piątek, 23 maja 2025

Nikołaj Karpicki, Eugene Kovalenko. Rozmowa: Drony bojowe z AI. Czy wojna robotów czeka nas jesienią 2025 roku?

Źródło: Wydawcą PostPravda.info. 28.03.2025.


Minęło półtora roku odkąd Rosja rozpoczęła swoją ofensywę a różnych kierunkach frontu w Ukrainie. Przez cały ten czas analitycy przewidywali, że armia rosyjska będzie wyczerpana z powodu ogromnych strat i wkrótce nie będzie w stanie posuwać się naprzód. Jednak presja wroga stale rosła wzdłuż całej linii frontu. Faktem jest, że wielu ludzi w Rosji nie widzi perspektyw na normalne życie, a wojna jest dla nich jedynym sposobem na wspięcie się po drabinie społecznej. Rosyjski rząd ma wystarczająco dużo pieniędzy, aby stale zastępować takimi ludźmi wszelkie straty rosyjskiej armii w Ukrainie.

Ani Ukraina, ani żaden inny kraj europejski nie ma takiej rezerwy. Oczywiście Europa ma przewagę technologiczną nad Rosją, ale jak pokazało doświadczenie wojny w Ukrainie, prędzej czy później technika się kończy, a przewagę zyskuje ten, kto może dłużej uzupełniać armię żołnierzami. Dlatego też perspektywa zwycięstwa w wojnie na wyniszczenie jest wątpliwa nie tylko dla Ukrainy, ale i dla całej Europy, jeśli stanie się ona kolejną ofiarą ataku. Jednakże rewolucja technologiczna w armii może radykalnie zmienić sytuację. Co więcej, drony bojowe już teraz zaczynają mieć wpływ na sytuację na froncie. Jeśli drony ze sztuczną inteligencją zajmą miejsce żołnierzy na linii frontu, Rosja straci swoją główną przewagę militarną. W końcu wszystko będzie zależeć nie od liczby żołnierzy, ale od jakości sztucznej inteligencji dronów.

Kiedy jednak takie drony mogą pojawić się na polu bitwy i jak zmienią sytuację na froncie? O to pytamy eksperta – architekta IT, prof. dr inż. Jewhena Kowalenkę z Kijowskiego Instytutu Politechnicznego im. Ihora Sikorskiego.

prof. Nikołaj Karpicki. Widzimy szybki rozwój sieci neuronowych. Konkurencja między OpenAI i DeepSeek czyni je bardziej dostępnymi. Nie możemy już wykonywać naszej obecnej pracy bez sieci neuronowej. Czy mogą one pomóc nam w opracowaniu dronów bojowych? W końcu potrzebujemy dronów do autonomicznej pracy, ponieważ komunikacja z serwerem będzie zagłuszana przez wojnę elektroniczną przeciwnika.

Prof. dr inż. Eugene Kovalenko, Politechnika Kijowska: Rozwój sztucznej inteligencji dla dronów oraz wykorzystanie OpenAI i DeepSeek są praktycznie niepowiązane. Ponieważ wymagają one własnych uproszczonych modeli sztucznej inteligencji, które zostaną pierwotnie opracowane w celu rozpoznawania określonych obiektów na obrazie i ewentualnie sterowania samolotem. Są już opracowywane, ale przy użyciu różnych algorytmów. Na samym początku rozwoju zadaniem jest sprawienie, aby program działał na dość słabym sprzęcie, takim jak Raspberry Pi lub NVIDIA Jetson nano. Są to komputery jednopłytkowe kosztujące do 300 USD. Na przykład, mają one sprzętowe wsparcie dla niektórych operacji na obrazach, co oznacza, że możliwe jest przeniesienie niektórych części przetwarzania do wyspecjalizowanych modułów, podczas gdy rdzeń procesora zajmie się innymi zadaniami.

Nikołaj Karpicki. Czy to odległa perspektywa, kiedy autonomicznie działające drony będą miały wpływ na front?

Eugene Kovalenko. Uważam, że tej jesieni możemy mieć wojnę robotów z Rosją. Oznacza to, że jest to bardzo, bardzo bliska perspektywa.

Nikołaj Karpicki. Pomimo faktu, że technicznie trudno jest upewnić się, że oprogramowanie sztucznej inteligencji jest zainstalowane na każdym dronie?

Eugene Kovalenko. To trudne zadanie, ale wystarczy, że jedna osoba opracuje oprogramowanie, a rozprzestrzeni się ono bardzo szybko, odpowiednio, najpierw na drony kraju, który je opracował, a za miesiąc lub dwa będzie na dronach wroga. Ponieważ we współczesnym świecie prawie niemożliwe jest ukrywanie jakichkolwiek informacji przez długi czas, zwłaszcza rozwoju IT.

Nikołaj Karpicki. Czy możemy sobie teraz wyobrazić, jak będzie wyglądać wojna w najbliższej przyszłości?

Eugene Kovalenko. Można zrobić taką analogię. Podczas II wojny światowej wojskowi marzyli o najpotężniejszej bombie, która mogłaby zniszczyć na przykład ćwierć bloku. Ludzie po prostu nie mieli skali myślenia, aby wyobrazić sobie coś większego, mieli tylko pragnienia, nie zdając sobie sprawy z konsekwencji. Ale kiedy wynaleziono broń nuklearną, zwłaszcza po atakach na Japonię, ludzie bardzo szybko zdali sobie sprawę, że dalszy rozwój broni nuklearnej stwarza więcej zagrożeń niż korzyści. Tak samo jest z dronami. Teraz wszystkie strony wojny, zarówno my, jak i Rosja, marzą tylko o umieszczeniu sztucznej inteligencji na dronie, może powietrznym, może naziemnym z karabinem maszynowym, który poleci lub poleci strzelać do wrogów. Nie wiem, kto pierwszy to zrobi, ale szybko doprowadzi to do konsekwencji, jak w przypadku broni nuklearnej.

Jeśli mówimy o niektórych bardziej cywilizowanych krajach (ta sama Ameryka, kraje europejskie), najprawdopodobniej będą szkolić sztuczną inteligencję, aby działała z pewnymi ograniczeniami o wysokim priorytecie, to znaczy, aby przynajmniej nie niszczyła cywilów. Ale kraje takie jak Rosja i Iran są mniej ograniczone zasadami moralnymi i etycznymi. I odpowiednio, jeśli opracują sztuczną inteligencję, która strzela do wszystkich wrogów, w tym cywilów, a jednocześnie, na przykład, w granicach 25% ich własnego personelu wojskowego (taki rozwój będzie wyraźnie szybszy niż w pierwszej opcji), zdecydują, że straty te są akceptowalne i że wskazane jest użycie takich dronów w wojnie. I co z tym zrobić? Szczerze mówiąc, nie mam w tej chwili żadnej odpowiedzi. Zakładam, że będą szukać jakichś porozumień ograniczających wykorzystanie sztucznej inteligencji w wojnie, tak jak to zrobili z bronią nuklearną. Ale wciąż trudno mi przewidzieć, jakie one będą.

Nikołaj Karpicki. Tak, jeśli teraz dron, straciwszy kontrolę, po prostu rozbije się o coś, to takie drony z prymitywną sztuczną inteligencją będą nadal szukać przypadkowych celów. Wszystko to przypomina średniowiecznych wojowników berserkerów, którzy przerażali swoim szałem. Nie bali się śmierci i rozkoszowali się krwią, będąc pod wpływem muchomora sromotnikowego lub wybielacza. Takie berserkerskie drony wyrządzą więcej szkód cywilom niż wojsku.

Eugene Kovalenko. Niestety tak.

Nikołaj Karpicki. Co Rosja może zrobić teraz, a co w najbliższej przyszłości?

Eugene Kovalenko. Mam na biurku minikomputer Raspberry Pi Compute Module 4. Jest to urządzenie o szerokim zakresie zastosowań. Służy zarówno do sterowania inteligentnym domem, jak i do tworzenia dronów. A takich minikomputerów jest na świecie całkiem sporo. Jest to całkowicie cywilne urządzenie. Nawiasem mówiąc, jest ono objęte sankcjami dla Rosji, ale nadal nie ma problemu z jego zakupem i przywiezieniem do Rosji. Ponieważ są one swobodnie sprzedawane na rynkach Europy i Azji. Każdy może je kupić za granicą i przywieźć z powrotem w torbie. Sankcje tylko podnoszą cenę dla Rosjan, ale nie blokują dostępu.

Nikołaj Karpicki. Ale tutaj mówimy o zwykłych dronach. Jednak rodzaj procesora, który jest potrzebny do sztucznej inteligencji, to inny poziom? Jak przystępne jest to dla Rosji?

Eugene Kovalenko. Na chwilę obecną taka płyta to za mało, by zastosować odpowiednią sztuczną inteligencję na copterze, który np. będzie w stanie naprowadzić drona FPV na cel. Ale znowu, sztuczna inteligencja się rozwija i nie zdziwiłbym się, gdyby za około rok napisali rdzeń sztucznej inteligencji, a następnie wytrenowali go tak, aby działał również na tej płycie. Powiedzmy, że ta płyta wystarczy, aby dron mógł nawigować bez GPS, tj. przy użyciu wstępnie pobranych obrazów z map Google i określić swoją lokalizację, analizując obraz z kamery.

Nikołaj Karpicki. Czyli dron może już lecieć autonomicznie do celu i wykonać zadanie?

Eugene Kovalenko. Nie. Oczywiście może dolecieć do celu, ale jak dokładnie go znaleźć i jak w niego trafić, to już osobna kwestia. Na przykład nasze drony atakowały rafinerie ropy naftowej. Zakładam, że używali podobnych mini-komputerów, być może nieco droższych. I trenowali je na obrazach kolumny rektyfikacyjnej, których jest mnóstwo w Internecie. Zasadniczo nie jest to trudne, ponieważ takie kolumny wyglądają mniej więcej tak samo we wszystkich zakładach, więc można je namierzyć z dużej odległości. Jeśli jednak cele są bardziej zróżnicowane, zadanie staje się znacznie bardziej skomplikowane.

Kolejny problem związany jest z mocą płyty: im mniejsza moc płyty, tym mniej klatek na sekundę może ona analizować, a tym samym system orientacji będzie wolniejszy. Gdy dron po prostu lata nad ziemią i nawiguje za pomocą map Google, nie stanowi to problemu – wystarczy nawet analiza jednego obrazu raz na 10 sekund. Jeśli jednak kurs drona musi być precyzyjnie dostosowany w ostatnich sekundach, aby trafić w cel, system musi analizować obrazy co najmniej 5 razy na sekundę. A to wymaga 50 razy mocniejszego procesora.

Nikołaj Karpicki. Kiedy drony ze sztuczną inteligencją zaczną zastępować żołnierzy na froncie i będą w stanie wykonywać za nich zadania, aby zrównoważyć różnicę w liczbie ludzi trzymających front?

Eugene Kovalenko. I tutaj zadanie jest trudniejsze niż uderzenie na magazyny ropy i rafinerie. Ponieważ konwój do rafinerii jest duży, nie porusza się. Ale uciekający wróg to ruchomy cel, którego kontury się zmieniają. W związku z tym jego prawidłowe rozpoznanie wymaga znacznie więcej zasobów obliczeniowych. Jeśli mówimy o rozpoznawaniu przyjaciół i wrogów, złożoność zadania staje się jeszcze większa. Zakładam, że nikt jeszcze tego nie próbował, ponieważ drona można po prostu wystrzelić w kierunku wroga i zaprogramować tak, aby trafił go, gdy zobaczy pierwszą osobę w kolorze zielonym lub oliwkowym. Do tego właśnie zdolne są sieci neuronowe. Przekwalifikowanie ich to długi proces, a biorąc pod uwagę, jak szybko zmieniają się znaki identyfikacyjne, jest to nawet bez znaczenia.

