czwartek, 22 maja 2025

Zło // Słownik wojny

Źródło: Wydawcą PostPravda.info. 22.05.2025.


Zwykły człowiek postrzega jako zło wszystko to, co wyrządza mu krzywdę lub jest sprzeczne z jego przekonaniami etycznymi i religijnymi. Na tej podstawie badacze często dochodzą do wniosku, że zło to pojęcie ocenne, a zatem powinno zostać wykluczone z obiektywnej analizy procesów społecznych. Jednak z wybuchem wojny Ukraińcy na własnej skórze przekonali się, że kwestia zła nie jest abstrakcyjna, lecz egzystencjalna – wiąże się z ich prawem do życia.

W rozmowach ze swoimi przyjaciółmi, krewnymi czy współwyznawcami, jacy żyją w Rosji Ukraińcy wraz z inwazją na ich kraj zaczęli słyszeć od niektórych, że nikt nie może znać całej prawdy i uznanie pełnoskalowej inwazji na Ukrainę za zło to jedynie subiektywna ocena; od innych – że wina leży po obu stronach konfliktu i nie można obarczać odpowiedzialnością wyłącznie Rosji; a jeszcze inni otwarcie nazywali agresję dobrem, a opór narodu ukraińskiego – złem.

Każdy, kto bezpośrednio dostrzega zło wojny, nie będzie w stanie zgodzić się z taką interpretacją zła:

 agnostycyzm – „Nie możemy wiedzieć, kto zawinił w tej wojnie”;
 subiektywizm – „Uważacie, że wojna przeciwko wam jest złem – ale to wasza subiektywna ocena, my uważamy inaczej”;
 relatywizm – „Nie da się jednoznacznie określić, czym jest zło, bo w wojnie winni są wszyscy – zarówno agresor, jak i ofiara”;
 antyhumanizm – „Zaatakowaliśmy was, bo to wy jesteście złem, które trzeba zniszczyć”.
Dlatego dla Ukraińców kluczowe znaczenie egzystencjalne ma takie rozumienie zła, które nie zależy od subiektywnych ocen i ideologicznych uprzedzeń.

Ważna uwaga. W języku ukraińskim i rosyjskim słowa „zło” i „źle” mają różne rdzenie, natomiast w języku polskim – ten sam rdzeń i brzmią bardzo podobnie. Jednak należy je rozróżniać. „Zło” (po ukraińsku i rosyjsku brzmi tak samo) to coś absolutnie nieakceptowalnego, na co zgoda jest niemoralna lub przestępcza, natomiast „źle” (po ukraińsku „pogano”, po rosyjsku „płocho”) to subiektywna ocena czegoś, co jest niedoskonałe lub szkodliwe.

Zło

Zło w szerokim sensie to coś, czego istnienie jest nieakceptowalne z punktu widzenia wartości; coś, co istnieje wbrew temu, co – jak się uważa – nie powinno istnieć. Jednak taka definicja wymaga doprecyzowania, ponieważ dopuszcza dwa przeciwstawne sposoby interpretacji, które należy uznać za błędne, gdyż niszczą one niszczą orientacje wartości.

Błędne interpretacje zła

1. Absolutyzacja zła

Pierwszym błędem jest przypisywanie zła samej istocie człowieka, życia, świata lub jego części. Takie podejście absolutyzuje zło i prowadzi do wrogiego postrzegania rzeczywistości oraz usprawiedliwiania ideologii nienawiści wobec człowieka. Historia zna takie przypadki: bolszewicy przypisywali zło społecznemu charakterowi „wrogów klasowych”, naziści – rasowej lub biologicznej naturze swoich ofiar. Współczesna rosyjska agresja wobec Ukrainy również bywa uzasadniana ideą, jakoby zło było właściwe samej naturze zachodniej cywilizacji, której rzekomo przeciwstawia się Rosja.

Z punktu widzenia religii teistycznych taka postawa jest stanowczo nie do przyjęcia, ponieważ twierdzenie, że zło tkwi w samej istocie czegokolwiek, oznacza oskarżenie Boga o stworzenie zła. Choć w historii istniały doktryny przypisujące zło istocie Boga lub światu materialnemu, zawsze miały one charakter destrukcyjny wobec tradycyjnych kultur. W opozycji do tego w kulturze antycznej zło rozumiano jako brak lub niedostatek dobra, a w chrześcijaństwie – jako zaprzeczenie pełni życia wskutek błędnego wyboru wolnej woli.

2. Moralny relatywizm

Drugim błędem jest sprowadzanie zła wyłącznie do subiektywnej oceny. W takim ujęciu człowiek nazywa złem wszystko, co wydaje mu się złe w konkretnej sytuacji. Jednak to, co jest złe dla jednej osoby, może być dobrem dla innej. Na przykład: jeden mężczyzna został odrzucony przez kobietę, a inny został przez nią wybrany. Na tej podstawie rodzi się przekonanie, że zło to jedynie umowność lub iluzja – a zatem również w rosyjskiej agresji na Ukrainę „nie wszystko jest jednoznaczne” i zależy od punktu widzenia. Ostatecznie prowadzi to do moralnego relatywizmu, który ignoruje różnicę między agresorem a ofiarą agresji.

Niedopuszczalność subiektywnych ocen w obiektywnej analizie zjawisk społecznych
Obie postawy – absolutyzacja zła i moralny relatywizm – są aktywnie wykorzystywane do manipulowania opinią publiczną. Wobec jednej grupy odbiorców rosyjska propaganda odwołuje się do wizji Zachodu jako absolutnego zła, z którym Rosja rzekomo „jest zmuszona” walczyć na terytorium Ukrainy. Wobec innej grupy stosuje się argumentację w duchu moralnego relatywizmu: w konflikcie rzekomo winni są wszyscy – Rosja, Ukraina i Zachód – a zatem niesprawiedliwe jest obwinianie wyłącznie Rosji.

Naukowe podejście do analizy zjawisk społecznych wyklucza etyczne, religijne i subiektywne oceny. W tym kontekście zło jako kategoria wartościująca powinno być wyłączone z naukowej analizy. Dlatego ważne jest, aby odróżniać pojęcie zła od subiektywnego osądu „to, co złe”, ponieważ takie oceny zależą od punktu widzenia i okoliczności, a mogą się nawet zmieniać w swoje przeciwieństwo. Pojęcie zła natomiast powinno odpowiadać obiektywnej rzeczywistości i być niezależne od osobistych opinii i przekonań.

Zło jako zaprzeczenie prawa do istnienia

Wspólne jądro wyobrażeń o złu w różnych tradycjach kulturowych sprowadza się do następującej idei: zło to forma braku lub zaprzeczenia życia, rzeczywistość niepełna, przynosząca cierpienie. Na przykład choroba to brak zdrowia, śmierć – zaprzeczenie życia. W wymiarze społecznym zło przejawia się jako zaprzeczenie prawa innych ludzi do istnienia. Wyraża się to w działaniach lub postawach, które bezpośrednio lub pośrednio odrzucają ludzkie życie jako wartość. Zjawiska społeczne tego rodzaju mają charakter obiektywny i nie zależą od subiektywnych ocen.

Jednak nie każda szkoda wyrządzona przez dany czyn świadczy o złu. Czyn niesie ze sobą zło tylko wtedy, gdy jest motywowany lub uzasadniany zaprzeczeniem prawa drugiego człowieka do istnienia – i to właśnie stanowi obiektywne kryterium zła, niezależne od subiektywnego punktu widzenia. Takie podejście pozwala sformułować pojęcie zła w wymiarze międzyludzkim i społecznym.

Agresja militarna Rosji jest złem w sensie obiektywnym

Zło to urzeczywistnienie w działaniach przynoszących szkodę i cierpienie takiego stosunku do drugiego człowieka, który w takiej czy innej formie zaprzecza jego istnieniu.

Obiektywność zła nie oznacza, że posiada ono własną istotę. Zło jest cechą relacji, a nie istoty. Natura złoczyńcy sama w sobie nie jest złem. Przeciwnie – zło przejawia się wtedy, gdy człowiek zaprzecza swojej ludzkiej naturze. Przypisując złu samą istotę człowieka, usprawiedliwiamy tym samym odmowę prawa człowieka do istnienia i sami reprodukujemy zło.

Decyzja o zaatakowaniu Ukrainy odpowiada przedstawionej definicji zła. Władimir Putin ogłosił, że celem inwazji jest „denazyfikacja”. Pod tym terminem kryje się polityka wymierzona w zniszczenie ukraińskiej tożsamości – co obserwujemy na terenach okupowanych. Tym samym wojna została rozpoczęta na podstawie odmowy uznania prawa Ukraińców do istnienia. To jest fakt obiektywny, niezależny od subiektywnych ocen.

Zaprzeczenie rzeczywistości może przejawiać się nie tylko w bezpośredniej przemocy, ale także w ignorowaniu, gdy ofiara przestaje być postrzegana jako żywa osoba. Widać to w tym, jak wielu Rosjan szczerze wierzy propagandzie o „ratowaniu” Ukrainy przed nazistami, choć mogliby poznać prawdę od swoich ukraińskich przyjaciół, krewnych czy współwyznawców. Innymi słowy, nawet bliskich sobie ludzi w Ukrainie postrzegają nie jako osoby, lecz jako abstrakcje. Takie ignorowanie to inna forma zaprzeczenia istnieniu – nieagresywna w formie, ale prowadząca do tych samych skutków: wspierania wojny, masowej przemocy i zabijania. Nawet jeśli ktoś subiektywnie wierzy, że życzy Ukraińcom dobrze i szczerze uważa, że Rosja „wyzwala” Ukrainę, to i tak staje się współuczestnikiem zła. Subiektywne przekonanie o dobrej intencji nie zmienia faktu, że obiektywnie dana postawa lub działanie wciela zło w życie.

Jednym z najgroźniejszych skutków wojny staje się przyzwyczajenie do zła – jego normalizacja. Zajmowanie terytoriów, tortury, zabójstwa cywilów przestają być odbierane jako coś absolutnie niedopuszczalnego. Jednak taka „normalizacja” jest subiektywna: nie zmienia obiektywnego fundamentu rozumienia zła jako postawy wobec ludzi, która zaprzecza ich istnieniu. I właśnie taka postawa zrealizowała się w wojnie przeciwko całemu narodowi.

Nikołaj Karpicki 

Nekroimperializm // Słownik wojny

Źródło: Wydawcą PostPravda.info. 10.04.2025.


