czwartek, 17 września 2026

Nikołaj Karpicki. Rosyjska świadomość imperialna między imperialnym pacyfizmem a nekroimperializmem

Źródło: Wydawcą PostPravda.info. 16.09.2026.
URL: https://postpravda.info/pravda/wolnosc/rosyjska-swiadomosc-imperialna-pacyfizm/
 
Ilustracja: „Ojczyzna – bagno”, z serii „Pomnik specjalnej operacji wojskowej”, 2025 r. Facebook „Partia Umarłych”

Rosyjska świadomość imperialna to spektrum różnych postaw, które płynnie przechodzą jedna w drugą. Na przeciwległych biegunach tego spektrum znajdują się z jednej strony nekroimperializm, a z drugiej – imperialny pacyfizm. Obie te postawy ukształtowały się jeszcze w czasach radzieckich, jednak w warunkach wojny rosyjsko-ukraińskiej przybrały zupełnie nowe formy. Prof. Nikołaj Karpicki prowadzi przez meandry rosyjskiej świadomości imperialnej między nekroimperializmem, a imperialnym pacyfizmem.

Świadomość imperialna epoki radzieckiej

Zwycięski w Rosji bolszewizm opierał się na ideologii walki klas. Jego siłą napędową była nienawiść do wroga, który z racji samej swojej klasowej natury uosabiał zło. Za najwyższą wartość uznawano nie jednostkę, lecz społeczeństwo. W imię celów społecznych usprawiedliwiano wszelkie ofiary ludzkie.

Postawa ta wiązała się z kultem śmierci, którego ślady można dostrzec w radzieckiej symbolice: godle ZSRR w kształcie wieńca przypominającego wieniec nagrobny, mauzoleum, kulcie mumii Lenina, a także gloryfikowaniu śmierci w filmach i pieśniach. Ostatecznie doprowadziła ona do totalnych represji, które w znacznej mierze miały charakter irracjonalny.

Jednak masowe poparcie dla komunistów mógł zapewnić tylko atrakcyjny projekt przyszłości. Przyszłość, w której dominuje kult śmierci, a ludzi czekają nowe represje, nie mogła nikogo przyciągać. Śmierć oznacza bowiem w istocie zaprzeczenie przyszłości. Władze radzieckie potrzebowały obrazu przyszłości atrakcyjnego zarówno wewnątrz kraju, jak i poza jego granicami.

W związku z tym ogłosiły swoim ostatecznym celem zbudowanie idealnego społeczeństwa – komunizmu, w którym wszystko miało być bezpłatne. Zakładano zniesienie pieniędzy i innych atrybutów państwa, a ze złota, jak obiecywał Włodzimierz Lenin, miały powstać publiczne toalety.

W ten sposób w Związku Radzieckim ukształtowały się dwie przeciwstawne tendencje: praktyczna, związana z przemocą, represjami, wojną i kultem śmierci, oraz utopijna, związana z ideałami postępu, pokoju i sprawiedliwości społecznej. Ponieważ obie tendencje wyrastały z tego samego źródła, zwolennicy postępu i sprawiedliwości społecznej, zafascynowani ideologią komunistyczną, z łatwością stawali się narzędziami radzieckiej machiny represyjnej lub terrorystami w innych krajach.

Projekt komunistycznej przyszłości zakładał zniesienie państwa, jednak okres przejściowy miał oznaczać ekspansję Związku Radzieckiego aż do momentu, gdy ostatni kraj na planecie stanie się socjalistyczny. Innymi słowy, był to projekt imperialny zamaskowany pod postacią utopii.

W późnym Związku Radzieckim ten agresywny projekt imperialny coraz częściej promowano pod pozorem walki o pokój. Skoro bowiem zwycięstwo komunizmu było historycznie nieuchronne, wystarczyło po prostu poczekać na moment, gdy wszystkie państwa staną się socjalistyczne. Z jednej strony Związek Radziecki głosił kurs na pokojowe współistnienie z państwami kapitalistycznymi, z drugiej – nadal prowadził wojny w różnych częściach świata, wspierając wszelkie reżimy dyktatorskie, które deklarowały swoje przywiązanie do socjalizmu.

W radzieckich szkołach uczono historii całkowicie podporządkowanej temu założeniu ideologicznemu. Według tej wersji historii Rosja nieustannie rozszerzała swoje terytorium w sposób pokojowy i nigdy na nikogo nie napadała. Każda agresja militarna Związku Radzieckiego, na przykład inwazja na Afganistan, przedstawiana była jako operacja pokojowa.

Większości obywateli radzieckich podobała się pacyfistyczna retoryka władz ZSRR. Chcieli stabilnego i pokojowego życia w ogromnym państwie, którego jednocześnie wszyscy mieliby się bać i które wszyscy mieliby szanować. Z jednej strony zajmowali stanowisko imperialne, z drugiej zaś nie chcieli żadnych wojen. Tę wewnętrznie sprzeczną postawę proponuję nazywać „imperialnym pacyfizmem”.

