły tego planu.

Zełenski powiedział na briefingu 27 sierpnia: „Jednym z kierunków, którego część została już wykonana, jest obwód kurski. Drugi kierunek to strategiczne miejsce Ukrainy w infrastrukturze bezpieczeństwa na świecie. Trzeci kierunek to potężny pakiet zmuszający Rosję do zakończenia wojny na drodze dyplomatycznej. Czwarty – ekonomiczny”. Czekając na oficjalne ogłoszenia, profesor Nikołaj Karpicki odpowiada na pytania redakcji o to, jakiego rodzaju plan zwycięstwa jest naprawdę potrzebny i dlaczego nie było go wcześniej.

Wojna trwa już dwa i pół roku, dlaczego do tej pory nie ogłoszono strategicznego planu pokonania Rosji?

Ponieważ nikt nie ma pojęcia, co zrobić z Rosją po jej pokonaniu. Co więcej, zachodni politycy nie rozumieją przyczyn wojny i tego, z jakim wrogiem mają do czynienia. Byli całkiem zadowoleni z putinowskiej Rosji, jaka była przed atakiem na Ukrainę, więc chcieliby powrócić do stanu sprzed wojną. Kraje Europy Wschodniej, które już wcześniej doświadczyły agresji Rosji i dlatego chciałyby zobaczyć jej rozczłonkowanie, to inna sprawa. Nikt jednak nie zamierza rozczłonkowywać Rosji, pisać konstytucji dla nowych państw, rozdzielać między nie własności, śledzić broni nuklearnej i obiektów strategicznych itp. Ta praca jest nie do wykonania. Zwłaszcza, że USA i inne kraje Europy Zachodniej kategorycznie sprzeciwiają się rozpadowi Rosji. 

Wojny kończą się albo rozejmem, albo porażką jednej ze stron. Jakikolwiek rozejm z Rosją jest już przegrany i nie ma sił na jego pokonanie. Dlatego pytanie, co zrobić z Rosją, nie jest nawet podjęte w dyskusji.

Czy ma sens mówienie o strategicznym planie pokonania Rosji, gdy sytuacja na froncie jest krytyczna i nie ma sił, które mogłyby odwrócić bieg wydarzeń?

Faktem jest, że jednym z powodów krytycznej sytuacji na froncie jest brak planu pokonania Rosji. Kraje zachodnie nie mają ani planu zwycięstwa, ani planu na przyszłość Rosji po zwycięstwie, co oznacza, że domyślnym ustawieniem jest powrót do stanu sprzed wojny. Dlatego dają broń do obronnej operacji wojskowej, a nie taką, która pomogłaby w zwycięstwie nad Rosją. W praktyce dają nawet mniej, niż jest to konieczne do obrony. I widzimy rezultat tego niestety na froncie. Brak takiego planu może doprowadzić do porażki również na froncie dyplomatycznym.

Aby zmobilizować zachodnie i ukraińskie społeczeństwo do zwycięstwa, potrzebny jest plan, który nakreśli ostateczny cel – co stanowi zwycięstwo – a także zadania i metody jego osiągnięcia. Obecnie bezpośrednim celem jest ustabilizowanie linii frontu i utrzymanie Pokrowska. Jak dotąd, cel zwycięstwa nad Rosją wydaje się nieskończenie odległy, ale taki cel musi istnieć, ponieważ pozwala nam prawidłowo wyznaczać i rozwiązywać bieżące zadania.

Konsensus w ukraińskim społeczeństwie polega na powrocie do granic z 1991 roku i przystąpieniu do NATO. Czy nie jest to plan zwycięstwa?

Powrót do granic państwowych to tylko przesunięcie linii frontu na mniej dogodne pozycje. Ale nawet gdyby udało się nie tylko wyprzeć Rosję, ale wyczerpać ją do tego stopnia, że zawarłaby pokój, dałoby jej to po prostu czas na lepsze przygotowanie się do kolejnej wojny. A NATO nadal Ukrainę nie zaakceptuje, tak długo, jak pozostaną powody, dla których nie akceptuje ję teraz.

Jaki powinien być plan pokonania Rosji?

Niezależnie od tego, jaki plan zwycięstwa sformułujemy, musi on koniecznie zawierać definicję zwycięstwa jako ostatecznego celu. Zawarcie pokoju kosztem ustępstw oznaczałoby nieskrywaną porażkę, a powrót do granic z 1991 r. byłby końcem wojny „remisowej”. Tylko taka klęska militarna Rosji, która zmusi ją do spełnienia ultimatum zwycięzców, może być uznana za zwycięstwo. Czegokolwiek innego nie można nazwać zwycięstwem.

Ultimatum musi zapewnić przyszłość, w której Rosja będzie bezpieczna dla swoich sąsiadów i dla całego świata. Oznacza to, że ultimatum musi narzucać pewien projekt przyszłości Rosji po wojnie. Oczywiście takie ultimatum może zostać wyegzekwowane, jeśli zostanie wydane przez koalicję państw. Ale jeśli nie ma planu dla powojennej Rosji, żadne ultimatum nie jest możliwe, żadna koalicja zwycięzców nie jest możliwa, a zatem nie można sformułować planu pokonania Rosji.

Czy możemy po prostu zostawić Rosję w spokoju po jej klęsce i nie wymyślać żadnych projektów?

Tak myśli wiele osób zarówno na Zachodzie, jak i w Ukrainie, ale to doprowadzi do nowej wojny. Faktem jest, że Rosja nie jest państwem narodowym, ale wojskowym. Pierwotnie została stworzona jako machina wojskowa, której celem było zdobywanie nowych terytoriów. Jest to jej idea narodowa w całej historii, niezależnie od zmiany systemów państwowo-politycznych: Carstwo Moskiewskie – Imperium Rosyjskie – Związek Radziecki – Federacja Rosyjska. Rosja z powodzeniem rekompensowała swoje zacofanie gospodarcze i technologiczne tanią siłą roboczą, niewrażliwością na wszelkie straty i okrucieństwem. Dzięki temu wygrywała wojny.

Dlatego, pomimo całkowitej degradacji społecznej, Rosja jest teraz w stanie zmobilizować się do wojny, a jeśli damy jej cztery lata przerwy na szkolenie oficerów, będzie miała największą armię na świecie. Szansa na pokonanie Rosji jest możliwa przy następnym technologicznym przełomie wojskowym, o czym pisał Walerij Załużny, zanim został usunięty. Ale co to znaczy pokonać? Całkowita porażka militarna nie byłaby dla Rosji ostateczną klęską; Rosja doświadczyła czegoś takiego wiele razy i za każdym razem się podnosiła. Zwycięstwo zakłada dekonstrukcję państwa jako militarnej machiny do imperialistycznych wojen.

Jaki dokładnie powinien być projekt powojennej Rosji?

Powinien on odpowiadać nie temu, jak chcielibyśmy, aby było, ale rzeczywistym warunkom. A warunki są takie, że Rosja nie ma opozycji ani rozsądnych sił politycznych, które mogłyby przejąć władzę i pokierować krajem cywilizowaną ścieżką. „Piękna Rosja przyszłości” to projekt odnowy imperium poprzez zastąpienie „złego” władcy „dobrym”. Przejście do republiki parlamentarnej również niczego nie rozwiąże, ponieważ pozostaje jeden imperialny ośrodek władzy.

Uważam, że państwo, które dopuściło się takich zbrodni na Ukrainie, nie ma prawa istnieć. Jest to jednak tylko moje wewnętrzne przekonanie. Nikt nie będzie zaangażowany w rozpad kraju, a USA i inne kraje europejskie będą raczej wspierać nowego dyktatora, niż pozwalać na spontaniczny rozpad Rosji. Dochodzimy więc do ostatniego i jedynego możliwego wariantu – przekształcenia Rosji w taką federację, w której nie będzie monopolu władzy centralnej. 

Dopóki rząd centralny ma monopol na kontrolę nad agencjami władzy, nie ma znaczenia, jaką ma ideologię i jaka siła polityczna wygrywa, kto jest u władzy – parlament czy prezydent, i co zostanie formalnie zapisane w prawie – w każdym razie po pewnym czasie imperialny model rządów zostanie przywrócony. Aby temu zapobiec, konieczne jest przekazanie funkcji mianowania i odwoływania szefów agencji bezpieczeństwa organowi federalnemu, który składałby się z szefów regionów.

Ponieważ szefowie regionów spotykają się tylko tymczasowo i każdy z nich jest odpowiedzialny za swoje terytorium, złożony z nich organ kolegialny nie będzie w stanie przekształcić się w jedno centrum rządowe, takie jak parlament czy administracja prezydencka. Tak więc agencje bezpieczeństwa, które wcześniej wspierały monopol rządu centralnego, w tym modelu zarządzania będą zależeć od tego, jak regiony porozumieją się między sobą, co doprowadzi do zniesienia tego monopolu.