Tragedia w Krzywym Rogu skłoniła redakcję PostPravda.info do wyboru pojęcia „nekroimperializm” jako tematu kolejnego artykułu w słowniku wojny autorstwa prof. Nikolaja Karpickiego. 4 kwietnia 2025 roku atak rakietowy na Krzywy Róg pochłonął życie 18 osób, z czego połowę stanowiły dzieci. Ponad siedemdziesiąt osób zostało rannych. Ten atak na ludność cywilną nie miał żadnego sensu militarnego. Rosja nieprzerwanie, dzień po dniu, zabija ludzi w Ukrainie. Jednak gdy czyni to w sposób tak demonstracyjny i bezcelowy, rodzi się zrozumienie: główną motywacją jest nekrofilia.

Zwykły człowiek chce żyć, dlatego dąży do widzenia świata jako miejsca, w którym po prostu można żyć. Zachodni obywatel chce wierzyć, że wojna Rosji przeciwko Ukrainie, choć zbrodnicza, to jednak jest racjonalnie wytłumaczalna. Daje to nadzieję na pokojową przyszłość. Pojęcie „nekroimperializm”, odzwierciedlające istotę współczesnej Rosji, niszczy tę nadzieję, dlatego nie może stać się popularne. Rosyjski obywatel także chce żyć, a zatem dąży do przystosowania się do władzy. Jednak jego pragnienie życia pozostaje w sprzeczności z nekrofilią tej władzy. Staje on przed wyborem: żyć pośród nekrofilów, niczym w piekle, albo samemu się nim stać.

Nekroimperializm

Nekroimperializm to charakterystyczna dla współczesnej Rosji forma imperializmu, która powstała w wyniku mutacji świadomości imperialnej. W ujęciu nekroimperialnym śmierć jest postrzegana jako uniwersalny sposób rozwiązywania wszelkich problemów, w szczególności problemu umacniania władzy. Ochrona i zapewnienie normalnego życia obywatelom w ogóle nie są traktowane jako zadania władzy państwowej, a wszyscy ludzie, którzy nie są od niej zależni, są postrzegani jako potencjalne zagrożenie. Dlatego zabijanie i niszczenie to wystarczający cel, dla którego może być prowadzona wojna.

U podstaw nekroimperializmu leży strach przed złożonością świata oraz przekonanie, że zło jest wpisane w naturę współczesnej zachodniej cywilizacji, opartej na wolności, prawie i demokracji. Wobec wroga znikają wszelkie ograniczenia moralne – każde przestępstwo jest usprawiedliwione. Zło względem wroga traktowane jest jako dobro, a dobro jako zło. W świadomości masowej nekroimperializm rodzi społeczną nekrofilię – stłumienie empatii, odmowę prawa do istnienia innym oraz postrzeganie śmierci jako sposobu na uproszczenie świata.

Społeczna nekrofilia

Społeczna nekrofilia to rozpowszechnienie w społeczeństwie nastroju wykluczającego empatię i współodczuwanie, gdzie inni ludzie są postrzegani albo jako przedmioty, albo jako wrogie siły pozbawione prawa do istnienia. Tłumienie empatii na poziomie społecznym odbywa się poprzez postrzeganie otaczającego świata jako obcego i wrogiego. Percepcja ta może być spontaniczna albo wynikać z systematycznej propagandy, która głosi, że wszystkie problemy pochodzą od zewnętrznego wroga, będącego z natury złym.

Rozprzestrzenianiu społecznej nekrofilii sprzyja strach przed złożonością świata, który nasila się wraz z degradacją osobowości i przejściem do prymitywnego postrzegania rzeczywistości. Gdy proces ten obejmuje masy ludzi, prowadząc do ich osobistej i społecznej degradacji, można użyć pojęcia „lumpenizacja”. Nie chodzi tylko o lumpenproletariat, ale o lumpenów we wszystkich warstwach społecznych – lumpen-intelektualistów, lumpen-prawosławnych itd. Lumpenizacja sprzyjała szybkiemu rozprzestrzenianiu się nastroju nekrofilskiego w rosyjskim społeczeństwie i mutacji świadomości imperialnej. Histeria wojenna, która rozpoczęła się wraz z napaścią na Ukrainę, spotęgowała nastrój nekrofilski, ale nie była jego pierwotną przyczyną.

Pierwsza mutacja świadomości imperialnej

Archaiczny rosyjski imperializm nie był zjawiskiem wyjątkowym – istniały też inne imperia. W XVI wieku ideologicznie ukształtował się jako koncepcja „Moskwa – Trzeci Rzym”, zgodnie z którą misją Rosji było „zbieranie ziem”, jakby niezależne istnienie narodów na tych ziemiach nie miało żadnej wartości poza Rosją. W XX wieku archaiczne imperia albo się rozpadły, albo przekształciły.

W XX wieku pojawiają się totalitarne ideologie oparte na manichejskim pojmowaniu zła, zgodnie z którym zło przypisuje się samej istocie wroga lub wrogiej stronie świata. Pod ich wpływem dochodzi do mutacji świadomości imperialnej, która prowadzi do powstania totalitarnego imperializmu w Związku Radzieckim i nazistowskich Niemczech. Bolszewicy uważali, że zło leży w społecznej naturze człowieka, dlatego świat jest skazany na walkę klas. Aby oczyścić świat ze zła, potrzebna była rewolucja światowa. Naziści uważali z kolei, że zło leży w biologicznej naturze „niedoskonałych” ludzi i usprawiedliwiali wojnę o panowanie światowe koniecznością ich eliminacji.

Postrzeganie otaczającego świata jako zła przekształca archaiczny imperializm w totalitarny, w którym władza nie służy już dobrobytowi imperium, lecz dalszemu rozszerzaniu i wzmacnianiu samej siebie, co w świetle ideologii totalitarnej usprawiedliwia się koniecznością oczyszczenia wrogiego świata ze zła.

Druga mutacja – narodziny nekroimperializmu

Druga mutacja świadomości imperialnej przekształciła totalitarny imperializm w nekrofiliczny, czyli nekroimperializm. O ile komuniści stawiali sobie iluzoryczny cel walki z otaczającym światem, to dla nekroimperialistów sama walka stała się celem.

Mutacja ta zakończyła się wraz z dojściem do władzy Putina i służb specjalnych, choć jej korzenie sięgają praktyki Czeka i NKWD, gdzie zabijanie niewinnych traktowano jako sposób na „uproszczenie” społeczeństwa.

We współczesnej Rosji promowana jest lumpenizacja – lumpeni zajmują miejsca specjalistów, wypierając profesjonalistów. Powstaje tendencja do przekształcania lumpenów w uprzywilejowaną warstwę społeczną. Lumpeni boją się złożoności świata, dlatego chętnie przyjmują ideę, że Zachód to uosobienie zła, a jego zniszczenie jest dobrem, bo uprości świat. W związku z tym w społeczeństwie rozpowszechnia się nastrój nekrofilski, zgodnie z którym zniszczenie i śmierć są postrzegane jako pożądane uproszczenie rzeczywistości.

Rosyjscy nekroimperialiści twierdzą, że Zachód narzucił Ukrainie fałszywą tożsamość narodową, co rzekomo doprowadziło do tego, że Ukraina stała się częścią światowego zła. W ich logice zniszczenie ukraińskiej tożsamości jest walką ze złem, a okrucieństwa rosyjskiej armii w Ukrainie są konieczne i uzasadnione. Wojna na terytorium Ukrainy jest rozumiana jako wojna z Zachodem, a po zniszczeniu Ukrainy kolejnym celem powinny być kraje NATO.

Nekroimperialiści kierują się irracjonalną motywacją, której nie rozumieją racjonalnie myślący politycy krajów demokratycznych. Błędny wniosek, że Rosja nie pójdzie na wojnę, ponieważ nie odniesie z niej korzyści, doprowadził do tego, że kraje Europy nie były gotowe do wojny. Na początku pełnoskalowej inwazji w 2022 roku zarówno w Ukrainie, jak i na Zachodzie przeważało błędne przekonanie, że straty rosyjskiej armii przekonają rosyjską władzę o nieskuteczności wojennej drogi do realizacji celów. Ten błąd kosztował Ukrainę ciężkie straty w 2024 roku. Decyzja o kontynuowaniu wojny na wyniszczenie, której nie da się wygrać, wynika właśnie z nekroimperialnej, a nie archaicznej logiki imperialnej.

Nikołaj Karpicki 

Mordor // Słownik wojny

Źródło: Wydawcą PostPravda.info. 18.03.2025.


Dlaczego Ukraińcy używają sformułowań rodem z powieści J.R.R. Tolkiena „Władca Pierścieni” w odniesieniu do Rosji i rosyjskich żołnierzy, a nie na przykład z filmów lub seriali telewizyjnych o zombie albo o wampirach? Czy wynika to z intuicji estetycznej, egzystencjalnego doświadczenia wojny czy orientacji na konkretne wartości? Na te pytania odpowiada kolejny artykuł prof. Nikołaja Karpickiego z cyklu Słownik Wojny, jaki publikujemy w PostPravda.Info co tydzień.

Mordor 

Mordor przyszedł od Rosjan

Mordor w trylogii J.R.R. Tolkiena „Władca Pierścieni” to kraj na południowym wschodzie Śródziemia, rządzony przez mrocznego władcę Saurona. Jest to opuszczona kraina pokryta popiołem wulkanicznym, niezdatna do normalnego życia. Jednak zamieszkujący ją orkowie czują się tam całkiem naturalnie i starają się zamienić wszystkie okoliczne ziemie w taką samą pustynię. Ich racją bytu jest służenie Sauronowi i szerzenie jego potęgi, zabijając i umierając za ten cel.

We współczesnej świadomości kulturowej, może i szczególnie nawet w Ukrainie, Mordor stał się symbolem nieludzkiej dyktatury i niewolnictwa. To tak, jakby nadwartościowa idea dominacji zamieniała ludzi w orków niezdolnych do samodzielnego myślenia, kierujących się instynktami służalczości, agresji i nienawiści do innych.

Początkowo Rosja zaczęła być nazywana Mordorem przez samych Rosjan, którzy znaleźli w sobie siłę, by nie chować się w kojącej iluzji. Jednak większość Rosjan nie dostrzega grozy irracjonalnej przemocy władzy, ponieważ ich psychika wytwarza mechanizmy obronne, tworzące iluzję. Strach i poczucie bezbronności wobec samowoli władz są wypierane przez wiarę w ich człowieczeństwo i słuszność ich działań. Kiedy jednak siła terroru niszczy tę iluzję, objawia się ciemna strona Rosji – nieludzkość, irracjonalność i nieprzewidywalność zła. To właśnie to nazywane jest Mordorem.