To właśnie tę postawę odziedziczyło wielu Rosjan. Aby nie stracić ich poparcia, Włodzimierz Putin zakazał nazywania rosyjskiej inwazji na Ukrainę wojną, oficjalnie wprowadzając termin „specjalna operacja wojskowa”.

Sprzeczność między represyjną praktyką Związku Radzieckiego a pacyfistyczną utopią rodziła wewnętrzne napięcie w ideologii radzieckiej. Michaił Gorbaczow próbował je przezwyciężyć, reformując Związek Radziecki z pozycji imperialnego pacyfizmu. W tym celu ogłosił politykę „głasnosti”, pozwalając na krytykę represyjnych i nekrofilskich praktyk okresu stalinowskiego, a jednocześnie ze wszystkich sił dążąc do zachowania Związku Radzieckiego.

Imperialny pacyfizm miał jednak charakter utopijny i nigdy wcześniej nie znalazł urzeczywistnienia w praktyce państwowej. Próba jego realizacji doprowadziła do kryzysu państwa i rozczarowania społeczeństwa projektem komunistycznym – zarówno w jego wariancie represyjnym, jak i pacyfistycznym. Ostatecznie stało się to jednym z czynników, które doprowadziły do rozpadu Związku Radzieckiego.

Transformacja imperializmu po rozpadzie Związku Radzieckiego

W połowie lat 90. w rosyjskiej świadomości społecznej dominował imperialny pacyfizm. Pierwsza wojna czeczeńska wywołała masowy ruch antywojenny. Jednak nawet wśród przeciwników wojny większość sprzeciwiała się niepodległości Czeczenii. Uważali oni jednak, że wojna jest jeszcze gorszym rozwiązaniem, dlatego należy walczyć o pokój nawet z zaprzysięgłym wrogiem. Tylko pojedyncze osoby otwarcie opowiadały się za prawem narodu czeczeńskiego do samostanowienia.

W tym okresie zaczęła kształtować się nacjonalistyczna interpretacja mitu imperialnego. Jeśli ideologia Związku Radzieckiego opierała się na internacjonalizmie, a sama Rosja była postrzegana jako jedna z piętnastu republik związkowych, to w masowej świadomości postradzieckiej Rosji wszystko zaczęło wyglądać tak, jakby czternaście republik odłączyło się od samej Rosji. Nostalgia za Związkiem Radzieckim stopniowo przekształcała się w marzenie o odrodzeniu imperium rosyjskiego. W rezultacie pojawiło się znacznie bardziej agresywne, nacjonalistyczne rozumienie imperializmu, a wojna zaczęła być postrzegana jako dopuszczalny sposób sprawiedliwego przywracania terytoriów, które odłączyły się od Rosji, do tak zwanego „ruskiego miru”.

Zwolennik tej ideologii – Włodzimierz Putin – był jednym z inicjatorów drugiej wojny czeczeńskiej, rozpoczętej jesienią 1999 roku, którą tym razem rosyjskie społeczeństwo masowo poparło. W przeciwieństwie do Michaiła Gorbaczowa i ideologów „pierestrojki” Putin, jako typowy przedstawiciel służb specjalnych, nie rozumiał, do czego w ogóle potrzebny jest imperialny pacyfizm. W celu umocnienia własnej władzy umiejętnie wykorzystał serię operacji specjalnych polegających na wysadzeniu budynków mieszkalnych w Bujnaksku, Moskwie i Wołgodońsku we wrześniu 1999 roku. W wyniku tych eksplozji zginęło ponad trzysta osób, a ponad tysiąc zostało rannych.

Udało się zapobiec piątej operacji specjalnej – przeprowadzonej w Riazaniu – i zatrzymać osoby, które bezpośrednio podłożyły materiały wybuchowe w piwnicy budynku mieszkalnego. Jak się okazało, była to grupa operacyjna moskiewskiego FSB. Większość mieszkańców Rosji zignorowała informacje o tym fakcie publikowane w mediach i poparła nową wojnę w Czeczenii, prowadzoną z wyjątkowym okrucieństwem wobec ludności cywilnej.

Bezpośrednio obserwowałem, jak inteligentni ludzie, którzy jeszcze niedawno opowiadali się za pokojem, zaczęli mówić, że w Czeczenii trzeba wszystko wypalić. Problem nie polegał na tym, że nie wiedzieli o udziale FSB w zamachach terrorystycznych, lecz na tym, że chcieli, aby to właśnie Czeczeni byli uznani za winnych. Stworzony wizerunek Czeczenów jako wroga uruchomił w świadomości społecznej proces wypierania imperialnego pacyfizmu przez bardziej agresywną formę imperializmu – nekroimperializm.