Obecnie w Rosji gubernator może zostać aresztowany w dowolnym momencie za wszelkie przejawy niezależności. Ale wyobraźmy sobie, że gubernatorzy wybrani w wolnych wyborach dołączyli do Rady Federacji i sami mianowali szefów agencji bezpieczeństwa. W takim przypadku nie byłoby nikogo, kto mógłby ich aresztować, a wtedy mogliby nawiązać dialog z rządem centralnym, który jest całkowicie zależny od ich podatków.

Jeśli umowa o przekazaniu władzy zostanie naruszona, podatki przestaną napływać. Ale co ważniejsze, szefowie regionów musieliby negocjować ze sobą, zwłaszcza jeśli podział środków budżetowych między regiony byłby ustalany na podstawie ich wspólnej decyzji. W takim przypadku po prostu nie zajmowaliby się geopolityką i podbojem nowych terytoriów, każdy walczyłby o własne interesy.

Czy ten projekt jest realistyczny, jeśli pole polityczne w Rosji jest oczyszczone i nawet w wolnych wyborach wygrają raszyści?

Realizacja takiego projektu jest niemożliwa bez militarnej porażki Rosji i międzynarodowej presji z zewnątrz. Rzeczywiście, jest mało prawdopodobne, że odpowiednia osoba zostanie wybrana na gubernatora. Kalkulacja opiera się na ich regionalnych egoistycznych interesach. Chodzi o to, aby stworzyć system równowagi interesów niezależnie od cech moralnych i pozycji ideologicznej ludzi.

W takim modelu zostanie zachowane jednolite państwo i wspólna kontrola nad bronią jądrową, czego chcą Stany Zjednoczone i kraje Europy Zachodniej, a jednocześnie Rosja będzie bezpieczna dla innych, a poszczególne regiony, jeśli będzie wola polityczna, będą miały szansę na uzyskanie niepodległości, czego chcą kraje Europy Wschodniej. Tak więc projekt ten jest kompromisem między Ukrainą, USA i innymi krajami europejskimi, który pozwoli na utworzenie nowej koalicji w celu pokonania Rosji zamiast słabo działającej starej koalicji, która miała jedynie zapobiec klęsce Ukrainy.

poniedziałek, 23 września 2024

Nikołaj Karpicki. Wyznawcy religii Hare Kryszna idą walczyć za Ukrainę. Wojna zmieniła Krysznaitów

Źródło: PostPravda.info. 23.09.2024. 


Słyszeliśmy o tym, że przeciwko Rosji w Ukrainie walczą oddziały z Gruzji, z Białorusi, z Czeczeni, z samej Rosji, są legendy o polskim korpusie na froncie, potwierdzone informacje o żołnierzach żydowskiego pochodzenia, jacy służą w szeregach różnych jednostek, w tym w Azovie, ale „wojownicy” Hare Kryszna? Ilu dokładnie ich jest? Dlaczego zdecydowali porzucić drogę jedynego pokoju? W PostPravda.Info tekst prof. Nikolaja Karpickiego, o tym jak społeczność wyznawców Hare Kryszny odnosi się do wojny w Ukrainie. Z przeprowadzonych badań wynika, że wielu wiernych postanowiło porzucić idee życia w pokoju i nieangażowania się w spory polityczne i wstąpić do ukraińskiej armii, by walczyć z rosyjskim okupantem.

Wojna szybko zmienia świadomość ludzi. Zmiany te są widoczne we wspólnotach religijnych, które wcześniej dystansowały się od życia politycznego i głosiły pacyfizm, a teraz wspierają Ukraińskie Siły Zbrojne. Jeśli przed wojną rosyjscy i ukraińscy współwyznawcy Hare Kryszna nie zdawali sobie sprawy z różnic pomiędzy nimi, to teraz żyją na innych planetach. Straciwszy wspólny język komunikacji, nie rozumieją już siebie nawzajem. 

Ruch Hare Kryszna: pacyfiści czy wojownicy? 

Ruch Hare Kryszna głosi zasadę niestosowania przemocy – ahimsę. Jego przedstawiciele, Waisznawowie lub, jak się ich nazywa, Krysznaici, są wegetarianami i odmawiają zabijania nie tylko ludzi, ale także zwierząt. Dlatego też ukraiński rząd uznał ich prawo do alternatywnej służby cywilnej. Ruch Hare Kryszna powstał w Bengalu w XVI wieku, a w drugiej połowie XX wieku rozprzestrzenił się na cały świat, w tym na Ukrainę. Jego największym stowarzyszeniem w Ukrainie jest „Towarzystwo Świadomości Kryszny”, ale są też inne pokrewne grupy. Wszystkie one wywodzą się z tego samego korzenia i nie ma między nimi sprzeczności. Różnią się jedynie „religijnym smakiem”.

Krysznaici głoszą miłość do jednego Boga, którego nazywają Kryszną, i praktykują powtarzanie mantry Hare Kryszna. Wszystko, co krysznaita robi w swoim codziennym życiu, nawet gdy bierze prysznic lub gotuje posiłek, robi z myślą o swoim Bogu – Krysznie. Styl życia krysznaitów nie pozwala na przemoc.  

Przed wojną trudno było sobie wyobrazić, że ci spokojni ludzie, którzy tańczą w hinduskich strojach na ulicach ukraińskich miast staną się wojownikami. Ilu z nich jest teraz w Siłach Zbrojnych Ukrainy? Trudno powiedzieć dokładnie, ponieważ krysznaici nie mają rejestrów członków. Duchowe przywództwo Ukrainy twierdzi, że wie dokładnie o 80 bojownikach tego wyznania, podczas gdy Mychajło Taszkow, szef projektu „Duchowa materia”, zwolennik ruchu Hare Kryszna i Oficer Sił Zbrojnych Ukrainy, twierdzi, że zidentyfikował 136 wojowników-krysznaitow, a łącznie może być ich ponad dwustu. Jak na stosunkowo niewielką, „pacyfistyczną” wspólnotę religijną to bardzo dużo. Przed wojną było ich w Ukrainie około 40 tysięcy, a teraz być może jest ich nawet dwa razy mniej.

Mychaiło Taszkow mówi, że wiadomo już o śmierci 29 wojowników-krysznaitów, czterech kolejnych zaginęło, a jeden jest w niewoli. Jego projekt „Duchowa materia” ma na celu wspieranie teologicznego uzasadnienia potrzeby obrony własnego kraju za pomocą broni i z tej pozycji on i jego współwyznawcy prowadzą zaciekłą polemikę z kierownictwem swego wyznania. Co zatem motywuje członków „pacyfistycznej” religii do dobrowolnego pójścia na wojnę z agresorem?  

Wyznawcy Hare Kryszna, którzy polegli na wojnie w Ukrainie. Fot: Facebook

Pogląd na wojnę w ruchu Hare Kryszna

Ruch Hare Kryszna jest jednym z nurtów hinduizmu. Zgodnie z hinduistycznymi ideami, światem rządzi uniwersalne prawo moralne – dharma, które przejawia się jako wewnętrzny obowiązek, a każdy człowiek ma swą własną dharmę, zgodną z jego wewnętrzną naturą. Dla ludzi duchowych dharmą jest poznanie prawdy, oddanie się służbie Bogu. Dla wojowników jest to ochrona słabszych, dla chłopów i kupców – zapewnienie życia materialnego. Zgodnie z tym, w Indiach istnieje koncepcja warn. Są one czymś w rodzaju stanów społecznych.

Warna kapłanów – braminów, warna wojowników – kszatrijów, warna chłopów i kupców – wajszjów. W niektórych nurtach hinduizmu uważa się, że warny definiują się przez narodziny, ale w ruchu Hare Kryszna uważa się, że warny są wskaźnikiem osobistych cech danej osoby, które nie zależą od rodziny, w której się urodziła. Ze względu na to zrozumienie, ludzie różnych narodowości ze wszystkich krajów mogą dołączyć do ruchu. 

„Hare Kryszna” to ruch bramiński skupiony wyłącznie na życiu duchowym, którego celem jest służba oddania się Bogu. Dlatego też jego zwolennicy mieli niewielki udział w życiu publicznym – takie uczestnictwo jest obowiązkiem kszatrija, a nie bramina. Przekonania polityczne krysznaitów są na ogół takie same jak te, które wyznawali przed przyłączeniem się do ruchu i ogólnie odzwierciedlają nastroje społeczne. Przywódcy religijni mają tendencję do zajmowania neutralnego stanowiska w kwestiach politycznych i starają się utrzymywać wszelkie spory polityczne poza życiem społeczności. Traktowali wojny jako nieuniknione zło. Zgodnie z ideami wedyjskimi, żyjemy w wieku wojen, tj. w Kali-yudze, a zbawienie można osiągnąć jedynie poprzez służbę oddania się Bogu. 