Mordor oczami Ukraińców

Przyłożenie obrazu Mordoru do Rosji nie wynika jedynie z czystej propagandy lub jakiejś niezdefiniowanej ideologii. Nikt z góry nie narzucił takiego postrzegania Kremla ani nie opracował teoretycznego uzasadnienia takiej nomenklatury. Rosjanie sami zaczęli patrzeć na swój kraj jako na Mordor, opierając się na własnym doświadczeniu egzystencjalnym. Ukraińcy nie mieli z Moskwą takich skojarzeń przed 2014 rokiem. Jednak po inwazji na Krym, obwody ługański i doniecki, poczuli egzystencjalne zagrożenie w Rosji i również zaczęli nazywać ją w ten sposób.

Ukraińcy postrzegają swój kraj jako dom, w którym może być wiele problemów, ale można je naprawić. Jednak obecność Mordoru zmienia postrzeganie przestrzeni życiowej: część ojczystego domu zostaje pochłonięta przez chaos, w którym nie da się egzystować. W głębi Ukrainy życie toczyło się normalnie, ale im bliżej linii frontu z tzw. orkową hordą, tym bardziej odczuwalny jest chaos i oddech śmierci. Wraz z rozpoczęciem inwazji Rosji na Ukrainę w lutym 2022 roku, powiew ten rozptrzestrzenił się na cały kraj i nie było już bezpiecznych miejsc.

Najgorszą rzeczą w obliczu zagrożenia egzystencjalnego jest irracjonalna motywacja wroga, która wyklucza możliwość porozumienia. Gdyby Putin szukał wpływów politycznych lub korzyści materialnych, można by zracjonalizować jego działania i szukać kompromisu. To właśnie tej iluzji racjonalności trzymają się zachodni przywódcy, mając nadzieję na wynegocjowanie pokoju. Jednak Putin ogłosił całkowicie irracjonalny cel – zniszczenie ukraińskiej tożsamości, nazywając to „denazyfikacją”. Dopóki Ukraińcy nadal czują, że są Ukraińcami, pozostają dla niego wrogami, których należy zniszczyć. W ten sposób motywacja do ataku na Ukrainę łączy się z nekrofilną chęcią zniszczenia. Dlatego inwazja Rosjan jest odczuwana przez Ukraińców jako inwazja tolkienowskich orków, z którymi nie można dojść do porozumienia, a wojna z Rosją jako wojna o unicestwienie prowadzona nie tylko przeciwko ukraińskiej armii, ale przeciwko wszystkim Ukraińcom.

Dlaczego Tolkien?

Ukraińcy używają obrazów z epopei Tolkiena w odniesieniu do Rosji i jej armii, ponieważ, po pierwsze, opis wojny w jego uniwersum pokrywa się z egzystencjalnym doświadczeniem wojny Rosji przeciwko Ukrainie, a po drugie, pozycja wartościowa bohaterów Tolkiena pokrywa się z pozycją obrońców Ukrainy. W jego trylogii agresja Mordoru odbywa się nie tylko na poziomie materialnym, ale także duchowym, a wszelkie przejawy relatywizmu moralnego prowadzą do porażki. W walce z rosyjską agresją Ukraińcy uważają, że jednoznaczne oddzielenie dobra i zła, jak pokazał Tolkien, jest fundamentalnie ważne. Każda próba relatywistycznej interpretacji dobra prowadzi do usprawiedliwienia rosyjskich narracji, w tym zrównania ofiary i agresora.

Popularność obrazów Tolkiena została podsycona przez filmową adaptację. Istnieje wiele filmów, seriali i anime o zombie i wampirach, które można by powiązać z nekrofilską ideologią rosyjskiego rządu, a nawet z symboliką rosyjskich jednostek wojskowych – „Z” i „V”. Rosyjskie dowództwo bezlitośnie wydaje żywą siłę w bezsensownych samobójczych atakach, jakby nawet nie była żywa, a sami żołnierze pokornie zgadzają się umrzeć w takich atakach, jakby byli zombie.

Mimo to nosiciele agresywnej rosyjsko-imperialnej ideologii kojarzą się raczej z orkami niż z zombie czy wampirami. Wynika to z estetycznego odrzucenia symboliki śmierci w ukraińskiej świadomości kulturowej, która odmawia rozszerzania jej nawet na wrogów. Chociaż orkowie reprezentują zło, wciąż żyją, w przeciwieństwie do zombie i wampirów. Mordor nie jest innym światem ani królestwem zmarłych, ale ucieleśnieniem zła w ziemskim życiu. Dlatego trzeba z nim walczyć także w naszej rzeczywistości. Jeśli w Rosji heroizują śmierć, to w Ukrainie – walkę o życie. Ta różnica przejawia się w sposobie walki Rosjan i Ukraińców.

Nikołaj Karpicki 

Rosja // Słownik wojny

Źródło: Wydawcą PostPravda.info. 18.02.2025.


PostPravda.Info rusza z nowym projektem o nazwie Słownik wojny. Jego celem jest „poprawianie” lub wyjaśnianie pojęć, które np. politycy często źle rozumieją. Z tego powodu popełniają błędy, które prowadzą nie rzadko do śmierci ludzi, tragicznych skutkach na froncie, a w przyszłości mogą nawet doprowadzić do globalnej wojny. „Jeden z takich błędów jest związany z niezrozumieniem natury Rosji i przyczyn trwającej wojny” – twierdzi autor Słownika wojny, czyli prof. Nikołaj Karpicki, rosyjski opozycjonista, który od 2015 roku ukrywa się w Ukrainie.

Jak wyjaśnia rosyjski filozof, dziś Rosja prowadzi wojnę przeciwko Ukrainie, jednocześnie deklarując, że w rzeczywistości sprzeciwia się „kolektywnemu Zachodowi”. Natomiast wielu zachodnich polityków uważa, że ta wojna jest po prostu nieporozumieniem i że pokój można łatwo wynegocjować.

Zastanówmy się więc, co naprawdę oznacza słowo „Rosja”? Czy może być używane jako nazwa kraju, tak jak nazywamy Francję, Polskę czy Ukrainę? A może odnosi się do dowolnego terytorium, które władze Kremla umieściły pod swoją kontrolą? Być może jest to puste pojęcie i wytwór ideologii politycznej? „Termin ten jest kluczowy dla zrozumienia wojny, dlatego został omówiony w pierwszej kolejności” – wyjaśnia prof. Nikołaj Karpicki.

Rosja

Słowo „Rosja” ma dwa znaczenia. Jest to nazwa współczesnego lub poprzedniego podmiotu państwowego na północy Eurazji oraz ideologiczny konstrukt, który zastępuje pojęcie kraju. Kraj jest częścią świata i wyróżnia się na podstawie wspólnego historycznego lub kulturowego przeznaczenia narodów, które uważają go za ojczyznę lub dom przodków. Z tego powodu różne formacje państwowe powstające na terytorium kraju mają wspólną nazwę i są postrzegane jako jedno państwo.

Współczesne państwo rosyjskie – Federacja Rosyjska

Po upadku Związku Radzieckiego Rosja stała się nazwą największej republiki związkowej, która uzyskała niepodległość, ale imperialne sentymenty szybko zwyciężyły w masowej świadomości, a upadek ZSRR zaczął być rozumiany nie jako uzyskanie niezależności od Imperium Radzieckiego, ale jako tragedia związana z utratą ziem należących do Rosji. Sprzyjał temu fakt, że rząd rosyjski oficjalnie ogłosił się następcą Związku Radzieckiego. Nastrój ten stał się warunkiem wstępnym do usprawiedliwienia zajęcia terytoriów sąsiednich krajów, co w masowej świadomości jest postrzegane jako sprawiedliwa wojna o zwrot utraconych terytoriów.

Obecnie Rosja utraciła główne oznaki państwa. W szczególności, jedność sfery prawnej została praktycznie zniszczona, arbitralna władza zastąpiła prawo, wybory władz regionalnych zostały anulowane, a rząd centralny ostatecznie stracił legitymację po ponownym wyborze prezydenta z naruszeniem Konstytucji. Brakuje nie tylko systemu prawnego, ale także tak ważnej cechy państwa, jak istnienie powszechnie uznawanych granic. Rosyjski rząd skutecznie je anulował, gdy ogłosił aneksję szeregu ukraińskich terytoriów, w tym tych, których nie kontroluje.

Kraj Rosja

Rosja, w masowej świadomości jest to nieokreślone szerokie pojęcie, które może obejmować różne terytoria, które nie mają wspólnego historycznego i kulturowego przeznaczenia, na przykład Dagestan i Czukotkę. W ten sposób rozumienie Rosji różni się od rozumienia każdego innego kraju, który jest wyodrębniany jako terytorium na podstawie mieszkających tam ludzi przez dość długi czas według standardów historycznych.

W tym przypadku takie terytorium jest rozumiane jako kraj o tej samej nazwie, co nazwa narodu lub stowarzyszenie narodów o wspólnym historycznym przeznaczeniu – Włochy, Niemcy, Polska, Iran, Chiny, Indie… Na terytorium kraju historycznie mogą pojawić się różne państwa o różnych nazwach, ale wszystkie będą kojarzone z tym krajem. Czasami kraj może wyróżniać się jako historyczne terytorium narodu, który później zjednoczył inne narody w szersze państwo. Na przykład Anglia, która jest częścią Zjednoczonego Królestwa.

Niemożliwe jest jednak wyodrębnienie takiego pierwotnego terytorium historycznie związanego z narodem rosyjskim, które można by nazwać krajem o nazwie «Rosja». W rosyjskiej świadomości społecznej całkowicie brakuje idei pierwotnego terytorium narodu, które różni się od innych terytoriów nabytych w toku historii. Co więcej, terytorium średniowiecznego Carstwa Moskiewskiego, które formalnie mogłoby być kojarzone z pierwotną ojczyzną Rosjan, nie ma odrębnej nazwy.

W Ukrainie terytorium to może nazywać się Moscowiją, ale w rosyjskiej masowej świadomości nie ma takiego pojęcia. Inne ziemie i narody, które są obecnie zjednoczone w państwie rosyjskim, nie są połączone żadnym wspólnym kulturowym lub historycznym przeznaczeniem.

Ruś Kijowska nie może być historyczną ojczyzną współczesnej Rosji, ponieważ jej spadkobiercą jest zupełnie inny kraj – Ukraina. Carstwo Moskiewskie powstało w wyniku podporządkowania sąsiednich ludów i ludobójstwa ludności Nowogrodzkiej, która różniła się od Moskali językiem, sposobem życia społecznego i samoidentyfikacją. Dlatego ziemie pskowsko-nowogrodzkie błędnie odnoszą się do historycznej pierwotnej ojczyzny Rosji.

W związku z tym nie jest jasne, gdzie narysować granicę tej ojczyzny przodków. Zwykły Rosjanin nie wie, gdzie zaczyna się granica ziem innych narodów, które zostały podbite, na przykład jest pewien, że Wołga jest rdzennie rosyjską rzeką. Tak więc pojęcie Rosji jako kraju pozostaje niezdefiniowane i z tego powodu jest zastępowane w masowej świadomości przez ideologiczny konstrukt.