Nikołaj Karpicki. Czy możliwe jest wyposażenie wszystkich waszych żołnierzy w jakieś urządzenie lub sygnał, aby nasze drony mogły odróżnić „swoich”?

Eugene Kovalenko. Rozumie pan problem? Wystarczy, że wróg wystrzeli drona zwiadowczego, który nasłucha się tego sygnału radiowego, zobaczy kod QR na ramieniu, albo jakiś beacon. A potem, po odczytaniu jego parametrów, może po prostu wyposażyć w niego swoich żołnierzy. Jak dotąd problem „przyjaciel czy wróg” można rozwiązać w prosty sposób. Wysyłasz drona dziesięć kilometrów przed siebie, gdzie nie będzie wroga, a następnie aktywujesz algorytm wyszukiwania i niszczenia.

Nikołaj Karpicki. Czyli drony ze sztuczną inteligencją nie będą skuteczne w najbliższym czasie?

Eugene Kovalenko. Bardzo szybko. Zakładam się na 70 procent, że w ciągu najbliższych 2–3 lat powszechnie stosowane będą drony (zarówno latające, jak i kołowe), które będą automatycznie wyszukiwać cele i je niszczyć. Pod wieloma względami będą one przewyższać ludzi pod względem wydajności.

Nikołaj Karpicki. Zastanawiam się, jaką szansę mamy na przetrwanie do czasu zmiany zasad wojny w związku z przejściem na nowy poziom techniczny. Czy te zmiany nie zdążą wpłynąć na kampanię obronną, którą Ukraina prowadzi w Donbasie?

Eugene Kovalenko. Myślę, że nie.

Nikołaj Karpicki. Ale jeśli dojdzie do zawieszenia broni, rozpocznie się wyścig technologii wojskowych opartych na sztucznej inteligencji.

Eugene Kovalenko. Myślę, że będzie to podobne do wyścigu zbrojeń nuklearnych podczas zimnej wojny. Ale teraz wyścig zbrojeń będzie toczył się głównie między Stanami Zjednoczonymi a Chinami. Ponieważ Europa prawie całkowicie wypadła z rynku sztucznej inteligencji, ponieważ wybrała strategię, która jest dobra w krótkim okresie, ale po prostu katastrofalna w przyszłości. Zamiast rozwijać własne technologie sztucznej inteligencji, nakłada grzywny na gigantów technologicznych w jak największym stopniu. I zarabia na tym mnóstwo pieniędzy.

Nikołaj Karpicki. Jakie korzyści mają Chiny w rozwoju dronów AI?

Eugene Kovalenko. Jak już mówiłem, jeśli wróg je ma, my będziemy je mieć w ciągu dwóch miesięcy. Problemem jest posiadanie czegoś, na czym można zainstalować tę sztuczną inteligencję. Dlatego tak ważna jest teraz rola Tajwanu, który jest domem dla największego na świecie zakładu produkującego układy scalone. Chiny nie mają jeszcze tych technologii. Próbują je rozwijać, ale nie odnoszą większych sukcesów.

Nikołaj Karpicki. Czy Chiny będą w stanie uruchomić tę produkcję u siebie?

Eugene Kovalenko. Podam jeden przykład. Na Tajwanie znajduje się fabryka TSMC, która produkuje wiele procesorów, na przykład do telefonów komórkowych, i istnieje 80 % szans, że twój procesor został tam wyprodukowany. Wygląda na to, że Samsung próbował przenieść produkcję procesorów do innej fabryki. Wszystko odbywało się zgodnie z dokładnie tym samym procesem technicznym, ale procesor wyprodukowany w innej fabryce w niewytłumaczalny sposób zużywał o 15 % więcej energii. Oznacza to, że są pewne małe rzeczy, które są albo pomijane, albo ukryte pod jakąś tajemnicą handlową, nie wiem. Poza tym zbudowanie fabryki półprzewodników od zera, tak aby zaczęła działać i produkować pierwsze mniej lub bardziej adekwatne produkty, zajmuje średnio pięć lat. Stany Zjednoczone inwestują teraz w to dużo, aby mieć własne fabryki, ponieważ są zbyt zależne od Tajwanu.

Nikołaj Karpicki. Tutaj musimy wyjaśnić dla laika. Na co pozwala Chinom poziom techniczny, a na co nie? Gdzie mogą zrobić coś samodzielnie, a gdzie potrzebują tajwańskiej technologii?

Eugene Kovalenko. Co mogą teraz zrobić Chiny? Dobry procesor dla twojego telefonu komórkowego lub mojego telefonu komórkowego, dla komputera. Czego nie może zrobić? Potężnego procesora graficznego, na którym sztuczna inteligencja może uwolnić swój potencjał. Chiny nie mogą jeszcze produkować wysokowydajnych procesorów dla sztucznej inteligencji. Są one opracowywane tylko przez jedną firmę na świecie – NVIDIA. Są to Stany Zjednoczone. Jednocześnie są one produkowane głównie na Tajwanie.

Nikołaj Karpicki. Więc co Tajwan może zrobić sam? Jaki jest jego wkład?

Eugene Kovalenko. Tajwan może produkować procesory do prawie wszystkiego, ale na zamówienie firm z innych krajów i mając od nich dokumentację technologiczną, nieco uproszczoną – rysunki chipów. Obejmuje to telefony komórkowe i komputery, sztuczną inteligencję i zastosowania wojskowe, wszystkie o bardzo wysokiej wydajności. Ale Tajwan nie opracowuje niczego samodzielnie, potrzebuje klienta z gotowymi rysunkami i pieniędzmi na duże partie do produkcji. Chiny pozostają pod tym względem w tyle. Mogą również produkować takie procesory, ale są one pod każdym względem za tajwańskimi. Ale mogą być już używane.

Nikołaj Karpicki. Czyli Chiny mogą już rozpocząć produkcję dronów ze sztuczną inteligencją, ale będą one nieco prymitywne?

Eugene Kovalenko. Tak, mogą. Zasadniczo Chiny i Stany Zjednoczone mogą zdecydowanie rozpocząć produkcję dronów AI już teraz, ale w przypadku USA pojawia się pytanie, ile będą one kosztować ze względu na biurokrację. Holandia i Korea Południowa mają nieco mniejsze, ale również realne szanse.

Nikołaj Karpicki. Więc mogą już produkować procesory dla sztucznej inteligencji, które mogą być instalowane na dronach. Czy to prawda?

Eugene Kovalenko. Tak. Ale jeśli mówimy o dronach, muszą również produkować silniki i baterie. A silniki to magnesy, metale ziem rzadkich, największe złoża na Ziemi których znajdują się niestety w Chinach (70% światowych). Inne kraje, które mają własne złoża, są od nich silnie uzależnione w zakresie przetwarzania. Rosja również posiada znaczne złoża, ale brakuje jej infrastruktury do ich wydobycia.

Nikołaj Karpicki. Czyli w najbliższej przyszłości Rosja nie będzie w stanie produkować dronów ze sztuczną inteligencją?

Eugene Kovalenko. Będzie w stanie to zrobić tylko wtedy, gdy Chiny będą sprzedawać procesory i metale ziem rzadkich lub gotowe silniki do helikopterów. Wszystko inne Rosja może zrobić sama – jeśli mówimy o konwencjonalnych dronach FPV. Jeśli mówimy o czymś bardziej zaawansowanym technologicznie, jak rakiety, to już inna historia. Zdecydowanie nie może tego zrobić sama.

Nikołaj Karpicki. Jakie są perspektywy Ukrainy?

Eugene Kovalenko. Absolutnie takie same jak Rosji.

Nikołaj Karpicki. To znaczy, że poziom jest taki sam?

Eugene Kovalenko. Całkowicie identyczny.

Nikołaj Karpicki. Czy są jakieś przeszkody w Ukrainie w wykorzystaniu nowych osiągnięć technologicznych dronów bojowych?

Eugene Kovalenko. Tak. Istnieją zarówno przeszkody biurokratyczne, w szczególności związane z procedurą zamówień, jak i przeszkody psychologiczne, w szczególności związane z faktem, że poznanie nowych technologii wymaga wysiłku i gotowości do zmian, ale to osobna dyskusja.

* * *
Wnioski. Drony bojowe – cztery opcje rozwoju

Bazując na wiedzy, którą Jewgienij Kowalenko podzielił się w tej rozmowie, widać kilka możliwości rozwoju technologii dronów bojowych.

Obecnie drony są sterowane zdalnie przez pilotów, ale zarówno Rosja, jak i Ukraina ulepszają technologie walki elektronicznej (EW). Technologie te pozwalają na oślepianie dronów i uderzanie w przypadkowe cele, zwiększając liczbę ofiar cywilnych. Pewnego dnia jeden z takich oślepionych Shahedów krążył przez dłuższy czas nad moim domem i eksplodował bardzo blisko mnie. Problem rozwiązuje sterowanie dronami za pomocą światłowodów, ale jest to skuteczne tylko na krótkich dystansach. Obecne możliwości technologiczne przeciwnych stron i warunki wojny dyktują kierunek rozwoju dronów bojowych. Teoretycznie możliwe są różne opcje rozwoju tej technologii.

Rozwój sztucznej inteligencji w sferze cywilnej jest zdeterminowany możliwościami technologicznymi. Znacznie łatwiej jest mieć pojedynczy superkomputer jako serwer, który będzie odpowiadał na żądania użytkowników. Oczywiście jest to kierunek, w którym będą rozwijane drony cywilne, ale nie drony bojowe, których połączenie z serwerem może zostać łatwo przerwane przez wojnę elektroniczną. Nazwiemy tę opcję rozwoju „Superbrain Puppets”, kiedy sztuczna inteligencja na jednym serwerze stopniowo zastąpi pilotów dronów.

Druga opcja rozwoju technologii dronów bólowych zostanie nazwany „Rój owadów”. Żaden pojedynczy pilot nie jest w stanie zarządzać rojem dronów. Byłoby łatwiej, gdyby drony wymieniały się informacjami między sobą i samodzielnie podejmowały „zbiorowe” decyzje. Jednak nawet takie roje mogą być również celem systemów walki elektronicznej, nawet jeśli drony działają niezależnie od głównego serwera.

Trzeci scenariusz jest najbardziej prawdopodobny i najbardziej nieludzki. Nazwijmy go „Berserkerami”. Aby uniemożliwić sprzętowi do walki elektronicznej stłumienie drona, musi on działać całkowicie autonomicznie. Ponieważ problematyczne jest załadowanie złożonego programu sztucznej inteligencji na drona, który działałby całkowicie autonomicznie, prawdopodobne jest, że prymitywne programy będą ładowane w celu rozwiązywania prostych zadań. Na przykład do masowego niszczenia wszystkich ludzi za liniami wroga.I wreszcie czwarty wariant rozwoju, który mam nadzieję będzie stopniowo wdrażany w Ukrainie, będzie nosił nazwę „Stado ptaków”. Aby to zrobić, każdy pojedynczy dron będzie musiał być wyposażony w autonomiczny program sztucznej inteligencji, który pozwoli mu wybrać odpowiednie metody i cele ataku. W takim przypadku drony bojowe będą mogły działać zarówno razem, jak i osobno, niezależnie od siebie i pilota.

I wreszcie czwarty wariant rozwoju, który mam nadzieję będzie stopniowo wdrażany w Ukrainie, będzie nosił nazwę „Stado ptaków”. Aby to zrobić, każdy pojedynczy dron będzie musiał być wyposażony w autonomiczny program sztucznej inteligencji, który pozwoli mu wybrać odpowiednie metody i cele ataku. W takim przypadku drony bojowe będą mogły działać zarówno razem, jak i osobno, niezależnie od siebie i pilota.