Imperialny pacyfizm w Ukrainie po rozpadzie Związku Radzieckiego

W okresie radzieckim wielu ludziom atrakcyjna wydawała się możliwość życia w ogromnym państwie przy jednoczesnym zachowaniu własnej tożsamości narodowej i kultury. Lojalność mieszkańców republik wchodzących w skład Związku Radzieckiego, w tym także Ukrainy, w znacznej mierze zapewniano poprzez propagowanie imperialnego pacyfizmu w formie internacjonalizmu. I rzeczywiście, przed rosyjską inwazją wśród Ukraińców silne były sympatie do Rosji. Sympatie te nie oznaczały jednak ani rezygnacji z ukraińskiej tożsamości, ani chęci przyłączenia się do Rosji.

Współczesna Rosja prowadzi natomiast politykę agresywnego imperializmu w formie rosyjskiego szowinizmu, a rosyjska propaganda rozpowszechnia fałszywą narrację, jakoby wśród Ukraińców dominowała właśnie tożsamość rosyjska i jakoby chcieli oni żyć w składzie Rosji. W Ukrainie narracja ta wygląda absurdalnie, ponieważ zdecydowana większość ludności, w tym także osoby rosyjskojęzyczne, zawsze zachowywała ukraińską tożsamość. W Rosji jednak większość ludzi uważa tę narrację za prawdziwą i wykorzystuje do usprawiedliwiania wojny przeciwko Ukrainie.

Aby stworzyć wewnątrz Ukrainy choćby minimalną podstawę społecznego poparcia dla rosyjskiej okupacji, kremlowscy propagandyści tworzyli fałszywe narracje, według których w wyniku rewolucji na Majdanie do władzy doszli naziści, którzy poddają Rosjan represjom. W ten sposób próbowali przekształcić pozostałości imperialnego pacyfizmu w radzieckim wydaniu w jego agresywną formę, jednak udało im się to tylko częściowo. Większość mieszkańców wszystkich regionów Ukrainy, w tym również tych, które stanowiły bazę prorosyjskich polityków, poparła opór wobec rosyjskiej agresji militarnej.

Kraj, w którym zwyciężył nekroimperializm

Wraz z dojściem Putina do władzy rozpoczął się proces kształtowania nekroimperializmu jako systemu państwowego. Na pierwszym etapie, w okresie ożywienia gospodarczego i odbudowy gospodarki Rosji, ludzie obserwowali wzrost swoich dochodów, co odpowiadało wizji przyszłości z perspektywy imperialnego pacyfizmu. Jednak sprzeczność między utopią a rzeczywistością doprowadziła do protestów, które osiągnęły kulminację w latach 2011–2012.

Zajęcie Krymu przedstawiano jako zwycięstwo osiągnięte bez działań wojennych, co ponownie odpowiadało wyobrażeniom imperialnego pacyfizmu: z jednej strony było to zwycięstwo militarne, z drugiej – wojny rzekomo nie było. Wywołało to masowe poparcie dla okupacji Krymu zarówno wśród zwolenników imperialnego pacyfizmu, jak i nekroimperializmu. Jednak dalsza wojna ponownie zaostrzyła tę sprzeczność, która została rozstrzygnięta całkowitym zwycięstwem nekroimperializmu w wyniku pełnoskalowej inwazji na Ukrainę 24 lutego 2022 roku. Od tego momentu w Rosji wszelkie przejawy pacyfizmu, nawet w jego imperialnej formie, traktowane są jako przestępstwo zagrożone wieloletnim pozbawieniem wolności.

Siły pokojowe Rosji – kim są?

Rosyjski nekroimperializm zakłada, że sama wojna ma wartość, ponieważ upraszcza świat i wzmacnia władzę centralną. Jednak ten nekrofiliczny nastrój nie jest naturalną cechą ludzi i im dłużej trwa wojna, tym silniej w społeczeństwie będą ujawniać się nastroje imperialnego pacyfizmu. Sądzę, że już teraz, gdyby przeprowadzono referendum, większość Rosjan zagłosowałaby za pokojem z Ukrainą. Nie oznacza to jednak, że popierają oni Ukrainę. Oznacza jedynie, że uważają za konieczne ułożenie sobie stosunków z taką Ukrainą, jaka istnieje, choć większość z nich nadal odnosi się do niej wrogo.

Czy oznacza to, że w Rosji nie ma ludzi miłujących wolność, którzy odrzucają imperializm i popierają Ukrainę? Oczywiście, że nie. Czym innym jest jednak sytuacja, gdy człowiek samodzielnie i dobrowolnie dokonuje wyboru moralnego i określa swoją postawę życiową, a czym innym – gdy poglądy poszczególnych grup ludzi kształtują się pod wpływem okoliczności społecznych. Jednostki nie są w stanie stworzyć ruchu społecznego – potrzebne jest również poparcie określonych grup społecznych.