Rosja jako konstrukt ideologiczny

Wynika to z kolei z zasady wyodrębniania kraju w związku nie z kulturą lub ludźmi, go zamieszkującymi, ale z władzą. W rosyjskiej świadomości masowej Rosja jest kojarzona nie z konkretnym krajem, ale z konstruktem ideologicznym, a mianowicie z dowolnym terytorium, które jest lub było kontrolowane przez rząd centralny.

Granice takiego obrazu Rosji nie są jasno określone i zależą od perspektywy, w jakiej widzi ją dany nośnik masowej świadomości: Rosja w jej obecnym stanie obejmuje całe terytorium Federacji Rosyjskiej i okupowane regiony Ukrainy; w perspektywie niedawnej przeszłości – wszystkie kraje, które były częścią ZSRR; w perspektywie odległej przeszłości – Polska, Finlandia, a nawet Alaska. W związku z tym Rosja jest utożsamiana ze Związkiem Radzieckim, Imperium Rosyjskim Piotra Wielkiego, Carstwom Moskiewskim i Rusią Kijowską, co jest sprzeczne z nauką historyczną.

Rosja i rosyjski nacjonalizm

Na podstawie tego ideologicznego konstruktu w masowej świadomości Rosjan kształtuje się specyficzny nacjonalizm. Ponieważ Rosję uważa się za każdą ziemię kontrolowaną przez władze, oczekuje się, że władze przekształcą te ziemie w taki sposób, aby były wygodne dla osób posługujących się językiem rosyjskim, to znaczy, aby zapewnić wszystkim warunki do zrozumienia języka rosyjskiego. Ten nacjonalizm może przybrać radykalną formę, w której inne języki są postrzegane jako relikty przeszłości, które można tolerować, z wyjątkiem białoruskiego i ukraińskiego, które są uważane za fałszywe lub szkodliwe języki, ponieważ ich istnienie kwestionuje jedność Rosjan, Białorusinów i Ukraińców jako jednego narodu. Ta forma nacjonalizmu jest wzmacniana przez fałszywą koncepcję, że Rosjanie, Ukraińcy i Białorusini są jednym narodem, a przynajmniej pochodzą od jednego narodu.

Tak więc współczesne rozumienie Rosji zostało ukształtowane nie na podstawie doświadczeń kulturowych i historycznych, ale na podstawie ideologii i koreluje nie z krajem, ale z terytorium kontrolowanym lub kiedykolwiek kontrolowanym przez władzę centralną, co służy jako uzasadnienie nowych wojen podbojowych, w tym obecnej wojny Rosji przeciwko Ukrainie. Oznacza to, że sama koncepcja Rosji obejmuje takie postawy ideologiczne, które są destrukcyjne i popychają do nowych wojen. Uświadomienie sobie tej okoliczności doprowadziło do tego, że w Ukrainie w codziennej komunikacji Rosja jest często nazywana Mordorem, słowem zapożyczonym z trylogii Tolkiena pt. Władca Pierścieni.

Nikołaj Karpicki 

Nikołaj Karpicki. Powstanie archaiczności: dlaczego ludzie wybierają dyktaturę?

Źródło: Wydawcą PostPravda.info. 14.05.2025.


Dzięki technologiom informacyjnym powstała globalna przestrzeń komunikacji. Obecnie świat znajduje się w stanie przejściowym na drodze ku nowemu społeczeństwu informacyjnemu, w którym konflikty o władzę nad terytoriami powinny stracić sens. Właśnie w tym okresie przejściowym rozpoczyna się powstanie archaiczności przeciwko nowoczesności. Wojna przeciwko Ukrainie to drugi front wielkiej wojny przeciwko współczesnej cywilizacji. Pierwszy front otworzył międzynarodowy terroryzm, który rozpoczął się od ataku na USA 11 września 2001 roku. Ta wojna postawiła przed nami pytanie: „Dlaczego tak wielu ludzi wybiera zło?” Czy przypadkiem jest to, że ustanowienie dyktatury w Rosji, aktywizacja międzynarodowego terroryzmu oraz przemiana internetu w element codziennego życia miały miejsce w tym samym okresie historycznym?

Co powoduje powstanie archaiczności?

Wszystkim okresom przejściowym w historii towarzyszą wstrząsy społeczne. Wynika to z faktu, że wielu ludzi nie nadąża za zmianami i zaczyna walczyć o przywrócenie archaicznych form życia. Przykład, który bezpośrednio mnie dotyczy, to rewolucja w Iranie w 1979 roku, która doprowadziła do ustanowienia totalitarnego imperializmu. A dotyczy mnie dlatego, że dziś w nocy w mojej okolicy znów uderzyły drony „Geran”, stworzone na bazie irańskiej technologii. Obecnie w stan przejściowy zaangażowany jest nie pojedynczy region, lecz cały świat, dlatego istnieje ryzyko przekształcenia się lokalnych wojen w trzecią wojnę światową.

Przejście do społeczeństwa informacyjnego wiąże się z powstaniem globalnej przestrzeni komunikacji, w której granice państwowe i różnice językowe przestały być przeszkodą w porozumiewaniu się. Zmienia się psychotyp człowieka. Współczesne dzieci nigdy nie są same – nieustannie pozostają w kontakcie z innymi. Nikt nie wie, jak to wpłynie na ludzką naturę. Niektórzy wykorzystują możliwości technologii informacyjnych do samorozwoju i twórczości, inni natomiast izolują się w informacyjnej bańce osób o podobnych poglądach, gdzie rodzą się absurdalne i niebezpieczne mity.

Oznaki świadomości archaicznej i nowoczesnej

Powstanie archaiczności obejmuje zarówno archaiczne dyktatury, jak i współczesne demokracje. Oznaką nowoczesnej cywilizacji jest nadrzędność wartości jednostki nad społeczeństwem. Współczesne społeczeństwo różni się od archaicznego tym, że prawa człowieka stanowią fundament systemu prawnego, a szacunek dla samoidentyfikacji jednostki – podstawę moralności. Moralny stosunek do człowieka opiera się na jego indywidualności, a nie narodowości, statusie społecznym czy przynależności do jakiejkolwiek wspólnoty.

Cechą światopoglądu archaicznego jest prymat kolektywizmu nad indywidualizmem. Przejawia się to w negowaniu prawa do samoidentyfikacji: człowiek nie ma prawa samodzielnie określać swojej przynależności religijnej, narodowej, społecznej czy płciowej – ma to za niego robić kolektyw, klan, stan, społeczeństwo lub państwo. Nawet wybór, kogo kochać, w społeczeństwie patriarchalnym nie należał do samego człowieka, lecz do jego rodziców.

Wyobraźmy sobie patriarchalne życie na wsi. Przez stulecia niewiele się tam zmieniało: najazdy, zmiany władzy, rewolucje przechodziły obok. Jednak wszechobecny internet jest nie do ukrycia – i za jego pośrednictwem do tego zamkniętego świata przenika wielki świat z obcym i nieakceptowalnym stosunkiem do tradycji, religii, wychowania, seksualności. Ku przerażeniu starszych, ich dzieci przejmują te obce obyczaje. Najczęstsza reakcja to odrętwienie, próba niezauważania zmian. Jednak zawsze znajdą się tacy, którzy przyłączają się do ruchów radykalnych i terrorystycznych, wierząc, że współczesny świat to uosobienie zła, a każde przestępstwo przeciwko niemu to dobro. W ten sposób powstały ISIS, Hamas, Al-Kaida i inne organizacje, w których dobro uważane jest za zło, a zło za dobro.

Prawo do samoidentyfikacji

Człowiek ma prawo do samoidentyfikacji – również zgodnie z wartościami archaicznymi. Świadomość archaiczna nie jest ani dobra, ani zła. Jest naturalna. Nienaturalne staje się jej zniekształcenie w zetknięciu ze współczesnością, gdy pojawia się nienawiść i postrzeganie otaczającego świata jako zła. Ekstremizm islamski to już nie archaiczność – nie ma on nic wspólnego z tradycyjnym islamem. To nowe zjawisko, które powstało w wyniku konfliktu między archaicznością a nowoczesnością.

Byłoby jednak poważnym błędem dzielić ludzi na „archaicznych” i „nowoczesnych”. Ten sam człowiek może w jednych aspektach kierować się wartościami archaicznymi, a w innych być całkowicie nowoczesny. Przykładem może być Elon Musk – nowoczesny pod względem naukowym i technologicznym, a jednocześnie skrajnie archaiczny w życiu codziennym – nie mógł zaakceptować tożsamości płciowej swojej córki, a to archaiczne spojrzenie wpłynęło na jego postawę polityczną.

Nie chcę jednak przez to powiedzieć, że poglądy nowoczesne są „lepsze” od archaicznych. W ogóle jestem przeciwny tego rodzaju ocenom. Zarówno archaiczne, jak i nowoczesne przekonania człowieka zasługują na jednakowy szacunek. Nieakceptowalne stają się dopiero te z nich, które prowadzą do wyrządzania krzywdy innym ludziom. Dlatego właśnie główną cechą nowoczesnego państwa jest system prawny, który chroni prawa i tożsamość każdego człowieka – w tym także prawo do obrony zarówno wartości archaicznych, jak i nowoczesnych.

Strach przed nowoczesnością i negowanie rzeczywistości

Konflikt między archaicznością a nowoczesnością pojawia się i zostaje przezwyciężany przy każdej zmianie pokoleń. To naturalny stan w historii ludzkości. Problem nie tkwi w samym konflikcie, lecz w tym, że strach przed nowoczesnością rodzi nowe zjawiska, które przekształcają archaiczną świadomość w niebezpieczną formę. Ten strach przeradza się w nienawiść i prowadzi do tego, że ludzie konserwatywni, kierujący się dotąd tradycyjnymi wartościami, nagle zaczynają wspierać zło.

Jednym z warunków takiej przemiany jest psychiczna reakcja obronna – zaprzeczanie rzeczywistości. Dla tego zjawiska istnieje specjalny termin – denializm (od ang. denial – zaprzeczenie). Denializm to światopogląd oparty na irracjonalnym negowaniu rzeczywistości, zwłaszcza wtedy, gdy stoi ona w sprzeczności z przekonaniami danej osoby. Obejmuje on także negowanie empirycznie sprawdzalnych faktów, w przypadku których istnieje konsensus w środowisku naukowym. Przykłady denializmu to: negowanie istnienia wirusów wywołujących AIDS i COVID-19, rozmaite teorie spiskowe, „nowa chronologia” Fomienki, ruchy antyszczepionkowe, społeczeństwo wyznawców płaskiej Ziemi itp. W stabilnych warunkach społecznych osoby o takich poglądach postrzegane są jako margines, jednak w okresach przejściowych ich wpływ gwałtownie rośnie.

