wtorek, 1 września 2026

Nikołaj Karpicki. Reakcja Rosjan na moją relację z Słowiańska w strefie przyfrontowej. 29 sierpnia – 1 września 2026 r.

Światła częściej nie ma, niż jest. Zimą myślałem: jakie to szczęście, kiedy prąd wyłączają przy dodatniej temperaturze – wtedy nie trzeba się bać, że baterie zamarzną. Rzeczywiście, latem jest łatwiej: w dzień można chodzić na spacery, a kiedy w laptopie zostaje trochę baterii, nagrywam film na YouTube. Dopóki nie ma światła i nie mogę pracować z tekstami, zostają mi tylko te dwa zajęcia.

Wczoraj spacerowałem po centrum Słowiańska. Bardzo dawno tam nie byłem. Centrum ucierpiało znacznie bardziej, niż się spodziewałem. Jeśli na obrzeżach, gdzie mieszkam, zagrożenie dla życia oceniłbym jako duże, to w centrum miasta – jako bardzo wysokie. Większość uszkodzonych budynków zdążono już uszczelnić i jakoś podłatać, ale wciąż jest wiele świeżych zniszczeń. Mijałem zrujnowany budynek, o którym pisano jako o zabytku architektury – w rzeczywistości ucierpiał także budynek naprzeciwko. Żeby powstały takie zniszczenia, jedna bomba lotnicza nie wystarczy; potrzeba co najmniej trzech. Przypominam sobie, że kilka dni temu, kiedy spacerowałem, usłyszałem przed sobą potrójny wybuch, choć słup dymu był jeden – jakby zrzucono trzy bomby jedna po drugiej. Jak było naprawdę – nie wiem.

Bez światła nie mogę pisać, bo na małym ekranie laptopa słabo widzę, więc układam teksty w głowie, a potem, dopóki jest trochę baterii, nagrywam wideo. Mój kanał na YouTube jest prawie nierozkręcony, więc nagrywam te filmy po prostu tak, nie dla własnej promocji. Na Facebooku przestałem publikować linki do ostatnich nagrań, bo algorytmy Facebooka praktycznie nikomu takich postów nie pokazują. Kto jest zapisany na mój kanał, ten i tak je zobaczy. Czasem wrzucam link w Telegramie.

Moje ostatnie wideo jest konceptualne: przedstawiam w nim nowe rozumienie transformacji świadomości imperialnej – takie, o którym wcześniej nikt nie pisał. Ale algorytmy YouTube działają tak, że nikt go nie widzi. Za to podchwyciły moje poprzednie wideo, w którym opisuję, jak wygląda wojna w Słowiańsku, i zaczęły pokazywać je Rosjanom. Dzięki temu mogłem zobaczyć, co oni mają w głowach.

W tym nagraniu bez zbędnych emocji po prostu opowiedziałem, jak zmieniała się sytuacja z ostrzałami przez ostatnie cztery i pół roku. W komentarzach napisano mi, że jestem: 1) głupi; 2) chory; 3) złą osobą; 4) wszystko, co mówię, to kłamstwo; 5) sami jesteśmy sobie winni i dobrze, że nas tak ostrzeliwują.

Myślę, że to nie boty: naprawdę dziesiątki milionów Rosjan myślą dokładnie w ten sposób. Mechanizm jest prosty: kogo szefostwo wyznaczy na ofiarę, ten okazuje się winny wszystkiemu. Sam fakt, że Rosja napadła na Ukrainę, czyni Ukraińców w ich oczach winnych tego, że są zabijani. Ten mechanizm wiele razy obserwowałem w praktyce, w małych grupach.

Zdarzało mi się wiele rozmawiać z ludźmi, których stanowisko jest dla mnie całkowicie nie do przyjęcia, a jednak potrafiłem znaleźć z nimi wspólny język. Istnieje jednak zasadnicza różnica między rozmową z człowiekiem, który wyznaje wrogie ci przekonania, a rozmową z kimś, kto samookreślił się wobec zła.

Jestem gotów rozmawiać z ludźmi niezależnie od ich przekonań i zawsze odpowiadam na pytania, jeśli ich celem jest rzeczywiście dowiedzieć się czegoś nowego. Pod jednym z moich filmów na YouTube, gdzie opowiadam o codzienności przyfrontowego Słowiańska, pewien Rosjanin poprosił o fakty świadczące o tym, że ludzie Igora Girkinа rzeczywiście terroryzowali mieszkańców Słowiańska w 2014 roku. Podałem mu link do mojego artykułu, w którym – na podstawie rozmów ze świadkami – przytaczam konkretne przypadki tortur i zabójstw. W odpowiedzi dostałem obelgi. Rzecz w tym, że on zadał pytanie nie po to, by się czegoś dowiedzieć, lecz po to, by zmusić mnie do wyrzeczenia się własnego stanowiska. A kiedy mu się to nie udało, natychmiast przeszedł do oskarżeń. Właśnie tak zachowuje się człowiek, który samookreślił się wobec zła.