Choć w Rosji jest bardzo wiele osób, które popierają Ukrainę i życzą jej zwycięstwa, nie tworzą one ruchu społecznego. Z drugiej strony powstały warunki społeczne sprzyjające nasilaniu się nastrojów imperialnego pacyfizmu w różnych warstwach społecznych. Właśnie dlatego rosyjskie władze podejmują działania represyjne i wprowadzają zakazy, aby nie dopuścić do przekształcenia tych nastrojów w ruch społeczny.

Te imperialno-pacyfistyczne nastroje próbują wykorzystywać niektórzy rosyjscy politycy opozycyjni. Na przykład 12–13 czerwca 2026 roku zorganizowali w Berlinie zjazd partii „Mirnaja Rossija” („Pokojowa Rosja”), która reprezentuje niewielką grupę emigrantów i raczej nie jest zdolna do występowania w imieniu rosyjskiego społeczeństwa. W samej Rosji powstawanie nawet takich organizacji jest dziś niemożliwe.

Największy wkład w ukształtowanie imperialnego pacyfizmu jako stanowiska politycznego wniósł Aleksiej Nawalny. Wymowna jest pod tym względem jego debata z 20 lipca 2017 roku z przedstawicielem agresywnego imperializmu Igorem Girkinem – terrorystą, który kierował operacją zajęcia Słowiańska w 2014 roku. Później obaj uczestnicy tej dyskusji padli ofiarą represji ze strony rosyjskich władz, co pośrednio świadczy o szczerości ich przekonań, a Aleksiej Nawalny został nawet zamordowany w więzieniu.

Aleksiej Nawalny nie popierał Ukrainy, jednak próbował przekonać Igora Girkina, że wojna Rosji przeciwko Ukrainie jest niekorzystna dla samej Rosji i dlatego lepiej żyć w pokoju z taką Ukrainą, jaka istnieje. Dla Igora Girkina argumenty te nie miały żadnego znaczenia, ponieważ z perspektywy nekroimperializmu pokojowe życie Rosji samo w sobie nie ma wartości: wartością Rosji jest jej siła, którą demonstruje ona na wojnie.

Na pytanie widza skierowane do Nawalnego, czy uważa on Igora Girkina za zbrodniarza wojennego, padła następująca odpowiedź: „…jeśli chodzi o zbrodniarzy wojennych – to jest precyzyjne określenie. Jeśli więc zabijał osoby niebiorące udziału w walce, jeśli popełniał czyny, które są bezpośrednio wymienione w dokumentach prawnych, to wtedy każdy człowiek, w tym Igor Iwanowicz, będzie przedmiotem postępowania sądowego… To jest sprawa sądu, a nie Aleksieja Nawalnego”. Innymi słowy, Aleksiej Nawalny nie uznawał samego terrorystycznego zajęcia całego miasta za zbrodnię wojenną, a także stwierdził, że nie do niego należy ocena samego faktu torturowania i zabijania mieszkańców Słowiańska, o których nie mógł nie wiedzieć.

Aleksiej Nawalny i Igor Strelkow (Igor Girkin) podczas debaty 20 lipca 2017 r. Zrzut ekranu z transmisji wideo „Nawalny LIVE”. Źródło: oficjalna strona debaty na stronie internetowej Nawalnego

Rzecz w tym, że zarówno Aleksiej Nawalny, jak i Igor Girkin postrzegali wydarzenia w Donbasie z perspektywy interesów Rosji, choć różnie rozumieli te interesy. Wiara Aleksieja Nawalnego w polityczny ideał – „Piękną Rosję przyszłości” – była niewątpliwie szczera, skoro był gotów poświęcić dla niego swoją wolność. Ideał ten, ze względu na swój utopijny charakter, przypomina ideał przyszłego społeczeństwa komunistycznego, dla którego urzeczywistnienia szczerzy komuniści również byli gotowi ponosić ofiary.

Ale być może niesprawiedliwie nazywam pacyfizm rosyjskich polityków opozycyjnych imperialnym? Przyjrzyjmy się na przykład stanowisku jednego z najbardziej konsekwentnych rosyjskich pacyfistów – Lwa Szłosberga, który również poświęcił wolność w imię swoich przekonań. 17 sierpnia 2026 roku w Rosji skazano go na 11 lat pozbawienia wolności.

Lew Szłosberg z pozycji pacyfistycznych potępiał nie tylko rosyjską agresję, lecz także dążenie Ukrainy do przeniesienia działań odwetowych na terytorium Rosji. – Nie istnieje samoobrona w postaci prowadzenia działań wojennych na terytorium innego państwa. Samoobrona zawsze ogranicza się do granic własnego państwa – twierdził. – Jestem przeciwny zabijaniu ukraińskich żołnierzy. Jestem przeciwny zabijaniu ukraińskich cywilów. Jestem przeciwny zabijaniu rosyjskich żołnierzy i przeciwny zabijaniu rosyjskich cywilów. Jego zdaniem działania wojenne należy po prostu zatrzymać, a dopiero potem przez dziesięciolecia dyskutować o statusie okupowanych terytoriów. Swoją decyzją o pozostaniu w Rosji, a tym samym o trafieniu do więzienia, Lew Szlosberg udowodnił, że wierzy w to, co mówi. Jednak wydaje mi się, że i tak oszukuje sam siebie. Jest przecież oczywiste, że dopóki trwa totalna wojna na wyniszczenie, znaczenie mają nie granice państwowe, a jedynie linia frontu.