Dlaczego konserwatywni wierzący wspierają cynicznych populistów?

Najbardziej paradoksalnym zjawiskiem towarzyszącym powstaniu archaiczności staje się jednak sojusz cyników, ochlosu i konserwatystów kierujących się tradycyjnymi wartościami moralnymi.

Słowo ochlos użyte jest tu w znaczeniu ludzi słabo wykształconych, skupionych na doraźnych, egoistycznych interesach, nie zajmujących się ani moralnością, ani polityką. Jeszcze niedawno nie mieli oni wpływu na życie polityczne, ale po wkroczeniu w globalną przestrzeń komunikacji instynktownie zaczęli popierać populistów, uznając ich cynizm i egoizm za normę. Doprowadziło to do sytuacji, w której prowokacyjne zachowania – kłamstwa, skandale seksualne – które kiedyś mogłyby zniszczyć karierę polityczną, dziś stały się gwarancją sukcesu cynicznych populistów.

Dlaczego tacy politycy zyskują poparcie ze strony konserwatywnej inteligencji i przedstawicieli religijnych wyznań? Co więcej, poparcie to tłumaczone jest przywiązaniem do wartości moralnych. Najwyraźniej widać to w środowiskach religijnych. Polityczni populiści przedstawiają się jako obrońcy konserwatywnej moralności – a w istocie jako obrońcy przed wszelkimi zmianami. Wielu wierzących widzi w takich liderach jedyną zaporę przeciw moralnemu upadkowi społeczeństwa, dlatego wybaczają im osobiste upadki moralne, a nawet przestępstwa.

Jednak nie wszyscy obrońcy moralności społecznej posiadają osobistą postawę etyczną, która kształtuje się poprzez wewnętrzne samostanowienie. W kontekście religijnym takie stanowisko rozwija się w procesie osobistej komunii z Bogiem. Ponadto religia, poprzez swój autorytet, wspiera ten system moralny, który ukształtował się w danym społeczeństwie na określonym etapie historycznym. Na przykład, jeśli w średniowieczu preparowanie zwłok uznawano za niemoralne, chrześcijańska moralność potępiała ten proceder; dziś jednak tak nie jest, ponieważ społeczeństwo zmieniło swój stosunek do tej praktyki.

Ponieważ w społeczeństwach archaicznych dominowała moralność patriarchalna, właśnie ją często przeciwstawiają nowoczesności ci wierzący, którzy nie wykształcili własnej wewnętrznej postawy etycznej. To właśnie w tych kręgach rodzi się poparcie dla cynicznych polityków, postrzeganych jako obrońcy moralności społecznej.

Kiedy postawa konserwatywnych wierzących przekształca się w negację współczesnego świata?

W 2014 roku nie powiodły się wszystkie próby dialogu między konserwatywnymi chrześcijanami ewangelikalnymi z Rosji i Ukrainy, mimo że przed rosyjską inwazją na Krym i wschodnią Ukrainę utrzymywali przyjacielskie relacje i nie odczuwali większych różnic. Rosyjscy liderzy chrześcijańscy tłumaczyli swoje poparcie dla Putina przywiązaniem do konserwatywnych wartości, jednak fakt, że przeciwstawili się swoim ukraińskim współwyznawcom, świadczy o utracie wspólnej religijno-moralnej postawy. Mówiąc prościej, ich religijny konserwatyzm przekształcił się w rosyjski faszyzm, nazywany również raszyzmem.

Jednocześnie wielu ukraińskich ewangelicznych chrześcijan wspierało i nadal wspiera Donalda Trumpa, co wywołuje krytykę ze strony innych współwyznawców. Jednak w ukraińskim środowisku ewangelicznym nie doprowadziło to do rozłamu, ponieważ ich konserwatywna świadomość nie uległa takiej transformacji, jaka miała miejsce w przypadku ich rosyjskich współwyznawców.

Podobną prawidłowość można zaobserwować w innych wyznaniach. W 2011 roku byłem jednym z organizatorów Międzyreligijnego Dialogu, w którym udział wzięli przedstawiciele niemal wszystkich wyznań z Tomska. Trzeba było przekonać ludzi, by przyszli na spotkanie, wysłuchali innych, nie narzucając własnego zdania. Świetnie radziła sobie z tym jedna z członkiń ruchu Kryszna doskonale poradziła sobie z tym zadaniem, do której ludzie mieli zaufanie, czując jej szczerość i chęć rozmowy. Powiedziała kiedyś, że chce bezpiecznego świata dla swoich dzieci, a taki świat jest możliwy tylko wtedy, gdy wszystkie wyznania podzielają wspólne rozumienie moralności.

Jednak gdy rozpoczęła się pełnoskalowa inwazja Rosji na Ukrainę, moralnie poparła Putina i działania rosyjskiej armii, stanowczo odrzucając dialog z Ukraińcami – nawet z ukraińskimi współwyznawcami. Doprowadziło to do rozłamu w międzyreligijnym dialogu i faktycznego przekształcenia go w zamkniętą sektę.

Pamiętam, że w czasach przedwojennych, gdy świetnie się dogadywaliśmy, wyrażała się czasem przeciwko szczepieniom, a innym razem przeciw demokracji, nazywając ją „demon crazy” (czyli „władzą szalonych demonów”). Uważałem to za dziwactwa i nie przywiązywałem do tego wagi. Jak się okazało, jej postawa moralna była jedynie reakcją na strach przed nowoczesnością – swoistym mechanizmem obronnym psychiki. Wraz z początkiem inwazji na pełną skalę uruchomił się inny mechanizm obronny – ślepa wiara w wodza. Podobne „dziwactwa” zauważyłem u innych uczestników Międzyreligijnego Dialogu, którzy teraz odmawiają kontaktu ze swoimi ukraińskimi współwyznawcami. Nie były to zwykłe dziwactwa, lecz forma zaprzeczania rzeczywistości, która w warunkach nekroimperialnej dyktatury przekształciła się w światopogląd tak odległy od ich religii, że utracili zdolność do dialogu nawet z własnymi współwyznawcami.

Co wspólnego mają Donald Trump, Narendra Modi i Xi Jinping?

W polityce, a nawet w retoryce politycznej tych trzech przywódców, praktycznie nie występuje pojęcie praw człowieka. Tymczasem to właśnie ukierunkowanie na wartość osobowości i prawa człowieka pozwoliło Zachodowi zwyciężyć Związek Radziecki w zimnej wojnie. Wszyscy trzej posługują się kategoriami archaicznego imperializmu.

Stany Zjednoczone i Indie to największe demokracje świata, a odrodzenie archaiki będzie trwać tak długo, aż nie dorośnie nowe pokolenie. Chiny natomiast, dzięki reformom Denga Xiaopinga, przekształciły się z totalitarnego imperium w imperium archaiczne. Dlatego nadal nie wiadomo, jak długo będą w stanie utrzymać się w tym stanie i w jakim kierunku podążą w przyszłości – w stronę demokracji czy z powrotem ku totalitaryzmowi.

Trump, Modi i Xi Jinping doskonale się rozumieją i wierzą, że rozumieją Putina – lecz się mylą. Choć Putin rzeczywiście opiera się na archaice, to przewodzi zupełnie nowemu systemowi politycznemu – nekroimperializmowi.

Czym jest nekroimperializm?

Celem archaicznego imperializmu było własne dobro kosztem innych. Dlatego wojujące imperia były w stanie zawrzeć pokój, gdy wojna przestawała być opłacalna. Celem totalitarnego imperializmu była władza w imię realizacji idei – nawet jeśli prowadziło to do szkody dla samego imperium. Z takimi reżimami można osiągnąć pokój jedynie wtedy, gdy zagrożona jest ich ideologia i władza.

Celem nekroimperializmu natomiast jest uczynienie świata prostszym poprzez śmierć i zniszczenie. Jakiekolwiek porozumienia pokojowe z nim są pozbawione sensu. Nekroimperializm można powstrzymać jedynie siłą. Tego właśnie nie rozumieli zachodni przywódcy, gdy próbowali zintegrować Rosję z międzynarodowym systemem gospodarczym i politycznym. W rezultacie nie byli przygotowani na otwartą konfrontację z nekroimperialnym reżimem, któremu sami pomogli się umocnić.

poniedziałek, 3 marca 2025

Nikołaj Karpicki. Studia w Ukrainie podczas wojny: Przepraszam, że się rozłączyłam. Trudno o dobry internet w piwnicy

Źródło: Wydawcą PostPravda.info. 03.03.2025.


Trzy lata temu Rosja rozpoczęła wojnę, która ma na celu zniszczenie Ukrainy. Przed tą pamiętną datą o takiej możliwości się mówiło, ale mało kto w nią wierzył. Bo trudno sobie wyobrazić, że w jednej chwili całe twoje dotychczasowe życie dobiegnie końca. Absurdalne oświadczenie Putina o denazyfikacji Ukrainy jako celu inwazji oznaczało, że racjonalnego powodu nigdy nie było. To z kolei prowadzi nas do wniosku, że żadne porozumienie nie było możliwe. W rocznicę wybuchu wielkiej wojny, rosyjski opozycjonista i naukowiec mieszkający od 2015 roku w Ukrainie prof. Nikołaj Karpicki opowiada zarówno o swoim własnym doświadczeniu trwającej nadal wojny, jak i o doświadczeniach swoich studentów.

Studia w Ukrainie: doświadczenia z pierwszych dni wojny

Poranek 24 lutego 2022 r. Dźwięk syren wypełnia przestrzeń nad Kijowem, ale nikt jeszcze nie wie, co się dzieje. Jak reagować gdy bombardowane są miasta? Nie jest jeszcze jasne, czego należy się bać. Jeszcze w głowach nie świta pytanie, ilu z moich przyjaciół i znajomych będzie żyło za rok? Mieszkańcy Kijowa chowali się w metrze z zamiarem spędzenia tam nocy, naiwnie wierząc, że uda im się tam przeczekać całą wojnę. Jedna z moich znajomych chciała wraz z przyjaciółmi opuścić Kijów i przeczekać zawieruchę w Buczy. Nikt nie mógł sobie wyobrazić, że Rosjanie dokonają tam masakry. Moją znajomą uratowało to, że walki już się zaczęły, więc nie zdołała wjechać do miasteczka.