Kiedy jednak 24 lutego 2022 r. rozpoczęła się pełnoskalowa inwazja rosyjska, dla ukraińskich krysznaitów stało się jasne, że nie jest to tylko jedna z wojen Kali-yugi na obrzeżach ich kraju, ale ludobójcza wojna przeciwko wszystkim Ukraińcom. Wojna o unicestwienie. Nikt nie jest teraz bezpieczny w Ukrainie; Krysznaici umierają tak samo jak inni Ukraińcy. Rosyjscy okupanci zniszczyli trzy świątynie Kryszny. W regionie Chersonia pijany rosyjski żołnierz bez powodu zastrzelił rodzinę krysznaitów w ich domu. W tej chwili wiadomo o śmierci pięciu cywilnych krysznaitów, ale dokładna liczba poległych tej wiary wciąż nie jest znana.  

Jeśli w przeszłości całkowita koncentracja na Bogu i oderwanie się od problemów materialnych było postrzegane jako oznaka duchowości, to w kontekście ludobójczej wojny jest to postrzegane zupełnie odwrotnie – jako relatywizm moralny. W końcu takie całkowite oderwanie, gdy wokół umierają ludzie, dzieci, świadczy o obojętności na cierpienie i niechęci do wzięcia odpowiedzialności za to, co dzieje się wokół nas.

Czy Bóg potrzebuje takiego nieodpowiedzialnego wyznawcy? W ten sposób wśród ukraińskich krysznaitów pojawił się podział na tych, którzy wierzą, że konieczne jest prowadzenie życia religijnego jak dawniej i tych, którzy wierzą, że konieczne jest wzięcie aktywnego udziału w obronie swojego kraju. Ostrej polemice między nimi towarzyszą niekiedy niesprawiedliwe wzajemne oskarżenia. Jedni i drudzy są jednak przeciwni agresji Rosji, spierają się jedynie o to, czy i w jakiej formie należy tę agresję zwalczać. Ukraińscy krysznaici nie podejmują nawet dyskusji ze zwolennikami Rosji, więc rozłamu między ukraińskimi i rosyjskimi krysznaitami nie da się przezwyciężyć. 

Relacje między ukraińskimi i rosyjskimi krysznaitami

Przed wojną ukraińscy i rosyjscy krysznaici nie odczuwali żadnych różnic między sobą i nie zwracali uwagi na fakt, że w Rosji ustanowiono dyktaturę. Przynajmniej do 2011 roku, kiedy to rosyjskie władze podjęły nieudolną próbę zdelegalizowania Towarzystwa Świadomości Kryszny. W tym celu FSB wszczęła proces w syberyjskim mieście Tomsk, aby przyznać świętą księgę Krysznaitów za ekstremistyczną. W tym czasie w Tomsku wciąż istniały resztki społeczeństwa obywatelskiego, które wspierało Krysznaitów, ale poparcie społeczeństwa i rządu Indii odegrało decydującą rolę. Świętą księgę udało się ochronić.

Ukraińscy krysznaici moralnie wspierali swoich rosyjskich współwyznawców i było dla nich szokiem, że ich duchowi bracia, którzy sami niemal stali się ofiarami represji ze strony rosyjskich władz, poparli okupację Krymu i inwazję wojskową na wschodnią Ukrainę w 2014 roku. Początkowo ukraińscy krysznaici próbowali dotrzeć do umysłów swoich rosyjskich współwyznawców, ale teraz takie próby ostatecznie ustały. Faktem jest, że egzystencjalne doświadczenie wojny między nimi jest tak różne, że po prostu nie rozumieją się nawzajem, nawet jeśli obaj opowiadają się za Ukrainą i przeciwko wojnie. 

Dla ukraińskich krysznaitów jest oczywiste, że Rosja prowadzi wojnę przeciwko wszystkim Ukraińcom w celu zniszczenia oraz jest to szczególna wojna, która różni się od każdej innej wojny tym, że jest prowadzona nie dla jakichkolwiek korzyści politycznych, ale w celu zniszczenia Ukrainy i ukraińskiej tożsamości. Jednak nawet dla tych rosyjskich krysznaitów, którzy są przeciwni wojnie i całym sercem sympatyzują ze swoimi ukraińskimi współwyznawcami, jest to tylko jedna z wojen Kali-yugi, która jest prowadzona nie przez Rosję, ale przez rosyjski rząd, rzekomo oddzielony od Rosji. Ta przepaść w postrzeganiu wojny uniemożliwia komunikację nawet między tymi, którzy są przeciwni reżimowi politycznemu w Rosji.

Wyznawcy Hare Kryszna w Ukrainie. Fot: Facebook

Większość rosyjskich krisznaitów stara się zachować neutralność, która łatwo przeradza się w relatywizm moralny i zrównanie ofiary z agresorem. Najczęstsze opinie to: „Wszyscy są winni konfliktu, Rosja, Ukraina i Zachód”; „Wajsznawowie nie powinni angażować się w politykę”; „Demony walczą z demonami, a Wajsznawowie powinni pozostać neutralni”; „Wojna jest karą dla ludzi jedzących mięso, wszyscy są winni, nie ma niewinnych”. 

Wraz ze zwolennikami takiego neutralnego stanowiska relatywizmu moralnego, wśród rosyjskich krysznaitów jest wielu, którzy ufają rosyjskiej propagandzie. Winą za wojnę obarczają albo Ukrainę, gdzie Rosjanie są rzekomo uciskani, albo Zachód, który rzekomo walczy z Rosją rękami Ukrainy. Są też tacy, którzy postrzegają to jako globalny spisek „architektów”, którzy potajemnie rządzą światem. Wyobrażenia prorosyjskich krysznaitów na temat tego, co dzieje się w Ukrainie, są absurdalne i groteskowe. Na przykład znam rosyjskiego krysznaitę, który twierdził, że Rosjanie są łapani w Charkowie, a następnie rosyjskie paszporty są przybijane do różnych części ich ciał. Kategorycznie odmawia komunikowania się ze swoimi ukraińskimi współwyznawcami. 

Jednak wraz z początkiem wojny na dużą skalę ukraińscy krysznaici stanęli przed kolejnym problemem. Faktem jest, że w ruchu Hare Kryszna, podobnie jak ogólnie w hinduizmie, guru, czyli własny duchowy nauczyciel, ma absolutny autorytet. Uważa się, że za jego pośrednictwem działa sam Bóg. Jednak przed wojną, Ukraina nie miała własnych nauczycieli, a inicjację ukraińskich Krysznaitów przeprowadzali nauczyciele z innych krajów, w tym z Rosji, a mianowicie Bhakti Wigjana Goswami (Wadim Tuneew) – przywódca duchowy Towarzystwa Świadomości Kryszny w Rosji, i też Czajtanja Czandra Czaran das (Alexander Chakimow).

Wadim Tuneew zrezygnował z przywództwa rosyjskiego stowarzyszenia Towarzystwa Świadomości Kryszny, wyemigrował i moralnie wspiera Ukrainę i ukraińskich współwyznawców, a Alexander Chakimow zajął przeciwne stanowisko. Nie tylko rozpowszechniał rosyjską narrację propagandową, że Ukraina bombardowała Donbas przez 8 lat, ale także wzywał rosyjskich Krysznaitów do przestrzegania dekretu mobilizacyjnego, mówiąc, że obowiązkiem i wolą Kryszny jest walka, a jeśli Waisznaw zginie, walcząc przeciwko Ukrainie, będzie to chwalebna śmierć, która oczyści go z karmy.  

Niestety, Aleksander Chakimow ma wielu uczniów w Ukrainie, z których wielu absolutnie nie zgadza się z jego stanowiskiem, ale nie mogą porzucić nauczyciela, gdyż jest to sprzeczne z wyznaniem ich wiary. Tak więc ukraińscy krysznaici stanęli przed teologicznym wyzwaniem – jak wyjaśnić, że osoba duchowa, nauczyciel, przez którego działa sam Bóg, przyjmuje demoniczną pozycję? Sytuacja nieco się poprawiła, gdy wiosną 2024 roku duchowy przywódca Towarzystwa Świadomości Kryszny w Ukrainie i Mołdawii Aczjuta Prija (Artem Czumaczenko) został guru (nauczycielem) z prawem do udzielania inicjacji, a jednocześnie zabroniono udzielania rekomendacji do inicjacji od rosyjskich nauczycieli. Jednak co zrobić z tymi, którzy już przyjęli inicjację od Aleksandra Chakimowa, jest kwestią otwartą. 