Nikołaj Karpicki, Eugene Kovalenko. Rozmowa: Czy konkurencja między DeepSeek i OpenAI zmieni świat?

Źródło: Wydawcą PostPravda.info. 13.02.2025.


W niedalekiej przyszłości takie narzędzia jak Deepseek, czy Evenlabs albo ChatGPT, ogółem – sztuczna inteligencja, mogą zmienić świat w takim tempie i tak szeroko, jak zmienił go niegdyś Internet. Podstawowa różnica między sztuczną inteligencją a poprzednią generacją programów komputerowych polega na tym, że nie jest ona programowana w zwykłym znaczeniu tego słowa, a sama się uczy. Do procesu samouczenia wykorzystywany jest model matematyczny zbudowany podobnie do tego, jak w żywym organizmie działają sieci neuronowe, dlatego jego techniczną implementację nazywa się sztuczną siecią neuronową.

Czy czeka nas skok technologiczny, który otworzy możliwości w przyszłości informacyjnej, jakich nie możemy sobie teraz nawet wyobrazić, czy też zniszczymy cywilizację w III wojnie światowej? Ludzkość znajduje się na rozdrożu, a wybór drogi zależy od tego, jaką strategię wybiorą Chiny. Model rozwoju, który zapewnił im błyskawiczny wzrost, jest bliski wyczerpania – problem ten można jednak rozwiązać poprzez dalszą ekspansję w sferze technologicznej lub militarnej.

W takiej sytuacji Rosja wybrała ekspansję militarną, choć miała zarówno środki, jak i możliwości dokonania bezprecedensowego przełomu technologicznego. Również z Chin napływały w ostatnich latach rozczarowujące wieści: militaryzacja, napięcia wokół Tajwanu, stopniowe zaangażowanie „wasala”, Korei Północnej, w wojnę przeciwko Ukrainie. Ale w końcu nadeszły dobre wieści.

W styczniu 2025 r. chińska firma DeepSeek wydała bezpłatną aplikację do czatowania opartą na własnym modelu sztucznej inteligencji typu open source (z otwartym kodem źródłowym) – DeepSeek-R1, do której dostęp jest znacznie tańszy niż u konkurencji. Aplikacja natychmiast zyskała popularność, czemu towarzyszył gwałtowny spadek cen akcji wielu amerykańskich firm technologicznych. W tym samym czasie Donald Trump obiecał zainwestować pół biliona dolarów w rozwój infrastruktury sztucznej inteligencji w USA. 
Na naszych oczach rozgrywa się zaciekła rywalizacja między Stanami Zjednoczonymi a Chinami o ich miejsce w przyszłości informacyjnej, w której Rosja nie ma miejsca, ponieważ nie można być graczem na rynku nowoczesnych technologii i jednocześnie prowadzić wojny agresji. Dopóki Chiny dopuszczają możliwość wojny o Tajwan, będą zainteresowane kontynuowaniem wojny Rosji przeciwko Ukrainie. Ale jeśli wybiorą drogę pokojowego rozwoju technologicznego, będą zmotywowane do wymuszenia pokoju na Rosji, która jest od nich całkowicie zależna. Na razie to tylko nadzieja, poczekajmy na wyniki rozmów między Donaldem Trumpem a Xi Jinpingiem.

Jak rozwój sieci neuronowych wpłynie na nasze życie i do czego może doprowadzić rywalizacja między nimi? prof. dr inż. Eugene Kovalenko z Kijowskiego Instytutu Politechnicznego im. Ihora Sikorskiego, tłumaczy wszystko w rozmowie prof. Nikolajem Karpickim z PostPravda.Info.

Nikołaj Karpicki. Proszę powiedzieć, jakie są możliwości sieci neuronowej DeepSeek i czy może ona konkurować z modelami sztucznej inteligencji OpenAI chatGPT?

prof. dr inż. Eugene Kovalenko, Politechnika Kijowska: Główną zaletą sieci neuronowej DeepSeek jest jej otwartość. Każdy, kto ma wystarczająco mocny komputer, kosztujący 5–7 tysięcy dolarów, może uruchomić jego maksymalną wersję w domu. Jeśli chodzi o koszty dostępu, skłaniam się ku twierdzeniu, że chińska firma otwarcie dumpinguje rynek. Uważam, że koszt takich usług dostępowych jest nadal wyższy, niż podano, trzeba bowiem wiedzieć, ile energii jest zużywane na spełnienie jednego żądania. Sieć neuronowa OpenAI zużywa średnio 2,5 Wh energii na jedno zapytanie. To wystarczyłoby do uruchomienia smartfona na 4–6 godzin. Według wstępnych danych DeepSeek zużywa 7–9 razy mniej energii.

Jeśli chodzi o jakość, przyjrzałem się kilku niezależnym testom w Internecie i we wszystkich sieć DeepSeek przegrywa z OpenAI o 20–25%. I to jest bardzo istotna luka. Testy składają się z różnych zadań, od fizyki do nauk społecznych i problemów stosowanych, a następnie analizuje się, jak te same zadania są rozwiązywane przez różne sieci neuronowe, które zadania ten lub inny model rozwiązuje poprawnie, na które udzielił niedokładnej odpowiedzi, a które są wręcz fałszywe. Testy przeprowadzane są z płatnych kont, więc ograniczenia dla darmowych użytkowników nie mają wpływu na wynik. Okazuje się, że model OpenAI rozwiązuje lepiej o 25% więcej zadań. Mimo że model DeepSeek sprawdza się lepiej w przypadku niektórych zadań, stanowią one mniejszość.

Nikołaj Karpicki. Jednak gdy przechodzimy do zadań wyższego poziomu, ich złożoność rośnie wykładniczo. Efektywne rozwiązywanie prostych zadań mówi jedynie o umiejętności szybkiego zastosowania prostych algorytmów, które są bezużyteczne na innym poziomie złożoności. Widzimy to w życiu. Zdarza się, że osoba upośledzona umysłowo może doskonale grać w szachy, a wybitny naukowiec może być bezużyteczny w codziennych sprawach.

Eugene Kovalenko. Dlatego też zadania są stale, prawie co kilka miesięcy, komplikowane i aktualizowane. Do ich oceny angażowani są też wyspecjalizowani eksperci.

Nikołaj Karpicki. Pojawia się tu jednak ten sam problem co w przypadku testów IQ dla ludzi. Aby je rozwiązać, trzeba być w stanie znaleźć proste algorytmy. Są ludzie, którzy potrafią znaleźć algorytmy dla standardowych zadań i uzyskują wysokie wyniki w testach IQ, choć nie potrafią rozwiązać niestandardowych zadań wymagających intuicji. Tymczasem osoba z niskimi wynikami testów IQ może okazać się geniuszem w sferze kreatywnej. Czy to możliwe, że system, który wykazuje mniejszą moc w rozwiązywaniu bieżących zadań, w dłuższej perspektywie, w obliczu bardziej złożonych zadań, rozwiąże je lepiej niż inne? Na przykład, osoba może być bardzo powolna w rozwiązywaniu problemów arytmetycznych w swoim umyśle, ale ma talent do algebry.

Eugene Kovalenko. Tak, istnieje taki problem, ale dla użytkowników ważne jest, aby wiedzieć, która sieć neuronowa jest najlepsza do praktycznych zastosowań. Dlatego właśnie testy przeprowadza się w takim pragmatycznym celu. Ponadto, uzyskane wyniki pokazują, w jaki sposób jedna sieć neuronowa jest bardziej zaawansowana niż inna. Oczywiście, każda z nich może rozwiązywać pewien typ zadań lepiej niż pozostałe, ale to, że potrafi ona rozwiązać większy procent zadań w danym momencie, nie musi wcale oznaczać, że jest bardziej przystosowana do dalszego rozwoju. Jeśli jednak uśrednimy, sieć neuronowa, która rozwiązuje więcej zadań teraz, najprawdopodobniej będzie rozwiązywać więcej zadań w przyszłości. Chociaż ten wzorzec jest dość często łamany. 

Nikołaj Karpicki. Rozumiem, że główną zaletą DeepSeek jest to, że ich sieć neuronowa ma charakter open source (z otwartym kodem źródłowym). Co to oznacza? 

Eugene Kovalenko. Oznacza to, że każdy może pobrać i zainstalować sieć DeepSeek na swoim komputerze. OpenAI nie może być swobodnie pobierany i instalowany. Firma daje taką możliwość tylko swoim partnerom, choć kwestią czasu jest jego nielegalne pobranie na dysk twardy i opublikowanie w Darknecie (czyli w ukrytej sieci między zaufanymi użytkownikami, która nie jest indeksowana). Myślę jednak, że wciąż trzeba będzie kupić licencję na korzystanie z sieci neuronowej zarówno od DeepSeek, jak i od OpenAI do oficjalnego użytku przez organizacje rządowe lub komercyjne.

Nikołaj Karpicki. Jak trudne technicznie jest uruchomienie DeepSeek offline u siebie, aby być niezależnym od chińskiej firmy nim zarządzającej?

Eugene Kovalenko. Wszystko zależy od tego, na jaki rodzaj sprzętu można sobie pozwolić. DeepSeek ma około sześciu, jeśli się nie mylę, opcji sieci neuronowych, od minimalnej do maksymalnej. Minimalną wersję sieci neuronowej można zainstalować na komputerze osobistym, który wymaga kilkudziesięciu gigabajtów pamięci RAM i nie za starej karty graficznej do gier. Aby uruchomić maksymalny wariant, potrzebny jest komputer za 5–7 tysięcy dolarów. Taki komputer może być używany przez graczy lub przez osoby, które zbudują go specjalnie do pracy z sieciami neuronowymi. 

Zwykli użytkownicy nie potrzebują komputera o takiej mocy do wykonywania codziennych zadań. Jednak nawet w tym przypadku mówimy o autonomicznym wykorzystaniu już wytrenowanej sieci neuronowej. Aby nie tylko korzystać z takiej sieci neuronowej, ale także trenować ją niezależnie, potrzeba od setek do tysięcy razy więcej zasobów obliczeniowych, na które nie stać nie tylko osoby fizycznej, ale także ukraińskiej korporacji średniego, a może nawet wysokiego poziomu. Możliwość dalszego trenowania sieci neuronowej zapewniają jednak same DeepSeek i OpenAI na własnych obiektach, można to też zrobić na sprzęcie wyspecjalizowanych centrów danych, takich jak np. Amazon czy Microsoft, co jest znacznie tańsze i bardziej opłacalne.

Nikołaj Karpicki. Dlaczego zatem otwartość sieci neuronowej ma dla nas znaczenie, skoro technicznie tak trudno jest z tej otwartości skorzystać?

Eugene Kovalenko. Ma ona duże znaczenie zarówno pod względem technicznym, jak i politycznym. Pod względem technicznym specjaliści mogą sprawdzić, co ta sieć neuronowa robi z danymi, jak działa wewnętrznie, czy testy zostały sfałszowane. Są oni w stanie samodzielnie zainstalować tę samą sieć neuronową i sprawdzić ją pod kątem identycznych testów. Ma to znaczenie nie tylko dla sieci neuronowych, ale dla całego oprogramowania open source. To jego ogromna zaleta. 

Z politycznego punktu widzenia otwartość oznacza, że jeśli DeepSeek z jakiegoś powodu uzna, że ​​utrzymanie niskich cen wystarczy i będzie chciał je zrównać z OpenAI, wiele jego alternatyw zostanie po prostu uruchomionych na jakichś amatorskich serwerach, które zbudują na nim komercję. Otwartość systemu staje się więc pewną gwarancją, że DeepSeek nie podniesie cen, a jeśli podniesie, to niewiele.

Nikołaj Karpicki. Czy jakakolwiek sieć neuronowa może być standardem, z którym będziemy musieli się liczyć?