Teraz, po trzech latach wojny, obrałem ścieżkę, że najlepiej jest po prostu kontynuować swoje codzienne obowiązki i znaleźć własną misję. Moja jest związana z zawodem, jaki wykonuję – przetwarzanie emocji w zrozumienie, aby pomóc ludziom przezwyciężyć strach przed niepewnością. Aby to zrobić, musiałem wrócić do domu do Słowiańska, aby kontynuować nauczanie i zapisywać refleksje filozoficzne. W ten sposób, wyjaśniając znaczenia, mogłem dać ludziom oparcie w zrozumieniu tego, co się dzieje.

W tym czasie zdalnie czytałem studentom kurs wykładów autora „Filozofia komunikacji międzyludzkiej”. W Kijowie toczyły się walki, wciąż nie było wiadomo, czy się utrzymają, a ja miałem zaplanowany kolejny wykład. Do zajęć dołączyło kilka studentek z Siewierodoniecka. Jeszcze nie otrząsnęły się z emocjonalnego szoku. Jak miałem poprowadzić dla nich wykład? Starałem się przekazać im poczucie pewności siebie, zademonstrować racjonalne podejście do tego, co się dzieje, bez niepotrzebnych emocji, a one odpowiedziały mi: „Rosyjskie samoloty już są nad nami. Jesteśmy w schronie przeciwbombowym”. Studenci mają po dwadzieścia kilka lat, a w momencie wybuchu wojny w Donbasie mieli około dwunastu. Całe ich życie to krucha równowaga między pokojem a wojną, a teraz ta równowaga runęła w przepaść.

Później jedna z uczennic była w okupacji. Kiedy próbowała opowiedzieć mi, jak się tam czuła opisywała to, jakby czas zatrzymał się dla miejscowej młodzieży w 2014 roku. Mają ponad dwadzieścia lat, a ich umysły są jak u czternastolatków. „Jeśli my – mówi – jesteśmy aktywni w życiu, szukamy pracy, aby utrzymać się podczas studiów, podejmujemy decyzje za siebie, to miejscowa młodzież jest infantylna, nie przychodzi im do głowy, aby decydować o czymś”.

Misja nauczyciela i filozofa w czasie wojny

Myśląc o bezpieczeństwie studentów, ukraiński rząd ogłosił przerwę w nauce, a kolejny wykład odbył się dopiero dwa tygodnie później. Studentów było stosunkowo dużo. Chcę prowadzić zajęcia w taki sposób, aby były one dla studentów wyspą swojskiego życia w chaosie wojny i aby służyły im jako wsparcie psychiczne.

Aby to zrobić, studenci muszą mi ufać. Ja dzielę z nimi wszystkie tutejsze niebezpieczeństwa. Mieszkam w Donbasie, niedaleko frontu. Nie różnię się od nich nie statusem społecznym, ale doświadczeniem życiowym. W sytuacji, gdy śmierć jest blisko, trzeba przekonywać nie słowami, ale swoim przykładem. Dlatego starałem się nie tylko opowiadać, ale także okazywać wewnętrzny spokój i determinację do działania, zachowując wewnętrzną pewność co do moich decyzji i działań, bez względu na to, jak straszna była sytuacja zewnętrzna.

Ponieważ w takiej sytuacji ludzie potrzebują kogoś obok siebie, kto przekaże im to zaufanie. Ani pocieszająca rozmowa, ani formalne nauczanie, jakby nic się nie stało, nie są akceptowalne, ponieważ byłaby to demonstracja nieadekwatności. Jako nauczyciel musiałem pokazać, że rozumiem uczniów, odpowiednio oceniam horror, który dzieje się wokół nas i zawsze mogę zaoferować racjonalną strategię zachowania w każdej sytuacji i jestem gotowy wziąć odpowiedzialność za swoje decyzje.

Wykłady dla studentów w czasie ostrzału

Rozpoczynamy następne zajęcia. Wymieniamy się informacjami na temat sytuacji, w jakiej każdy z nas się znalazł. Studentka z Łymania powiedziała, że u nich jest spokojnie, chociaż przed chwilą w pobliżu doszło do potężnej eksplozji. W odpowiedzi powiedziałem, że w Słowiańsku też jest spokojnie, chociaż wczoraj cały czas wyły syreny, a przedwczoraj przez cały dzień słyszeliśmy kanonadę i eksplozje rakiet, a jedna z nich uderzyła bardzo blisko mojego domu. Tak więc, po wymianie informacji, rozpoczęliśmy zajęcia. Moje wykłady musiały być jakoś powiązane z nową rzeczywistością i tym razem wybrałem temat kłamstw. Połączenie przez Internet jest zawodne, bo często gasną światła, ale pisałem do każdego studenta na prywatnym czacie, żebyśmy tam mogli być cały czas w kontakcie. Studentka z Lisyczańska, której połączenie internetowe zostało przerwane podczas zajęć, wysłała wiadomość.

„W Lisyczańsku jest wystarczająco strasznie. Mój dom znajduje się w pobliżu jednej z głównych dróg. Kiedy przejeżdżają pojazdy – od samochodów po czołgi – jest to bardzo, bardzo słyszalne. Zwłaszcza, że droga została zniszczona przez czołgi. Ostrzał jest bardzo częsty i bardzo głośny. Są dzielnice, które są rozbite na kawałki. Wiele osób od dwóch tygodni nie ma wody, światła ani gazu. Przywrócenie tego wszystkiego zajmie dużo czasu. Szkoła podstawowa, do której chodziłam, jest w połowie zniszczona. Przed salą gimnastyczną, w której uczyłem się w szkole średniej, stale stoi ciężki sprzęt. Biorąc pod uwagę, że dom, w którym teraz mieszkam, znajduje się stosunkowo blisko, każdy wystrzał z sali gimnastycznej jest bardzo odczuwalny. W pobliżu liceum, gdzie chodziłem do szkoły średniej, na początku spadł pocisk. Nikt nigdy nie dowiedział się, czy był to odłamek, czy niewypał. Wychodzenie na zewnątrz jest bardzo niebezpieczne. Nawet do sklepu po drugiej stronie ulicy. W Rubiżnem toczą się ciężkie walki. Miasta płoną. Tam, gdzie mieszkali moi przyjaciele, nie ma już prawie żadnych domów.

Większość dróg jest zaminowana, tory kolejowe wysadzone. Problemem pozostają mosty. Jak tylko Siły Zbrojne Ukrainy się wycofają, mosty zostaną wysadzone. Mają one znaczenie strategiczne. Próbę opuszczenia ich teraz można porównać do agonii osaczonego zwierzęcia. Istnieje wiele nieprawdziwych informacji, wiele fałszerstw na temat ewakuacji ludności. Nie wiesz, gdzie się znajdziesz, a gdzie zgubisz. Dziś moi znajomi wyjechali do Swatowego z konwojem ewakuacyjnym o 8:30. Jak dotąd nie ma z nimi kontaktu. Nie wiadomo, czy tam dotarli, czy nie. Czy w ogóle żyją…

Przepraszam za brak odpowiedzi w trakcie trwania zajęć. Ciężko o dobry internet w piwnicy”.

Trzeci miesiąc zajęć. Rosjanie zajęli Siewierodonieck, Lisiczańsk, Łyman i zbliżyli się do Słowiańska, gdzie mieszkam. Student, który ewakuował się z Łymania, pyta, w jaki sposób jesteśmy ostrzeliwani i porównuje to do tego, jak jego miasto było ostrzeliwane przed okupacją: „Najpierw ostrzelali szpital, dom kultury, a potem zaczęły się regularne pojedynki artyleryjskie i wszelkie podtrzymywanie życia w mieście ustało. Z reguły ostrzał trwał nieprzerwanie od czwartej do dziesiątej rano, po południu był spokój do szóstej wieczorem, a potem znowu do pierwszej w nocy”.

Postawa życiowa, która daje siłę

Starałem się nadal wybierać tematy wykładów zgodnie z pytaniami stawianymi przez wojnę: obowiązek, odpowiedzialność, stosunek do zła itp. Jednak największe zainteresowanie wzbudził temat miłości między mężczyzną a kobietą. Aktywnie dyskutowali o niej nawet ci, którzy podczas zajęć byli pod ostrzałem. Pomimo wojny, młode pokolenie żyje w pokojowej przyszłości Ukrainy.

Miałem też kilka rewelacji, którymi podzieliłem się z uczniami. Kiedy uczyłem w Tomsku, zaproponowano mi wybór strategii budowania kariery akademickiej – pisanie grantów, wyjazd do Moskwy, zapoznanie się ze znanymi naukowcami, a tym samym zwiększenie autorytetu i statusu społecznego. Niektórzy z moich kolegów tak zrobili, zostali uznani, a teraz muszą dostosować się do reżimu w Rosji wbrew swojemu sumieniu. Gdybym zrobił to samo, straciłbym swój talent filozoficzny.

Istnieje zasadnicza różnica między filozofem a specjalistą w dziedzinie filozofii. Filozof wyraża swoje doświadczenie życiowe. A że jest wojna, nie może nie mówić o doświadczeniu wojny. W przeciwnym razie nie jest filozofem. Do filozoficznej samorealizacji potrzebuję tylko wolnego czasu na pisanie i przeżywanie razem ze wszystkimi doświadczenia, które rozumiem. Na froncie w Słowiańsku mam to wszystko, podczas gdy moi odnoszący sukcesy koledzy w Rosji tego nie mają. Wojna pokazała, że cała walka o uznanie, status społeczny, karierę naukową, autorytet, to nic innego jak iluzja, bagno, a autentyczność życia ujawnia się w jego własnej wartości, kiedy działasz w zgodzie z samym sobą. To właśnie starałem się przekazać studentom na moich wykładach.

Studia w Ukrainie: Trudne doświadczenie wojny

Ukraińska młodzież jest zróżnicowana. Niektórzy są upolitycznieni, inni nie. Są to ludzie o bardzo różnych zainteresowaniach, ale jest jedna rzecz, która ich łączy: wszyscy koncentrują się na przyszłości i nie widzą żadnej przyszłości z Rosją. Nie oglądają telewizji i nie postrzegają wojny przez pryzmat polityki lub takiej czy innej ideologii, ale adekwatnie, w sposób, w jaki przejawia się ona w życiu. Po raz kolejny przekonałem się o tym, gdy komunikowałem się z nimi podczas testów i egzaminów. Przytoczę kilka cytatów z tych rozmów z niewielkimi zmianami stylistycznymi, nie zmieniając ich znaczenia.

Z okupowanego obszaru obwodu ługańskiego
– Z trudem nawiązałem kontakt. Mam miejscową propiskę (zameldowanie – red.), dlatego nie wypuszczają mnie z ŁNR – jest mobilizacja.