Dominujące trendy wśród krysznaitów 

Trudno jest dokładnie ocenić dominujące trendy w społeczności krysznaitów, ale można z całą pewnością mówić o nastrojach wśród tych, którzy są obecni w Internecie. Julia Fil, badaczka z Instytutu Orientalistyki UAN, przeprowadziła ankietę internetową w kwietniu 2024 r., aby ustalić, jak wojna wpłynęła na stosunki między ukraińskimi i rosyjskimi krysznaitami. Ponad jedna trzecia ukraińskich krysznaitów w ogóle nie chce kontaktu z rosyjskimi współwyznawcami (36,7%), a nieco mniej niż jedna trzecia jest skłonna przywrócić stosunki tylko wtedy, gdy ich rosyjscy współwyznawcy wezmą odpowiedzialność za zbrodnie Rosji na Ukrainie. Innymi słowami, dwie trzecie krysznaitów zajmuje radykalnie proukraińskie stanowisko i nie jest gotowa na żadne kompromisy w imię komunikacji. Przed wojną nie można było sobie wyobrazić takiej pryncypialności w kwestiach politycznych.

Wojna bardzo zmieniła krysznaitów. Tylko 13,3% odpowiedziało, że konieczne jest przywrócenie komunikacji z Rosjanami, pomijając kwestie polityczne. Jeśli na początku wojny ukraińscy krysznaici aktywnie angażowali się w dyskusje w sieciach społecznościowych, próbując zmienić zdanie swoich rosyjskich współwyznawców, to teraz tylko 5% wyraża taki zamiar. Odpowiada to ogólnemu nastrojowi w całym ukraińskim społeczeństwie, gdzie chęć przekonania Rosjan została zmarginalizowana. Stanowisko, że dla dobra komunikacji należy zgodzić się ze stanowiskiem Rosjan, znajduje się gdzieś w granicach błędu statystycznego – mniej niż 2%.  

Jak pokazuje badanie rosyjskich krysznaitów w Tomsku, nastroje są tam inne. Nieco ponad połowa (52%) zajmuje stanowisko neutralności politycznej i opowiada się za przywróceniem komunikacji z ukraińskimi współwyznawcami, bez poruszania kwestii politycznych. Nieco ponad jedna czwarta (27%) uważa, że należy spotykać się z ukraińskimi współwyznawcami, uznając ich rację. Pozostali zajmują stanowisko prorosyjskie: nieco ponad niż jedna dziesiąta (11,5%) uważa, że w ogóle nie należy komunikować się z ukraińskimi współwyznawcami, a kolejne 10% uważa, że należy próbować przekonać ich do racji Rosji. Myślę, że te liczby odzwierciedlają sytuację świadomości społecznej w Tomsku jako całości, który jest miastem uniwersyteckim i centrum kulturalnym. W przygnębionych miastach Rosji sytuacja jest prawdopodobnie znacznie gorsza, myślę, że rosyjska propaganda nienawiści do Ukrainy bezwzględnie tam dominuje. 

Ludobójcza wojna zmienia wszystkich i jest już oczywiste, że ani ruch Hari Kriszna, ani inne religie w Ukrainie nie pozostaną takie same. Spory i kryzysy w społecznościach religijnych odzwierciedlają podobne kwestie w całym ukraińskim społeczeństwie, a przyszłość Ukrainy będzie zależeć od tego, jak przezwycięży te wewnętrzne sprzeczności. 

środa, 28 sierpnia 2024

Nikołaj Karpicki. Indolożka z Kijowa: Polityka neutralności Indii oburza Ukraińców. Wywiad z dr Julią Fil

Źródło: Wydawcą PostPravda.info. 29.08.2024.

– Główny powód wizyty był nadal polityczny – aby zademonstrować swoją neutralność polityczną. Nie słowem, ale czynem.  Jeśli uściskał rosyjskiego przywódcę, to znaczy, że powinien przyjechać do Ukrainy i w ten sam sposób komunikować się z prezydentem Ukrainy – mówi w rozmowie w PostPravda.Info dr Julia Fil, indolożka z Instytutu Orientalistyki w Kijowie o wizycie premiera Indii Narendry Modiego w Kijowie.

Ukraińskie społeczeństwo jest oburzone wizytą Modiego w Kijowie 23 sierpnia 2024 roku. Wszystko to z powodu kontrowersyjnego stanowiska Indii w sprawie wojny Rosji z Ukrainą. Indie zawsze wzywały do pokoju i dialogu, jednak gdy 8 lipca 2024 r. Modi ściskał Putina w Moskwie, Kijów został zaatakowany potężnym nalotem pocisków rakietowych. Jeden z nich trafił w największy na Ukrainie szpital dziecięcy Ochmatdyt. Po zakończeniu wizyty Modiego w Kijowie, Rosja ponownie zaatakowała całą Ukrainę pociskami rakietowymi i „szahidami”, a teraz Kijów ponownie cierpi z powodu braku prądu.

„Neutralność jest tradycyjną filozofią dyplomacji i polityki zagranicznej Indii”


Jak przetrwałaś ostrzał Kijowa?

Julia Fil: W naszym sąsiedztwie było kilka trafień, zeszłam więc na parking pod naszym domem. Spodziewaliśmy się, że ostrzał rozpocznie się w Dzień Niepodległości, kiedy Narendra Modi już opuścił Kijów, ale Putin postanowił poczekać jeszcze jeden dzień. Ostatni tak potężny ostrzał miał miejsce 6 sierpnia, kiedy rakieta uderzyła w szpital dziecięcy Ochmatdyt. Rakieta uderzyła też wtedy w naszą okolicę. Nie było prądu, więc syreny się nie włączyły. Tym samym przegapiłam alarm przeciwlotniczy, a kiedy doszło do eksplozji było już za późno, by zejść na dół. Musiałem więc tylko obserwować kolumny dymu z pocisków za oknem. Potem otrzymałam wiadomość, że w tym czasie Narendra Modi ściskał się z Putinem. Wszyscy w Ukrainie byli tym niezwykle oburzeni.

Może Modi przyjechał do Ukrainy, bo zdał sobie sprawę, że Putin go zszargał i trzeba coś z tym zrobić?

Przykro mi to mówić, ale gdyby nie wojna, gdyby nie Ochmatdyt, to nie wiem czy by przyjechał. Choć Modi jest bardzo pragmatycznym politykiem to myślę, że atak na szpital dziecięcy naprawdę poruszył go w ludzki sposób. Przyjechał do Kijowa, by pokazać, że zależy mu na tym co dzieje się w Ukrainie. Wierzę, że Narendra Modi, jako człowiek religijny z ludzkimi wartościami, chciał wesprzeć Ukrainę moralnie. Wielokrotnie mówił także w Moskwie, że szkoda, że ludzie umierają. Tym bardziej, że umiera tyle dzieci.

Oczywiście główny powód wizyty był nadal polityczny – aby zademonstrować swoją neutralność polityczną. Nie słowem, ale czynem. Jeśli uściskał rosyjskiego przywódcę, to znaczy, że powinien przyjechać do Ukrainy i w ten sam sposób komunikować się z prezydentem Ukrainy. W tym miejscu stanowisko Indii różni się od stanowiska Chin. Przecież chiński przywódca nie przyjechał do Ukrainy po wizycie w Moskwie.

Krążą pogłoski, że Narendra Modi przywiózł wiadomość od Putina do Zełenskiego.

Nie wiem skąd biorą się pogłoski, że Modi pracuje jako listonosz Putina. Modi jest bardzo podmiotowym politykiem, a Indie są podmiotowym krajem na arenie światowej. Zdecydował się przyjechać do Ukrainy na własną rękę i wszystko co mówi to jego osobiste zdanie. Nie zniży się do poziomu mówienia za kogoś innego. I nie wierzę, że Modi chciał przyjąć rolę mediatora między Putinem a Zełenskim.

Jakie były Twoje wrażenia ze spotkania z Modim?

Uczestniczyłam w spotkaniu z Narendrą Modim w hotelu Hyatt. Zebrała się tam diaspora, ukraińscy indolodzy i wszyscy zaproszeni przez Ambasadę Indii w Ukrainie. Nie darzę Modiego sympatią i trudno podejrzewać mnie o sympatyzowanie z partią rządzącą w Indiach. Dlatego też nie spodziewałam się żadnej emocjonalnej reakcji z mojej strony. Jednak kiedy widzi się na żywo człowieka legendę, to wciąż jest to nowe i ekscytujące uczucie. Przypomina to trochę moment, gdy nagle widzisz miejsce wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, które widziałaś setki razy na zdjęciach i ilustracjach książkowych. W takich chwilach trudno uwierzyć, że to się dzieje naprawdę.

W przypadku Modiego było podobnie. Bez względu na to co o nim sądzimy, jedno jest pewne: naprawdę ma charyzmę i jest postacią globalną. Publiczność przywitała go bardzo emocjonalnie. Podchodził do każdego i ściskał dłoń. Czy można sobie wyobrazić przykładowo chińskiego przywódcę zachowującego się w ten sposób? Ja nie potrafię.