Eugene Kovalenko. Najprawdopodobniej nie może, ponieważ przeciętny użytkownik może łatwo przełączać się z jednej sieci neuronowej na inną. Aby zainstalować DeepSeek na swoim komputerze, należy najpierw pobrać pewien uniwersalny program – Launcher, który uruchamia się bezpośrednio w przeglądarce i oferuje wybór sieci neuronowej do zainstalowania – DeepSeek lub innej. 

W ciągu dwóch lub trzech kliknięć można zainstalować nową sieć, a takie przejście nie jest trudne nawet dla niedoświadczonego użytkownika po obejrzeniu filmu szkoleniowego. Inną kwestią jest to, czy ludzie zainwestowali w szkolenie sieci neuronowej do niektórych swoich zadań. Na przykład, jeśli bank trenuje sieć neuronową OpenAI, aby zoptymalizować pracę call center i odpowiadać na większość pytań klientów przez telefon, nie będzie możliwe tak łatwe przeniesienie tych osiągnięć do modelu DeepSeek. Tym samym bank będzie już przywiązany do modelu OpenAI. 

Ponownie, sieci neuronowe wybrane do przekwalifikowania będą prawdopodobnie tymi, które są popularne w danym momencie, a DeepSeek ma obecnie dużą przewagę. Z drugiej strony, niedawno ogłoszono projekt sztucznej inteligencji Stargate, który zostanie wdrożony na podstawie algorytmów OpenAI. Ponieważ wiele osób z pieniędzmi lub władzą zainwestowało w ten projekt, oczywiste jest, że będą go nadal wspierać, a to również wpłynie na konkurencję.

Nikołaj Karpicki. Ukraina również chce uczestniczyć w rozwoju sztucznej inteligencji. Czy może jej w tym pomóc fakt, że chińska sieć neuronowa DeepSeek jest otwarta? Czy istnieje niebezpieczeństwo wpadnięcia pod wpływy chińskie?

Eugene Kovalenko. Odpowiedź zależy od tego, do czego wykorzysta się sztuczną inteligencję. Ani DeepSeek, ani OpenAI nie będą odpowiednie dla dronów bojowych, ponieważ systemy te wymagają bardzo potężnego sprzętu, którego nie można zainstalować na dronie. Tutaj musimy opracow

Jeśli celem jest poprawa usług rządowych lub edukacyjnych, to zarówno amerykańskie, jak i chińskie systemy są odpowiednie i mają podobne warunki konkurencyjne: wersje bezpłatne do osobistego, niekomercyjnego użytku. Jeśli jednak uniwersytet zdecyduje się na automatyzację nauczania za pomocą sieci neuronowej, nadal będzie musiał zakupić licencję lub zapłacić bezpośrednio za obliczenia.

Nikołaj Karpicki. Ale może wtedy studenci będą mogli swobodnie korzystać z DeepSeek, zarządzając nim samodzielnie, bez konieczności kupowania licencji? 

Eugene Kovalenko. Studenci mogliby swobodnie z niego korzystać. Nie sądzę jednak, by wielu z nich miało wystarczająco mocny komputer, by to robić. 

Nikołaj Karpicki. A co jeśli studenci połączą siły i stworzą własną sieć neuronową?

Eugene Kovalenko. Teoretycznie możliwe jest, że 20–30 studentów zbierze pieniądze i postawi jeden serwer, z którego wszyscy będą korzystać. Ale bardziej prawdopodobne jest, że po prostu wykupią subskrypcję od OpenAI lub DeepSeek. Będzie to znacznie tańsze, ponieważ koszt sprzętu jest znacznie wyższy niż subskrypcja na wiele lat z góry.

Nikołaj Karpicki. Czy Ukraina może stać się aktywnym uczestnikiem projektu informacyjnej przyszłości?

Eugene Kovalenko. Ukraina ma bardzo dobre perspektywy, ponieważ nie ma tu takiej biurokratyzacji i zgubnej stałości jak w Europie Zachodniej. Nie ma też takich problemów jak w USA, gdzie znaczna część pieniędzy przeznaczanych na opiekę zdrowotną idzie na spory sądowe między lekarzami a pacjentami. I choć nasz system jest skorumpowany, to nie najbardziej na świecie, a nasz poziom korupcji stoi na średnim poziomie i okazuje się, że sam system społeczny jako całość nie tworzy dodatkowych sztucznych barier dla rozwoju technologii. A to już bardzo dużo. 

Mamy wystarczającą liczbę entuzjastów, mamy jedne z najniższych podatków w Europie dla prywatnych przedsiębiorców i dlatego ludzie, którzy naprawdę zarabiają w IT, w tym moi znajomi, mówią wprost: „Opłaca nam się być w Ukrainie. Mimo że pracujemy w zagranicznej firmie, korzystniej dla nas jest płacić podatki w Ukrainie”. Dlatego po zakończeniu wojny wielu specjalistów IT, którzy wyjechali za granicę, wróci. Nie wszyscy, niestety, ale tych, którzy chcą żyć w Ukrainie i zajmować się IT, będzie wystarczająco wielu. Przy okazji dodam, że dla specjalisty IT, który zarabia powyżej średniej, Ukraina jest bardzo wygodnym miejscem do życia, biorąc pod uwagę nasz poziom usług i nasze ceny.

Nikołaj Karpicki. Myślę, że ważniejsze jest, abyśmy nie stracili tej przewagi w przyszłości. Istnieje takie niebezpieczeństwo, ponieważ Ukraina boryka się z tymi samymi problemami co inne kraje postsowieckie, gdzie społeczeństwo obywatelskie nie jest wystarczająco silne, aby kontrolować niekompetentną biurokrację, a zablokowane dźwignie społeczne nie pozwalają na odnowę. Obserwuję, jak z roku na rok system edukacji staje się coraz bardziej zbiurokratyzowany i myślę, że ta tendencja jest widoczna także w innych sferach.

Eugene Kovalenko. Tak, ale zrobiliśmy pierwszy krok – cyfryzację biurokracji. Gdzie indziej 70% usług rządowych można uzyskać w zaciszu własnego domu? Oczywiście ta optymalizacja biurokracji nie rozwiązuje jeszcze wszystkich problemów, ale sztuczna inteligencja już teraz umożliwia lepsze dostosowanie się do niej. Niedawno OpenAI udostępniło nową usługę: rutynowe zadania można teraz zautomatyzować dzięki AI. Powiedzmy, że musisz napisać CV lub wysłać maila. Sztuczna inteligencja sama kontroluje mysz, klawiaturę i wykonuje te zadania. Tego typu technologia będzie się rozwijać bardzo szybko, a dzięki niej można błyskawicznie uporać się z biurokracją. 

Co jest najbardziej irytujące dla nauczyciela? Konieczność wypisywania wielu powtarzalnych i niepotrzebnych informacji w planach, programach, różnych formularzach. Nauczyciel musi mieć w głowie wszystkie wymagania dotyczące ich projektowania, ale sztuczna inteligencja może zrobić to wszystko natychmiast, a to pozwoli nauczycielowi nie rozpraszać się biurokratycznymi wymaganiami i wykonywać główną pracę. Cyfryzacja biurokracji bardzo temu sprzyja. Całkiem możliwe, że dojdzie do sytuacji, w której sztuczna inteligencja będzie tworzyć nowe wymagania na polecenie samej biurokracji i raportować o nich na polecenie swoich podwładnych. Powstanie wirtualne środowisko biurokratyczne oddzielone od ludzi. Oczywiście wygląda to na głupie marnowanie zasobów obliczeniowych, ale pozytywnym efektem końcowym i tak będzie uwolnienie ludzi od rutyny biurokratycznej pracy. 

czwartek, 22 maja 2025

Zło // Słownik wojny

Źródło: Wydawcą PostPravda.info. 22.05.2025.


Zwykły człowiek postrzega jako zło wszystko to, co wyrządza mu krzywdę lub jest sprzeczne z jego przekonaniami etycznymi i religijnymi. Na tej podstawie badacze często dochodzą do wniosku, że zło to pojęcie ocenne, a zatem powinno zostać wykluczone z obiektywnej analizy procesów społecznych. Jednak z wybuchem wojny Ukraińcy na własnej skórze przekonali się, że kwestia zła nie jest abstrakcyjna, lecz egzystencjalna – wiąże się z ich prawem do życia.

W rozmowach ze swoimi przyjaciółmi, krewnymi czy współwyznawcami, jacy żyją w Rosji Ukraińcy wraz z inwazją na ich kraj zaczęli słyszeć od niektórych, że nikt nie może znać całej prawdy i uznanie pełnoskalowej inwazji na Ukrainę za zło to jedynie subiektywna ocena; od innych – że wina leży po obu stronach konfliktu i nie można obarczać odpowiedzialnością wyłącznie Rosji; a jeszcze inni otwarcie nazywali agresję dobrem, a opór narodu ukraińskiego – złem.

Każdy, kto bezpośrednio dostrzega zło wojny, nie będzie w stanie zgodzić się z taką interpretacją zła:

 agnostycyzm – „Nie możemy wiedzieć, kto zawinił w tej wojnie”;
 subiektywizm – „Uważacie, że wojna przeciwko wam jest złem – ale to wasza subiektywna ocena, my uważamy inaczej”;
 relatywizm – „Nie da się jednoznacznie określić, czym jest zło, bo w wojnie winni są wszyscy – zarówno agresor, jak i ofiara”;
 antyhumanizm – „Zaatakowaliśmy was, bo to wy jesteście złem, które trzeba zniszczyć”.
Dlatego dla Ukraińców kluczowe znaczenie egzystencjalne ma takie rozumienie zła, które nie zależy od subiektywnych ocen i ideologicznych uprzedzeń.

Ważna uwaga. W języku ukraińskim i rosyjskim słowa „zło” i „źle” mają różne rdzenie, natomiast w języku polskim – ten sam rdzeń i brzmią bardzo podobnie. Jednak należy je rozróżniać. „Zło” (po ukraińsku i rosyjsku brzmi tak samo) to coś absolutnie nieakceptowalnego, na co zgoda jest niemoralna lub przestępcza, natomiast „źle” (po ukraińsku „pogano”, po rosyjsku „płocho”) to subiektywna ocena czegoś, co jest niedoskonałe lub szkodliwe.

Zło

Zło w szerokim sensie to coś, czego istnienie jest nieakceptowalne z punktu widzenia wartości; coś, co istnieje wbrew temu, co – jak się uważa – nie powinno istnieć. Jednak taka definicja wymaga doprecyzowania, ponieważ dopuszcza dwa przeciwstawne sposoby interpretacji, które należy uznać za błędne, gdyż niszczą one niszczą orientacje wartości.

Błędne interpretacje zła

1. Absolutyzacja zła

Pierwszym błędem jest przypisywanie zła samej istocie człowieka, życia, świata lub jego części. Takie podejście absolutyzuje zło i prowadzi do wrogiego postrzegania rzeczywistości oraz usprawiedliwiania ideologii nienawiści wobec człowieka. Historia zna takie przypadki: bolszewicy przypisywali zło społecznemu charakterowi „wrogów klasowych”, naziści – rasowej lub biologicznej naturze swoich ofiar. Współczesna rosyjska agresja wobec Ukrainy również bywa uzasadniana ideą, jakoby zło było właściwe samej naturze zachodniej cywilizacji, której rzekomo przeciwstawia się Rosja.

Z punktu widzenia religii teistycznych taka postawa jest stanowczo nie do przyjęcia, ponieważ twierdzenie, że zło tkwi w samej istocie czegokolwiek, oznacza oskarżenie Boga o stworzenie zła. Choć w historii istniały doktryny przypisujące zło istocie Boga lub światu materialnemu, zawsze miały one charakter destrukcyjny wobec tradycyjnych kultur. W opozycji do tego w kulturze antycznej zło rozumiano jako brak lub niedostatek dobra, a w chrześcijaństwie – jako zaprzeczenie pełni życia wskutek błędnego wyboru wolnej woli.