Wyobraźmy sobie niemieckich pacyfistów i antyfaszystów z czasów II wojny światowej, którzy potępialiby przeniesienie działań wojennych na terytorium Niemiec i proponowali po prostu je zatrzymać, a następnie przez dziesięciolecia dyskutować o statusie okupowanych państw. Również w tym przypadku nazwałbym taki pacyfizm imperialnym, ponieważ w istocie broniłby on integralności terytorialnej III Rzeszy.

Imperialny pacyfizm ma charakter utopijny: jego zwycięstwo może być jedynie tymczasowe, po czym nastąpi militarystyczny rewanż. Dlatego uważam, że do trwałego pokoju może doprowadzić nie imperialny pacyfizm, lecz dekonstrukcja Rosji jako imperium.

środa, 2 września 2026

Nikołaj Karpicki. Dlaczego Rosjanie próbują zniszczyć pomnik radzieckich żołnierzy – wyzwolicieli Słowiańska spod okupacji nazistowskiej?

Źródło: Wydawcą PostPravda.info. 02.09.2026.
URL: https://postpravda.info/pravda/front/pomnik-radzieckich-zolnierzyi-slowiansk/

Pomnik radzieckich żołnierzy – wyzwolicieli po rosyjskich atakach. Fot. Wadym Lach, Facebook

W sierpniu gwałtownie wzrosła intensywność bombardowań Słowiańska (obwód doniecki), w związku z czym 21 sierpnia 2026 roku Słowiańsk oficjalnie uzyskał status terytorium aktywnych działań wojennych. Rosjanie atakują budynki mieszkalne i sklepy, próbują zniszczyć słowiańską elektrociepłownię oraz całą infrastrukturę cywilną. Jednak między innymi 28 sierpnia 2026 roku z jakiegoś powodu zaatakowali pomnik wyzwolicieli Słowiańska spod okupacji nazistowskiej. Dlaczego Rosjanie próbują zniszczyć pomnik radzieckich żołnierzy? Na to pytanie z miejsca wydarzenia próbuje odpowiedzieć prof. Nikołaj Karpicki.

Rosjanie celowo zaatakowali pomnik radzieckich żołnierzy

28 sierpnia, późnym popołudniem, kiedy wróciłem ze spaceru po centrum, Rosjanie ponownie zaczęli ostrzeliwać miasto – dokładnie w miejscu, w którym przed chwilą chodziłem. Szef Słowiańskiej Miejskiej Administracji Wojskowej Wadym Lach napisał na swojej stronie na Facebooku: „Dzisiaj, 28 sierpnia, Rosja zniszczyła pomnik żołnierzy II wojny światowej, którzy wyzwalali Słowiańsk spod okupacji nazistowskiej w odległych już latach 40. ubiegłego wieku. Pomnik był jednym z symboli miasta. W jego pobliżu zawsze odbywały się uroczystości z okazji Dnia Miasta na początku września. Rosja niszczy wszystko, czego tylko może dosięgnąć. Nie ma dla niej żadnych świętości. Pod ostrzałem są dzieci, świątynie, pomniki, dziedzictwo kulturowe i budynki mieszkalne. Dbajcie o siebie. Trzymajmy się. Jesteśmy razem!”.

Dlaczego Rosjanie zaatakowali pomnik? Przecież kult zwycięstwa nad hitlerowskimi Niemcami Putin praktycznie przekształcił w nową religię obywatelską, którą wykorzystuje do legitymizowania własnej władzy. Atak na pomnik żołnierzy-wyzwolicieli niszczy ten kult i prowokuje skojarzenia między reżimem Putina a reżimem Hitlera.

W komentarzach pod moim filmem na YouTube, w którym wspominam o tym ataku, zapytałem jednego z Rosjan, co o tym sądzi. „Mogę przypuszczać, że zrobili to naziści w ramach prywatnej firmy wojskowej NATO, którą pan nazywa Siłami Zbrojnymi Ukrainy” – odpowiedział. Komentarz ten jest tak absurdalny, że nie podejmuję się dalszego dialogu. Przyznam jednak iż uważam, że w podobny sposób odpowiedziałyby dziesiątki milionów Rosjan, tylko bez łagodzącego zwrotu „Mogę przypuszczać”.

A może pomnik został trafiony przypadkowo?