Jakie znaczenie ma wizyta Narendry Modiego w Ukrainie?

Niezależnie od nastawienia do Modiego, jest to pierwsza wizyta premiera Indii od czasu uzyskania przez Ukrainę niepodległości. Oczywiście ma ona ogromne znaczenie polityczne – podpisano cztery umowy o współpracy. Jednak przede wszystkim jest to ważne wydarzenie historyczne dla Ukrainy.

Mimo to wiele ludzi w Ukrainie negatywnie zareagowało na wizytę Modiego. Dlaczego?

Rozumiem uczucia Ukraińców, którzy mają negatywny stosunek do jego wizyty i do niego samego. Sama mam podobnie. Jego stanowisko w sprawie wojny Rosji z Ukrainą jest kontrowersyjne, co rodzi oskarżenia o relatywizm moralny. Z jednej strony Indie pozycjonują się jako pokojowy kraj, miejsce narodzin ahimsy i wzywają do pokoju, do zakończenia wojny. Modi wielokrotnie mówił Putinowi, że to nie jest era wojny. Z drugiej strony premier Indii wzywał Ukrainę do dialogu z Rosją.

Z abstrakcyjnego punktu widzenia jest to bardzo szlachetne, pokojowe wezwanie. Ale w kontekście tego co dzieje się w Ukrainie, wygląda to jak kpina. Z kim mamy prowadzić dialog? Z kimś, kto codziennie próbuje nas zabić? Jeśli Putin zaprzecza ukraińskiej tożsamości i prawu Ukraińców do istnienia, to nie ma o czym rozmawiać. Jeśli przestępca próbuje zabić, to nie jest to kwestia dialogu między nim, a jego ofiarą.

Rozumiem też, że Indie mają sporne terytoria z Chinami oraz Pakistanem i te kwestie muszą być omawiane w dialogu. Ale my nie mamy sporów z Rosją. Ten kraj po prostu chce zniszczyć Ukrainę, a my walczymy o przetrwanie. Kiedy więc Modi proponuje taki dialog, Ukraińcy są oburzeni. Jednak w rzeczywistości Indie zawsze zajmowały stanowisko neutralności. Jest to tradycyjne stanowisko indyjskiej dyplomacji, które zostało ustalone na długo przed uzyskaniem przez Ukrainę niepodległości. I musimy ten fakt zaakceptować.

Widzę tu pewną sprzeczność. W końcu neutralność prowadzi do relatywizmu moralnego, zrównania dobra i zła, pozycji agresora i pozycji ofiary. Z drugiej strony Indie to kraj, w którym religia, etyka i kultura duchowa mają ogromne znaczenie. Ale religia zawsze wymaga wyboru między dobrem a złem, co wyklucza neutralność.

Faktem jest, że religia nigdy nie domagała się władzy w Indiach. Mężowie stanu i przywódcy duchowi mają inny wewnętrzny obowiązek, który nazywany jest dharmą. Dlatego politycy z jednej strony nieustannie odwołują się do religii, a z drugiej kierują się własnymi zasadami. To prowadzi do sytuacji, gdzie życie religijne i polityczne mogą istnieć równolegle. Dotyczy to również polityki Narendry Modiego. Z jednej strony jest on człowiekiem religijnym, a z drugiej rozważnym, praktycznym i pragmatycznym politykiem.

W jakim stopniu wartości religijne wpływają na stanowisko Modiego? Być może jego wezwanie do pokoju i dialogu z agresorem wiąże się z pacyfizmem opartym na religijnej zasadzie niestosowania przemocy? Ale jeśli tak, to odwołanie się do duchowej tradycji Indii w niczym nam nie pomoże.

Narendra Modi reprezentuje religię, którą nazywamy hinduizmem, a ponadto jest przedstawicielem rządzącej Indiami partii Bharatiya Janata, która promuje wartości tejże religii i prowadzi politykę wspierania hinduizmu. Jeśli główną zasadą religijną w Indiach jest ahimsa, zasada niestosowania przemocy, to nadal nie oznacza, że cały naród indyjski będzie pacyfistyczny. Ahimsa powinna być postrzegana w połączeniu z koncepcją dharmy, która jest obowiązkiem lub przeznaczeniem, które obejmuje między innymi obowiązek wojownika. Musimy przekazać Indiom, że wypełniamy naszą dharmę – obowiązek obrony swojego kraju i swojej tożsamości, a także pokazać im moralne stanowisko Ukrainy.

Oczywiście wartości religijne i polityka nie zawsze się pokrywają. Polityka jest bardzo często pragmatyczna i cyniczna, a polityka indyjska nie jest tu wyjątkiem. Jednak wartości wpływają na politykę i musimy prowadzić dialog z Indiami w taki sposób, aby pokazać, że stosunek do wojny Rosji z Ukrainą jest nie tylko kwestią interesów politycznych, ale przede wszystkim kwestią wyboru wartości.

A co z faktem, że Indie pozostają przyjacielem Rosji?

Chociaż Indie pozostają przyjacielem Rosji, ważne jest, aby zrozumieć, że nie są wrogiem Ukrainy. Nie pomagają nam się bronić, ale też nie pomagają nas atakować. Modi nazwał tę wizytę bardzo wyjątkową, a Ukrainę nazwał cennym przyjacielem. Dlatego, pomimo wszystkich naszych pretensji, musimy znaleźć sposoby, aby przekazać Indiom nasze stanowisko. Musimy wyjaśnić Indiom, że dyplomacja dialogu z Rosją jest niewłaściwa. I wyjaśnić to, odwołując się do indyjskiej tradycji duchowej, do Śastr, Bhagawadgity, Mahabharaty. Musimy zmienić język dyplomatyczny, mówić o tych problemach nie tylko w kontekście politycznym, ale także religijnym i etycznym, odwoływać się do indyjskiej duchowości, z której oni sami są przecież bardzo dumni.

Po dwóch i pół roku wojny musimy zrozumieć, na czym polegały nasze błędy. „Russia Today” codziennie robi transmisję w języku hindi, a my w ogóle nie jesteśmy obecni w indyjskiej przestrzeni medialnej. Na początku inwazji na pełną skalę Instytut Polski w Nowym Delhi wyświetlał filmy o Ukrainie, a my nie mieliśmy gdzie ich pokazać. Przez lata niepodległości nie zrobiliśmy nic, by Indie nas poznały. Kiedy my, jako indolodzy, jako mediatorzy między społeczeństwem indyjskim i ukraińskim, próbujemy nawiązać komunikację między indyjskimi think tankami i ukraińskimi uniwersytetami, słyszymy: „Och, to nie jest odpowiedni czas!”. Indie są piątą największą gospodarką na świecie, pierwszą pod względem rozwoju, a my wciąż myślimy o niej jak o jakimś zacofanym „kraju trzeciego świata”.

Mówisz, że Indie nie pomagają nas atakować, ale kupują rosyjską ropę, z której pieniądze idą na wojnę.

Indie kupują rosyjską ropę za rupie, a te rupie zostają w Indiach. Rosyjski minister spraw zagranicznych Ławrow jeździł do Indii co najmniej cztery razy, próbując wynegocjować jakikolwiek sposób wywiezienia tych pieniędzy z Indii. Ale nie udało mu się. Faktycznie Putin ma depozyt w Indiach i może mieć tylko nadzieję, że pewnego dnia odzyska te pieniądze. Jednak na ten moment może je tylko zainwestować w indyjskie projekty.

Jak rozumiem, to właśnie stanowisko neutralności Indii wywołuje największą niechęć w Ukrainie. Ale czy Indie nie zawsze zajmowały takie stanowisko?

Neutralność jest tradycyjną filozofią indyjskiej dyplomacji i polityki zagranicznej. Po uzyskaniu niepodległości Indie ogłosiły się silnym, podmiotowym krajem, który nie przyłącza się do żadnych bloków i jest wolny od jakichkolwiek wpływów zewnętrznych. Narendra Modi kontynuuje kurs neutralności i braku zaangażowania, który wyznaczył jeszcze Jawaharlal Nehru. Jest to rzeczywistość, którą musimy zaakceptować. Jednak od samego początku Indie miały bliskie stosunki ze Związkiem Radzieckim, które Rosja niesprawiedliwie odziedziczyła. Przede wszystkim była to współpraca zbrojeniowa. Dziś Modi stara się szukać alternatywnych opcji, aby uniknąć zależności od Rosji w tym obszarze.