2. Moralny relatywizm

Drugim błędem jest sprowadzanie zła wyłącznie do subiektywnej oceny. W takim ujęciu człowiek nazywa złem wszystko, co wydaje mu się złe w konkretnej sytuacji. Jednak to, co jest złe dla jednej osoby, może być dobrem dla innej. Na przykład: jeden mężczyzna został odrzucony przez kobietę, a inny został przez nią wybrany. Na tej podstawie rodzi się przekonanie, że zło to jedynie umowność lub iluzja – a zatem również w rosyjskiej agresji na Ukrainę „nie wszystko jest jednoznaczne” i zależy od punktu widzenia. Ostatecznie prowadzi to do moralnego relatywizmu, który ignoruje różnicę między agresorem a ofiarą agresji.

Niedopuszczalność subiektywnych ocen w obiektywnej analizie zjawisk społecznych
Obie postawy – absolutyzacja zła i moralny relatywizm – są aktywnie wykorzystywane do manipulowania opinią publiczną. Wobec jednej grupy odbiorców rosyjska propaganda odwołuje się do wizji Zachodu jako absolutnego zła, z którym Rosja rzekomo „jest zmuszona” walczyć na terytorium Ukrainy. Wobec innej grupy stosuje się argumentację w duchu moralnego relatywizmu: w konflikcie rzekomo winni są wszyscy – Rosja, Ukraina i Zachód – a zatem niesprawiedliwe jest obwinianie wyłącznie Rosji.

Naukowe podejście do analizy zjawisk społecznych wyklucza etyczne, religijne i subiektywne oceny. W tym kontekście zło jako kategoria wartościująca powinno być wyłączone z naukowej analizy. Dlatego ważne jest, aby odróżniać pojęcie zła od subiektywnego osądu „to, co złe”, ponieważ takie oceny zależą od punktu widzenia i okoliczności, a mogą się nawet zmieniać w swoje przeciwieństwo. Pojęcie zła natomiast powinno odpowiadać obiektywnej rzeczywistości i być niezależne od osobistych opinii i przekonań.

Zło jako zaprzeczenie prawa do istnienia

Wspólne jądro wyobrażeń o złu w różnych tradycjach kulturowych sprowadza się do następującej idei: zło to forma braku lub zaprzeczenia życia, rzeczywistość niepełna, przynosząca cierpienie. Na przykład choroba to brak zdrowia, śmierć – zaprzeczenie życia. W wymiarze społecznym zło przejawia się jako zaprzeczenie prawa innych ludzi do istnienia. Wyraża się to w działaniach lub postawach, które bezpośrednio lub pośrednio odrzucają ludzkie życie jako wartość. Zjawiska społeczne tego rodzaju mają charakter obiektywny i nie zależą od subiektywnych ocen.

Jednak nie każda szkoda wyrządzona przez dany czyn świadczy o złu. Czyn niesie ze sobą zło tylko wtedy, gdy jest motywowany lub uzasadniany zaprzeczeniem prawa drugiego człowieka do istnienia – i to właśnie stanowi obiektywne kryterium zła, niezależne od subiektywnego punktu widzenia. Takie podejście pozwala sformułować pojęcie zła w wymiarze międzyludzkim i społecznym.

Agresja militarna Rosji jest złem w sensie obiektywnym

Zło to urzeczywistnienie w działaniach przynoszących szkodę i cierpienie takiego stosunku do drugiego człowieka, który w takiej czy innej formie zaprzecza jego istnieniu.

Obiektywność zła nie oznacza, że posiada ono własną istotę. Zło jest cechą relacji, a nie istoty. Natura złoczyńcy sama w sobie nie jest złem. Przeciwnie – zło przejawia się wtedy, gdy człowiek zaprzecza swojej ludzkiej naturze. Przypisując złu samą istotę człowieka, usprawiedliwiamy tym samym odmowę prawa człowieka do istnienia i sami reprodukujemy zło.

Decyzja o zaatakowaniu Ukrainy odpowiada przedstawionej definicji zła. Władimir Putin ogłosił, że celem inwazji jest „denazyfikacja”. Pod tym terminem kryje się polityka wymierzona w zniszczenie ukraińskiej tożsamości – co obserwujemy na terenach okupowanych. Tym samym wojna została rozpoczęta na podstawie odmowy uznania prawa Ukraińców do istnienia. To jest fakt obiektywny, niezależny od subiektywnych ocen.

Zaprzeczenie rzeczywistości może przejawiać się nie tylko w bezpośredniej przemocy, ale także w ignorowaniu, gdy ofiara przestaje być postrzegana jako żywa osoba. Widać to w tym, jak wielu Rosjan szczerze wierzy propagandzie o „ratowaniu” Ukrainy przed nazistami, choć mogliby poznać prawdę od swoich ukraińskich przyjaciół, krewnych czy współwyznawców. Innymi słowy, nawet bliskich sobie ludzi w Ukrainie postrzegają nie jako osoby, lecz jako abstrakcje. Takie ignorowanie to inna forma zaprzeczenia istnieniu – nieagresywna w formie, ale prowadząca do tych samych skutków: wspierania wojny, masowej przemocy i zabijania. Nawet jeśli ktoś subiektywnie wierzy, że życzy Ukraińcom dobrze i szczerze uważa, że Rosja „wyzwala” Ukrainę, to i tak staje się współuczestnikiem zła. Subiektywne przekonanie o dobrej intencji nie zmienia faktu, że obiektywnie dana postawa lub działanie wciela zło w życie.

Jednym z najgroźniejszych skutków wojny staje się przyzwyczajenie do zła – jego normalizacja. Zajmowanie terytoriów, tortury, zabójstwa cywilów przestają być odbierane jako coś absolutnie niedopuszczalnego. Jednak taka „normalizacja” jest subiektywna: nie zmienia obiektywnego fundamentu rozumienia zła jako postawy wobec ludzi, która zaprzecza ich istnieniu. I właśnie taka postawa zrealizowała się w wojnie przeciwko całemu narodowi.

Nikołaj Karpicki 

Nekroimperializm // Słownik wojny

Źródło: Wydawcą PostPravda.info. 10.04.2025.


Tragedia w Krzywym Rogu skłoniła redakcję PostPravda.info do wyboru pojęcia „nekroimperializm” jako tematu kolejnego artykułu w słowniku wojny autorstwa prof. Nikolaja Karpickiego. 4 kwietnia 2025 roku atak rakietowy na Krzywy Róg pochłonął życie 18 osób, z czego połowę stanowiły dzieci. Ponad siedemdziesiąt osób zostało rannych. Ten atak na ludność cywilną nie miał żadnego sensu militarnego. Rosja nieprzerwanie, dzień po dniu, zabija ludzi w Ukrainie. Jednak gdy czyni to w sposób tak demonstracyjny i bezcelowy, rodzi się zrozumienie: główną motywacją jest nekrofilia.

Zwykły człowiek chce żyć, dlatego dąży do widzenia świata jako miejsca, w którym po prostu można żyć. Zachodni obywatel chce wierzyć, że wojna Rosji przeciwko Ukrainie, choć zbrodnicza, to jednak jest racjonalnie wytłumaczalna. Daje to nadzieję na pokojową przyszłość. Pojęcie „nekroimperializm”, odzwierciedlające istotę współczesnej Rosji, niszczy tę nadzieję, dlatego nie może stać się popularne. Rosyjski obywatel także chce żyć, a zatem dąży do przystosowania się do władzy. Jednak jego pragnienie życia pozostaje w sprzeczności z nekrofilią tej władzy. Staje on przed wyborem: żyć pośród nekrofilów, niczym w piekle, albo samemu się nim stać.

Nekroimperializm

Nekroimperializm to charakterystyczna dla współczesnej Rosji forma imperializmu, która powstała w wyniku mutacji świadomości imperialnej. W ujęciu nekroimperialnym śmierć jest postrzegana jako uniwersalny sposób rozwiązywania wszelkich problemów, w szczególności problemu umacniania władzy. Ochrona i zapewnienie normalnego życia obywatelom w ogóle nie są traktowane jako zadania władzy państwowej, a wszyscy ludzie, którzy nie są od niej zależni, są postrzegani jako potencjalne zagrożenie. Dlatego zabijanie i niszczenie to wystarczający cel, dla którego może być prowadzona wojna.

U podstaw nekroimperializmu leży strach przed złożonością świata oraz przekonanie, że zło jest wpisane w naturę współczesnej zachodniej cywilizacji, opartej na wolności, prawie i demokracji. Wobec wroga znikają wszelkie ograniczenia moralne – każde przestępstwo jest usprawiedliwione. Zło względem wroga traktowane jest jako dobro, a dobro jako zło. W świadomości masowej nekroimperializm rodzi społeczną nekrofilię – stłumienie empatii, odmowę prawa do istnienia innym oraz postrzeganie śmierci jako sposobu na uproszczenie świata.

Społeczna nekrofilia

Społeczna nekrofilia to rozpowszechnienie w społeczeństwie nastroju wykluczającego empatię i współodczuwanie, gdzie inni ludzie są postrzegani albo jako przedmioty, albo jako wrogie siły pozbawione prawa do istnienia. Tłumienie empatii na poziomie społecznym odbywa się poprzez postrzeganie otaczającego świata jako obcego i wrogiego. Percepcja ta może być spontaniczna albo wynikać z systematycznej propagandy, która głosi, że wszystkie problemy pochodzą od zewnętrznego wroga, będącego z natury złym.

Rozprzestrzenianiu społecznej nekrofilii sprzyja strach przed złożonością świata, który nasila się wraz z degradacją osobowości i przejściem do prymitywnego postrzegania rzeczywistości. Gdy proces ten obejmuje masy ludzi, prowadząc do ich osobistej i społecznej degradacji, można użyć pojęcia „lumpenizacja”. Nie chodzi tylko o lumpenproletariat, ale o lumpenów we wszystkich warstwach społecznych – lumpen-intelektualistów, lumpen-prawosławnych itd. Lumpenizacja sprzyjała szybkiemu rozprzestrzenianiu się nastroju nekrofilskiego w rosyjskim społeczeństwie i mutacji świadomości imperialnej. Histeria wojenna, która rozpoczęła się wraz z napaścią na Ukrainę, spotęgowała nastrój nekrofilski, ale nie była jego pierwotną przyczyną.

Pierwsza mutacja świadomości imperialnej

Archaiczny rosyjski imperializm nie był zjawiskiem wyjątkowym – istniały też inne imperia. W XVI wieku ideologicznie ukształtował się jako koncepcja „Moskwa – Trzeci Rzym”, zgodnie z którą misją Rosji było „zbieranie ziem”, jakby niezależne istnienie narodów na tych ziemiach nie miało żadnej wartości poza Rosją. W XX wieku archaiczne imperia albo się rozpadły, albo przekształciły.

W XX wieku pojawiają się totalitarne ideologie oparte na manichejskim pojmowaniu zła, zgodnie z którym zło przypisuje się samej istocie wroga lub wrogiej stronie świata. Pod ich wpływem dochodzi do mutacji świadomości imperialnej, która prowadzi do powstania totalitarnego imperializmu w Związku Radzieckim i nazistowskich Niemczech. Bolszewicy uważali, że zło leży w społecznej naturze człowieka, dlatego świat jest skazany na walkę klas. Aby oczyścić świat ze zła, potrzebna była rewolucja światowa. Naziści uważali z kolei, że zło leży w biologicznej naturze „niedoskonałych” ludzi i usprawiedliwiali wojnę o panowanie światowe koniecznością ich eliminacji.