Zdarza się, że człowiek wybiera zło na poziomie przekonań, bo znajduje się w określonym polu informacyjnym albo pod wpływem innych ludzi. Ale to nie znaczy, że jako osoba samookreślił się wobec tych przekonań. Po prostu z powodu okoliczności ukształtowała się w nim pewna pozycja, która z czasem może się zmienić.

Na przykład w przyfrontowej Awdijiwce rozmawiałem z ludźmi o różnych poglądach. Byli tacy, którzy popierali Majdan, i tacy, którzy byli przeciwko niemu. Ale ci ludzie normalnie ze sobą rozmawiali, a co więcej – razem pomagali innym mieszkańcom Awdijiwki, cierpiącym z powodu ostrzałów. Po prostu było tam takie środowisko i takie pole informacyjne, że u ludzi ukształtowały się przeciwstawne poglądy, ale nie wpłynęło to na nich jako na osoby.

Z Rosjanami, którzy piszą mi obelgi w komentarzach pod moimi filmami, gdzie dzielę się własnym doświadczeniem życia w przyfrontowym mieście, sytuacja jest zupełnie inna. Oburza ich sam fakt mojego świadectwa, bo podważa ono ich obraz świata, w którym Rosja ma prawo niszczyć Ukrainę i zabijać Ukraińców. U podstaw tego obrazu świata leży odebranie Ukraińcom prawa do istnienia, zamaskowane różnymi narracjami o tym, że niby w Ukrainie do władzy doszły amerykańskie marionetki i naziści, którzy „bombardowali Donbas”.

Gdyby chodziło tylko o imperialne przekonania, można by prowadzić dyskusję ideową. Nawet jeśli ktoś jest przekonanym rosyjskim szowinistą i imperialistą, który odmawia Ukrainie prawa do niezależności, to wciąż nie jest to powód, by obrażać świadka. Nawet jeśli ten świadek z Ukrainy jest do ciebie wrogo nastawiony, to przecież mówi o własnym, realnym doświadczeniu życiowym.

Rzecz wcale nie w tym, że oni są imperialistami i zwolennikami Putina, lecz w tym, że samookreślili się wobec zła. W tym przypadku złem jest odebranie Ukraińcom prawa do istnienia. Każde doświadczenie życia Ukraińca odbierają wrogo i natychmiast próbują je zdewaluować obelgami, bo to doświadczenie jest niezgodne z ich obrazem świata. Upierają się, że przez Majdan do władzy doszli proamerykańscy naziści, którzy niszczą rosyjskojęzycznych, nie dlatego, że czegoś nie wiedzą, lecz dlatego, że chcą, by właśnie tak było. Tak samo chcą, by mnie – jako świadka wojny – nie było. A ponieważ nie mogą mnie zabić fizycznie, próbują zrobić to wirtualnie – poprzez obelgi.

Przekonania człowieka mogą się zmieniać w zależności od informacji, które otrzymuje, ale samookreślenie – nie, bo to ono kształtuje osobowość. Żeby zmienić samookreślenie, trzeba stać się nową osobą. To się zdarza, ale bardzo rzadko. Na przykład zatwardziały przestępca może się nawrócić i zostać mnichem. Oczywiste jest, że w skali kraju coś takiego jest niemożliwe. Jeśli gromadzi się krytyczna masa ludzi, którzy samookreślili się wobec zła, zmienić kraju już się nie da. Musi zmienić się pokolenie.

Dlatego właśnie Związek Radziecki rozpadł się wtedy, gdy dorosło nowe pokolenie, które traktowało komunistyczną ideologię formalnie – na poziomie przekonań, a nie samookreślenia, jak ich dziadkowie. W związku z tym, gdy zmieniło się pole informacyjne, porzucili swoje przekonania – i Związek się rozpadł. Z Rosją tak się nie stanie, bo znaczna część Rosjan wybrała nekroimperialną postawę nie na poziomie przekonań, lecz na poziomie samookreślenia. I ta masa po prostu nie pozwoli Rosji na pokojowe istnienie, nawet jeśli władza się tam zmieni.

Dlatego właśnie nie wierzę w przyszłość Rosji.

Tłumaczenie na język polski – Piotr Mocniak