Z Ukrainy, po ewakuacji z Mariupola
– Mogliśmy zginąć wiele razy, nie mogę o tym mówić, nie mogę obiecać, że będę mógł opowiedzieć…

Ze Swietłodarska (w czasie okupacji)
– Jestem w Swietłodarsku. Od 24 maja DNR i od 29 maja nie mamy łączności. Dopiero teraz po raz pierwszy udało mi się skontaktować. W mieście nie ma nic – wody, światła, gazu, internetu. To, że udało mi się jakoś złapać internet to cud.

Z Ukrainy, po ewakuacji z Łymania
– 22 kwietnia nastąpił pierwszy ciężki ostrzał. Na początku, koło piątej nad ranem Doniecki Obwodowy Szpital Urazowy, który przeniósł się do Łymania w 2014 roku został trafiony systemem Huragan. Wybuchł pożar, ucierpiały okoliczne domy. Szczególnie intensywnie było w nocy z 30 kwietnia na 1 maja: ostrzał rozpoczął się o 20:00 i trwał do około 1:00, a następnie został wznowiony o 4:00. Słychać było metaliczny dźwięk pocisków latających wokół miasta. W porze obiadowej nieco ucichło i stało się jasne, że most dla pieszych łączący południową i północną część miasta został zerwany, wielopiętrowe budynki i garaże zostały uszkodzone, dworzec kolejowy jest bez okien. W kolejnych tygodniach sytuacja w mieście tylko się zaogniała, kończyły się zapasy żywności, a ludzie byli zmęczeni ciągłym dudnieniem i nowymi zniszczeniami…

Z Nowopieskowa (w czasie okupacji)
– Jestem w domu w Nowopieskowie. Wydaje się, że jest tu cicho, ale codziennie latają bomby, jeżdżą wojskowe maszyny, to bardzo przerażające.

Z Kurachowego
– Nie widzę żadnej logiki w ostrzale. Ludzie ćwiczyli na stadionie, a po ich odejściu w stadion uderzyła rakieta.

Z Ukrainy, po ewakuacji z Mariupola
– 24 lutego rosyjskie wojska wkroczyły na terytorium Ukrainy. Pamiętam ten poranek, przerażenie, które panowało wokół. Od samego rana okupanci zaczęli bombardować okolice Mariupola. Ludzie masowo próbowali opuścić miasto, ale nawet wtedy miasto było już zablokowane. Wszyscy biegli, aby wypłacić pieniądze i kupić jedzenie. W oczach ludzi było przerażenie tym, co się dzieje, wszyscy bali się tego, co się stanie. Wszyscy bali się wojny… Mieszkałem w dzielnicy domów jednorodzinnych w dzielnicy Illichivskiy. Kiedy zaczęli ostrzeliwać wschodnią dzielnicę, ukryliśmy się w piwnicy. Ziemia się trzęsła, a wraz z nią nasz dom. To było tak, jakby czas się zatrzymał. Wtedy po raz pierwszy w życiu poczułem, że ja i moi bliscy możemy zginąć. Kolejne dni wyglądały tak samo: nalot, piwnica, wybuchy. Walki toczyły się kilka kilometrów od nas i wkrótce rozprzestrzeniły się na powiat Illichivskiy. Wtedy postanowiliśmy opuścić miasto. Tak się złożyło, że jechaliśmy w czasie bombardowania z powietrza. Już wtedy nasza dzielnica była w ruinie – wiele zniszczonych domów i spalonych samochodów. Ale najgorsze było dopiero przed nami. Kiedy nasz samochód dotarł do punktu kontrolnego, poradzono nam zawrócić, ponieważ było to zbyt niebezpieczne. Pamiętam, jak moja mama powiedziała, że powinniśmy się wycofać. My i wszyscy za nami zostaliśmy przepuszczeni na własne ryzyko. Modliliśmy się, prosząc Boga, aby dał nam szansę na przeżycie. Tego dnia, pod bombardowaniem, wyjechaliśmy. Nigdy nie zapomnę tego, co zobaczyłem. Spalone i ostrzelane samochody, ciężarówki i sprzęt wojskowy… I trupy, a raczej to, co z nich zostało. Było ich tak wiele, że straciłem poczucie rzeczywistości. Czułem się jak w transie. Czułem się jak w koszmarze. Moja rodzina i ja opuściliśmy Mariupol 10 marca, a już 11 marca, jakby wymazując naszą przeszłość, pocisk zniszczył nasz dom.

Z Akhtyrki
– 24 lutego około 13:30 weszła mała kolumna Rosjan, specjalnie wypuszczono ich za miasto, gdzieś na polach zostali rozbici. Główne działania rozpoczęły się już od 25: bomby próżniowe, grady, artyleria, lotnictwo itd. Kluczowa infrastruktura miasta została całkowicie zniszczona: elektrociepłownia, dworzec kolejowy. Centrum miasta zostało poważnie uszkodzone, zniszczono ratusz, dom życia codziennego, dom kultury i muzeum. Większość mieszkańców natychmiast masowo wyjechała. W kwietniu było spokojnie, ale gdzieś w połowie maja doszło do ataku rakietowego na obiekt wojskowy, w wyniku którego ucierpiało przedszkole. Ktoś powiedział, że przywieziono tam broń, ale trzy dni przed ostrzałem wszystko zostało usunięte, więc było to bezcelowe. Od tego czasu w mieście panuje spokój, ale przygraniczne wioski są nieustannie ostrzeliwane. Przeważnie wszystko trafia na pola, celowo, aby nie mogli niczego zasiać.

Z Alekseevo-Druzhkovka
– Dzisiaj doszło do ostrzału sąsiednich miast (10 km od mojej wioski) i komunikacja została całkowicie utracona.

Z Ukrainy, po ewakuacji z Mariupola
– Po prostu nie mam energii do nauki, życie uciekło mi spod nóg i trwa to do dziś. Od 24 lutego nie ma jasnego dnia w moim życiu, mieszkałem miesiąc w Mariupolu od początku wojny do 24 marca. Straciliśmy tam wszystko, mieszkania, samochody i firmy, zostaliśmy deportowani do Rosji. Przez 25 dni podróżowaliśmy z tego piekła, aby tam nie zostać… Dwa tygodnie temu zostałem poinformowany, że mój brat, który był w Azovstal, zmarł. Nie mogę go nawet pochować.

Z Charkowa
– Piątego, nie pamiętam miesiąca, chyba maja, lało cały dzień. Dwa razy dostałem się pod bezpośredni ostrzał. Odłamki przeleciały mi koło twarzy, podarły mi buty. W Charkowie znów jest ciężko. Wczoraj były eksplozje na Saltovce. Ale to Saltovka i Novye Doma. Ci, którzy mieszkają na drugim końcu miasta – w rejonie Łysej Góry, mówią, że mają mniej więcej normalnie. I tak – przychodzi każdej nocy, głównie z Biełgorodu. Ale tak jest już od dłuższego czasu. Są prawie ciągłe naloty. Zaczynają ostrzał z Biełgorodu gdzieś około 23:00. Dzisiaj też ostrzeliwują.

Tak dorastało pokolenie w czasie wojny, które nie pamięta czasów, gdy Rosja nie była jeszcze wrogiem.

niedziela, 19 stycznia 2025

Nikołaj Karpicki. Czy Rosję da się ucywilizować? „Całe pokolenie jest winne terrorowi w Ukrainie”

Źródło: Wydawcą PostPravda.info. 20.01.2025.


Rosja znów zagraża Europie, tak jak kiedyś zagrażał jej Związek Radziecki. Strach wobec tego wywołuje dwie przeciwstawne reakcje. Pierwsza to próba przekonania samego siebie, że zagrożenia nie ma. W tym celu Zachód musi usprawiedliwić Rosję, tak jak robią to prorosyjscy politycy. Druga możliwość to znaleźć prawdziwe wytłumaczenie dla polityki Kremla. To jednak wymaga akceptacji mrocznej rzeczywistości – analizuje na łamach PostPravda.Info prof. Nikolaj Karpicki, rosyjski opozycjonista, który w 2015 roku uciekł z Syberii i zamieszkał na wschodniej Ukrainie.

Po publikacji artykułu „Wojna jako cel sam w sobie: dlaczego Rosji nie zabraknie ochotników do umierania w Ukrainie?”, zwrócił się do mnie pan Michał Talma-Sutt z Berlina z pytaniem, czy feudalizm, głęboko zakorzeniony w Rosyjskiej historii, jest najlepszym wyjaśnieniem „rosyjskiego fatalizmu”, o którym pisałem. Taki sposób postawienia pytania odzwierciedla percepcję tych w Europie, którzy dostrzegają realne zagrożenie ze strony Rosji. Jestem wdzięczny panu Michałowi za możliwość udzielenia szczegółowej odpowiedzi, i to nie tylko jemu, ale wszystkim przedstawicielom kultury europejskiej próbującym zrozumieć Rosję.

Czy niewyleczony feudalizm Rosji jest reliktem przeszłości?

Pan Michał proponuje wyjaśnienie odczłowieczenia i agresywności rosyjskiego reżimu jako przejawów dawnego feudalizmu. Według niego takie odniesienie nie wyjaśnia do końca samej brutalności obecnego reżimu w Moskwie, ale częściowo może opisać jego strukturę. Każdy przywódca polityczny – wódz, czy też pan feudalny – bezpowrotnie i niepodważalnie decyduje o losie ludzi. To on wybiera, kto powinien żyć, a kto umrzeć.

Zdaniem pana Michała ten niewyleczony feudalizm, głęboko zakorzeniony w historii Rosji, dał początek obecnej piramidzie władzy w tym kraju, na której szczycie znajduje się główny lord feudalny – Putin, czyli pan i władca życia oraz śmierci tych, którzy mu podlegają. Relacja między najniższym piętrem tej piramidy a najwyższym polega na wręczaniu łapówek – odpowiednika feudalnej daniny. Ten system, jak pisze pan Michał w liście, jest dość przerażający.

Taka interpretacja obecnego rosyjskiego systemu rzeczywiście wygląda przerażająco dla współczesnego człowieka Zachodu, ale z mojego punktu widzenia jest ona nadmiernie optymistyczna. Przecież mówiąc o feudalizmie, pan Michał miał na myśli przejaw archaizmu. Jeśli tak, to Rosja idzie pod prąd historii, co oznacza, że czas jest po naszej stronie i działa na niekorzyść Rosji. Ale jeśli okaże się, że obecny reżim Rosji nie jest reliktem przeszłości, ale nowym zjawiskiem historycznym, to nie ma nadziei, że historia jest po naszej stronie.

Oczywiście pan Michał miał na myśli feudalizm nie w ścisłym sensie historycznym, ale w szerokim znaczeniu, jako przejaw archaicznych stosunków opartych na przymusie pozaekonomicznym wobec osób o niższym statusie społecznym. Dyktatura w Rosji opiera się na takich relacjach, ale trzeba podkreślić, że są one charakterystyczne dla całej przestrzeni postradzieckiej.