Postrzeganie otaczającego świata jako zła przekształca archaiczny imperializm w totalitarny, w którym władza nie służy już dobrobytowi imperium, lecz dalszemu rozszerzaniu i wzmacnianiu samej siebie, co w świetle ideologii totalitarnej usprawiedliwia się koniecznością oczyszczenia wrogiego świata ze zła.

Druga mutacja – narodziny nekroimperializmu

Druga mutacja świadomości imperialnej przekształciła totalitarny imperializm w nekrofiliczny, czyli nekroimperializm. O ile komuniści stawiali sobie iluzoryczny cel walki z otaczającym światem, to dla nekroimperialistów sama walka stała się celem.

Mutacja ta zakończyła się wraz z dojściem do władzy Putina i służb specjalnych, choć jej korzenie sięgają praktyki Czeka i NKWD, gdzie zabijanie niewinnych traktowano jako sposób na „uproszczenie” społeczeństwa.

We współczesnej Rosji promowana jest lumpenizacja – lumpeni zajmują miejsca specjalistów, wypierając profesjonalistów. Powstaje tendencja do przekształcania lumpenów w uprzywilejowaną warstwę społeczną. Lumpeni boją się złożoności świata, dlatego chętnie przyjmują ideę, że Zachód to uosobienie zła, a jego zniszczenie jest dobrem, bo uprości świat. W związku z tym w społeczeństwie rozpowszechnia się nastrój nekrofilski, zgodnie z którym zniszczenie i śmierć są postrzegane jako pożądane uproszczenie rzeczywistości.

Rosyjscy nekroimperialiści twierdzą, że Zachód narzucił Ukrainie fałszywą tożsamość narodową, co rzekomo doprowadziło do tego, że Ukraina stała się częścią światowego zła. W ich logice zniszczenie ukraińskiej tożsamości jest walką ze złem, a okrucieństwa rosyjskiej armii w Ukrainie są konieczne i uzasadnione. Wojna na terytorium Ukrainy jest rozumiana jako wojna z Zachodem, a po zniszczeniu Ukrainy kolejnym celem powinny być kraje NATO.

Nekroimperialiści kierują się irracjonalną motywacją, której nie rozumieją racjonalnie myślący politycy krajów demokratycznych. Błędny wniosek, że Rosja nie pójdzie na wojnę, ponieważ nie odniesie z niej korzyści, doprowadził do tego, że kraje Europy nie były gotowe do wojny. Na początku pełnoskalowej inwazji w 2022 roku zarówno w Ukrainie, jak i na Zachodzie przeważało błędne przekonanie, że straty rosyjskiej armii przekonają rosyjską władzę o nieskuteczności wojennej drogi do realizacji celów. Ten błąd kosztował Ukrainę ciężkie straty w 2024 roku. Decyzja o kontynuowaniu wojny na wyniszczenie, której nie da się wygrać, wynika właśnie z nekroimperialnej, a nie archaicznej logiki imperialnej.

Nikołaj Karpicki 

Mordor // Słownik wojny

Źródło: Wydawcą PostPravda.info. 18.03.2025.


Dlaczego Ukraińcy używają sformułowań rodem z powieści J.R.R. Tolkiena „Władca Pierścieni” w odniesieniu do Rosji i rosyjskich żołnierzy, a nie na przykład z filmów lub seriali telewizyjnych o zombie albo o wampirach? Czy wynika to z intuicji estetycznej, egzystencjalnego doświadczenia wojny czy orientacji na konkretne wartości? Na te pytania odpowiada kolejny artykuł prof. Nikołaja Karpickiego z cyklu Słownik Wojny, jaki publikujemy w PostPravda.Info co tydzień.

Mordor 

Mordor przyszedł od Rosjan

Mordor w trylogii J.R.R. Tolkiena „Władca Pierścieni” to kraj na południowym wschodzie Śródziemia, rządzony przez mrocznego władcę Saurona. Jest to opuszczona kraina pokryta popiołem wulkanicznym, niezdatna do normalnego życia. Jednak zamieszkujący ją orkowie czują się tam całkiem naturalnie i starają się zamienić wszystkie okoliczne ziemie w taką samą pustynię. Ich racją bytu jest służenie Sauronowi i szerzenie jego potęgi, zabijając i umierając za ten cel.

We współczesnej świadomości kulturowej, może i szczególnie nawet w Ukrainie, Mordor stał się symbolem nieludzkiej dyktatury i niewolnictwa. To tak, jakby nadwartościowa idea dominacji zamieniała ludzi w orków niezdolnych do samodzielnego myślenia, kierujących się instynktami służalczości, agresji i nienawiści do innych.

Początkowo Rosja zaczęła być nazywana Mordorem przez samych Rosjan, którzy znaleźli w sobie siłę, by nie chować się w kojącej iluzji. Jednak większość Rosjan nie dostrzega grozy irracjonalnej przemocy władzy, ponieważ ich psychika wytwarza mechanizmy obronne, tworzące iluzję. Strach i poczucie bezbronności wobec samowoli władz są wypierane przez wiarę w ich człowieczeństwo i słuszność ich działań. Kiedy jednak siła terroru niszczy tę iluzję, objawia się ciemna strona Rosji – nieludzkość, irracjonalność i nieprzewidywalność zła. To właśnie to nazywane jest Mordorem.

Mordor oczami Ukraińców

Przyłożenie obrazu Mordoru do Rosji nie wynika jedynie z czystej propagandy lub jakiejś niezdefiniowanej ideologii. Nikt z góry nie narzucił takiego postrzegania Kremla ani nie opracował teoretycznego uzasadnienia takiej nomenklatury. Rosjanie sami zaczęli patrzeć na swój kraj jako na Mordor, opierając się na własnym doświadczeniu egzystencjalnym. Ukraińcy nie mieli z Moskwą takich skojarzeń przed 2014 rokiem. Jednak po inwazji na Krym, obwody ługański i doniecki, poczuli egzystencjalne zagrożenie w Rosji i również zaczęli nazywać ją w ten sposób.

Ukraińcy postrzegają swój kraj jako dom, w którym może być wiele problemów, ale można je naprawić. Jednak obecność Mordoru zmienia postrzeganie przestrzeni życiowej: część ojczystego domu zostaje pochłonięta przez chaos, w którym nie da się egzystować. W głębi Ukrainy życie toczyło się normalnie, ale im bliżej linii frontu z tzw. orkową hordą, tym bardziej odczuwalny jest chaos i oddech śmierci. Wraz z rozpoczęciem inwazji Rosji na Ukrainę w lutym 2022 roku, powiew ten rozptrzestrzenił się na cały kraj i nie było już bezpiecznych miejsc.

Najgorszą rzeczą w obliczu zagrożenia egzystencjalnego jest irracjonalna motywacja wroga, która wyklucza możliwość porozumienia. Gdyby Putin szukał wpływów politycznych lub korzyści materialnych, można by zracjonalizować jego działania i szukać kompromisu. To właśnie tej iluzji racjonalności trzymają się zachodni przywódcy, mając nadzieję na wynegocjowanie pokoju. Jednak Putin ogłosił całkowicie irracjonalny cel – zniszczenie ukraińskiej tożsamości, nazywając to „denazyfikacją”. Dopóki Ukraińcy nadal czują, że są Ukraińcami, pozostają dla niego wrogami, których należy zniszczyć. W ten sposób motywacja do ataku na Ukrainę łączy się z nekrofilną chęcią zniszczenia. Dlatego inwazja Rosjan jest odczuwana przez Ukraińców jako inwazja tolkienowskich orków, z którymi nie można dojść do porozumienia, a wojna z Rosją jako wojna o unicestwienie prowadzona nie tylko przeciwko ukraińskiej armii, ale przeciwko wszystkim Ukraińcom.

Dlaczego Tolkien?

Ukraińcy używają obrazów z epopei Tolkiena w odniesieniu do Rosji i jej armii, ponieważ, po pierwsze, opis wojny w jego uniwersum pokrywa się z egzystencjalnym doświadczeniem wojny Rosji przeciwko Ukrainie, a po drugie, pozycja wartościowa bohaterów Tolkiena pokrywa się z pozycją obrońców Ukrainy. W jego trylogii agresja Mordoru odbywa się nie tylko na poziomie materialnym, ale także duchowym, a wszelkie przejawy relatywizmu moralnego prowadzą do porażki. W walce z rosyjską agresją Ukraińcy uważają, że jednoznaczne oddzielenie dobra i zła, jak pokazał Tolkien, jest fundamentalnie ważne. Każda próba relatywistycznej interpretacji dobra prowadzi do usprawiedliwienia rosyjskich narracji, w tym zrównania ofiary i agresora.

Popularność obrazów Tolkiena została podsycona przez filmową adaptację. Istnieje wiele filmów, seriali i anime o zombie i wampirach, które można by powiązać z nekrofilską ideologią rosyjskiego rządu, a nawet z symboliką rosyjskich jednostek wojskowych – „Z” i „V”. Rosyjskie dowództwo bezlitośnie wydaje żywą siłę w bezsensownych samobójczych atakach, jakby nawet nie była żywa, a sami żołnierze pokornie zgadzają się umrzeć w takich atakach, jakby byli zombie.

Mimo to nosiciele agresywnej rosyjsko-imperialnej ideologii kojarzą się raczej z orkami niż z zombie czy wampirami. Wynika to z estetycznego odrzucenia symboliki śmierci w ukraińskiej świadomości kulturowej, która odmawia rozszerzania jej nawet na wrogów. Chociaż orkowie reprezentują zło, wciąż żyją, w przeciwieństwie do zombie i wampirów. Mordor nie jest innym światem ani królestwem zmarłych, ale ucieleśnieniem zła w ziemskim życiu. Dlatego trzeba z nim walczyć także w naszej rzeczywistości. Jeśli w Rosji heroizują śmierć, to w Ukrainie – walkę o życie. Ta różnica przejawia się w sposobie walki Rosjan i Ukraińców.

Nikołaj Karpicki 

Rosja // Słownik wojny

Źródło: Wydawcą PostPravda.info. 18.02.2025.


PostPravda.Info rusza z nowym projektem o nazwie Słownik wojny. Jego celem jest „poprawianie” lub wyjaśnianie pojęć, które np. politycy często źle rozumieją. Z tego powodu popełniają błędy, które prowadzą nie rzadko do śmierci ludzi, tragicznych skutkach na froncie, a w przyszłości mogą nawet doprowadzić do globalnej wojny. „Jeden z takich błędów jest związany z niezrozumieniem natury Rosji i przyczyn trwającej wojny” – twierdzi autor Słownika wojny, czyli prof. Nikołaj Karpicki, rosyjski opozycjonista, który od 2015 roku ukrywa się w Ukrainie.

Jak wyjaśnia rosyjski filozof, dziś Rosja prowadzi wojnę przeciwko Ukrainie, jednocześnie deklarując, że w rzeczywistości sprzeciwia się „kolektywnemu Zachodowi”. Natomiast wielu zachodnich polityków uważa, że ta wojna jest po prostu nieporozumieniem i że pokój można łatwo wynegocjować.

Zastanówmy się więc, co naprawdę oznacza słowo „Rosja”? Czy może być używane jako nazwa kraju, tak jak nazywamy Francję, Polskę czy Ukrainę? A może odnosi się do dowolnego terytorium, które władze Kremla umieściły pod swoją kontrolą? Być może jest to puste pojęcie i wytwór ideologii politycznej? „Termin ten jest kluczowy dla zrozumienia wojny, dlatego został omówiony w pierwszej kolejności” – wyjaśnia prof. Nikołaj Karpicki.