Przykładowo, przed przyjazdem do Ukrainy odwiedził Polskę, gdzie zgodził się, by Polacy zmodernizowali radzieckie czołgi. Indie są jednak bardzo dużym krajem i nie porzucą strategicznego partnerstwa z Rosją z dnia na dzień tylko dlatego, że Ukraina cierpi. Mamy prawo być oburzeni stanowiskiem Indii, ale dyplomacja rządzi się innymi prawami. Nie ma tu miejsca na emocje. Powiem teraz rzecz bardzo niepopularną. Oskarżamy teraz Indie o neutralność wobec wojny i niesprawiedliwości, ale jak Ukraina zareagowała chociażby na wojnę w Gruzji? Na wojny w Czeczenii? My też nie jesteśmy bez grzechu.

piątek, 23 sierpnia 2024

Nikołaj Karpicki. Ukraina odpiera trzecią falę rosyjskiej inwazji

Źródło: Wydawcą PostPravda.info. 22.08.2024.  URL: https://postpravda.info/pravda/wolnosc/ukraina-odpiera-trzecia-fale-inwazji/


Dlaczego na froncie jest tak ciężko? Krótka odpowiedź – w Ukrainę uderza trzecia fala inwazji wroga i wydaje się ona najpotężniejsza. Armia inwazyjna z lutego 2022 roku była tylko pierwszą falą. Myślałem, że jeśli zostanie odparta, wojna się zakończy. I te oczekiwania zaczęły się realizować w przełomie charkowskim. Niestety myliłem się. Nadeszła druga fala – armia zmobilizowana jesienią 2022 roku. Jednak i z nią można było sobie poradzić. Ludzie, którzy zostali siłą wyrwani ze spokojnego życia walczyli słabo, choć było ich wielu. Armia ukraińska wyzwoliła Chersoń i pozostało jej wykonać kolejne pchnięcie w kierunku Krymu, aby uwięzić tam armię rosyjską i tym samym uzyskać przewagę strategiczną. Zadanie było możliwe do wykonania, jednak stracono czas z powodu opóźnień w dostawie zachodniej pomocy. Ukraińska ofensywa została wstrzymana z wielu powodów – zarówno z błędnych decyzji ukraińskich przywódców, jak i niewystarczającej ilości pomocy wojskowej z Zachodu. Jednak głównie stało się tak dlatego, że nadchodząca trzecia fala inwazji już wtedy narastała.

Przejście Rosji do armii najemnej

Głównym błędem wszystkich tych, którzy przewidywali przebieg wojny w 2023 roku, było to, że nie zauważyli na czas reformy rosyjskiej armii. Teraz przeciwko Ukrainie walczy armia najemników. Idą tam ci, którzy świadomie zdecydowali się zabijać Ukraińców za duże pieniądze. Są to głównie ludzie z regionów podupadłych i obszarów zdegradowanych, którzy nie są przyzwyczajeni do doceniania wartości życia – swojego i innych. Dlatego też takie jednostki, w przeciwieństwie do poborowych i przymusowo zmobilizowanych, mają stłumiony instynkt samozachowawczy. To z powodzeniem wykorzystuje rosyjskie dowództwo, bezlitośnie wysyłając ich na samobójcze ataki. Co więcej, nikt w Rosji nie przejmuje się śmiercią takich najemników na wojnie, a zatem straty na froncie nie powodują napięć społecznych. Wręcz przeciwnie, one odciążają państwo od winy. Dodatkowo, wypłaty dla pracowników kontraktowych oraz odszkodowania za ich śmierć, spowodowały napływ pieniędzy do podupadłych regionów, w skali nigdy wcześniej nie widzianej. To doprowadziło do zwiększonego poparcia dla wojny. W ten sposób zaczęła się kształtować nowa baza społeczna nekro-imperialistycznego reżimu Putina, polegającego na ochlokracji i wojsku.

Straty armii rosyjskiej w Donbasie są ogromne, a w wyniku brutalnej selekcji naturalnej, ci, którzy przeżyli, uczą się walczyć. Rosyjska armia dostosowuje się do specyfiki terenu, uczy się nowych technologii, a użycie kierowanych bomb lotniczych dało jej ogromną przewagę nad armią ukraińską. Wielu analityków wskazuje za słabość armii rosyjskiej to, że ponosi większe straty na linii frontu. Nie biorą oni jednak pod uwagę, że koszt utraty życia rosyjskich żołnierzy jest niższy, a wysoki procent śmiertelności jest od początku uwzględniany w planowaniu operacji militarnych. Jakkolwiek cynicznie by to nie zabrzmiało, zdolność do poświęcenia dużej liczby żołnierzy w sensie czysto wojskowym nie jest słabością, lecz siłą rosyjskiej armii. Nie wiadomo, jak długo jeszcze potrwa rezerwa mobilizacyjna takich ochotników, co oznacza, że nie jest jasne, kiedy trzecia fala zacznie opadać. W tej chwili Ukraina nie ma wystarczających rezerw mobilizacyjnych, a Zachód nie ma zasobów uzbrojenia dla wojsk lądowych, aby powstrzymać rosyjską inwazję.

Rosja wygrywa wojnę pozycyjną, a Ukraina wygrywa wojnę manewrową

Rosja narzuciła wojnę pozycyjną w Donbasie, której Ukraina w zasadzie nie może wygrać. W takiej konfrontacji wygrywa strona dysponująca większymi zasobami. Dlatego poszukiwanie nowej strategii wojskowej jest kwestią przetrwania. Rosja jest silna w wojnie pozycyjnej, podczas gdy Ukraina jest silna w wojnie manewrowej. To właśnie dlatego Siły Zbrojne Ukrainy przełamały front tam, gdzie mogą prowadzić wojnę manewrową, czyli w rejonie Kurska. Jednak nawet to nie wystarczy. Historia pokazuje, że jedyną strategią zwycięstwa Ukrainy jest wojna partyzancka na terytorium Rosji. Operacja wojskowa w obwodzie kurskim pokazała, że jest to możliwe, a Siły Zbrojne Ukrainy przetestowały elementy wojny partyzanckiej na obcym terytorium w taktyce manewrowej.

Nawet jeśli Ukraina przetrwa i wyzwoli wszystkie swoje terytoria, to będzie to oznaczać, że wojna kończy się remisem. Byłoby to porównywalne do wyzwolenia tylko terytoriów okupowanych przez Niemcy podczas II wojny światowej, zatrzymanie się na ich granicach i zawarcie pokoju z Hitlerem. Oczywiście Ukraina nigdy nie będzie miała zasobów, by zaatakować Moskwę. Jednak w przyszłości, w pewnych okolicznościach, może mieć wystarczające zasoby do prowadzenia wojny partyzanckiej na dużą skalę, która doprowadziłaby do paraliżu Rosji. Myślę, że jest to możliwa strategia zwycięstwa Ukrainy w wojnie. Będzie ona wymagała rozwoju nowej technologii dronów, komunikacji i woli politycznej. Ale obecnie palącą koniecznością jest powstrzymanie trzeciej fali inwazji. Tak więc wojna partyzancka na dużą skalę jest możliwa w przyszłości, a doświadczenie zdobyte w operacji kurskiej jest dla niej bezcenne.

Teraz nie ma granicy między Rosją a Ukrainą, jest tylko linia frontu. A cała Rosja jest teraz terytorium wojennym, gdzie każdy, kto pomaga „specoperacji”, jest legalnym celem wojskowym. Dlatego dla wojska nie ma znaczenia, gdzie przebiega granica Rosji. Operacja kurska jest integralną częścią operacji obronnej w Donbasie. Odbywa się na terytorium Rosji, ponieważ wymaga tego celowość wojskowa, ale posuwanie się w głąb Rosji nie oznacza, że jest to ofensywa przeciwko samej Rosji. Wszystko zależy od tego, jaki jest cel. Kiedy ofensywa przeciwko Rosji naprawdę się rozpocznie, będzie wyglądać zupełnie inaczej. W tej chwili zadanie Ukrainy jest inne – wygrać bitwę obronną w Donbasie. Decydująca bitwa toczy się teraz pod Pokrowskiem. Natychmiastowym zadaniem Moskwy jest zajęcie Pokrowska, co pozwoli na dalsze rozwinięcie ofensywy w trzech kierunkach. Każdy z nich otwiera możliwość strategicznego przełomu, po którym będzie można bez pośpiechu zająć utracone terytoria w obwodzie kurskim. Właśnie dlatego rosyjskie dowództwo nie przerzuca wojsk z Pokrowska do Kurska. Pokrowsk jest strategicznie ważniejszy niż obwód kurski. Najbliższym zadaniem Kijowa jest maksymalne odciągnięcie sił rosyjskich od frontu w Donbasie i utrzymanie Pokrowska. Jeśli w wyniku nieudanej ofensywy armia rosyjska wyczerpie swoje zasoby, to w przyszłości nie będzie także w stanie powstrzymać natarcia Sił Zbrojnych Ukrainy w głąb obwodu kurskiego. Ukraina będzie miała wtedy szansę na dyktowanie własnych warunków.