Chociaż Ukraina jest krajem demokratycznym, takie archaiczne relacje są również charakterystyczne dla ukraińskiej biurokracji, a nawet środowisk akademickich. Byłem zaskoczony, gdy dowiedziałem się, że w Ukrainie uważa się za nieprzyzwoite, jeśli naukowiec broniący pracy doktorskiej nie przekaże znacznej kwoty pieniędzy swoim naukowym promotorom. Moi ukraińscy koledzy postrzegali to nie jako łapówkę, ale jako całkowicie uzasadnioną daninę, którą osoba musi zapłacić, aby awansować o szczebel wyżej na drabinie społecznej.

Ponieważ jest to rzeczywiście przejaw archaicznego zachowania, istnieje nadzieja, że sytuacja zmieni się w przyszłości. Uważam jednak, że niestety dyktatura w Rosji nie jest reliktem przeszłości, ale współczesnym zjawiskiem, choć zbudowanym właśnie na archaicznych relacjach.

Czy w historii istnieją postęp społeczny i duchowy?

Wyobraźmy sobie, że nie mówimy o państwach, ale o małych społecznościach ludzi. Weźmy na przykład gang przestępców, którzy są gotowi zabijać dla pieniędzy i do tego grupę wolontariuszy, którzy bezinteresownie pomagają ludziom w potrzebie. Wydaje się, że są przedstawicielami tego samego gatunku homo sapiens, ale są tak przeciwni we wszystkim, jakby należeli do różnych klas.

Jeśli założymy, że gang przestępców jest archaiczny, jest reliktem przeszłości, to jest nadzieja, że stopniowo zniknie. Ale w jaki sposób? Organizacje przestępcze przekształcą się w organizacje charytatywne lub wolontariackie? Trzeba przyznać, że brzmi to absurdalnie. Można więc założyć, że gangi przestępców istniały i nadal będą istnieć, nie dlatego, że jest to dziedzictwo przeszłości, którego jeszcze się nie pozbyliśmy, ale dlatego, że konkretni ludzie decydują się zostać przestępcami.

Bycie przestępcą albo wolontariuszem jest kwestią wolnego samostanowienia danej osoby. Niestety, większość ludzi nie zdaje sobie sprawy z tego, że ma wolną wolę i dlatego inercyjnie podejmuje decyzje, które pozwalają lepiej dostosować się do okoliczności i struktury społecznej. Jednak im bardziej sztywna i agresywna jest ta struktura, tym bardziej człowiek traci swoją niezależność, stając się jedną z jej funkcji. Odzyskanie niezależności jest możliwe tylko poprzez wyrzeczenie się przywiązania do swojego statusu społecznego, który zapewnia normalne warunki życia. Niewiele osób jest do tego zdolnych. Dlatego też, jeśli istnieje już struktura społeczna o charakterze przestępczym, nie należy oczekiwać, że uda się przekonać kogokolwiek należącego do niej, aby zaangażował się w działalność charytatywną.

Ta ilustracja pozwala nam zrozumieć, dlaczego brutalne despotyzmy od wieków sąsiadowały z kulturalnymi i wolnymi państwami. Tak było od dawna w historii, zarówno w czasach feudalizmu, jak i obecnie. W średniowiecznej Europie istnieli królowie i niezależne miasta korzystające z prawa magdeburskiego. Były bezwzględne despotyzmy, jak Carstwo Moskiewskie, ale były też republiki na wysokim poziomie rozwoju społeczno-kulturowego, jak Republika Nowogrodzka.

Również teraz obok współczesnych cywilizowanych demokracji istnieją barbarzyńskie dyktatury. W przeciwieństwie do oczywistego postępu technologicznego nie widzimy postępu w humanizmie. Okrucieństwo i przemoc są powielane za każdym razem w nowej erze. Dzieje się tak, ponieważ wiedzę techniczną możemy gromadzić i przekazywać następnym pokoleniom, ale wartości są reprodukowane tylko w wolnym samostanowieniu, a każde pokolenie musi je wybierać na nowo. Dlatego różni ludzie wybierają dobro lub zło, a na podstawie tego wyboru powstają niekompatybilne systemy społeczne: gang przestępców i organizacja wolontariuszy, dyktatura w Rosji i zachodnia demokracja. Tak było od zawsze w historii ludzkości.

Archaiczne relacje utrzymują się w naszym życiu jako ślady przeszłości, ale mogą również mutować w zupełnie nowe zjawisko. Rzeczywiście, dzisiejsza Rosja genetycznie wywodzi się z okrutnego, archaicznego despotyzmu Carstwa Moskiewskiego, które widziało swoją misję w „zbieraniu ziem”, czyli budowaniu imperium poprzez bezwzględne podboje.

We współczesnym świecie nie ma miejsca na takie archaiczne społeczeństwa, więc na początku XX wieku Imperium Rosyjskie zostało zastąpione totalitarną dyktaturą. Komunistyczna ideologia poszukiwania wroga klasowego spowodowała mutację rosyjskiej świadomości imperialnej w nową formę, opartą na ideologii totalitarnej. Służby specjalne, które dopuszczały się tego terroru, były obojętne na konkretne rodzaje ideologii. Żyli w świecie, w którym absolutnie każdy mógł okazać się wrogiem lub konfidentem, nawet dobry przyjaciel.

W 2000 roku to nikt inny, ale właśnie oni ostatecznie i ponownie przejęli władzę w Rosji. To doprowadziło do drugiej mutacji rosyjskiej świadomości imperialnej w nową formę – nekroimperializm. Jego oznakami są: to, że ludzkie życie traci znaczenie, własna osobowość nic nie znaczy, śmierć i zniszczenie są rozumiane nie tylko jako środek, ale także jako cel sam w sobie.

Postawy wobec dobra i zła

W obliczu różnorodności koncepcji historycznych, przeciętny człowiek nie wie, komu warto zaufać, więc zaczyna postrzegać nauki historyczne jako abstrakcję. Dlatego proponuję spojrzeć na ten problem w wymiarze personalnym, co pozwoli nam mówić o stosunku do dobra i zła w historii. Każda konkretna osoba i każde pokolenie ludzi dokonuje własnego wyboru między dobrem a złem. Rodzice mogą wpływać na wybór dzieci swoim autorytetem, ale nie mogą dokonać za nie wyboru. Inercja historyczna wpływa na wybór pokoleniowy, ale każde pokolenie musi dokonać nowego wyboru między dobrem a złem. Przeszłość jest tylko materiałem, z którego ludzie budują swoje własne życie.

Samostanowienie pokolenia zaczyna się od dokonanych wyborów konkretnych ludzi. Bywa, że dochodzi do tego już w dzieciństwie. Zdarza się bowiem, że dobra szkoła może sąsiadować ze szkołą, w której znęcanie się nad kolegami z klasy stało się normą, ponieważ znalazło się dwóch lub trzech uczniów, którzy narzucili wszystkim praktykę znęcania się. Pozostali zgodzili się w tym uczestniczyć, aby utrzymać swoje miejsce w hierarchii społecznej. Jest to sposób adaptacji. W sprzyjającej szkole zachowywaliby się odwrotnie. Dokładnie to dzieje się teraz w całej Rosji.

Wszystko zaczyna się od samookreślenia jednostki, dzięki któremu człowiek uświadamia sobie, kim jest. Na tej podstawie ujawnia się jej orientacja na dobro lub zło, co przyczynia się do kształtowania społecznego modelu relacji. Charakter tego modelu określa, jakiego rodzaju struktury społeczne powstaną na jego podstawie. Może to być gang przestępców lub kolektyw wolontariuszy. Co więcej, społeczności te angażują w swoje działania osoby niezdecydowane, co tworzy inercję społeczną, która wpływa na wybór pokoleniowy. Zgodnie z tym wyborem, niektóre kraje podążają ścieżką cywilizowanego rozwoju, podczas gdy inne popadają w dyktaturę.

W którym momencie niewłaściwy wybór pokolenia doprowadził do dyktatury w Rosji?

W historii Rosji bezwładność, która przyciąga do dyktatury, zyskiwała nieustannie na sile. Po upadku Związku Radzieckiego przez krótki czas istniała szansa na odwrócenie biegu wydarzeń. Mogłoby się tak stać, gdyby pokolenie lat 90. dokonało właściwego wyboru. Wymagało to jednak wiele wysiłku i szansa ta także została zaprzepaszczona. Jesienią 1999 roku mieszkańcy Rosji byli przerażeni terrorystycznymi zamachami bombowymi na budynki mieszkalne. Ludzie ginęli w nocy, zanim zdążyli się obudzić. Ataki terrorystyczne ustały, gdy moskiewski oddział FSB został złapany na gorącym uczynku, podczas próby wysadzenia budynku mieszkalnego w Riazaniu. Rosyjskie społeczeństwo nie mogło przetrawić tej informacji.

Oczywiście przerażające jest zasypianie z myślą, że w nocy twój dom może zostać wysadzony przez terrorystów razem z tobą, ale jest nadzieja, że służby bezpieczeństwa cię przed tym uchronią. O wiele bardziej przerażające jest, że twój dom może zostać wysadzony w powietrze przez same służby bezpieczeństwa, przed którymi nikt nie może cię obronić.

Ten strach sprawił, że my Rosjanie zaufaliśmy przedstawicielowi służb bezpieczeństwa – Putinowi. Kilka miesięcy później został on wybrany na prezydenta. Ten pokoleniowy wybór był zdradą, ponieważ ci, którzy głosowali na Putina, zdradzili przyszłość swoich dzieci. To właśnie ta zdrada była katalizatorem drugiej mutacji imperialnej świadomości i przesądziła o wojnie z Ukrainą. Pokolenie, które zdradziło swoje dzieci, zgodzi się na wszelkie zbrodnie, aby nie wstydzić się ludobójczej wojny z sąsiednim narodem.

Idea postępu historycznego z jednej strony daje nadzieję na przyszłość, ale z drugiej strony może prowadzić do wyboru złej strategii politycznej. W końcu, jeśli obecny reżim w Rosji jest archaiczną manifestacją, która opiera się biegowi historii, to czy nie lepiej stopniowo go cywilizować poprzez rozwijanie współpracy z cywilizowanymi krajami?

Tak myśleli europejscy politycy, zanim Rosja zaatakowała Ukrainę. To tak, jakbyśmy chcieli ucywilizować bandę przestępców, zapraszając ich do teatru lub na balet. Jeśli jednak uznamy, że rosyjski nekroimperialny despotyzm jest nowym zjawiskiem historycznym, które można pokonać tylko siłą, da to szansę na zmobilizowanie cywilizowanego świata do walki, aby złamać przestępczy system społeczny.