Rosja

Słowo „Rosja” ma dwa znaczenia. Jest to nazwa współczesnego lub poprzedniego podmiotu państwowego na północy Eurazji oraz ideologiczny konstrukt, który zastępuje pojęcie kraju. Kraj jest częścią świata i wyróżnia się na podstawie wspólnego historycznego lub kulturowego przeznaczenia narodów, które uważają go za ojczyznę lub dom przodków. Z tego powodu różne formacje państwowe powstające na terytorium kraju mają wspólną nazwę i są postrzegane jako jedno państwo.

Współczesne państwo rosyjskie – Federacja Rosyjska

Po upadku Związku Radzieckiego Rosja stała się nazwą największej republiki związkowej, która uzyskała niepodległość, ale imperialne sentymenty szybko zwyciężyły w masowej świadomości, a upadek ZSRR zaczął być rozumiany nie jako uzyskanie niezależności od Imperium Radzieckiego, ale jako tragedia związana z utratą ziem należących do Rosji. Sprzyjał temu fakt, że rząd rosyjski oficjalnie ogłosił się następcą Związku Radzieckiego. Nastrój ten stał się warunkiem wstępnym do usprawiedliwienia zajęcia terytoriów sąsiednich krajów, co w masowej świadomości jest postrzegane jako sprawiedliwa wojna o zwrot utraconych terytoriów.

Obecnie Rosja utraciła główne oznaki państwa. W szczególności, jedność sfery prawnej została praktycznie zniszczona, arbitralna władza zastąpiła prawo, wybory władz regionalnych zostały anulowane, a rząd centralny ostatecznie stracił legitymację po ponownym wyborze prezydenta z naruszeniem Konstytucji. Brakuje nie tylko systemu prawnego, ale także tak ważnej cechy państwa, jak istnienie powszechnie uznawanych granic. Rosyjski rząd skutecznie je anulował, gdy ogłosił aneksję szeregu ukraińskich terytoriów, w tym tych, których nie kontroluje.

Kraj Rosja

Rosja, w masowej świadomości jest to nieokreślone szerokie pojęcie, które może obejmować różne terytoria, które nie mają wspólnego historycznego i kulturowego przeznaczenia, na przykład Dagestan i Czukotkę. W ten sposób rozumienie Rosji różni się od rozumienia każdego innego kraju, który jest wyodrębniany jako terytorium na podstawie mieszkających tam ludzi przez dość długi czas według standardów historycznych.

W tym przypadku takie terytorium jest rozumiane jako kraj o tej samej nazwie, co nazwa narodu lub stowarzyszenie narodów o wspólnym historycznym przeznaczeniu – Włochy, Niemcy, Polska, Iran, Chiny, Indie… Na terytorium kraju historycznie mogą pojawić się różne państwa o różnych nazwach, ale wszystkie będą kojarzone z tym krajem. Czasami kraj może wyróżniać się jako historyczne terytorium narodu, który później zjednoczył inne narody w szersze państwo. Na przykład Anglia, która jest częścią Zjednoczonego Królestwa.

Niemożliwe jest jednak wyodrębnienie takiego pierwotnego terytorium historycznie związanego z narodem rosyjskim, które można by nazwać krajem o nazwie «Rosja». W rosyjskiej świadomości społecznej całkowicie brakuje idei pierwotnego terytorium narodu, które różni się od innych terytoriów nabytych w toku historii. Co więcej, terytorium średniowiecznego Carstwa Moskiewskiego, które formalnie mogłoby być kojarzone z pierwotną ojczyzną Rosjan, nie ma odrębnej nazwy.

W Ukrainie terytorium to może nazywać się Moscowiją, ale w rosyjskiej masowej świadomości nie ma takiego pojęcia. Inne ziemie i narody, które są obecnie zjednoczone w państwie rosyjskim, nie są połączone żadnym wspólnym kulturowym lub historycznym przeznaczeniem.

Ruś Kijowska nie może być historyczną ojczyzną współczesnej Rosji, ponieważ jej spadkobiercą jest zupełnie inny kraj – Ukraina. Carstwo Moskiewskie powstało w wyniku podporządkowania sąsiednich ludów i ludobójstwa ludności Nowogrodzkiej, która różniła się od Moskali językiem, sposobem życia społecznego i samoidentyfikacją. Dlatego ziemie pskowsko-nowogrodzkie błędnie odnoszą się do historycznej pierwotnej ojczyzny Rosji.

W związku z tym nie jest jasne, gdzie narysować granicę tej ojczyzny przodków. Zwykły Rosjanin nie wie, gdzie zaczyna się granica ziem innych narodów, które zostały podbite, na przykład jest pewien, że Wołga jest rdzennie rosyjską rzeką. Tak więc pojęcie Rosji jako kraju pozostaje niezdefiniowane i z tego powodu jest zastępowane w masowej świadomości przez ideologiczny konstrukt.

Rosja jako konstrukt ideologiczny

Wynika to z kolei z zasady wyodrębniania kraju w związku nie z kulturą lub ludźmi, go zamieszkującymi, ale z władzą. W rosyjskiej świadomości masowej Rosja jest kojarzona nie z konkretnym krajem, ale z konstruktem ideologicznym, a mianowicie z dowolnym terytorium, które jest lub było kontrolowane przez rząd centralny.

Granice takiego obrazu Rosji nie są jasno określone i zależą od perspektywy, w jakiej widzi ją dany nośnik masowej świadomości: Rosja w jej obecnym stanie obejmuje całe terytorium Federacji Rosyjskiej i okupowane regiony Ukrainy; w perspektywie niedawnej przeszłości – wszystkie kraje, które były częścią ZSRR; w perspektywie odległej przeszłości – Polska, Finlandia, a nawet Alaska. W związku z tym Rosja jest utożsamiana ze Związkiem Radzieckim, Imperium Rosyjskim Piotra Wielkiego, Carstwom Moskiewskim i Rusią Kijowską, co jest sprzeczne z nauką historyczną.

Rosja i rosyjski nacjonalizm

Na podstawie tego ideologicznego konstruktu w masowej świadomości Rosjan kształtuje się specyficzny nacjonalizm. Ponieważ Rosję uważa się za każdą ziemię kontrolowaną przez władze, oczekuje się, że władze przekształcą te ziemie w taki sposób, aby były wygodne dla osób posługujących się językiem rosyjskim, to znaczy, aby zapewnić wszystkim warunki do zrozumienia języka rosyjskiego. Ten nacjonalizm może przybrać radykalną formę, w której inne języki są postrzegane jako relikty przeszłości, które można tolerować, z wyjątkiem białoruskiego i ukraińskiego, które są uważane za fałszywe lub szkodliwe języki, ponieważ ich istnienie kwestionuje jedność Rosjan, Białorusinów i Ukraińców jako jednego narodu. Ta forma nacjonalizmu jest wzmacniana przez fałszywą koncepcję, że Rosjanie, Ukraińcy i Białorusini są jednym narodem, a przynajmniej pochodzą od jednego narodu.

Tak więc współczesne rozumienie Rosji zostało ukształtowane nie na podstawie doświadczeń kulturowych i historycznych, ale na podstawie ideologii i koreluje nie z krajem, ale z terytorium kontrolowanym lub kiedykolwiek kontrolowanym przez władzę centralną, co służy jako uzasadnienie nowych wojen podbojowych, w tym obecnej wojny Rosji przeciwko Ukrainie. Oznacza to, że sama koncepcja Rosji obejmuje takie postawy ideologiczne, które są destrukcyjne i popychają do nowych wojen. Uświadomienie sobie tej okoliczności doprowadziło do tego, że w Ukrainie w codziennej komunikacji Rosja jest często nazywana Mordorem, słowem zapożyczonym z trylogii Tolkiena pt. Władca Pierścieni.

Nikołaj Karpicki 

Nikołaj Karpicki. Powstanie archaiczności: dlaczego ludzie wybierają dyktaturę?

Źródło: Wydawcą PostPravda.info. 14.05.2025.


Dzięki technologiom informacyjnym powstała globalna przestrzeń komunikacji. Obecnie świat znajduje się w stanie przejściowym na drodze ku nowemu społeczeństwu informacyjnemu, w którym konflikty o władzę nad terytoriami powinny stracić sens. Właśnie w tym okresie przejściowym rozpoczyna się powstanie archaiczności przeciwko nowoczesności. Wojna przeciwko Ukrainie to drugi front wielkiej wojny przeciwko współczesnej cywilizacji. Pierwszy front otworzył międzynarodowy terroryzm, który rozpoczął się od ataku na USA 11 września 2001 roku. Ta wojna postawiła przed nami pytanie: „Dlaczego tak wielu ludzi wybiera zło?” Czy przypadkiem jest to, że ustanowienie dyktatury w Rosji, aktywizacja międzynarodowego terroryzmu oraz przemiana internetu w element codziennego życia miały miejsce w tym samym okresie historycznym?

Co powoduje powstanie archaiczności?

Wszystkim okresom przejściowym w historii towarzyszą wstrząsy społeczne. Wynika to z faktu, że wielu ludzi nie nadąża za zmianami i zaczyna walczyć o przywrócenie archaicznych form życia. Przykład, który bezpośrednio mnie dotyczy, to rewolucja w Iranie w 1979 roku, która doprowadziła do ustanowienia totalitarnego imperializmu. A dotyczy mnie dlatego, że dziś w nocy w mojej okolicy znów uderzyły drony „Geran”, stworzone na bazie irańskiej technologii. Obecnie w stan przejściowy zaangażowany jest nie pojedynczy region, lecz cały świat, dlatego istnieje ryzyko przekształcenia się lokalnych wojen w trzecią wojnę światową.

Przejście do społeczeństwa informacyjnego wiąże się z powstaniem globalnej przestrzeni komunikacji, w której granice państwowe i różnice językowe przestały być przeszkodą w porozumiewaniu się. Zmienia się psychotyp człowieka. Współczesne dzieci nigdy nie są same – nieustannie pozostają w kontakcie z innymi. Nikt nie wie, jak to wpłynie na ludzką naturę. Niektórzy wykorzystują możliwości technologii informacyjnych do samorozwoju i twórczości, inni natomiast izolują się w informacyjnej bańce osób o podobnych poglądach, gdzie rodzą się absurdalne i niebezpieczne mity.

Oznaki świadomości archaicznej i nowoczesnej

Powstanie archaiczności obejmuje zarówno archaiczne dyktatury, jak i współczesne demokracje. Oznaką nowoczesnej cywilizacji jest nadrzędność wartości jednostki nad społeczeństwem. Współczesne społeczeństwo różni się od archaicznego tym, że prawa człowieka stanowią fundament systemu prawnego, a szacunek dla samoidentyfikacji jednostki – podstawę moralności. Moralny stosunek do człowieka opiera się na jego indywidualności, a nie narodowości, statusie społecznym czy przynależności do jakiejkolwiek wspólnoty.

Cechą światopoglądu archaicznego jest prymat kolektywizmu nad indywidualizmem. Przejawia się to w negowaniu prawa do samoidentyfikacji: człowiek nie ma prawa samodzielnie określać swojej przynależności religijnej, narodowej, społecznej czy płciowej – ma to za niego robić kolektyw, klan, stan, społeczeństwo lub państwo. Nawet wybór, kogo kochać, w społeczeństwie patriarchalnym nie należał do samego człowieka, lecz do jego rodziców.

Wyobraźmy sobie patriarchalne życie na wsi. Przez stulecia niewiele się tam zmieniało: najazdy, zmiany władzy, rewolucje przechodziły obok. Jednak wszechobecny internet jest nie do ukrycia – i za jego pośrednictwem do tego zamkniętego świata przenika wielki świat z obcym i nieakceptowalnym stosunkiem do tradycji, religii, wychowania, seksualności. Ku przerażeniu starszych, ich dzieci przejmują te obce obyczaje. Najczęstsza reakcja to odrętwienie, próba niezauważania zmian. Jednak zawsze znajdą się tacy, którzy przyłączają się do ruchów radykalnych i terrorystycznych, wierząc, że współczesny świat to uosobienie zła, a każde przestępstwo przeciwko niemu to dobro. W ten sposób powstały ISIS, Hamas, Al-Kaida i inne organizacje, w których dobro uważane jest za zło, a zło za dobro.