Dwa dni później, 30 sierpnia, poszedłem na miejsce uderzenia. Pomnik znajduje się w samym centrum miejskiego parku „Szowkowycznyj”. Ludzi jest tu bardzo niewielu, ze wszystkich stron otacza go gęsta roślinność, a w promieniu ponad stu metrów nie ma żadnego obiektu, który mógłby być celem ataku. Obejrzałem pomnik ze wszystkich stron. Nie został zniszczony, ale uszkodzono go w dwóch miejscach: trafiono w sztandar w górnej części oraz od dołu – w miejsce, w którym lewy but styka się z fundamentem. Najprawdopodobniej były to dwa drony. Podwójne trafienie w tak pustym miejscu, moim zdaniem wyklucza wersję o przypadkowym uderzeniu.

Być może operatorzy dronów nie wiedzieli, że jest to pomnik właśnie żołnierzy-wyzwolicieli spod okupacji hitlerowskiej? Sądząc po charakterze uszkodzeń, drony nadlatywały od północnego zachodu i z tej strony rzeczywiście można nie dostrzec radzieckiego żołnierza przedstawionego na pomniku. Ale wtedy oznaczałoby to, że Rosjanom jest absolutnie obojętne, co dokładnie bombardują, ponieważ wystarczy spojrzeć na mapę Google, aby szybko dowiedzieć się, komu poświęcony jest ten pomnik.

Mapa Google parku „Szowkowycznij”, na której widoczny jest pomnik radzieckich żołnierzy.
 
Wersja pierwsza. Rosjanom po prostu jest obojętne, co dokładnie bombardują

Być może żaden z operatorów dronów nawet się nad tym nie zastanawiał, bo rzeczywiście, Rosjanie ostrzeliwują Słowiańsk bez żadnej logiki. Na przykład minutę przed tym, zanim wyszedłem z domu, żeby obejrzeć uszkodzenia pomnika, usłyszałem dwie potężne eksplozje. Zobaczyłem dym unoszący się od strony Bylbasówki – miejscowości przylegającej do Słowiańska od zachodu. Nieco później Wadym Lach poinformował na Facebooku: „W niedzielę, 30 sierpnia, około godziny 11:00 wróg przeprowadził atak lotniczy przy użyciu dwóch bomb FAB-250 na miejscowość Bylbasówka. Zniszczone zostały dwa prywatne domy. Uszkodzonych zostało jeszcze około dwudziestu budynków. Dwie osoby zostały ranne. Dwie kolejne zginęły. Wśród ofiar śmiertelnych jest 13-letnie dziecko”.

Skutki ataku na miejscowość Bylbasówkę 30 sierpnia 2026 roku. Fot. Wadym Lach, Facebook

Jaki sens ma bombardowanie przez Rosjan wiejskich domów, tym bardziej że ofensywa prowadzona jest z przeciwnej strony? Najwyraźniej bombardują wszystko, co popadnie, tylko dlatego, że znajduje się to na terytorium Ukrainy. Być może z tego powodu ucierpiał również pomnik? Ale może Rosjanie mieli jednak jakiś ważniejszy powód?

Wersja druga. Przyczyna ataku na pomnik jest ideologiczna

Weterani II wojny światowej mają dziś około stu lat i pozostało ich już bardzo niewielu. W rosyjskiej świadomości zbiorowej pamięć o tej wojnie jest wypierana przez ideologiczną narrację, według której Związek Radziecki samotnie prowadził własną wojnę i odniósł zwycięstwo nad hitlerowskimi Niemcami, do którego później próbowały przypisać sobie zasługi inne państwa.

II wojna światowa albo w ogóle znika z pamięci zbiorowej, albo jest postrzegana jako coś w rodzaju przygotowawczych manewrów Niemiec przed atakiem na Związek Radziecki. Rosja jest prawowitą spadkobierczynią tego zwycięstwa i dlatego ma prawo grozić innym państwom, że je powtórzy, tyle że tym razem wobec nich. Pamięć historyczna o II wojnie światowej, wyrażona w haśle „Nigdy więcej!”, przekształciła się w rosyjskiej świadomości w kult tak zwanego „pobiedobiesija” pod hasłem „Możemy powtórzyć!”.

Putin może uznać udział Ukrainy w zwycięstwie nad hitlerowskimi Niemcami, które w tej ideologicznej narracji przypisywane jest wyłącznie Rosji, tylko pod warunkiem, że Ukraina uzna się za część Rosji. Jednak walka narodu ukraińskiego przeciwko rosyjskim najeźdźcom podważa cały putinowski kult zwycięstwa. Dlatego Putin dąży do utrwalenia prawa do dziedziczenia zwycięstwa jedynie po stronie Rosji, wykluczając Ukrainę z grona jego spadkobierców. Z takiej interpretacji wynika, że niepodległa Ukraina nie ma prawa posiadać pomników poświęconych walce z hitlerowskimi najeźdźcami, a jeśli takie pomniki istnieją, to jako narzędzie propagandy podważającej rosyjski monopol na dziedzictwo zwycięstwa i stają się uzasadnionymi celami wojskowymi.