Ukraińskie wojsko odpiera trzecią falę inwazji. Sytuacja jest dynamiczna

W tej chwili sytuacja jest krytyczna dla Ukrainy, ale to może się w każdej chwili zmienić. Jeśli Rosja wyczerpie swoje rezerwy mobilizacyjne, jeśli Ukraina znajdzie sposób na ochronę przed kierowanymi bombami lotniczymi, jeśli wzrost jakości i ilości dronów zrekompensuje niedobór ludzi w Siłach Zbrojnych Ukrainy, jeśli kraje zachodnie przyspieszą produkcję pocisków… Jest zbyt wiele „jeśli”, aby móc cokolwiek powiedzieć z całą pewnością. Jedyne, co Ukraina może teraz zrobić, to wciągnąć Rosję w wojnę manewrową na własnym terytorium. Rosyjskie dowództwo zdaje sobie z tego sprawę i robi wszystko, co w jego mocy, by narzucić także tam wojnę pozycyjną. Na ten moment ukraińskie dowództwo prowadzi operację w rejonie Kurska niezwykle ostrożnie. Po błyskawicznej ofensywie z pierwszych dwóch dni dowództwo ukraińskie stanęło przed wyborem: zaryzykować wszystko, zaangażować do walki wszystkie rezerwy i zająć Kursk, czy wzmocnić swoje pozycje wzdłuż granicy. Pierwsza opcja mogła skutkować albo niesamowitym ukraińskim zwycięstwem, albo miażdżącą porażką. Ukraińskie przywództwo wybrało bezpieczniejszą drugą opcję i obecnie z powodzeniem zajmuje przygraniczne obszary obwodu kurskiego. Nie wystarczyło to do zmuszenia Rosjan do wycofania wojsk z Donbasu i zmniejszenia presji na Pokrowsk, ale możliwe, że ukraińskie przywództwo ma w zanadrzu nowe niespodzianki.

wtorek, 13 sierpnia 2024

Daria Zymenko: Może miałbym powiedzieć „przepraszam, że mnie zgwałciłeś”?

Źródło: Wydawcą PostPravda.info. 05.07.2024 URL: https://postpravda.info/pravda/raporty/daria-zymenko-moze-mam-powiedziec-przepraszam-ze-mnie-zgwalciles/


Daria lubi zbierać polne kwiaty. Spacerować po łące. Leżeć na trawie. Kąpać się w jeziorze niedaleko swoje rodzinnej wioski pod Kijowem. Wieczorem do snu słucha medytacyjnej muzyki, rysuje. Podczas okupacji też malowała, ale mniej, bo codziennie do piwnicy domu, w której się ukrywali przychodzili Rosjanie, Buriaci. Zabierali ją do chaty sąsiadów – którzy zdążyli uciec zanim zaczął się ten horror – i tam ją gwałcili. Wracała do rodziców i nie mówiła im ani słowa. – Tata na pewno chciałby ich zabić. Powstrzymać. Ale i tak by przecież nic nie zrobił. Zastrzeliliby całą naszą rodzinę, gdybym się odezwała – opowiada Daria Zymenko, ukraińska malarka i ilustratorka książek.

Rysunki: Daria Zymenko
Fotografie: Oleksandra Zborovska

Instytut Grotowskiego przeprasza za nieporozumienie

Pod koniec czerwca Dasza przyjechała do Wrocławia. Podczas Festiwalu „Teatr na faktach” w Instytucie Grotowskiego miała opowiedzieć o swoich doświadczeniach z początku inwazji Rosji na Ukrainę w 2022 roku. Na scenie, aktorzy w artystyczny sposób przedstawili jej historię. Po performensie szok. Organizatorzy Festiwalu obok Darii posadzili rosyjską reżyserkę. Ukrainka nie znała scenariusza. Nie wiedziała, co będzie dalej. Rozpoczęła się dyskusja. Rozmowa zaproszonych gości z publicznością dotyczyła wybaczenia. 

– Poczułam się, jakby mnie znów zgwałcono. Nie chciałam tam być. Nie chciałam odpowiadać na te wszystkie pytania. Nie chciałam tłumaczyć, dlaczego nie umiem i nie czuję potrzeby wybaczania Rosjanom. Może i wśród nich są jacyś dobrzy ludzie. Ale czy ja mam to oceniać? Wojna nadal trwa. Nie usłyszałam słów: „przepraszam”, „jest nam przykro”, „nie zgadzamy się z tą wojną”. Chciano mnie zmusić bym pojednała się z wrogiem, który w tym samym momencie morduje ludzi w moim kraju, gwałci kobiety i nie zamierza się zatrzymywać – wspomina Daria Zymenko. Zastanawia się, czy ktokolwiek w Polsce wyobrażałby sobie taką dyskusję w czasie II wojny światowej. Czy ktoś już w 1943 roku mógł przebaczyć nazistom?

Dyskusja się zakończyła. Instytut Grotowskiego przygotował nagranie z rozmowy. Z publikacji znikają wypowiedzi Darii. – Nie wiem, dlaczego ocenzurowali moje słowa, a całą resztę zostawili. Gdybym wiedziała, że tak to wszystko będzie wyglądało, nigdy bym tu swojej historii nie opowiedziała – przyznaje Ukrainka m.in. w rozmowie z Gazetą Wyborczą.

Instytut Grotowskiego przeprosił Darię Zymenko za „nieporozumienie”. Dodał także w oświadczeniu opublikowanym m.in. w mediach społecznościowych, że „z wielkim zdziwieniem i przejęciem zauważyliśmy, że koniec dyskusji nie został wyemitowany poprawnie w internecie. Był to zwyczajny błąd techniczny niezależny ani od organizatorów, ani od doświadczonych i profesjonalnych, specjalnie zaangażowanych realizatorów streamingu (…) – nie cenzurujemy żadnych wypowiedzi. Nie po to dyskusja była organizowana na żywo, by cokolwiek zostało z niej wycięte” – czytamy.


Ucieczka pod rosyjską okupację

– Był koniec lutego 2022 roku. Wojska rosyjskie szły w stronę Kijowa. Razem z całą rodziną postanowiliśmy wyjechać z miasta do rodzinnej wioski mojego taty. Kilkadziesiąt kilometrów od stolicy, pod Makarowem. Nie wiedzieliśmy wtedy od której strony wejdą Rosjanie. Zanim się zorientowaliśmy co się dzieje, to nad głowami latały nam rakiety, a później do miejscowości weszli okupanci. Nie było już możliwości uciec dalej, bo wiedzieliśmy, że Rosjanie rozstrzeliwują cywilne samochody ludzi próbujących wyjechać. Byliśmy przerażeni. Tego strachu nie da się opisać. Kilka dni wcześniej chodziłam do teatru, do galerii sztuki, rysowałam – zaczyna opowieść Daria Zymenko.

Siedzimy nad jeziorem. Daria chciała spotkać się w jakimś spokojnym miejscu. Dawno nie była w parku, a bardzo lubi przyrodę. Ludzi na razie jeszcze stara się unikać. Po tym, co wydarzyło się pod Makarowem, kolejny rok spędziła na zachodniej Ukrainie. Wśród lasów i pagórków. Kijów ją trochę męczy, bo jest bardzo głośny, a ona lubi spokój. Może dlatego Rosjanie dobrze czuli się u nich na podwórku. Chętnie tam przychodzili. Po prostu sobie siedzieli. Próbowali nawiązać jakiś kontakt. Zagajali. 

Całą rodziną siedzieli w piwnicy. Ona jej chłopak, mama, tata i ciocia z mężem. Ktoś zaczyna walić w drzwi. Słychać język rosyjski. Każą wyjść na zewnątrz. Na początku żołnierze nie są agresywni, choć i tak w żołądkach ich skręca, trawi strach. Karabiny mają przewieszone przez barki. Nie celują do nich. Tłumaczą, że po prostu kontrolują domy, chcą znać kto i gdzie mieszka. Mówią, że to nie potrwa długo, że niedługo Putin wyzwoli Ukrainę od kijowskiego reżimu. Rodzina się buntuje. Gdzieś znajdują resztki odwagi. – Od kogo nas chcecie wyzwolić? Jakbyście tu nie przyszli, to żadne rakiety by nam nad głowami nie latały – mówią do rosyjskich żołnierzy. Dopiero później zaczynają myśleć, że przecież mogli za to zginąć.