Prawo do samoidentyfikacji

Człowiek ma prawo do samoidentyfikacji – również zgodnie z wartościami archaicznymi. Świadomość archaiczna nie jest ani dobra, ani zła. Jest naturalna. Nienaturalne staje się jej zniekształcenie w zetknięciu ze współczesnością, gdy pojawia się nienawiść i postrzeganie otaczającego świata jako zła. Ekstremizm islamski to już nie archaiczność – nie ma on nic wspólnego z tradycyjnym islamem. To nowe zjawisko, które powstało w wyniku konfliktu między archaicznością a nowoczesnością.

Byłoby jednak poważnym błędem dzielić ludzi na „archaicznych” i „nowoczesnych”. Ten sam człowiek może w jednych aspektach kierować się wartościami archaicznymi, a w innych być całkowicie nowoczesny. Przykładem może być Elon Musk – nowoczesny pod względem naukowym i technologicznym, a jednocześnie skrajnie archaiczny w życiu codziennym – nie mógł zaakceptować tożsamości płciowej swojej córki, a to archaiczne spojrzenie wpłynęło na jego postawę polityczną.

Nie chcę jednak przez to powiedzieć, że poglądy nowoczesne są „lepsze” od archaicznych. W ogóle jestem przeciwny tego rodzaju ocenom. Zarówno archaiczne, jak i nowoczesne przekonania człowieka zasługują na jednakowy szacunek. Nieakceptowalne stają się dopiero te z nich, które prowadzą do wyrządzania krzywdy innym ludziom. Dlatego właśnie główną cechą nowoczesnego państwa jest system prawny, który chroni prawa i tożsamość każdego człowieka – w tym także prawo do obrony zarówno wartości archaicznych, jak i nowoczesnych.

Strach przed nowoczesnością i negowanie rzeczywistości

Konflikt między archaicznością a nowoczesnością pojawia się i zostaje przezwyciężany przy każdej zmianie pokoleń. To naturalny stan w historii ludzkości. Problem nie tkwi w samym konflikcie, lecz w tym, że strach przed nowoczesnością rodzi nowe zjawiska, które przekształcają archaiczną świadomość w niebezpieczną formę. Ten strach przeradza się w nienawiść i prowadzi do tego, że ludzie konserwatywni, kierujący się dotąd tradycyjnymi wartościami, nagle zaczynają wspierać zło.

Jednym z warunków takiej przemiany jest psychiczna reakcja obronna – zaprzeczanie rzeczywistości. Dla tego zjawiska istnieje specjalny termin – denializm (od ang. denial – zaprzeczenie). Denializm to światopogląd oparty na irracjonalnym negowaniu rzeczywistości, zwłaszcza wtedy, gdy stoi ona w sprzeczności z przekonaniami danej osoby. Obejmuje on także negowanie empirycznie sprawdzalnych faktów, w przypadku których istnieje konsensus w środowisku naukowym. Przykłady denializmu to: negowanie istnienia wirusów wywołujących AIDS i COVID-19, rozmaite teorie spiskowe, „nowa chronologia” Fomienki, ruchy antyszczepionkowe, społeczeństwo wyznawców płaskiej Ziemi itp. W stabilnych warunkach społecznych osoby o takich poglądach postrzegane są jako margines, jednak w okresach przejściowych ich wpływ gwałtownie rośnie.

Dlaczego konserwatywni wierzący wspierają cynicznych populistów?

Najbardziej paradoksalnym zjawiskiem towarzyszącym powstaniu archaiczności staje się jednak sojusz cyników, ochlosu i konserwatystów kierujących się tradycyjnymi wartościami moralnymi.

Słowo ochlos użyte jest tu w znaczeniu ludzi słabo wykształconych, skupionych na doraźnych, egoistycznych interesach, nie zajmujących się ani moralnością, ani polityką. Jeszcze niedawno nie mieli oni wpływu na życie polityczne, ale po wkroczeniu w globalną przestrzeń komunikacji instynktownie zaczęli popierać populistów, uznając ich cynizm i egoizm za normę. Doprowadziło to do sytuacji, w której prowokacyjne zachowania – kłamstwa, skandale seksualne – które kiedyś mogłyby zniszczyć karierę polityczną, dziś stały się gwarancją sukcesu cynicznych populistów.

Dlaczego tacy politycy zyskują poparcie ze strony konserwatywnej inteligencji i przedstawicieli religijnych wyznań? Co więcej, poparcie to tłumaczone jest przywiązaniem do wartości moralnych. Najwyraźniej widać to w środowiskach religijnych. Polityczni populiści przedstawiają się jako obrońcy konserwatywnej moralności – a w istocie jako obrońcy przed wszelkimi zmianami. Wielu wierzących widzi w takich liderach jedyną zaporę przeciw moralnemu upadkowi społeczeństwa, dlatego wybaczają im osobiste upadki moralne, a nawet przestępstwa.

Jednak nie wszyscy obrońcy moralności społecznej posiadają osobistą postawę etyczną, która kształtuje się poprzez wewnętrzne samostanowienie. W kontekście religijnym takie stanowisko rozwija się w procesie osobistej komunii z Bogiem. Ponadto religia, poprzez swój autorytet, wspiera ten system moralny, który ukształtował się w danym społeczeństwie na określonym etapie historycznym. Na przykład, jeśli w średniowieczu preparowanie zwłok uznawano za niemoralne, chrześcijańska moralność potępiała ten proceder; dziś jednak tak nie jest, ponieważ społeczeństwo zmieniło swój stosunek do tej praktyki.

Ponieważ w społeczeństwach archaicznych dominowała moralność patriarchalna, właśnie ją często przeciwstawiają nowoczesności ci wierzący, którzy nie wykształcili własnej wewnętrznej postawy etycznej. To właśnie w tych kręgach rodzi się poparcie dla cynicznych polityków, postrzeganych jako obrońcy moralności społecznej.

Kiedy postawa konserwatywnych wierzących przekształca się w negację współczesnego świata?

W 2014 roku nie powiodły się wszystkie próby dialogu między konserwatywnymi chrześcijanami ewangelikalnymi z Rosji i Ukrainy, mimo że przed rosyjską inwazją na Krym i wschodnią Ukrainę utrzymywali przyjacielskie relacje i nie odczuwali większych różnic. Rosyjscy liderzy chrześcijańscy tłumaczyli swoje poparcie dla Putina przywiązaniem do konserwatywnych wartości, jednak fakt, że przeciwstawili się swoim ukraińskim współwyznawcom, świadczy o utracie wspólnej religijno-moralnej postawy. Mówiąc prościej, ich religijny konserwatyzm przekształcił się w rosyjski faszyzm, nazywany również raszyzmem.

Jednocześnie wielu ukraińskich ewangelicznych chrześcijan wspierało i nadal wspiera Donalda Trumpa, co wywołuje krytykę ze strony innych współwyznawców. Jednak w ukraińskim środowisku ewangelicznym nie doprowadziło to do rozłamu, ponieważ ich konserwatywna świadomość nie uległa takiej transformacji, jaka miała miejsce w przypadku ich rosyjskich współwyznawców.

Podobną prawidłowość można zaobserwować w innych wyznaniach. W 2011 roku byłem jednym z organizatorów Międzyreligijnego Dialogu, w którym udział wzięli przedstawiciele niemal wszystkich wyznań z Tomska. Trzeba było przekonać ludzi, by przyszli na spotkanie, wysłuchali innych, nie narzucając własnego zdania. Świetnie radziła sobie z tym jedna z członkiń ruchu Kryszna doskonale poradziła sobie z tym zadaniem, do której ludzie mieli zaufanie, czując jej szczerość i chęć rozmowy. Powiedziała kiedyś, że chce bezpiecznego świata dla swoich dzieci, a taki świat jest możliwy tylko wtedy, gdy wszystkie wyznania podzielają wspólne rozumienie moralności.

Jednak gdy rozpoczęła się pełnoskalowa inwazja Rosji na Ukrainę, moralnie poparła Putina i działania rosyjskiej armii, stanowczo odrzucając dialog z Ukraińcami – nawet z ukraińskimi współwyznawcami. Doprowadziło to do rozłamu w międzyreligijnym dialogu i faktycznego przekształcenia go w zamkniętą sektę.

Pamiętam, że w czasach przedwojennych, gdy świetnie się dogadywaliśmy, wyrażała się czasem przeciwko szczepieniom, a innym razem przeciw demokracji, nazywając ją „demon crazy” (czyli „władzą szalonych demonów”). Uważałem to za dziwactwa i nie przywiązywałem do tego wagi. Jak się okazało, jej postawa moralna była jedynie reakcją na strach przed nowoczesnością – swoistym mechanizmem obronnym psychiki. Wraz z początkiem inwazji na pełną skalę uruchomił się inny mechanizm obronny – ślepa wiara w wodza. Podobne „dziwactwa” zauważyłem u innych uczestników Międzyreligijnego Dialogu, którzy teraz odmawiają kontaktu ze swoimi ukraińskimi współwyznawcami. Nie były to zwykłe dziwactwa, lecz forma zaprzeczania rzeczywistości, która w warunkach nekroimperialnej dyktatury przekształciła się w światopogląd tak odległy od ich religii, że utracili zdolność do dialogu nawet z własnymi współwyznawcami.

Co wspólnego mają Donald Trump, Narendra Modi i Xi Jinping?

W polityce, a nawet w retoryce politycznej tych trzech przywódców, praktycznie nie występuje pojęcie praw człowieka. Tymczasem to właśnie ukierunkowanie na wartość osobowości i prawa człowieka pozwoliło Zachodowi zwyciężyć Związek Radziecki w zimnej wojnie. Wszyscy trzej posługują się kategoriami archaicznego imperializmu.

Stany Zjednoczone i Indie to największe demokracje świata, a odrodzenie archaiki będzie trwać tak długo, aż nie dorośnie nowe pokolenie. Chiny natomiast, dzięki reformom Denga Xiaopinga, przekształciły się z totalitarnego imperium w imperium archaiczne. Dlatego nadal nie wiadomo, jak długo będą w stanie utrzymać się w tym stanie i w jakim kierunku podążą w przyszłości – w stronę demokracji czy z powrotem ku totalitaryzmowi.

Trump, Modi i Xi Jinping doskonale się rozumieją i wierzą, że rozumieją Putina – lecz się mylą. Choć Putin rzeczywiście opiera się na archaice, to przewodzi zupełnie nowemu systemowi politycznemu – nekroimperializmowi.

Czym jest nekroimperializm?

Celem archaicznego imperializmu było własne dobro kosztem innych. Dlatego wojujące imperia były w stanie zawrzeć pokój, gdy wojna przestawała być opłacalna. Celem totalitarnego imperializmu była władza w imię realizacji idei – nawet jeśli prowadziło to do szkody dla samego imperium. Z takimi reżimami można osiągnąć pokój jedynie wtedy, gdy zagrożona jest ich ideologia i władza.

Celem nekroimperializmu natomiast jest uczynienie świata prostszym poprzez śmierć i zniszczenie. Jakiekolwiek porozumienia pokojowe z nim są pozbawione sensu. Nekroimperializm można powstrzymać jedynie siłą. Tego właśnie nie rozumieli zachodni przywódcy, gdy próbowali zintegrować Rosję z międzynarodowym systemem gospodarczym i politycznym. W rezultacie nie byli przygotowani na otwartą konfrontację z nekroimperialnym reżimem, któremu sami pomogli się umocnić.