Przyznaję, że ta wersja brzmi wręcz irracjonalnie nawet dla mnie, ale przecież równie irracjonalny jest sam atak na pomnik żołnierzy-wyzwolicieli. Tak czy inaczej, nie potrafię z całą pewnością opowiedzieć się za którąkolwiek z tych wersji, a innych wyjaśnień nie mam.

wtorek, 1 września 2026

Nikołaj Karpicki. Reakcja Rosjan na moją relację z Słowiańska w strefie przyfrontowej. 29 sierpnia – 1 września 2026 r.

Światła częściej nie ma, niż jest. Zimą myślałem: jakie to szczęście, kiedy prąd wyłączają przy dodatniej temperaturze – wtedy nie trzeba się bać, że baterie zamarzną. Rzeczywiście, latem jest łatwiej: w dzień można chodzić na spacery, a kiedy w laptopie zostaje trochę baterii, nagrywam film na YouTube. Dopóki nie ma światła i nie mogę pracować z tekstami, zostają mi tylko te dwa zajęcia.

Wczoraj spacerowałem po centrum Słowiańska. Bardzo dawno tam nie byłem. Centrum ucierpiało znacznie bardziej, niż się spodziewałem. Jeśli na obrzeżach, gdzie mieszkam, zagrożenie dla życia oceniłbym jako duże, to w centrum miasta – jako bardzo wysokie. Większość uszkodzonych budynków zdążono już uszczelnić i jakoś podłatać, ale wciąż jest wiele świeżych zniszczeń. Mijałem zrujnowany budynek, o którym pisano jako o zabytku architektury – w rzeczywistości ucierpiał także budynek naprzeciwko. Żeby powstały takie zniszczenia, jedna bomba lotnicza nie wystarczy; potrzeba co najmniej trzech. Przypominam sobie, że kilka dni temu, kiedy spacerowałem, usłyszałem przed sobą potrójny wybuch, choć słup dymu był jeden – jakby zrzucono trzy bomby jedna po drugiej. Jak było naprawdę – nie wiem.

Bez światła nie mogę pisać, bo na małym ekranie laptopa słabo widzę, więc układam teksty w głowie, a potem, dopóki jest trochę baterii, nagrywam wideo. Mój kanał na YouTube jest prawie nierozkręcony, więc nagrywam te filmy po prostu tak, nie dla własnej promocji. Na Facebooku przestałem publikować linki do ostatnich nagrań, bo algorytmy Facebooka praktycznie nikomu takich postów nie pokazują. Kto jest zapisany na mój kanał, ten i tak je zobaczy. Czasem wrzucam link w Telegramie.

Moje ostatnie wideo jest konceptualne: przedstawiam w nim nowe rozumienie transformacji świadomości imperialnej – takie, o którym wcześniej nikt nie pisał. Ale algorytmy YouTube działają tak, że nikt go nie widzi. Za to podchwyciły moje poprzednie wideo, w którym opisuję, jak wygląda wojna w Słowiańsku, i zaczęły pokazywać je Rosjanom. Dzięki temu mogłem zobaczyć, co oni mają w głowach.

W tym nagraniu bez zbędnych emocji po prostu opowiedziałem, jak zmieniała się sytuacja z ostrzałami przez ostatnie cztery i pół roku. W komentarzach napisano mi, że jestem: 1) głupi; 2) chory; 3) złą osobą; 4) wszystko, co mówię, to kłamstwo; 5) sami jesteśmy sobie winni i dobrze, że nas tak ostrzeliwują.

Myślę, że to nie boty: naprawdę dziesiątki milionów Rosjan myślą dokładnie w ten sposób. Mechanizm jest prosty: kogo szefostwo wyznaczy na ofiarę, ten okazuje się winny wszystkiemu. Sam fakt, że Rosja napadła na Ukrainę, czyni Ukraińców w ich oczach winnych tego, że są zabijani. Ten mechanizm wiele razy obserwowałem w praktyce, w małych grupach.

Zdarzało mi się wiele rozmawiać z ludźmi, których stanowisko jest dla mnie całkowicie nie do przyjęcia, a jednak potrafiłem znaleźć z nimi wspólny język. Istnieje jednak zasadnicza różnica między rozmową z człowiekiem, który wyznaje wrogie ci przekonania, a rozmową z kimś, kto samookreślił się wobec zła.