Wojskowi odchodzą. Za kilka dni znów zaglądają. Chcą jedzenia, wody, porozmawiać. Rodzina nie bardzo ma pomysł jak się ich pozbyć. Unikają więc podwórka. Robią swoje. Wszędzie roi się od militarnego sprzętu. Nie ma prądu, zasięgu, internetu, żadnych informacji o tym, co się dzieje poza wsią. Pewne jest tylko to, co widzisz na własne oczy. – My wiedzieliśmy, że Rosjanie rozstrzelali niedawno ojca z synem i kilka innych osób. Że to nie są żarty i że grozi nam śmierć niemal w każdy momencie – wspomina Daria.

Z dnia na dzień Rosjanie robią się coraz bardziej agresywni. Grożą rodzinie śmiercią. Zastanawiają się w jaki sposób ich zamordować. Bawią się przerażeniem ludzi. Każą wybierać sposób w jaki ich zastrzelą. – Chcecie pod ścianą? Każdy po kolei? Na kolanach? W piwnicy? A może ustawimy was wszystkich w rzędzie i jedna kula załatwi sprawę? Żeby nie marnować na was amunicji – śmieje się jeden z Buriatów, bo tych we wsi było najwięcej. – Możemy was zabić na podwórku, jeśli nie chcecie, żeby się ściany zabrudziły od krwi – żartują sobie rosyjscy żołnierze.


Daria Zymenko: „Ciało albo śmierć całej rodziny„

Zabierają wszystkim telefony. Każą podać hasła. Twierdzą, że z tego domu ktoś dzwonił do ukraińskiego wojska i zdawał rosyjskie pozycje. Grożą, że ich rozstrzelają. Nic nie pomagają zapewnienia, że przecież nie ma internetu ani sygnału telefonicznego. Mówią, że wrócą ich zabić na następny dzień. Daria opowiadając o tym dziś zaczyna się nerwowo śmiać. – To taka reakcja obronna. Wtedy nie bardzo było nam do śmiechu – wyjaśnia 33-letnia rysowniczka. – Słyszysz takie słowa i zdajesz sobie sprawę, że to się może stać zaraz. Że mogą po prostu zastrzelić stojącego obok mnie tatę, czy mojego chłopaka. Paraliżuje cię. Wydaje się wtedy, że to sen, że to nie może być prawda. Że to się nie dzieje.  

Buriaci krzyczą. Każą ustawić się w rzędzie. Rodzina zaczyna błagać mordercę by darował im życie. Padają strzały z karabinu. Ludzie otwierają oczy. Nadal żyją. Rosjanin strzelił w dach. To ostrzeżenie. Jeśli jeszcze raz będą wobec nich jakieś wątpliwości, to skończy się śmiercią wszystkich. Odjeżdżają z telefonami.

Wracają kolejnego dnia. Jeden z buriackich oficerów wyjmuje aparaty i pyta o jeden konkretny. – To mój – odpowiada karnie wystraszona Daria. Żołnierz każe jej wsiadać do samochodu. Zabiera ją na przesłuchanie. Jej ojciec zaczyna panikować. Mówi do Rosjanina, że albo córka odpowie na wszystkie pytania tutaj, albo on chce jechać razem z nimi. Buriat kładzie rękę na karabinie. Wiadomo czym może skończyć się zaraz ta polemika. 

Na oczy Daszy naciąga grubą czapkę. Żeby niczego nie widziała. Nie jadą daleko. Do domu sąsiadów. Ci akurat szczęśliwie wyjechali ze wsi zanim wszystko się zaczęło. Wchodzą do środka. Czas się dłuży w drodze po schodach na drugie piętro. Buriat posadził Darię na łóżku. – Rozbieraj się – rozkazuje krótko. Dziewczyna rozumie już, co za chwilę się wydarzy. Kiedy opowiada o tym po dwóch latach, jej głos brzmi pewnie, ale kilka razy musi wziąć głęboki oddech. Maskuje się uśmiechem. 


Daria Zymenko: Jeden z rysunków, jaki powstał w trakcie przebywania pod rosyjską okupacją.

– Zapytałam go, czy będzie mnie o coś pytał. Że jeśli w telefonie znalazł coś, co budzi jego wątpliwości, to wszystko mogę wyjaśnić. Odparł tylko, że mój telefon go w ogóle nie interesuje. I wtedy się zaczęło. Trwało „to” przez jakieś dwie godziny.

Różne myśli kołatały się jej wtedy w głowie. Czy walczyć? Przeciwstawić się przemocy i bronić swojej godności i ciała? Przecież i tak się „to” stanie. Obojętne co zrobi. Może więc lepiej przeczekać? Nie myśleć. To minie. Jak już będzie po wszystkim, to może… może uda się wrócić do domu i ocaleć. – Czułam się jakbym wyszła z ciała. On robił z nim „to”, a ja czekałam obok, aż się skończy.  

Kiedy było już po „tym”, Rosjanin zapytał, czy Daria powie o tym ojcu. Chciał też wiedzieć, czy tata ma broń. Zapewniłam go, że nie powiem rodzicom o tym, co się przed chwilą wydarzyło.

– Odwiózł mnie do domu. Tata chwiał się na nogach ledwo żywy, mama cała zielona. Cali się trzęśli. To chyba był najgorszy moment, gdy zobaczyłam w jakim stanie są moi bliscy. I nikomu, niczego nie opowiedziałam. Zapewniłam, że tylko rozmawialiśmy. Na ciele nie miałam śladów pobicia, sińców. Wszyscy odetchnęli.

Na następny dzień Rosjanin przyjechał znowu. Tym razem twierdził, że potrzebuje Darii, aby pomogła mu tłumaczyć jakieś dokumenty z ukraińskiego na rosyjski. Stało się „to” samo. Samochód. Czapka. Dom sąsiadów. Długie schody. Łóżko. Dwie godziny później dom. Rodzina ocalona. 




Fotografia: Olexandra Zborovska.

Wybaczenie?

Minęło jeszcze kilka dni. Do mieszkańców wioski zaczęły docierać wiadomości, że Ukraińcy zdołali odeprzeć Rosjan. Kiedy tylko Buriaci wyjechali, Daria, jej mama, tata, ciotka, mąż i chłopak uciekli daleko. Pod samą granicę ze Słowacją. Nikt wtedy nie wiedział, co przyniesie kolejny poranek. Tysiące ludzi z podobnymi historiami chciało być jak najdalej. Jak najbezpieczniej.

– Tacie powiedziałam o tym dopiero niedawno. Zaczęłam mówić o swoim ocaleniu głośno i wiedziałam, że i tak się dowie. Wolałam, żeby usłyszał to ode mnie. Jest mężczyzną, ojcem. To dla niego bardzo trudne. Tłumaczyłam mu, że nie mogłam wtedy mu wszystkiego wyjawić, bo i tak by nic nie dał rady zrobić. Zabiliby go, a później i tak zrobili co chcieli – mówi Daria Zymenko. – Wystarczy spojrzeć, co wyprawiało się w Irpieniu i w Buczy. My i tak mieliśmy dużo szczęścia.

Buriat, który skrzywdził Daszę żyje. Przeżył wojnę i wrócił do domu. Do żony. Kiedy był pod Makarowem, jego wybranka była w ciąży. Dziś wspólnie wychowują dziecko – ustalili ukraińscy dziennikarze śledczy, którym udało się nawet do niego dodzwonić. Zaprzecza, by zrobił „to” Darii. Karę mógłby ponieść tylko wtedy, gdyby opuścił Rosję.  


Jest ciepły dzień. Obok nas jakiś mężczyzna łowi ryby. Po drugiej stronie na plaży ktoś spaceruje z psem. Do jeziora wskoczyły dzieci. Daria głęboko nabiera powietrza. – Nie czuję wielkiej nienawiści. Długo pracowałam z psychologiem. Ona twierdzi, że mój spokój to efekt silnego stłamszenia złości, w momencie, kiedy mnie gwałcił. I do dziś tej złości z siebie nie uwolniłam. Została.

– Da się „to” wybaczyć? – pytam.
– To niemożliwe. I to nie tylko jemu. Ale i wszystkim Rosjanom, którzy popierają lub nie protestują, wobec tego, co dzieje się w Ukrainie. Dla mnie są za to współodpowiedzialni. Czy to moje zadanie, żeby zastanawiać się, kto z nich jednak jest dobry, a kto zły? Kiedy widzę masowość zła, jakie rozlali po moim kraju? Nie jest. Nie będę się nad tym zastanawiać. Niszczą całe miasta, życie milionów ludzi, kaleczą nas. Jak to wybaczyć? No jak? Może jeszcze miałabym powiedzieć: «Przepraszam cię Buriacie, że mnie zgwałciłeś»? – odpowiada dziewczyna.

– A twój tata byłby w stanie im wybaczyć?
– Nie.
– A twoja mama?
– Nie.
– A twoi przyjaciele?
– Nie.


Daria Zymenko: Jeden z rysunków, jaki powstał w trakcie przebywania pod rosyjską okupacją.