Jestem gotów rozmawiać z ludźmi niezależnie od ich przekonań i zawsze odpowiadam na pytania, jeśli ich celem jest rzeczywiście dowiedzieć się czegoś nowego. Pod jednym z moich filmów na YouTube, gdzie opowiadam o codzienności przyfrontowego Słowiańska, pewien Rosjanin poprosił o fakty świadczące o tym, że ludzie Igora Girkinа rzeczywiście terroryzowali mieszkańców Słowiańska w 2014 roku. Podałem mu link do mojego artykułu, w którym – na podstawie rozmów ze świadkami – przytaczam konkretne przypadki tortur i zabójstw. W odpowiedzi dostałem obelgi. Rzecz w tym, że on zadał pytanie nie po to, by się czegoś dowiedzieć, lecz po to, by zmusić mnie do wyrzeczenia się własnego stanowiska. A kiedy mu się to nie udało, natychmiast przeszedł do oskarżeń. Właśnie tak zachowuje się człowiek, który samookreślił się wobec zła.

Zdarza się, że człowiek wybiera zło na poziomie przekonań, bo znajduje się w określonym polu informacyjnym albo pod wpływem innych ludzi. Ale to nie znaczy, że jako osoba samookreślił się wobec tych przekonań. Po prostu z powodu okoliczności ukształtowała się w nim pewna pozycja, która z czasem może się zmienić.

Na przykład w przyfrontowej Awdijiwce rozmawiałem z ludźmi o różnych poglądach. Byli tacy, którzy popierali Majdan, i tacy, którzy byli przeciwko niemu. Ale ci ludzie normalnie ze sobą rozmawiali, a co więcej – razem pomagali innym mieszkańcom Awdijiwki, cierpiącym z powodu ostrzałów. Po prostu było tam takie środowisko i takie pole informacyjne, że u ludzi ukształtowały się przeciwstawne poglądy, ale nie wpłynęło to na nich jako na osoby.

Z Rosjanami, którzy piszą mi obelgi w komentarzach pod moimi filmami, gdzie dzielę się własnym doświadczeniem życia w przyfrontowym mieście, sytuacja jest zupełnie inna. Oburza ich sam fakt mojego świadectwa, bo podważa ono ich obraz świata, w którym Rosja ma prawo niszczyć Ukrainę i zabijać Ukraińców. U podstaw tego obrazu świata leży odebranie Ukraińcom prawa do istnienia, zamaskowane różnymi narracjami o tym, że niby w Ukrainie do władzy doszły amerykańskie marionetki i naziści, którzy „bombardowali Donbas”.

Gdyby chodziło tylko o imperialne przekonania, można by prowadzić dyskusję ideową. Nawet jeśli ktoś jest przekonanym rosyjskim szowinistą i imperialistą, który odmawia Ukrainie prawa do niezależności, to wciąż nie jest to powód, by obrażać świadka. Nawet jeśli ten świadek z Ukrainy jest do ciebie wrogo nastawiony, to przecież mówi o własnym, realnym doświadczeniu życiowym.

Rzecz wcale nie w tym, że oni są imperialistami i zwolennikami Putina, lecz w tym, że samookreślili się wobec zła. W tym przypadku złem jest odebranie Ukraińcom prawa do istnienia. Każde doświadczenie życia Ukraińca odbierają wrogo i natychmiast próbują je zdewaluować obelgami, bo to doświadczenie jest niezgodne z ich obrazem świata. Upierają się, że przez Majdan do władzy doszli proamerykańscy naziści, którzy niszczą rosyjskojęzycznych, nie dlatego, że czegoś nie wiedzą, lecz dlatego, że chcą, by właśnie tak było. Tak samo chcą, by mnie – jako świadka wojny – nie było. A ponieważ nie mogą mnie zabić fizycznie, próbują zrobić to wirtualnie – poprzez obelgi.

Przekonania człowieka mogą się zmieniać w zależności od informacji, które otrzymuje, ale samookreślenie – nie, bo to ono kształtuje osobowość. Żeby zmienić samookreślenie, trzeba stać się nową osobą. To się zdarza, ale bardzo rzadko. Na przykład zatwardziały przestępca może się nawrócić i zostać mnichem. Oczywiste jest, że w skali kraju coś takiego jest niemożliwe. Jeśli gromadzi się krytyczna masa ludzi, którzy samookreślili się wobec zła, zmienić kraju już się nie da. Musi zmienić się pokolenie.

Dlatego właśnie Związek Radziecki rozpadł się wtedy, gdy dorosło nowe pokolenie, które traktowało komunistyczną ideologię formalnie – na poziomie przekonań, a nie samookreślenia, jak ich dziadkowie. W związku z tym, gdy zmieniło się pole informacyjne, porzucili swoje przekonania – i Związek się rozpadł. Z Rosją tak się nie stanie, bo znaczna część Rosjan wybrała nekroimperialną postawę nie na poziomie przekonań, lecz na poziomie samookreślenia. I ta masa po prostu nie pozwoli Rosji na pokojowe istnienie, nawet jeśli władza się tam zmieni.

Dlatego właśnie nie wierzę w przyszłość Rosji.

Tłumaczenie na język polski – Piotr Mocniak